Rośliny naczyniowe

Dwa w jednym - krokusy i Giewont

Tatry - 17 kwietnia 2016

Kuźnice - (po drodze żółtym szlakiem na Śpiącą Górę) - Kalatówki - Hala Kondratowa - niebieski szlak - Kondracka Przełęcz-  Giewont  - czerwony szlak - Grzybowiec - Hala Strążyska - Ścieżka pod reglami - Skocznia

Wycieczka na krokusy na Kalatówki była zaplanowana przez nas tydzień wcześniej. Nie doszła do skutku z powodu brzydkiej pogody. Mieliśmy już zrezygnować z oglądania krokusów w tym roku, gdyż sądziliśmy, że już przekwitną, ale znalazłam w Internecie piękne zdjęcia krokusów na Kalatówkach  ze środy. Pogoda zapowiadała się niezła, więc postanowiliśmy zaryzykować.

Zakopane przywitało nas wspaniałym słońcem i halnym. Ponieważ przewidywaliśmy, że w górach może być ślisko, nie planowaliśmy niczego więcej poza Kalatówkami i Halą Kondratową.  Szliśmy więc leniwie -  obejrzeliśmy najpierw pustelnię brata Alberta, a potem  wybraliśmy się na Śpiącą Górę , żeby obejrzeć klasztor Albertynów.

Na Polanie Kalatówki były krokusy, nawet sporo, chociaż zaczynały już powoli przekwitać. Ponieważ było dużo ludzi, to po zrobieniu odpowiedniej liczby zdjęć ruszyliśmy w stronę Hali Kondratowej. Po drodze spotkała nas niemiła niespodzianka – cała trasa była pokryta lodem. Byliśmy na to jednak przygotowani – nakładki antypoślizgowe na buty spisały się jak zwykle świetnie.

Na Hali Kondratowej także było sporo ludzi – zjedliśmy tu drugie śniadanie i postanowiliśmy się przespacerować trochę wyżej. Całkiem przypadkowo poszliśmy niebieskim szlakiem prowadzącym na Giewont. Halny nagle ucichł, zrobiło się bardzo ciepło. Na szlaku nie było śniegu, więc zanim się zorientowaliśmy, byliśmy na Kondratowej Przełęczy.

Widok Giewontu bez kolejki turystów zachęcił nas do zdobycia go, zwłaszcza, że moi przyjaciele, chociaż po górach chodzą zdecydowanie dłużej ode mnie, jeszcze na nim nie byli. Ja co prawda często się odgrażałam, że już nigdy na niego nie wyjdę (z powodu tych upiornych kolejek), ale ponieważ była tak wspaniała okazja, a właśnie minęło prawie 10 lat od chwili, gdy na nim byłam, to żadne z nas nie przepuściło takiej okazji.

I dopiero teraz zauważyłam, jaki to piękny szczyt. Wejście na niego bez tego całego tłumu pozwala zauważyć jego urodę i podziwiać widoki ze szczytu.

Spotkała mnie tam też nie lada niespodzianka – kwitnąca skalnica naprzeciwlistna. Miałam co prawda już jej zdjęcie, ale bez kwiatów, bo ona zakwita bardzo wcześnie, a ja o tej porze raczej nie chodzę po Tatrach, więc radość była ogromna.

Wróciliśmy pięknym, widokowym szlakiem przez Grzybowiec i Dolinę Strążyską.

To była rewelacyjna wycieczka – słońce, ciepło, wiosennie, krokusy na Kalatówkach i pusty Giewont na deser. Czy można chcieć czegoś więcej?