WRZESIEŃ
Wrotycz pospolity (Tanacetum vulgare)

Pieniny - 6 lutego 2022


Weekend miał być brzydki. Sobotę spędziłam w domu, bo rzeczywiście było paskudnie – pochmurnie, wietrznie i padał deszcz na zmianę ze śniegiem. Na niedzielę była zapowiadana nieco lepsza pogoda, ale słońca miało nie być. Decyzję, czy się gdzieś wybiorę, zostawiłam więc na niedzielny poranek.

Obejrzałam rano widoki z kilku kamer internetowych i znalazłam pomysł na krótką wycieczkę. W Szczawnicy było co prawda pochmurnie, ale za to świeżutka okiść na każdej gałązce. Postanowiłam pojechać do Krościenka i wejść stamtąd na Trzy Korony, zwłaszcza, że tutaj miało nie być wiatru.


Krościenko przywitało mnie bajkową atmosferą. Wszystko tonęło w delikatnym, świeżym puchu. A na dodatek pojawiło się słońce i z małymi przerwami towarzyszyło mi przez całą wędrówkę.

Jak zwykle, zostawiłam samochód pod budynkiem PPN. A szkoda, bo powinnam sobie najpierw zrobić spacer po Krościenku i nad Dunajcem, tak było tu rano pięknie.


Chociaż idąc do góry też mogłam podziwiać tę delikatną okiść. Ale im wyżej, tym było jej mniej. Tu drzewa były pokryte zdecydowanie grubszą warstwą śniegu.


Szlak był mocno przetarty, więc szło się bardzo dobrze. Dopiero powyżej Przełęczy Szopka było trochę zasp, ale kilka osób przeszło tamtędy przede mną, więc pokonanie ich nie stanowiło żadnego problemu.

Spotkałam po drodze sympatyczną parę z Gorlic, którą poznałam pod Lubaniem. Podobnie jak poprzednio, wdaliśmy się w bardzo miłą pogawędkę. Szkoda, że nie wymieniliśmy się numerami telefonów, bo moglibyśmy się gdzieś wspólnie wybrać. No, ale góry są małe, może się jeszcze spotkamy.



Udało mi się, bo kiedy doszłam do szczytu, to znowu pokazało się słońce. Cały czas było praktycznie bezwietrznie, tylko troszeczkę wiało na platformie widokowej. No, ale tam z  reguły wieje, zwykle o wiele mocniej niż dzisiaj.


Po dwunastej słońce schowało się na dobre, a kiedy dotarłam z powrotem do Krościenka, było tam szaro i brzydko. Nie zostało ani śladu z porannego piękna!

Znowu dobrze wybrałam miejsce i wykorzystałam najładniejszą część dnia! Już o czternastej byłam w Nowym Sączu. Tu wiało i było nieprzyjemnie zimno. A ja miałam taką piękną wycieczkę!



Trzy Korony Pieniny
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.