MAJ
Storczyk blady (Orchis pallens)

Beskid Niski - 13 marca 2022


Wiosny jakoś nie widać. Ubiegły weekend spędziliśmy w domu, bo było paskudnie. Teraz pogoda ma być słoneczna, więc planujemy się gdzieś wybrać. Marek przedstawia dwie propozycje. Lila zamierza się z nami wybrać, więc obie podejmujemy decyzję – Beskid Niski i Wątkowa (846 m n.p.m.), najwyższy szczyt Pasma Magury Wątkowskiej, z Bartnego. Byliśmy tam wszyscy troje 12 lat temu, więc już dość dawno. No i przez połowę dnia mocno padało, więc wycieczka nie należała do zbyt udanych, ale i tak całkiem miło ją wspominamy.

Rano, mimo obiecanego przez prognozy pogody słońca od świtu, jest niestety pochmurnie. Ale liczymy, że to się zmieni.

Dojeżdżamy do Bartnego. Tu mamy rozpocząć naszą wycieczkę. Zatrzymujemy się pod prawosławną cerkwią, gdzie planujemy zostawić samochód.


Bartne to miejscowość z ciekawą historią. Podobno wieś założyli kamieniarze z Jasionki, którzy przychodzili tu pozyskiwać kamień i nie chciało im się codziennie tak daleko chodzić, więc założyli tu osadę, która szybko się rozrosła. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z I poł. XVII. Nazwa pochodzi najprawdopodobniej od bartnictwa.

W XIX wieku było to już ludna wieś, słynąca z wyrobów kamieniarskich.


Z Bartnego pochodził ojciec Dmytra Bortniańskiego, Stefan Szkurat, który później zmienił nazwisko na Bortniański. Stefan Bortniański to kompozytor, śpiewak i dyrygent pochodzenia łemkowskiego. Jest najwybitniejszym kompozytorem rosyjskiego kręgu kulturowego XVIII w. Jego styl operowy opiera się na zdobyczach opery osiemnastowiecznej. Także jego kompozycje religijne, a zwłaszcza wielogłosowe koncerty a capella stanowią szczytowe osiągnięcie ruskiej muzyki cerkiewnej tego okresu.

W latach 1870-92 księdzem był tu pochodzący z Wierchomli Wielkiej Wołodymyr Chylak, jeden z najważniejszych pisarzy łemkowskich XIX w.

W czasie I wojny światowej toczyły się tu walki w ramach bitwy gorlickiej.

W 1928 roku siedemdziesiąt procent mieszkańców Bartnego przeszło z greckokatolicyzmu na prawosławie. Wybudowali we wsi drugą cerkiew, prawosławną, i sprowadzili do niej ikonę Matki Bożej Poczajowskiej.

Po drugiej wojnie światowej duża cześć z nich uległa agitacji lub zastraszeniu i wyjechała w 1945 roku na Ukrainę. Pozostali zostali przesiedleni w 1947 roku w ramach „Akcji Wisła” w okolice Wrocławia, Olsztyna i Gdańska. Część z nich, tych których władze podejrzewały o sprzyjanie UPA, wylądowała w obozie pracy w Jaworznie.

Po 1956 roku spora część wysiedlonych wróciła. Obecnie Bartne, jak przed wojną, jest zamieszkałe w większości przez prawosławnych Łemków.

We wsi zachowały się obydwie cerkwie – greckokatolicka i prawosławna. Obie pw. Świętych Kosmy i Damiana.


Greckokatolicka, starsza, została zbudowana w I poł. XIX wieku, w stylu zachodniołemkowskim. Obecnie zamieniona jest na muzeum, w którym eksponowane są elementy sakralnej sztuki łemkowskiej, m.in. kompletny ikonostas z XVIII w., ołtarz boczny z 1797, XVIII-wieczne ikony: Matka Boża z Dzieciątkiem i Chrystus oraz obrazy pochodzące z cerkwi okolicznych wsi. Także obramowanie drzwi z nieistniejącej już cerkwi we wsi Nieznajowa.

Za cerkwią znajduje się kamienny spichlerz z I poł. XIX wieku, w którym jest kolekcja dawnych wyrobów kamieniarskich z tych okolic. Muzeum opiekuje się proboszcz miejscowej parafii prawosławnej.



Prawosławna, wybudowana, jak już wspomniałam w 1928 roku, na wzór cerkwi w Krzywej, tyle, że mniejsza. Z dawnego ikonostasu przywiezionego z Poczajowa zachowały się carskie wrota i Ostatnia Wieczerza. Są tu też ikony z nieistniejącej już cerkwi w Świerzowej Ruskiej. Obok cerkwi stoi pomnik Dmytra Bortniańskiego. Udaje nam się ją zobaczyć także wewnątrz.



Potem, idąc żółtym szlakiem, zatrzymujemy się przy pierwszej, greckokatolickiej i oglądamy ją z zewnątrz. Podchodzimy następnie pod cmentarz wojenny z I wojny światowej. Żeby nie wracać, idziemy "na krechę" polami do góry, dochodząc w ten sposób do stokówki. Docieramy nią do żółtego szlaku, który ją przecina. I zaczynamy mozolne podejście na grzbiet pasma. Jest sporo śniegu. Na dodatek mokrego. Mimo, że ze 2-3 osoby przeszły tędy przed nami, to idzie się dość ciężko. Ale nie narzekamy, bo wyszło nam obiecane słońce i jest przyjemnie.


Magura Wątkowska to pasmo w zachodniej części Beskidu Niskiego. Ma sześć wierzchołków, są to, wymieniając od zachodu: Kornuty (830 m n.p.m.), Wątkowa (846 m n.p.m., najwyższy), Magura, (829 m n.p.m.), Kornuty (836 m n.p.m.), Majdan (768 m n.p.m.) i Łysy Czubek (711 m n.p.m.).

My zamierzamy zdobyć Wątkową i Magurę. Docieramy do skrzyżowania ze szlakiem zielonym. Tu stoi tabliczka z napisem: Magóra Jasielska (826 m n.p.m.). Została tu postawiona w 2019 roku przez oddział PTTK z Jasła. Pisownia dziwna, nie pasująca do reszty, ale ponoć nawiązuje do pisowni historycznej. No ale takiego szczytu przecież nie ma na mapach i w przewodnikach!


Szukając czegoś na ten temat, natrafiłam na artykuł Piotra Aleksandra Borkowskiego „W poszukiwaniu Magóry Jasielskiej” w  biuletynie MPN „Magura” (nr1/2020). Okazuje się, że przed wojną była wymieniana jako jeden ze szczytów do zdobycia w tym paśmie (z taka pisownią właśnie). Potem zniknęła. I jasielski oddział PTTK postanowił szczyt odnaleźć i oznaczyć, czego efektem jest właśnie ta intrygująca, pewnie nie tylko mnie, tabliczka.


Okazuje się także, że trafiliśmy trochę pechowo. Na I Zimowy Bieg Beskidnika. Akurat jego trasa pokrywa się w tym miejscu z naszą. A ponieważ biegacze są ważniejsi, to co chwila schodzimy im z drogi, wchodząc w wysoki, mokry śnieg. Trochę to męczące, bo przepuszczamy w ten sposób około setki osób. Ale za to na szczycie Magury czeka na nas nagroda. Jest tam bufet z napojami i słodyczami. Mimo, że nie bierzemy udziału w biegu, to zostajemy serdecznie ugoszczeni gorącą herbatą i pierniczkami w czekoladzie. Jest nam bardzo miło, ale z ulgą zmieniamy szlak na czerwony. Przyjemnie jest iść bez oglądania się co dziesięć kroków do tyłu.


Docieramy na Przełęcz Majdan i zmieniamy znowu szlak na żółty. Jest właściwie nieprzetarty, poza pojedynczymi śladami nart. A śniegu jest sporo! Zmęczeni docieramy do zadaszonej wiaty na dole, gdzie robimy sobie krótki odpoczynek.

Stąd już jest łatwo, bo szlak prowadzi odgarniętą, szeroką drogą, która po jakimś czasie przechodzi w asfalt. I dość szybko pojawia się przed nami cerkiew i nasz samochód.


Podjeżdżamy jeszcze pod bacówkę, żeby zobaczyć, co sie tam zmieniło. Okazuje się, ze nic.


Zgłaszamy na plebani chęć obejrzenia cerkwi-muzeum (w niedzielę można o to poprosić po 14.00). Po chwili przychodzi bardzo sympatyczna pani, która nam ją otwiera i opowiada o zgromadzonych tam zbiorach. Mieliśmy tego dnia szczęście, bo udało się nam obie cerkwie w Bartnem zobaczyć w środku.


Potem zatrzymujemy się jeszcze na chwilę przy dwóch cerkwiach w Bodakach. Jednej greckokatolickiej, z 1902 roku, służącej obecnie katolikom, a drugiej prawosławnej, zbudowanej w latach 1932-34, jako czasownia. Obie pw. Świętego Dymitra.

Co prawda, nie przypuszczałam, że będzie tu aż tak zimowo, ale mimo to wycieczka była bardzo udana! 



Pogórze Rożnowskie Beskid Niski cerkwie cmentarze wojenne Magura Wątkowska Wątkowa Magura Bartne
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.