Beskid Sądecki - 27 grudnia 2025
Zaplanowałam sobie wycieczkę na Mogielicę (1170 m n.p.m.),
ale niestety prognozy się zmieniły i zamiast przewidywanego wcześniej słońca,
miały tam być cały dzień mgły. Postanowiłam więc wybrać się tam, gdzie ma być
słonecznie i nadzieja na odrobinę szadzi, żeby poczuć zimę.
Pojechałam więc tradycyjnie w stronę Rytra i Piwnicznej, bo
tam możliwości jest wiele. Pasmo Jaworzyny Krynickiej było szare – zero szadzi. W związku z tym Makowica też wyglądała mało zachęcająco. Ale najwyższe szczyty
Beskidu Sądeckiego były miejscami pobielone. A jak w Rytrze spojrzałam na
Kordowiec, to tu i ówdzie były kępy pięknie oszronionych drzew. Postanowiłam
pojechać do Kosarzysk i stamtąd pójść w stronę Trześniowego Gronia. Tam jest
szansa na nieco zimowych widoków.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Zostawiłam samochód na parkingu pod kościołem i wyruszyłam.
Skręciłam do przysiółku Żeniowska. Szłam, podziwiając lodowe sople na potoku Rogacz. Był
lekki mróz i ziemia była zmrożona, co przyjęłam z dużym zadowoleniem,
pamiętając o przygodach w ubiegłym tygodniu. Co prawda, na razie nie miało to
znaczenia, bo szłam po asfalcie, a później po betonowych płytach, ale zawsze.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
To mocno strome podejście. No ale te 500 metrów
przewyższenia gdzieś trzeba zrobić. Z lasu wyszłam w okolicy przysiółków
Trześniowy Groń i Trześniowa. Było pięknie. Ciepło, słonecznie i zero wiatru.
Na brzegu polany Trześniowy Groń wypatrzyłam od północnej strony piękną kępę
oszronionych drzew. Dotarłam tam drogą od góry. Było bajkowo. Takie połączenie
jesieni z zimą.
.jpg)
.jpg)
Dotarłam do Chatki pod Niemcową. To było kiedyś kultowe, prywatne
schronisko. Warunki były w nim bardzo zgrzebne, ale miało dużą grupę entuzjastów. Zostało zamknięte. Teraz ktoś wybudował obok dom. I wszystko się zmieniło. To, że jest zakaz
wstępu na teren dawnego schroniska, jest zrozumiałe. Ale cała polana Trześniowy
Groń jest wokół obstawiona dużymi tablicami o zakazie wstępu. Cóż prawo
własności…
.jpg)
.jpg)
Żeby go nie naruszyć, wchodzę do lasu i z jego brzegu
fotografuję roztaczające się stamtąd piękne widoki. Zauważam wąską ścieżkę, która
idzie równolegle do drogi, która prowadzi do GSB. Nie chcę mi się schodzić,
więc postanawiam nią iść do góry. Dociera do mnie, że prowadzi
najprawdopodobniej na szczyt Trześniowego Gronia (1001 m n.p.m.). W sumie to
fajnie by go było zdobyć od tej strony. Niestety, teren stromieje, a ścieżka
znika. Ale się przecież nie wycofam! Chociaż tak nakazywałby zdrowy rozsądek!
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Krok po kroku, powolutku, sprawdzając, czy pewnie stawiam
kroki, bo jeden nieostrożny i polecę w dół, pnę się do góry. To raptem 50 metrów
przewyższenia, ale to ostatecznie 15 pięter jest… Nie po wygodnych schodach,
tylko po śliskich bukowych liściach, przyprószonych śniegiem, po bardzo stromym
zboczu. Tuż pod szczytem teren trochę łagodnieje. A na dodatek widać drzewa
pokryte szadzią. Od razu wstępuje we mnie energia i po chwili zdobywam
szczyt. Wyszłam prosto na tabliczkę. Jest tu dzisiaj przepięknie! Mam swoją
zimę!
.jpg)
.jpg)
Co prawda, tylko na szczycie jest tak ładnie i po lewej stronie GSB, idącego w stronę Radziejowej, ale zawsze! Buszuję więc tutaj
trochę, choć nie jest łatwo. Rosnące tu borówczyska są przykryte warstwą
twardego śniegu. Czasem idzie się po nim wygodnie, ale co kilka kroków zapada
dość głęboko. Trzeba uważać.
.jpg)
.jpg)
Nacieszywszy się szadzią, wychodzę na szlak. Jest tu
skrzyżowanie szlaków i tablica informacyjna. Nadal wisi tu tabliczka z napisem „Niemcowa
1001 m n.p.m.”. Wysokość się zgadza, nazwa już nie. Dla mnie przez lata też
była to Niemcowa, póki nie odkryłam, że Niemcowa to szczyt o wysokości 963 m
n.p.m, znajdujący się nad polaną Niemcowa Wyżnia, przez którą przechodzi GSB.
Byłam tam wiosną. Dojście na szczyt jest łatwe – najpierw łąką do góry, a potem
jest nawet ścieżka. No i ktoś umieścił tam prowizoryczną tabliczkę z nazwą.
.jpg)
.jpg)
Napis Niemcowa, umieszczony jest na skrzyżowaniu GSB z żółtym na polanie o nazwa Kramarka. Trzeba by go zmienić i jakoś inaczej nazwać
to miejsce. Ponieważ polana jest tuż pod szczytem Trześniowego Gronia, to można
by nazwać to miejsce Rozdrożem pod Trześniowym Groniem. Chociaż ta nazwa (Trześniowy Groń) odnosi
się już i do polany poniżej, i do szczytu, i kapliczki przy żółtym szlaku… Może
by nazwać to miejsce po prostu tak, jak się nazywa, czyli Polana Kramarka.
.jpg)
.jpg)
Tylko, że nazwę Kramarka zaanektowano już dla miejsca
przygotowanego dla turystów przez Leśnictwo Roztoka Mała. Jest to zespół trzech wiat z miejscem na ognisko oraz grillem. Są ławy, stoły, tablice edukacyjne oraz
toaleta. Można tam zrobić imprezę dla większej ilości osób. Jak ktoś mówi, że
był na Kramarce, to ma na myśli to miejsce, a nie polanę Kramarka, bo dla
większości to Niemcowa.
.jpg)
.jpg)
A swoją drogą Kramarka warta jest paru słów. Jest to
rozległa polana, na której dawniej mieszkali ludzie. I była ona częściowo
uprawiana. W okolicach tablicy na skrzyżowaniu szlaków zachowały się resztki po
zabudowaniach. Po wojnie mieszkańcy opuścili to miejsce, ale jeszcze przez
kilkadziesiąt lat wypasano tu zwierzęta. Obecnie ta rozległa polana coraz
bardziej zarasta borówczyskami. W ślad za nimi podążają drzewa. Trochę szkoda,
ale taka jest kolej rzeczy.
.jpg)
.jpg)
Trochę spaceruję po polanie, znajduję tropy wilków. W nocy musiała tu być cała wataha, bo śladów jest dużo. Są też tropy dzików, saren i jeleni. A potem postanawiam zjeść tu drugie śniadanie. Siedzi tam sympatyczny turysta, z którym wdaję się w pogawędkę. Rozmawiamy oczywiście o górskich szlakach, bo o czym innym mielibyśmy w górach rozmawiać?
.jpg)
.jpg)
Potem schodzę żółtym szlakiem, prowadzącym do Piwnicznej. Tu
też jest sporo szadzi na drzewach, więc jest pięknie.
.jpg)
.jpg)
I znowu zbaczam na brzeg polany Trześniowy Groń. Dalej nie
wchodzę, bo wiem, że właściciele sobie tego nie życzą. Chociaż turyści i tak
tamtędy chodzą. I nagle widzę Tatry. Nie przypuszczałam, że są stamtąd
widoczne. Okazuje się, że dzisiaj obeszłam tę rozległą polanę wkoło. Do tej pory
nie miałam świadomości, że to jedna polana i ma nazwę.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Docieram do kapliczki pod Trześniowym Groniem. Podziwiam widoki,
a potem schodzę nieco niżej. Plątam się trochę po łąkach, bo są tu piękne
widoki i ładnie oblodzone roślinki.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
A potem wchodzę na niebieski gminny szlak. Prowadzi w większości betonowymi płytami. Po drodze mijam dwa gospodarstwa. Tu też jest sporo ładnych widoków. Potem szlak
wchodzi na chwilę na wąską, stromą ścieżkę. Ale potem znów prowadzi betonową
drogą. Schodzę z niego na szlak rowerowy, bo wtedy zejdę niedaleko kościoła, a tam zostawiłam samochód.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
To była bardzo udana wycieczka. Właściwie taki 10-kilometrowy, przyjemny spacer. Głównie lokalnymi drogami, chociaż wejście na Trześniowy Groń było bardzo ekstremalne. Znalazłam to, czego szukałam, czyli piękną szadź, która zaspokoiła moje potrzeby w tym zakresie. Pogoda była wspaniała! I chociaż nie było prawie wcale śniegu, to ziemia była lekko zmrożona, więc nie było też błota. Było super!
Beskid Sądecki Niemcowa Kosarzyska Pasmo Radziejowej Trześniowy Groń Kramarka (polana)