Rośliny naczyniowe

Szadź w Tatrach

Dolina Gąsienicowa - 14 stycznia 2018

Ponieważ śniegu u nas w górach prawie nie ma,  jedyne co nam pozostawało, to wybrać się w Tatry.

Miała być Rusinowa Polana, ale ponieważ rozpoczęły się ferie, Marek przewidywał dantejskie sceny w Palenicy Białczańskiej. Po długich naradach stanęło na Dolinie Gąsienicowej.

Śniegu w Tatrach jest bardzo mało – ale na odpowiedniej wysokości jest go oczywiście wystarczająco, żeby poczuć zimę.

Pogodę mieliśmy wspaniałą – było błękitne niebo, rewelacyjne słońce i całkowicie bezwietrznie, więc mimo kilkustopniowego mrozu ciepło.

W wyższych partiach gór była tego dnia piękna szadź, zwłaszcza w Gorcach. Ale nie spodziewaliśmy się szadzi w Tatrach. Liczyliśmy, że będzie pięknie, ale nie, że aż tak. Wszystko było gęsto pokryte białymi kryształkami, a śnieg lśnił w słońcu tak mocno, że nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam.

Widoki były po prostu oszałamiające. Nie wiedzieliśmy na co patrzeć, bo wszystko wokół nas było niesamowite – grań Tatr Wysokich lśniąca w słońcu na tle błękitnego nieba, chmury przewalające się od czasu do czasu nad Tatrami Zachodnimi, snujące się nisko w dolinach mgły, kryształki śniegu o specyficznej budowie, która powodowała, że tak mocno błyszczały w słońcu, a na końcu szadź otulająca każdą najdrobniejszą nawet gałązkę.

Szlak do Doliny Gąsienicowej był pusty – spotkaliśmy zaledwie kilkanaście osób, więc mieliśmy góry dla siebie.

Pospacerowaliśmy trochę i zeszli do schroniska na tradycyjną szarlotkę.

Podczas powrotu spotkaliśmy nieco więcej ludzi, ale też niewielu. Skręciliśmy w Dolinę Jaworzynki, żeby nie wracać tą samą drogą. Tu już prawie wcale nie było turystów.

To była wspaniała wycieczka. Chyba najbardziej z nas szczęśliwa była Magda, która nie była już od bardzo dawna w Tatrach, zwłaszcza zimą, i od razu trafił się jej tak cudowny dzień.