WRZESIEŃ
Wrotycz pospolity (Tanacetum vulgare)

Gorce - 13 lutego 2022


Śniegu w Beskidach niby jest mnóstwo, ale na pierwszy rzut oka tego nie widać. Po pierwsze, jest go dużo tylko w wyższych partiach gór, a poza tym nie ma wcale okiści na drzewach, przez co góry wyglądają szaro i nieciekawie. A mnie chce się prawdziwych, zimowych widoków. Trzeba się więc wybrać gdzieś wysoko. Babią Górę wykluczam, bo nie chce mi się jechać tak daleko, a poza tym będą tam takie tłumy, że zepsuje mi to całą przyjemność delektowania się pięknem zimy. Zaczynam się więc przyglądać Turbaczowi (1310 m n.p.m.). Kamera przez cały tydzień pokazuje zachęcający widok. Pogoda ma być piękna. Wymyślam więc wycieczkę z Obidowej, bo tamtędy nigdy jeszcze nie szliśmy. Marek akceptuje pomysł.

Docieramy do Obidowej przed dziewiątą. Udaje nam się znaleźć miejsce na parkingu (są tu przygotowane świetne trasy do uprawiania narciarstwa biegowego, więc ludzi zimą jest zawsze bardzo dużo).


My wyruszamy zielonym szlakiem w stronę Starych Wierchów. Właściwie to najtrudniejszy fragment naszej wycieczki. Najpierw trzeba trzykrotnie sforsować potoczek, a potem mocno strome podejście. Na szczęście to tylko pół godziny.


Mimo mrozu docieramy bardzo zgrzani pod schronisko. Tu rozbieramy się trochę, pijemy herbatę i wyruszamy dalej czerwonym szlakiem. Aż na Turbacz. Zarówno on, jak i wszystkie szlaki, którymi dzisiaj idziemy, są wspaniale przygotowane. Wszędzie przejechały pługi śnieżne. Spodziewaliśmy się, że szlaki, mimo sporych ostatnio opadów śniegu w Gorcach, będą przetarte, bo są zwykle licznie odwiedzane przez turystów. Ale żeby aż tak! Brawo! Widać, że turyści na Turbaczu są mile widziani i dba się o nich, jak tylko można najlepiej.


Śniegu dużo, mniej więcej około metra, lecz zdarzają się miejsca, gdzie jest go nawet do dwóch metrów, ale okiści na drzewach tutaj też nie ma. Za to idziemy malowniczymi, śnieżnymi wąwozami, wzdłuż których stoją „śniegowe rzeźby”. Jakaś rekompensata więc jest. No i mam cały czas nadzieję, że na szczycie czeka mnie nagroda, obiecana przez kamerę.


Pięknie widać Tatry. No i majestatyczną Babią Górę. Wreszcie odsłania się widok na szczyt Turbacza. Cały w bieli. I już wiem, że to był świetny wybór. Chcę jak najszybciej tam dotrzeć.


Idziemy właściwie cały czas po płaskim. Tylko na sam szczyt jest podejście, ale niewielkie. Świetną trasę wymyśliłam. Większość z ok. 700 metrów wysokości zrobiliśmy na samym początku, w ciągu krótkiego podejścia na Stare Wierchy.



Na szczycie jest tak pięknie, że szczerze powiedziawszy, rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Nie spodziewałam się, że będą tu dzisiaj aż tak niesamowite widoki.


Robię trochę zdjęć i schodzimy pod schronisko. Obiecałam Markowi gorczański deser, bo jemy go zawsze, kiedy tutaj jesteśmy. Niestety, turystów jest mnóstwo i kolejka do kawiarenki jest bardzo długa. Postanawiamy zrezygnować. Znajdujemy sobie całkiem przyjemne miejsce na odpoczynek na zewnątrz schroniska i zabieramy się za konsumpcję tego co przynieśliśmy z domu. Ale trochę nam tej luksusowej szarlotki żal…


Postanawiam skorzystać z toalety w schronisku. Okazuje się nieczynna, ale za to odkrywam, że w kawiarence zrobiło się pusto. Cud! A ja na dodatek mam ze sobą pieniądze! Kiedy pojawiam się przed Markiem z talerzykami z deserem, jest w sporym szoku. Tego się nie spodziewał! Ale jest zachwycony. Zresztą ja też. Tradycji stało się zadość!  A taka szarlotka ze stołu pokrytego śniegiem smakuje wspaniale! Kiedy Marek zanosi talerzyki, znowu w kawiarence jest tłoczno. Co to znaczy trafić na odpowiednią chwilę!


Schodzimy najpierw żółtym szlakiem. Przy Polanie Rusnakowej zatrzymujemy się na chwilę przy drewnianej kaplicy Matki Bożej Królowej Gorców. Została wybudowana w 1979 roku w dziewięćsetlecie męczeńskiej śmierci św. Stanisława Biskupa i poświecona Papieżowi Janowi Pawłowi II z okazji jego pielgrzymki na Podhale w tym samym roku. Ma bardzo ciekawy i piękny wystrój wnętrza. Możemy zajrzeć do środka, bo jest otwarta.


Potem w okolicach Miejskiego Wierchu zmieniamy szlak na czarny, bo żółty skręca na Kowaniec, a wreszcie na Bukowinie Obidowskiej na zielony, którym docieramy prosto na parking w Obidowej, gdzie stoi nasz samochód.


Kiedy wyjeżdżamy na główną drogę, okazuje się, jest straszny korek. Tłumy jadą w stronę Zakopanego. Marek błyskawicznie podejmuje świetną decyzję i skręca w prawo. Wracamy przez Rabkę. Tyle samo kilometrów, a prawie pustą drogą. Tak, że tego dnia robimy dwie pętle – jedną w górach, drugą na drodze. To ideał, jeśli idzie o organizację wycieczki. A w Rabce pojawia się pomysł na kolejną, już wiosenną.

Wycieczka była bardzo udana. Piękna pogoda, prawie bezwietrznie, przejście częściowo nieznaną nam trasą, świetnie przygotowaną, wspaniała szadź na szczycie, sporo pięknych widoków, wreszcie słynny gorczański deser. Czegoż można chcieć więcej? 



Gorce Turbacz Stare Wierchy
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.