Rośliny naczyniowe

Złota jesień w Górach Czerchowskich

Hanigovský hrad  - 20 października 2019

W niedzielę wybieram się z Martą i Krzyśkiem. Nie mają pomysłu na wycieczkę. Podsuwam im kilka. Mają się zastanowić. W ostatniej chwili przypomina mi się, że studiując kiedyś mapę Gór Czergowskich (tak, czasami mi się to zdarza) zauważyłam, że kawałek za Lipanami są ruiny zamku, których jeszcze nie widzieliśmy i że można tam zrobić kółeczko. Jest tam też jakiś skansen miniaturowych cerkwi. Weszłam wtedy w Internet, obejrzałam czyjąś relację, zdjęcia tych ruin – wszystko wyglądało zachęcająco. Moich przyjaciół też to zaciekawia, więc dość szybko podejmujemy decyzję, żeby tam właśnie pojechać.

Jedziemy naszą tradycyjną, od jakieś czasu, świetnie nam znaną trasą: Piwniczna –  Stará Ľubovňa – Plaveč, - Ľubotín – Kamenica – Lipany - Pečovská Nová Ves. Tu skręcamy w lewo. Dojeżdżamy do miejscowości Ľutina. Okazuje się, że w miejscu, skąd wychodzi nasz szlak, znajduje się duży grekokatolicki ośrodek pielgrzymkowy. Ponoć największy na Słowacji. Jest tu Bazylika Mniejsza pw. Zaśnięcia Bogurodzicy (Bazilika Zosnutia Presvätej Bohorodičky). 

Odtworzono dawną drewnianą cerkiew, która spłonęła podczas budowy murowanego kościoła (obecnie jest to bazylika), jest skansen miniatur wszystkich grekokatolickich cerkwi na Słowacji, są ścieżki maryjne, droga krzyżowa, ołtarz polowy i kaplice poświęcone świętym. Jedna z ich, XIX-wieczna, postawiona jest na miejscu, w którym miały miejsce objawienia. Św. Mikołaj Cudotwórca ofiarował pewnej kobiecie ikonę Matki Boskiej. Stąd wziął się w tym miejscu kult i powstało miejsce pielgrzymkowe. Spędzamy tutaj trochę czasu, delektujemy się niepowtarzalnym smakiem jabłek i gruszek, które spadają z rosnących tu starych drzew owocowych.

Potem odszukujemy szlak żółty i idziemy pięknymi łąkami do celu naszej wycieczki. To Hanigovský hrad, a właściwie tylko jego ruiny. Zamek powstał prawdopodobnie w wieku XIV, na miejscu dawnego drewnianego. Spłonął w wieku XVI i już nie został odbudowany. Obecnie trwają prace renowacyjne. Jest malowniczo położony na wysokim wzgórzu, skąd roztacza się piękny widok na okoliczne góry. U podnóża zamku, pod pięknym starym bukiem, są ławy i stół zrobione z grubych kłód drewna. To wspaniałe miejsce na odpoczynek, więc skwapliwie z niego korzystamy. Posiłek, spożyty w tak urokliwym miejscu, smakuje o wiele lepiej.

Idziemy dalej żółtym szlakiem, potem zmieniamy go na zielony. Schodzimy z niego nad wsią Hanigovce i dalej łąkami, bez szlaku, kierujemy się na Ľutinę. I dochodzimy dokładnie tam, skąd wyszliśmy.

Po drodze zbieramy kanie. Pierwsze dziesięć znajduję już na terenie sanktuarium – zostawiam je w samochodzie, bo liczę na więcej. I mam rację, bo są ich tu setki. Nawet Marta, która do tej pory trzymała się od nich z daleka, postanawia, że tym razem się na nie skusi. Chociaż i tak w pewnym momencie musimy przestać je zbierać, bo nie mamy już do czego. No i ile ostatecznie można zjeść kani?

W drodze powrotnej zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w miejscowości Pečovská Nová Ves, gdzie zauważyliśmy ciekawy budynek. Chcemy go obejrzeć z bliska. Jest zrujnowany, ale wszystko wskazuje na to, że pochodzi czasów renesansu.

To była bardzo udana wycieczka. Pogoda wspaniała, złota jesień jeszcze w pełni, piękne widoki, no i sporo dodatkowych atrakcji. Słowacja jest piękna!