GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Branisko i Kotlina Hornadzka - 21 maja 2023


Już kilka lat temu wypatrzyłam na mapie rezerwat o ciekawej nazwie Rajtopíky. Tak mnie zaintrygowała, że poszukałam informacji na jego temat, i okazało się, że jest „wart grzechu”. Postanowiliśmy się tam wybrać. Ale najpierw było ciągle burzowo, potem wybuchła pandemia i rezerwat poszedł w zapomnienie…

Przypomniałam sobie o nim miesiąc temu i natychmiast zapragnęłam tam pojechać. Namówiłam Lilę i Marka, żeby się ze mną wybrali. Zaplanowałam jeszcze oczywiście kilka dodatkowych atrakcji, więc plan wycieczki był dość napięty. No, ale powinniśmy się wyrobić w czasie przez zmierzchem. Dzień jest już długi.


Jedziemy tradycyjnie przez Piwniczną i Starą Lubowlę (Stará Ľubovňa). Potem drogą nr 68 do Sabinova. Tam skręcamy w lewo, na Ražňany i Jarovnice. Po drodze zatrzymujemy się przy kwitnących polach rzepaku, żeby zrobić zdjęcia, bo to piękny widok. Przy okazji Lila zauważa rosnący pomiędzy rzepakiem miłek letni – piękną roślinkę, będącą podobnie jak kąkol, trującym chwastem. Obydwie rośliny zostały prawie całkowicie wytępione przez stosowanie herbicydów i bardzo trudno je teraz spotkać. Moja radość jest ogromna, bo od dawna marzyłam, żeby móc go sfotografować.

Dojeżdżamy do drogi nr 18 w miejscowości Hermanovce i jedziemy nią w kierunku Lewoczy (Levoča).



Zatrzymujemy się we Fričovcach. Jest tu renesansowy kasztel (Kaštieľ Fričovce), zbudowany w I poł. XVI wieku, bardzo podobny do tego naszego w Szymbarku. Obecnie mieści się tu hotel i restauracja. Wokół dworu jest mały, ale ładny park. Tuż przed Fričovcami jest skręt do miejscowości Lipovce. Wychodzi stamtąd ścieżka przyrodnicza prowadząca przez Rezerwat Przyrody Kamenná Baba. Byłam tam kilka lat temu, i wiem, że jest wart zobaczenia, bo znajduje się tam m.in. piękny kanion z ciekawymi formami skalnymi.


Drogą nr 18 wjeżdżamy na przełęcz Chwała Bogu (Chvalabohu lub Priesmyk Branisko, 751 m n.p.m.). Przechodzi tędy droga, która już od dawnych czasów łączyła Spisz z Szaryszem. Stała tu kiedyś przydrożna karczma. Przełęcz dzieli pasmo Braniska na część północną (masyw Smrekovica) i południową (masyw Sľubica).

Właśnie stąd pójdziemy do „mojego” rezerwatu Rajtopĺky, zielonym szlakiem. To ma być krótki, przyjemny spacer, trzy kilometry w jedną stronę, tak, żeby zdobyć szczyt o tej samej nazwie, Rajtopiky (1036 m n.p.m.), no i zobaczyć dolomitową bramę skalną, będącą największą atrakcją tego rezerwatu.

Początek jest taki sobie. Oczywiście, że idziemy pod górę, ale podejście nie sprawia nam trudności.

Ciekawostką jest, że pod pasmem Braniska, gdzie właśnie jesteśmy, jest poprowadzony na trasie autostrady D1 Tunel Branisko, o długości pięciu kilometrów. Idąc do góry, zatrzymujemy się na chwilę w miejscu, w którym stoimy dokładnie nad nim.


Potem docieramy na przełęcz Pod Rudníkom, a potem pod wieżę przekaźnikową. Marek uważa, że jest paskudna, ale mi i Lili bardzo się podoba. Przypomina latarnię morską.

Pokonujemy strome podejście na szczyt Rudníka (1025 m n.p.m.), i czeka nas niemiła niespodzianka!



Musimy zejść stromo w dół i stracić ponad 100 metrów wysokości, a potem tyleż samo podejść równie stromo do góry na szczyt Rajtopíky. To nie jest fajne, ale nie mamy innego wyjścia! Idziemy wąziutką ścieżką wśród skał. Widać, że za wielu turystów tędy raczej nie chodzi, choć spotykamy kilku Słowaków. Rośnie tu trochę ciekawych roślin, ale wszystkie już mam w swoim atlasie.



Docieramy na szczyt, są stąd widoki na Kotliną Hornadzką i Zamek Spiski. No i możemy podziwiać wspomnianą wyżej skalną bramę. Warto było się tu wdrapać!


Wracamy tą samą trasą. I znowu sto metrów w dół i sto do góry. Jak na tak krótką trasę to przewyższenie jest spore – w sumie ponad 500 metrów, na zaledwie 6 kilometrach trasy. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam! Ale nie ma czego żałować, bo jest tutaj naprawdę pięknie.

W drodze powrotnej Lila znowu punktuje, bo zauważa dorodnego smardza. Oczki to ona ma!


Docieramy z powrotem pod wieżę przekaźnikową i tu robimy sobie przerwę, żeby się posilić, bo jesteśmy już mocno głodni.

Schodzimy na przełęcz i podjeżdżamy jeszcze kawałek, niestety bitą drogą, ale w niezłym stanie. Do ponoru jaskini Diablova diera. To bardzo ciekawa krasowa jaskinia. Ma 128 metrów długości. Została utworzona przez potok Svinka, który się tu rozwidla – jedna jego część płynie dalej, a druga wpływa do jaskini.


Istnieją przypuszczenia, że wody wpływające tutaj do jaskini, wypływają jako źródło nad wsią Poľanovce (na co zresztą wskazuje nazwa Wywierzysko Diabla Dziura - Výver z Diablovej Diery), i potem przez Diablov potok, a następnie potokiem Branisko docierają do Hornadu w okolicach miejscowości Spisske Vlachy (płyną na zachód), a te płynące dalej Svinką (na wschód) też trafiają do Hornadu, ale dopiero niedaleko przed Koszycami. Pierwszy raz spotykamy się z tak ciekawym zjawiskiem.

Wracamy na przełęcz i zjeżdżamy z niej na dół, do Kotliny Hornadu. Droga jest mniej więcej taka sama, jak słynny wjazd na Przełęcz Przysłup w Górach Słonnych. Serpentyny – zakręt za zakrętem, a wszystkie bardzo ostre… No ale mam już sporą wprawę.



Teraz pora na Zamek Spiski i Spiską Kapitułę. Podjeżdżamy jednak najpierw do rezerwatu Sivá Brada znajdującego się tuż pod Spiską Kapitułą. Jest to trawertynowe wzgórze z aktywnymi źródłami mineralnymi i porośnięte ciekawą roślinnością (ciepłolubną i słonolubną). Na jej szczycie znajduje się jeziorko o średnicy 3 metrów i głębokości 30 cm, z którego dna wypływa woda bogata w dwutlenek węgla. Taki mały gejzer. Dawniej ponoć woda wzbijała się na wysokość 15 metrów do góry. Kilkadziesiąt lat temu pojawiło się nowe źródło, więc kopa ciągle rośnie, bo trawertyn się ciągle osadza, tworząc na stokach wzgórza niewielkie tarasy z miniaturowymi jeziorkami, z których woda spływa na niższy poziom. A na szczycie stoi zabytkowa kaplica z XVII w.

Byłam tu już wcześniej dwa razy i za każdym razem udało mi się zauważyć nową, ciekawą roślinkę. Teraz też. To traganek duński, którego nie miałam jeszcze w swoich fotograficznych zbiorach.

Okazuje się, że Lila i Marek w tym rezerwacie jeszcze nie byli, więc są pod dużym wrażeniem. To spora atrakcja przyrodnicza, więc odwiedzając Zamek Spiski warto tu się na chwilę zatrzymać.

Podjeżdżamy teraz na parking pod Spiską Kapitułą (Spišská Kapitula). Jest położona na wschodnim stoku wzgórza o nazwie Martinovský Kopéc. To unikatowe, samodzielne, kościelne miasteczko warowne, nazywane „słowackim Watykanem”.


Wzgórze było związane z kultem chrześcijańskim już od czasów państwa wielkomorawskiego. W XI wieku istniała tu już romańska rotunda, a w wieku XII został zbudowany kościół pw. św. Marcina – jeden z najstarszych i najcenniejszych zabytków kościelnych Słowacji, który od XIII wieku stał się siedzibą opactwa i kapituły oraz ważnym ośrodkiem życia religijnego na Spiszu, w XVIII wieku podniesiony został do godności katedry i utworzono tutaj wtedy biskupstwo spiskie. W XIV wieku pojawiły się mury obronne, jednak te zachowane do naszych czasów pochodzą z wieku XVII. Wtedy też miejscowość otrzymała prawa miejskie. Było tu około 30 domów, jedna ulica, zakończona z obu stron bramami – górną i dolną, i nie więcej jak 300 stałych mieszkańców – byli to głównie członkowie kapituły i służba. Na początku XIX wieku powstało tu pierwsze na Węgrzech seminarium nauczycielskie. Jego budynek niestety nieco szpeci miasteczko.


W 1948 roku Spiska Kapituła została przez komunistyczne władze wcielona do Spiskiego Podgrodzia, miasteczka położonego pomiędzy nią, a Zamkiem Spiskim. Zamknięto seminaria, a utworzono tu szkołę dla funkcjonariuszy bezpieki. Po 1989 roku miasteczko wróciło z powrotem we władanie Kościoła Katolickiego.

Katedra jest obecnie od kilku lat w remoncie i niestety nie można jej zwiedzać. Na szczęście już tu byliśmy i widzieliśmy ją w środku.

Spiska Kapituła wraz z pobliskim Zamkiem Spiskim i najbliższą okolicą została wpisana w 1993 roku  na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Teraz w planie mamy kolejny rezerwat – Dvereník. Położony jest za Zamkiem Spiskim.


Podjeżdżamy pod zamek od strony Spiskiego Podgrodzia, co jest błędem (moim, bo Marek chciał podjechać od drugiej strony). Żeby dostać się do rezerwatu Dvereník, musimy mozolnie wspiąć się do góry pod zamek, bo jest położony na wysokiej, trawertynowej kopie, górującej 200 metrów nad miasteczkiem, a jest bardzo gorąco), obejść go wkoło do głównej bramy i zejść na parking, o którym wspominał Marek. I nawet są jakieś miejsca. Cóż, za głupotę się płaci! Czuję duże wyrzuty sumienia, bo Lila ma już odparzone stopy od niezbyt wygodnych butów.


Zamek Spiski to wspaniały kompleks obronny z przełomu XI i XII wieku. Jest to jedna z największych tego typu budowli w środkowej Europie (25 ha powierzchni). No i jest wspaniale położony, bo góruje nad okolicą, o czym było wyżej wspomniane. 

Zbudowany celem obrony północnej granicy ówczesnego państwa węgierskiego. W XIII wieku skutecznie oparł się najazdowi tatarskiemu. W XV wieku nowy właściciel zamku, Jan Zapolya przebudował zamek, przekształcając go w reprezentacyjną rezydencję. Pojawił się okazały pałac i kaplica.


W XVIII wieku doszło do zamku do pożaru, w wyniku którego rozpoczął się jego powolny upadek, i z czasem twierdza zamieniła się w ruinę. W 1961 roku został uznany za Narodowy Pomnik Kultury (Národná Kultúrna Pamiatka), a od 1970 roku rozpoczęły się żmudne prace konserwatorskie.

Teraz też trwa odbudowa na górnym zamku i wspaniały widok jest niestety oszpecony wielkim dźwigiem, górującym nad zamkiem.

My zamku nie planujemy zwiedzać, bo wszyscy już tutaj byliśmy, ja nawet trzy razy. A poza tym nie mamy niestety czasu. Ale warto go obejrzeć. Zwiedzanie zajmuje około 2 godzin.

Spod parkingu pod zamkiem idziemy do rezerwatu Dreveník. Stąd to już niedaleko, no i prawie po płaskim.



Rezerwat Dverenik to ponoć największa na Słowacji trawertynowa formacja skalna. Takie skalne miasto. Są tu skałki o ciekawych kształtach, ściany udostępnione do wspinaczki, jaskinie, no i bogata naskalna roślinność. Byliśmy tu razem w 2009 roku, kiedy zwiedzaliśmy po raz pierwszy Zamek Spiski, więc za wiele nie pamiętamy i dlatego tu teraz zaglądamy.

Potem wracamy na parking i jedziemy zobaczyć ostatnią z zaplanowanych atrakcji – pałac w Hodkovcach. Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w Spiskim Podgrodziu (Spišské Podhradie), bo zmęczeni upałem, marzymy o lodach. I mamy szczęście, bo szukając miejsca do zaparkowania, staję nieświadomie przed kawiarnią, połączoną z lodziarnią. Jak wysiadamy z samochodu, to od razu rzuca się nam w oczy szyld. A lody są całkiem smaczne.

Spiskie Podgrodzie to stara miejscowość, bo pierwsza wzmianka o nim pochodzi z poł. XIII wieku. Jeszcze w tym samym wieku otrzymało prawa miejskie. Jest tam ładny ryneczek i dwa zabytkowe kościoły. Robimy sobie mały spacer, bo musimy zjeść lody, ale niestety, aparat zostawiłam w samochodzie, więc nie zrobiłam żadnych zdjęć. Trochę szkoda.


Teraz Hodkovce (Kašteľ Hodkovce). Barokowo-klasycystyczny pałac z XVII wieku (przebudowany w wieku XVIII) z parkiem francuskim, kaplicą, małym cmentarzem i pozostałościami po architekturze parku romantycznego w stylu angielskim. Obecnie mieści się tam dom opieki społecznej, a pałac popada w ruinę. Szkoda, bo jest naprawdę piękny.

Syci wrażeń wracamy do domu. Tą samą drogą, tak, że muszę tym razem wjechać serpentynami na Przełęcz Chwała Bogu – zjazd z niej w odwrotnym kierunku jest już na szczęście łatwiejszy.

Obiecana Lilce spacerowa wycieczka okazała się niestety nie taka spacerowa – ponad 16 kilometrów w upale, i w sumie 700 metrów przewyższenia. Moja przyjaciółka nie miała do mnie jednak pretensji, mimo obolałych stóp, bo miejsca, które zobaczyliśmy, były naprawdę piękne!



Zamek Spiski Rajtopiky Spiska Kapituła Kotlina Hornadzka Drevenik Siva Brada Branisko
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.