Magura Spiska - 11 lutego 2025
W 2012 roku zrobiliśmy sobie z przyjaciółmi wycieczkę na Haligowskie
Skały (Haligovske skalý). Znajdują się one po słowackiej stronie Pienin. Bardzo
mi się tam podobało i od dawna już miałam ochotę tę wyprawę powtórzyć.
W ubiegłym roku wiosną zaproponowałam wyjazd Magdzie i pojechałyśmy tam wtedy we dwie. Przy tej okazji odkryłam, że to są wspaniałe,
piękne tereny i jest tam sporo szlaków turystycznych. To bardzo blisko nas,
więc postanowiłam to wykorzystać.
Wszystkie szlaki wychodzą z drogi nr 543. Trzeba dojechać do Starej Lubowli (Stará Ľubovňa), potem skręcić na Hniezdne, a tam w prawo właśnie na tę drogę. Prowadzi ona rozległą doliną potoku Wielki Lipnik (Veľký Lipnik), będącego lewym dopływem Popradu, do Czerwonego Klasztoru. Wzdłuż tej drogi przebiega granica dwóch pasm górskich - Pienin i Magury Spiskiej. Po obu stronach są poprowadzone szlaki turystyczne.
Jesienią zaproponowałam Markowi i Lili wycieczkę stamtąd na
Wysokie Skałki (Vysoké Skalky - 1050 m n.p.m.), najwyższy szczyt Pienin.
Trasa bardzo nam się podobała i wróciliśmy bardzo zadowoleni.
Potem chciałam ich zabrać na Wietrzny Wierch (Veterný vrch -
1111 m n.p.m.), najwyższy szczyt wschodniej części Magury Spiskiej. Byłam tam
kilka lat temu, ale szlakiem z uzdrowiska Wyżne Rużbachy (Drużbaki Wyżne, słow.
Vyšné Ružbachy). Niestety, sporo chorowałam i wycieczka nie doszła do skutku.
Teraz postanowiłam to nadrobić. Pojechał ze mną niestety tylko Marek, bo Lila znowu postanowiła zostać w domu.
Dojeżdżamy znaną nam już trasą do miejscowości Wielki Lipnik (Veľký Lipnik). Powstała już w XIV wieku, lokowana na prawie niemieckim przez ród Görgyów. Początkowo były to dwie oddzielne miejscowości: Lipnik Stary i Wyżni. W XVI wieku wieś została zasiedlona (dosiedlona) w czasie kolonizacji wołoskiej i pewnie w związku z tym na prawie wołoskim. Tutejsza ludność zajmowała się głównie pasterstwem i druciarstwem. Do dziś zamieszkują ją Łemkowie. Kultywują swoją kulturę i tradycję, mają nieco odmienny język. Działa tu zespół ludowy, ponoć jeden z najlepszych w Słowacji. Zatrzymujemy się pod cerkwią, a właściwie murowanym kościołem greckokatolickim pw. św. Michała, zbudowanym w 1794 roku.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Stąd wyruszamy czerwonym szlakiem. Początkowo prowadzi przez
piękne, widokowe łąki. W nocy był spory mróz, więc są pokryte warstewką
szronu. Bardzo ładnie to wygląda. Mamy widok m.in. na Pieniny, bo po drugiej
stronie drogi rozciąga się PIENAP – słowacki pieniński park narodowy.
.jpg)
.jpg)
Docieramy do lasu. Jest ładny, chociaż droga, którą prowadzi szlak, jest nieco zniszczona, bo ściągane jest tędy drzewo po ścince. Nam to dzisiaj nie przeszkadza, bo ziemia jest zmrożona i w związku z tym nie ma błota.
.jpg)
.jpg)
Szlak, którym idziemy, na mapie jest podpisany jako Pieninská
cesta (Droga Pienińska). Chociaż tak nazywa się jego fragment pomiędzy
Szczawnicą a Czerwonym Klasztorem. Ale może został wydłużony. Według mapy idzie
dalej – przechodzi przez Veľký Lipnik, wchodzi na Veterný vrch, potem schodzi do miejscowości Vyšné Ružbachy i zdaje się
kończy się we wsi Nižné Ružbachy.
.jpg)
.jpg)
Chyba tak jest, bo jesteśmy przecież na Magurze Spiskiej, a prowadzą nas nowe, piękne szlakowskazy, na których na każdej tabliczce pisze: PIENAP. Widocznie Park, z sobie tylko wiadomych powodów, wydłużył Drogę Pienińską i poprowadził ją poza Pieninami także w poprzek Magury Spiskiej.
.jpg)
.jpg)
Miejscami jest
jeszcze trochę śniegu, ale w większości idziemy suchą, zmrożoną drogą. Mijamy
skrzyżowanie ze szlakiem zielonym. Tędy zaplanowałam zejście. Dochodzimy na
kolejne skrzyżowanie szlaków, tuż pod szczytem.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Wdrapujemy się stromym podejściem na Veterný vrch. Był w całości porośnięty lasem, ale wichura, która tu miała miejsce w 2004 roku, zniszczyła lasy na całym grzbiecie Magury
Spiskiej, również tutaj. Dlatego roztacza się z niego teraz wspaniała panorama
widokowa. Prawie 360 stopni. Można stąd zobaczyć bardzo wiele pasm górskich.
Oczywiście, najbardziej spektakularny jest widok na Tatry, a także na Trzy
Korony w Pieninach. Marek jest
zachwycony. Ja zresztą też, bo nie pamiętałam, że jest tu aż tak ładnie.
Obydwoje żałujemy, że nie ma z nami Lilki.
.jpg)
.jpg)
W 2016 roku na szczycie umieszczono drewnianą figurę niedźwiedzia, trzyma on w łapach słowacką flagę. Niestety, już jest mocno sfatygowana i należałoby ją wymienić, bo to trochę profanacja narodowego symbolu jest. Ale i tak jesteśmy pod wrażeniem. Staramy się tak robić zdjęcia, żeby tego nie było widać. I fotografujemy się oczywiście z tym niedźwiedziem na tle Tatr.
.jpg)
.jpg)
Jest tu też grawerowane koło z nierdzewnej stali z opisaną panoramą szczytów. Do niej przymocowany jest
taki sam pojemnik, w którym Marek znajduje zawiniętą bezpiecznie w folię
wspaniałą księgę wpisów i papierową mapę. Oczywiście, zaraz nas tam wpisuje.
Tylko, że sugerując się poprzednim wpisem, wpisuje datę styczniową. No, ale
nasza wizyta, choć pod złą datą, zostaje
w tej grubej księdze uwieczniona. Jest tam wygodna ławeczka, więc jemy drugie śniadanie, kontemplując przy okazji widoki.
Z wysokością tego
szczytu jest pewien problem. Każde źródło podaje inną. Na niektórych mapach jest
to 1113 m, Wikipedia i nowa tabliczka wykonana przez PIENAP podaje, że jest to
1111 m, a na umieszczonym tu kole i pojemniku jest podana wysokość 1112 m.
Nie wiem, która jest prawdziwa, ale ja jestem za tą 1111 m. Pierwszy raz byłam tu 11 listopada 2018 roku. I bardzo cieszyliśmy się z przyjaciółmi, że wysokość tego szczytu pokrywa się z datą naszego go zdobycia. Bo, po pierwsze, Wikipedia na ogół podaje najaktualniejsze informacje, a poza tym PIENAP tabliczkę umieścił tu bardzo niedawno. I sprawdziłam jeszcze na słowackiej mapie turystycznej https://mapy.dennikn.sk/ - też jest podana taka wysokość.
.jpg)
.jpg)
Powinniśmy teraz wrócić kawałek czerwonym szlakiem, aż do
skrzyżowania z zielonym. Ale Marek zaczyna kombinować. Te Mapy cz. nas
strasznie rozzuchwaliły. Ciągle chodzimy teraz lokalnymi drogami. Wypatrzył
taką na mapie i proponuje, żebyśmy nią poszli. Idziemy więc kawałek szlakiem
czerwonym w stronę skrzyżowania z żółtym, potem żółtym kilkadziesiąt metrów i schodzimy na lokalną drogę. Planujemy nią dojść do zielonego szlaku,
schodzącego do miejscowości Stráňany.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Na początku cały czas lasem i w cieniu, ale potem robi się
całkiem widokowo. Musimy tylko zerkać w mapę, żeby zejść z tej drogi na
następną. Udaje się nam nie przegapić tego zejścia i po chwili marszu jesteśmy
na zielonym szlaku.
.jpg)
.jpg)
Na mapie przy zielonym szlaku wypatrzyłam jeziorko. Na zdjęciach wygląda całkiem ciekawie, więc musimy koło niego przejść. To Stráňanské jazero. Zdaje się, że naturalne, ale zostało zagospodarowane i pogłębione przez lasy państwowe na początku lat 60. ubiegłego wieku. Jest własnością gminy Stráňany. Ma służyć jako zbiornik wody dla helikopterów, gdyby doszło do pożaru lasu. Ale na co dzień korzystają z niego mieszkańcy i turyści.
W 2020 roku przedłużono zielony szlak „Pod Zbojníckim Stołem - Veterný vrch”. Schodzi on teraz spod szczytu w drugim kierunku – przechodzi obok jeziora i dociera do wsi Stráňany.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Rzeczywiście, warto było tu przyjść. Jezioro jest naprawdę duże
i ładne. Niestety, nadal pokryte grubą warstwą lodu. No i jest przy nim miejsce
do zrobienia grilla. Widziałam to na mapie, nawet miałam
ochotę kupić kiełbasę, ale pomyślałam sobie, że będzie tam może śnieg i problem
z suchymi gałęziami, więc będzie ciężko rozpalić ognisko. Niestety, musimy
teraz z Markiem patrzeć z żalem na równiutko poukładane szczapki drewna, kije
do pieczenia kiełbasy, a nawet kratkę gillową. Oj, trochę szkoda…
.jpg)
.jpg)
Idziemy dalej. Zaplanowałam, że nie zejdziemy do końca
zielonym szlakiem, bo musielibyśmy iść dwa kilometry asfaltową, dość ruchliwą drogą,
a tam nie ma poboczy. Wypatrzyłam na mapie drogę, którą można dojść pod cerkiew
w Wielkim Lipniku. I tak zaplanowałam powrót. Marek to widział i zaakceptował. Tyle,
że żadne z nas dokładnie się jej nie
przyjrzało.
.jpg)
.jpg)
Najpierw mijamy zejście ze szlaku. Na szczęście musimy
wrócić tylko ze sto metrów. Potem patrzymy na tę drogę trochę z niedowierzaniem.
Wchodzi na plac, na którym jest składowane drewno, a potem do potoku. Jakoś udaje nam się przejść na
drugą stronę. Później idzie bardzo stromo do góry. Jakieś 40% nachylenia.
Jakoś żadne z nas tego nie zauważyło na mapie! Może to i dobrze, bo nie
wpadlibyśmy na taki pomysł! I już nie żałujemy, że Lili z nami nie ma. Dałaby
nam popalić!
.jpg)
.jpg)
Pokonujemy jakieś 150 metrów przewyższenia i z ulgą wychodzimy na grzbiet. Idziemy teraz granią, a potem na dół wygodną stokówką. Po tym przykrym doświadczeniu dokładniej przyglądam się mapie i zauważam kolejną trudność. Po drodze musimy 4 razy przekroczyć strumień. Na szczęście znajduję alternatywę. Trzeba przejść na drugą stronę strumyka (na szczęście nie stanowi to w tym miejscu żadnego problemu), a potem łąkami (które początkowo są porośnięte krzakami tarniny, ale tego na mapie niestety nie widać) dotrzeć do kolejnej drogi, która schodzi prosto pod cerkiew. Omijamy w ten sposób potok i trasa skraca się nam o pół kilometra. Tylko, że znów trzeba iść kawałek do góry…Ten powrót to trochę się nam wydłużył. Na szczyt 5 kilometrów, a zejście 9. No cóż, tak bywa...
.jpg)
.jpg)
Ale mamy szczęście, bo po dotarciu na dół Marek zauważa
otwarte drzwi do cerkwi. Akurat wszedł tak ksiądz i przygotowuje świątynię na
wieczorne nabożeństwo. Udaje nam się zajrzeć do środka. Wnętrze też jest bardzo
ładnie odnowione.
Teraz już szybko wsiadamy do samochodu i ruszamy w drogę
powrotną, bo dochodzi czwarta, a ja po ciemku nie cierpię prowadzić samochodu i staram się tego unikać.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z wejścia na Veterný vrch. Bardzo piękny, widokowy szczyt. Jezioro Stráňanské też było warte zobaczenia. Końcowy odcinek trasy był nieco męczący, ale w górach to częste… To była kolejna udana i ciekawa wycieczka. A ja z drogi 543 wymyśliłam już dwie następne…
cerkwie Magura Spiska Wietrzny Wierch Wielki Lipnik