STYCZEŃ
Buk zwyczajny (Fagus sylvatica)

Pogórze Ciężkowickie - 13 listopada 2025


Tradycyjna listopadowa wycieczka po cmentarzach wojennych z I wojny światowej. Muszę wymyślić jakieś miejsce, w którym będzie coś więcej do zobaczenia, żeby Lila z Markiem byli zadowoleni. Mój wybór pada na okolice Ciężkowic. Niedawno w Moszczenicy na wzgórzu o nazwie Wiatrówki wybudowana została nowa wieża widokowa. No i Ciężkowice też warte są odwiedzenia.

Wyszukałam kilka cmentarzy, wytyczyłam trasę. Marek zaakceptował pomysł. Pojechaliśmy przez Szalową. Jest tam drewniany kościół pw. św. Michała Archanioła, znajdujący się na szlaku architektury drewnianej województwa małopolskiego. Został zbudowany w I poł. XVIII wieku i jest uznawany za jeden z najcenniejszych drewnianych kościołów barokowych w Polsce. Jest to także unikat na skalę europejską.


W 2000 roku został wytypowany razem z kilkoma innymi drewnianymi kościołami Małopolski do wpisania na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Z uwagi jednak, że wszystkie pozostałe były gotyckie, nie został na nią wpisany. Ale w 2017 roku został umieszczony przez Prezydenta RP na liście pomników historii.

Świątynia została wzniesiona dzięki staraniom ówczesnego właściciela wsi Krzysztofa Jordana i tutejszego proboszcza Wojciecha Stefanowskiego. Nie wiadomo, kto jest autorem projektu.

Kościół jest zbudowany z drewna jodłowego. Jest trójnawowy, ma układ bazyliki. Jego unikatowym elementem są dostawione w zachodniej części nawy dwie zrębowe wieże z baniastymi hełmami, które z trójkątnym frontonem pomiędzy nimi tworzą jednolitą fasadę. Fronton ozdobiony jest XVIII-wieczną rzeźbą św. Michała Archanioła walczącego z szatanem w postaci smoka.


Wnętrze jest niesamowite. Zdobi je rokokowa polichromia z poł. XVIII wieku. Wyposażenie jest bardzo bogate i jednolite w stylu, głównie z XVIII wieku. Ołtarz główny oraz 6 bocznych - wszystkie drewniane, późnobarokowe, kolumnowe z dekoracją rokokową (w jednym z nich otoczony kultem obraz św. Jana Kantego z 1640 roku). Ciekawa ambona z galeryjką kolatorską, XVII-wieczny obraz Veraicon pod belką tęczową i chór muzyczny. Także chrzcielnica z czarnego marmuru i mnóstwo innych, godnych obejrzenia zabytków.

Byłam pewna, że nie zajrzymy do środka, bo kościół będzie zamknięty. Mnie udało się go zobaczyć trzy lata temu. Wracałyśmy z Magdą z Biecza i akurat trwała msza. Poczekałyśmy pół godziny na zakończenie i obejrzałyśmy go sobie dokładnie. Ale Lila z Markiem go nie widzieli. Mamy jednak trochę szczęścia, bo przedsionek jest otwarty i może wejść i obejrzeć wnętrze przez kratę.


Kościół otoczony jest kamiennym murem. Obok znajduje się XIX-wieczna murowana parawanowa dzwonnica oraz kaplica Miłosierdzia Bożego z 1739 roku. No i niesamowicie gruba, stara lipa.

Teraz w planie mamy obiecaną Markowi wieżę widokową. Znajduje się w wzgórzu Wiatrówki (430 m n.p.m.) w miejscowości Moszczenica.

Boję się trochę dojazdu, bo te strome, wąskie i kręte drogi pogórzy są wyzwaniem dla kierowców, ale okazuje się, że droga na Wiatrówki została ostatnio wyremontowana. Poza tym nie jest ani tak wąska, ani tak stroma, jak przypuszczałam. Dojeżdżamy pod samą wieżę. Jest gdzie zostawić samochód, ale w weekend na pewno jest z tym problem. Ponoć jest w planach duży parking.


Wieża powstała w 2023 roku. Mierzy 24 metry - pierwotnie miało to być 12 metrów, ale na szczęście postanowiono, że ponieważ otacza ją las, to widoczność na okolicę nie byłaby najlepsza. Jest zbudowana ze stali i sosnowych, impregnowanych desek. Na wysokości 3,5 metra ma dodatkowy, obszerny podest.


Widoki z górnej platformy są wspaniałe. Widać Tatry, Beskid Niski, Beskid Sądecki i Gorce. Po ich kontemplacji jedziemy dalej. Zjeżdżamy do znajdującego się poniżej centrum Moszczenicy. Nie planowaliśmy się tu zatrzymać, ale zauważamy ciekawy kościół, a że jest obszerny parking…

Miejscowość została lokowana przez Jana Herberta w 1348 roku na prawie niemieckim. Wcześniej była tu osada, ale ludność została wymordowana lub wzięta do niewoli podczas najazdów tatarskich. Była to duża wieś. Nowi mieszkańcy byli częściowo niemieckiego pochodzenia. Nawet w starych dokumentach górna część wsi jest nazywana niemiecką.


Podchodzimy pod kościół, który nas zainteresował. Wygląda, jakby to był dawny zbór, bo ma bardzo prostą bryłę i nie ma wieży. Ale okazuje się, że został zbudowany na pocz. XIX wieku jako kościół katolicki pw. MB Szkaplerznej. Jego fundatorami była rodzina Skrzyńskich. W jego architekturze barok połączony jest z klasycyzmem. Do kościoła wejść nie można, nie ma nawet klamki. Ale został niedawno odnowiony na zewnątrz, więc może jest także teraz remontowane jego wnętrze.

A jest tam sporo zabytkowego wyposażenia, głównie z XVII i XVIII wieku. Prawdopodobnie zostało przeniesione tu z wcześniejszego drewnianego kościoła z XVIII wieku. Może kiedyś uda się to zobaczyć.


Obok kościoła znajduje się ładny budynek, przypominający dworek. Został zbudowany w latach 1928-32. Tutejsi mieszkańcy zbudowali go na potrzeby parafii. Odbywały się tam lekcje religii, ale działał też chór parafialny i amatorski teatr. Nosił nazwę Domu Młodzieży. Po drugiej wojnie światowej pełnił także różne funkcje kulturalne. Przez jakiś czas służył jako szkoła. Teraz został pięknie odnowiony i mieści się tam Ośrodek Kultury i Biblioteki im. Abpa Leona Wałęgi.

Przegapiamy niestety cenny zabytek, znajdujący się na tutejszym cmentarzu. Wszyscy go widzimy, ale zaaferowani kościołem, pomijamy. A to duży błąd. To drewniana Kaplica Chrystusa w Ciemnicy z II poł. XVII wieku. Znajduje się na tutejszym cmentarzu. Zbudowana na planie sześcioboku, nakryta dachem namiotowym ze ślepą latarnią. Na ścianach polichromia barokowa ze scenami Męki Pańskiej z II poł. XVII wieku. W kaplicy jest się też barokowy obraz Chrystusa w ciemnicy z MB Bolesną z XVII-XVIII wieku oraz również barokowa rzeźba Chrystusa u słupa, z XVIII wieku. Szkoda. Ale do Moszczenicy musimy jeszcze wrócić, więc wtedy się tej kaplicy przyjrzymy.


Jedziemy do Ostruszy. Są tam dwa cmentarze wojenne – nr 142 i 143. Ten drugi jest przy drodze prowadzącej do Ciężkowic. Okazuje się, że już tu byłam, tylko, jak się później okazało, nie odkreśliłam go na swojej liście. Ale Lila z Markiem go nie widzieli, a został niedawno odnowiony. Wejście od szosy po schodkach przez efektowną, wymurowaną z kamienia bramę oraz dwuskrzydłowe wrota wykonane z grubych drewnianych belek. Na wprost bramy, na środku cmentarza znajduje się drewniany krzyż osadzony na kamiennym cokole. Mogiły żołnierzy umieszczone w sześciu rzędach.

Pochowano tu 226 żołnierzy armii rosyjskiej, 96 żołnierzy armii niemieckiej i 9 żołnierzy armii austro-węgierskiej


Potem idziemy odszukać drugi, nr 142. Jest umiejscowiony nad Ostruszą na szczycie wzgórza o nazwie Góra. Nie prowadzi do niego żadna ścieżka, a jest tu mocno stromo. Przedzieramy się przez chaszcze. Marek prowadzi. W końcu stajemy na szczycie, teraz zarośniętym lasem. Spodziewaliśmy się ruiny, a cmentarz został ostatnio pięknie odnowiony. Tyle, że znalezienie go jest dość trudne. Centralny pomnik to kamienny czworokątny obelisk. Na jednej z jego ścian wykonano z kamienia pierścień, wewnątrz którego jest wykuty krzyż maltański i data 1914–1915. Cmentarz ogrodzony jest drewnianym płotem. Ponoć ten cmentarz zbudował jeden człowiek – jeniec włoski, który na plecach wnosił obrabiane przez siebie kamienie.


 Na tym wzgórzu zginęło wielu żołnierzy i zostali tu pochowani. 76 z armii austro-węgierskiej i niemieckiej oraz 49 żołnierzy armii rosyjskiej.

Oba cmentarze zaprojektował Jan Szczepkowski.


Teraz mamy w planach dwa cmentarze w Staszkówce. Musimy kawałek wrócić, bo nie ma innej drogi. Zatrzymujemy się na chwilę w miejscowości Turza, bo zwrócił naszą uwagę duży neogotycki kościół. Został on zbudowany w latach 1912-1916 według projektu i pod kierunkiem architekta Jana Grabowskiego. To neogotycka, jednonawowa budowla, zbudowana z cegły i kamienia. Wewnątrz ładna polichromia, neogotyckie ołtarze, w głównym obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, barokowy, z przełomu XVII i XVIII wieku, przeniesiony ze starego kościoła. Udaje się nam znowu zajrzeć do środka.

W Staszkówce z Markiem już dwa lata temu obejrzeliśmy dwa wojenne cmentarze z I wojny światowej – monumentalny nr 118, który był wtedy głównym celem wycieczki i nr 119, na którym pochowano wyłącznie żołnierzy rosyjskich. Dwóch pozostałych nie zobaczyliśmy, bo zaczął sypać śnieg i było paskudnie. Teraz to nadrobimy.


Pierwszy, oznaczony nr 117 jest przy drodze. Gdyby nie kapliczka z przodu, to byłby bardzo nieciekawy. Ale pochowani tam zostali wyłącznie żołnierze rosyjscy – 286 – więc pewnie dlatego. Zaprojektował go wspominany już Jan Szczepkowski.


Drugi, oznaczony nr 116, trochę dalej, też przy tej drodze, ale w polach pod lasem w przysiółku Dawidówka, jest zdecydowanie okazalszy. Zaprojektował go Anton Müller, ale ołtarz jest projektu prof. Hermanna Kurta Hosaeusa. Spoczywa  tutaj 212 żołnierzy armii niemieckiej. Na cmentarzu znajduje się także granitowy pomnik w formie sześcianu zwieńczonego kulą. Pomnik ten ufundowały rodziny poległych tu oficerów. Wśród nich jest 16-letni ochotnik Wilhelm von Francois, wnuk gen. piech. Hermana von Francois, dowódcy niemieckiego XLI Korpusu, walczącego m.in. na linii Łużna (Pustki) - Rzepiennik – Ciężkowice.

Teraz jedziemy do Ciężkowic. Ale nagle zauważam znak kierujący do cmentarza wojennego nr 136 w Zborowicach. Nie mam takiego cmentarza na dzisiaj w planach – owszem, zamierzamy odwiedzić cmentarz wojenny w Zborowicach, ale o nr 135, który zamierzamy odwiedzić po wizycie w Ciężkowicach, bo Zborowice na mapie są po drugiej stronie. Ale, jak się okazuje, ich granica sięga aż tutaj. Na szczęście, jest się gdzie zatrzymać, bo to wąska i kręta droga, a do cmentarza jest kawałek. Najpierw drogą przez las, a potem polami.


Cmentarz jest okazały. Zaprojektowany został przez Antona Müllera. Są to dwie osobne kwatery. Kiedyś przebiegała tamtędy droga, a żołnierze zostali pochowani po obu jej stronach. Architekt dostosował plany do istniejących grobów. Spoczywa tu 455 żołnierzy austro-węgierskich (w większości to Węgrzy).

Cieszymy się, że przez przypadek zauważyliśmy ten znak i się tu zatrzymaliśmy. 

Teraz przed nami Ciężkowice. I zasłużona kawa. Lila jest bardzo zadowolona, bo okazuje się, że w Ciężkowicach jeszcze nie była.

Cieżkowice to stara miejscowość. Pierwsza o niej wzmianka pochodzi z roku 1125. Należała wtedy do benedyktynów z Tyńca. Prawa miejskie Ciężkowice uzyskały w 1348 roku. Były miastem królewskim. Przebiegały tędy szlaki handlowe prowadzące z Czech i Węgier.  Miasto straciło na znaczeniu podczas zaboru austriackiego. Zostało pozbawione praw miejskich w 1934 roku. Odzyskało je ponownie w 1998 roku.

Zatrzymujemy się przy rynku. Parking jest bezpłatny. Zachował się tu średniowieczny układ urbanistyczny i ciekawa drewniana zabudowa. Dlatego miasto zostało włączone do Małopolskiego Szlaku Architektury Drewnianej.


Najpierw oglądamy Ławeczkę Paderewskiego. Jest to pomnik poświęcony naszemu wielkiemu rodakowi – Ignacemu Paderewskiemu. Stanął na ciężkowickim rynku w 2018 roku – w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Ignacy Paderewski był w latach 1897–1903 właścicielem i mieszkańcem dworu w pobliskiej Kąśnej Dolnej. Przez ten krótki okres wiele dla okolicy zrobił, mimo, iż bywał tu rzadko. W Ciężkowicach założył oddział Ochotniczej Straży Pożarnej i odnowił kapliczkę św. Floriana, współorganizował Kółko Rolnicze i zakład wikliniarski; wsparł finansowo budowę szkoły oraz remont kościoła parafialnego, dla którego ufundował dzwon św. Urban. W 1898 kupił w Rynku kamienicę i utworzył w niej Kasyno-Klub Inteligencji Obywatelskiej. W Kąśnej sfinansował budowę ochronki i wsparł budowę szkoły i remont kościoła, a w Jastrzębi pomógł w remoncie kościoła. Teraz w dworze w Kąśnej jest Centrum Paderewskiego. To ośrodek koncertowy i miejsce pamięci oraz jego muzeum. Byliśmy tam kiedyś razem i go zwiedziliśmy.

Pomnik został wykonany z brązu. Autorką projektu jest Ewy Fleszar. Paderewski siedzi przy fortepianie, a na bocznej ścianie instrumentu widnieje inskrypcja „Wygrał Polskę na fortepianie”. Jest tam też zamontowany specjalny mechanizm, dzięki któremu można usłyszeć menuet C-dur opus 14 nr 1 w stylu Mozarta, uważany za najpopularniejszy w dorobku artysty. Nagranie pochodzi z 1937 w oryginalnym wykonaniu Paderewskiego. My dowiedzieliśmy się o tym niestety już w domu. Szkoda.

Idziemy teraz na cmentarz komunalny, bo na nim ma być kolejny cmentarz wojenny.


Po drodze zaglądamy do kościoła pw. św. Andrzeja Apostoła. Jest to neogotycka świątynia wzniesiona w latach 1901–1902. Zaprojektował ją słynny architekt Jan Sas-Zubrzycki. Powstała na miejscu wcześniejszego, gotyckiego kościoła, który uległ zniszczeniu podczas pożaru w 1830 roku.

Kościół bardzo okazały, wzniesiony z cegły i kamienia, trójnawowy. Z przodu wysoka wieża na planie kwadratu, nakryta ostrosłupowym dachem hełmowym. Wspaniałe jest wejście główne, ozdobione dwuwejściowym, uskokowym portalem. Przy wejściu bocznym jest podobny portal, tyle, że jednodrzwiowy.


Wewnątrz  polichromia wykonana w latach 1943–1944 (na ścianach) i w latach 1954–1956 (na sklepieniach) przez Józefa Dutkiewicza. Witraże wykonane zostały w 1905 roku w zakładzie witraży Żeleńskiego w Krakowie.


Ołtarze w stylu neogotyckim. W głównym, zaprojektowanym przez Stanisława Wójcika, znajduje się obraz Chrystusa Miłosiernego (Ecce Homo) z XVII wieku. Uważany za cudowny. Jego historia jest bardzo ciekawa. W dwóch ołtarzach bocznych obrazy: Męczeństwo św. Andrzeja z XVIII wieku i Matka Boża z Dzieciątkiem z wieku XVIII. Kościół jest otwarty, więc dokładnie możemy go sobie obejrzeć.


Cmentarz wojenny na cmentarzu w Cieżkowicach jest oznaczony nr 137. Został zaprojektowany przez Jana Szczepkowskiego. Głównym elementem cmentarza jest pomnik w formie „bramy-ołtarza” w tylnej części muru. Ozdobiona jest ona kamiennym krzyżem i medalionem z płaskorzeźbą głowy Chrystusa w koronie cierniowej. Spoczywa tu 78 żołnierzy austro-węgierskich, 4 niemieckich i 2 rosyjskich. Cmentarz został niedawno odnowiony.

Wracamy na rynek i obchodzimy go wokół, żeby znaleźć jakąś kawiarnię. Niestety, nic nie znajdujemy. Idziemy więc do ratusza, bo tam w piwnicach mieści się Restauracja Spiżarnia. Nie mają co prawda ciast, ale za to desery, oparte o ser mascarpone. Nie mamy wyboru, więc zostajemy na kawę. No i degustujemy te desery. Są wyśmienite, choć pewnie kaloryczne.

Wychodzimy stamtąd w świetnych humorach. Zamierzamy opuścić Ciężkowice. W drodze powrotnej musimy jeszcze odwiedzić dwa cmentarze.

Marek przypomina sobie, że był tu kiedyś w muzeum przyrodniczym. Ponieważ droga wyjazdowa prowadzi obok, to moglibyśmy się tam zatrzymać.


Okazuje się, że obiekt został bardzo rozbudowany. To teraz „Centrum Kultury i Promocji Gminy Ciężkowice”. A dawne Muzeum Przyrodnicze im. Krystyny i Włodzimierza Tomków stało się jego częścią.


Dr Włodzimierz Tomek razem z żoną przez ponad 50 lat gromadzili eksponaty przyrodnicze. Udostępniali je w swoim prywatnym domu. Po śmierci pana Tomka w 1955 roku gmina Ciężkowice odkupiła wspaniałe zbiory od rodziny. Muzeum zostało utworzone w 1989.


Obecnie zostało bardzo unowocześnione. Powstało wiele stanowisk interaktywnych, gdzie można się uczyć i świetnie bawić. Przy muzeum utworzono także Małopolskie Centrum Edukacji Ekologicznej.  Warto tę ekspozycję też zwiedzić, choć jest dodatkowo płatna.


Obok budynku jest bardzo ładny skwerek. Nam najbardziej podobała się wiklinowa oprawa ławeczek. Dość kosztowna,  co mogliśmy przeczytać na tabliczce informacyjnej. Ale ostatecznie to dzieło sztuki...


Teraz ruszamy już w drogę powrotną. Ale musimy jeszcze odwiedzić dwa cmentarz wojenne – jeden w Zborowicach a drugi w Siedliskach.


Cmentarz wojenny nr 135 w Zborowicach znajduje się na cmentarzu komunalnym. Zaprojektował go Anton Müller. W górnej jego części jest betonowy krzyż, stojący na kamiennym cokole. Cmentarz został obsadzony drzewami. Pochowano tutaj 3 żołnierzy armii austro-węgierskiej, 49 żołnierzy armii niemieckiej i 2 żołnierzy armii rosyjskiej.


Teraz Siedliska i cmentarz nr 134. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę na wzgórzu Paliszowiec (412 m n.p.m.), bo jest stamtąd ładny widok na Tatry.

W Siedliskach parkujemy obok kościoła pw. św. Mikołaja. Okazuje się, że to zabytkowa świątynia. Została zbudowana na przełomie XIV i XV wieku w stylu gotyckim. Wielokrotnie była przebudowywana i zatraciła swój gotycki wygląd.


Ale wewnątrz jest ołtarz rokokowy z II poł. XVIII wieku. A ołtarze boczne są jeszcze starsze, bo z XVII wieku. Są tam także chrzcielnica i ambona z XVII wieku. Na dodatek kościół jest otwarty i możemy go sobie obejrzeć w środku.


Obok kościoła stoi murowana dzwonnica w kształcie potrójnej arkady, w łukach której zawieszone są trzy dzwony: „Mikołaj", „Maria" i „Antoni", odlane w 1962 roku.

W pobliżu jest cmentarz parafialny, a na nim cmentarz wojenny nr 134. Zaprojektował go wspominany już kilkakrotnie Jan Szczepkowski. Głównym elementem ozdobnym jest osadzony na betonowym cokole betonowy krzyż, który ponoć pierwotnie był drewniany. Nagrobki umieszczono w rzędach, a cmentarz, podobnie jak poprzedni, obsadzono drzewami, ale ostatnio zostały wycięte, bo zagrażały bezpieczeństwu. Spoczywa tu 52 żołnierzy z armii austro-węgierskiej.


Na tym nasza wycieczka się kończy. Wracamy z niej bardzo zadowoleni. Zobaczyliśmy wieżę widokową na Wiatrówkach, odszukaliśmy 8 cmentarzy wojennych, odwiedziliśmy Ciężkowice, gdzie główną atrakcją okazało się nieplanowane muzeum przyrodnicze. Zobaczyliśmy przy okazji 5 kościołów, w tym jeden unikatowy w Szalowej. Do większości udało nam się zajrzeć do środka. No i desery w „Spiżarni” były wyśmienite. Kawa także. A pogoda nam dopisała. Słońce mieliśmy przez cały dzień i było całkiem ciepło. 

Tylko w Nowy Sączu czeka nas gehenna związana z popołudniowymi korkami. Najpierw mam problem z odwiezieniem Lili i Marka do domu, a potem droga powrotna zajmuje mi godzinę, chociaż z reguły pokonanie tej trasy zajmowało mi 5-10 minut. Musimy na razie, póki nie zakończą się remonty dróg w środku miasta, zrezygnować ze wspólnych wycieczek w tygodniu. Bardzo nam z tego powodu przykro.



Pogórze Ciężkowickie Ciężkowice cmentarze wojenne Szalowa Zborowice Staszkówka Turza Moszczenica Wiatrówki Siedliska
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.