Wąwóz Homole, Wysoka i Wysoki Wierch - 23 lipca 2020


Marek z Lilą wyjechali, więc nie pozostało mi nic innego, jak wybrać się gdzieś samej. Postanowiłam zaryzykować Małe Pieniny. Chyba w zwykły dzień nie będzie problemów z wydostaniem się z Jaworek (po 7-godzinnym powrocie dwa lata temu mam duży uraz).

Nie mogę wyjechać wcześnie rano, bo koło ósmej mam jeszcze coś do załatwienia. Kiedy kilka minut po dziewiątej wjeżdżam na parking w Jaworkach, jest już na nim prawie pełno. Nie jestem pewna, czy to był dobry pomysł. Wokół mnóstwo ludzi, a ja lubię ciszę i samotność, nie mówiąc już o ryzyku zarażenia się.


Postanawiam najpierw podejść pod dawną cerkiew. Jest za potokiem, wiec szukam jakiegoś dojścia. Jest mostek i wyraźna ścieżka, prowadząca w dobrym kierunku, więc idę tamtędy i docieram do celu. Obchodzę cerkiew dookoła. Na bocznych drzwiach informacja, że gnieżdżą się tu nietoperze. Są uchylone. Trochę to dziwne i korci mnie, żeby tam zajrzeć, ale na szczęście się powstrzymuję, bo po minucie drzwi się otwierają i wychodzi stamtąd człowiek w czołówce na głowie. Okazuje się, że zajmował się liczeniem nietoperzy i dlatego było otwarte. A nietoperze mają się ponoć świetnie.


Potem Wąwóz Homole. Niestety sporo ludzi. Niektórzy zachowują się okropnie. Hałasują, niszczą przyrodę. Idę za taką rodziną, zachowanie dzieci poniżej krytyki. Udaje mi się ich jakoś wyprzedzić i uwolnić od ich towarzystwa. Ale pięknem tego miejsca nie zdążyłam się niestety nacieszyć.

Po wyjściu z wąwozu szlak prowadzi nieciekawą, błotnistą drogą. Idę i klnę w duchu, po kiego diabli mnie tu przynieśli. Potem robi się ładniej, ale też dużo ludzi. Liczę na to, że może będzie gdzieś rozwidlenie szlaku, ale niestety nie ma. Dopiero tuż pod Wysoką. Tu też szlak zniszczony, nieciekawy, gramolę się stromą ścieżką, mocno zdegustowana.


Decyduję się pochopnie na wejście na szczyt, bo turystka, schodząca z góry twierdzi, że nie ma tam dużo ludzi. Trochę to dziwne, ale wierzę jej na słowo i idę. Oczywiście jest tłum, wchodzimy sobie wzajemnie na głowy, widoki kiepskie, Tatr właściwie nie widać.


Coraz bardziej zła na siebie, szybko stamtąd uciekam. Idę niebieskim szlakiem w stronę Szafranówki. Tu zdecydowanie mniej ludzi. Czyżby większość wracała tą samą trasą?


Kiedy wychodzę wreszcie na rozległe łąki nad Durbaszką, zaczyna się robić przyjemnie. A w miarę zbliżania do Wysokiego Wierchu, nawet pięknie. Zielono, mnóstwo kwiatów, wspaniałe widoki. No i prawie pusto. Humor mi się zdecydowanie poprawia. Zaczynam wreszcie cieszyć się, że tu przyjechałam.


Na szczycie dwie panoramy widokowe i ławeczki, umieszczone tu przez Słowaków. Jak byłam tutaj ostatnio, to ich jeszcze nie było.

Wracam do Jaworek drogą prowadzącą koło schroniska pod Durbaszką. Widoki piękne, ale łąki bardzo ubogie, nie ma porównania do bogactwa roślinności w okolicach Wysokiego Wierchu.


Udaje mi się bez problemu wydostać ze Szczawnicy, niestety w Zabrzeży stoję w długim korku, bo jest tam remont drogi.

Ale w sumie jestem bardzo zadowolona z wycieczki. Podeszłam pod cerkiew, której zawsze widziałam tylko wieżę. Jej otoczenie też jest warte zobaczenia. Stare zabytkowe gospodarstwo i skaliste koryto Grajcarka. No i przede wszystkim mój ulubiony, widokowy Wysoki Wierch, tonący w kwiatach i zieleni. Było tam naprawdę pięknie.



Wąwóz Homole Małe Pieniny Durbaszka Wysoka Pieniny cerkwie Jaworki
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.