LIPIEC
Dzwonek skupiony (Campanula glomerata)

Pogórze Rożnowskie - 25 lutego 2024


Nie planuję wycieczki, bo pogoda w weekend ma być średnia. Ale jak prognozy pogody się zmieniają i zapowiadają słoneczną niedzielę, to postanawiam się gdzieś wybrać na spacer. Przypomina mi się, że w ubiegłym roku myślałam o Tropiu na Pogórzu Rożnowskim, bo odkryłam, że można się tam przespacerować. I nawet jest trochę ciekawych rzeczy do zobaczenia, dzięki czemu przechadzka będzie atrakcyjniejsza.

Tropie, położone kiedyś nad Dunajcem, a obecnie nad Jeziorem Czchowskim, jest bardzo starą miejscowością. Już ponoć w VIII wieku była tu osada, bo w tym miejscu znajdowała się  przeprawa przez Dunajec, będąca częścią szlaku handlowego z Bizancjum nad Bałtyk.


Znajduje się tu unikatowy kościół pw. Świętych Pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta. Według ludowej tradycji został zbudowany w miejscu świętego gaju i słowiańskiej świątyni. Jest to jeden z najstarszych kościołów w Polsce, bo zbudowano go już w XI wieku. Ponoć miał go ufundować Kazimierz Odnowiciel w 1045 roku. Świątynia powstała w miejscu pustelni mnicha benedyktyńskiego Świerada, który został uznany za świętego już pod koniec XI wieku.


Po pierwotnej budowli zostało tylko prezbiterium i dwa kawałki ścian nawy. Kościół został rozbudowany na przełomie XI i XII wieku. W XIII wieku dobudowano zakrystię. Kolejna przebudowa miała miejsce w wieku XVI. Dobudowana została wtedy kaplica Matki Bożej, pełniąca obecnie rolę zakrystii i podwyższono nieco prezbiterium, zwieńczając je kopułką z latarnią.


W II poł. XVI wieku kościół był zborem kalwińskim, a w I poł. XVII wieku ariańskim. W XVII wieku został znowu rozbudowany - pojawia się wtedy kruchta i „klasztorek” oraz zostaje powiększona nawa.

Udaje mi się zajrzeć do środka po skończonym akurat nabożeństwie i zrobić kilka zdjęć. Wyposażenie kościoła pochodzi głównie z XVII i XVIII wieku, chociaż naczynie chrzcielne i konfesjonał w kruchcie są z wieku XVI. W świątyni zachowały się fragmenty romańskich i gotyckich malowideł.



Potem obchodzę kościół dookoła. Są spod niego piękne widoki na Jezioro Czchowskie, a także na pobliski, zrekonstruowany niedawno, zamek w Tropsztynie.



Idę teraz drogą prowadzącą koło cmentarza do  Pustelni św. ŚwieradaPo drodze mijam cmentarz choleryczny z 1847 roku. Pochowano tu ofiary wielkiej epidemii cholery. Ponoć aż 510 osób. Znajduje się na nim kamienna kapliczka oraz krzyż. Całość otoczona jest kamiennym murem.


Św. Świerad urodził się pod koniec X wieku w okolicach Zakliczyna, a zmarł w 1034 roku w Nitrze na Słowacji. Pielgrzymował do Ziemi Świętej i tam najprawdopodobniej został eremitą. Po jakimś czasie otrzymał pozwolenie zamieszkania w pustelni. Wrócił wtedy do Polski i osiadł w Tropiu. Od razu też zaczął być bardzo poważany, a nawet otaczany czcią. Już za życia uważano go za świętego i dokonującego cudów i uzdrowień. Cenił go zwłaszcza król węgierski Stefan I, który często zapraszał go do Nitry i radził się go w wielu sprawach.

Już w 1083 roku został kanonizowany. Jest patronem więźniów i nawracających się złoczyńców.


Docieram do kaplicy, nazywanej Pustelnią. Została zbudowana w XVIII wieku. Ponoć w miejscu, gdzie znajdowała się pustelnia św. Świerada.


Powyżej jest cudowne źródełko. Zostało ono zabezpieczone najprawdopodobniej w czasie, kiedy powstała kaplica. W latach 70. ubiegłego wieku wykonano kamienną obudowę z rzeźbą świętego.


Znad źródełka wychodzi droga krzyżowa, która prowadzi lasem i kończy się pod kościołem. Ponieważ spacer byłby zbyt krótki, gdybym nią teraz wróciła pod kościół, postanawiam, że się najpierw przejdę trochę po lesie, i wracając, obejrzę tę drogę krzyżową.



Kiedy wychodzę jednak na górę, to po sprawdzeniu na mapie, wyszukuję sobie całkiem inną, dłuższa i ciekawszą trasę.



Najpierw odnajduję zaznaczone na mapie skały, a potem asfaltową drogą docieram do tzw. Tropikalnej Skały. Znajduje się ona w lesie, tuż przy drodze z Rożnowa do Tropia, dokładnie naprzeciw wiszącej kładki nad Dunajcem. Jest to duża piaskowcowa skała, wysokości około 20 metrów. Jest na niej uprawiana wspinaczka skalna. Oglądam ją najpierw z góry, a potem schodzę i podziwiam ją od dołu. Jest bardzo efektowna.


Potem docieram do drogi i postanawiam wejść na wiszącą kładkę. Została ona zbudowana w 1984 roku. Niestety, jest w fatalnym stanie. Weszłam na nią z duszą na ramieniu i kurczowo trzymałam się balustrady, w razie gdyby któraś deska nie wytrzymała mojego ciężaru, bo są już mocno nadgryzione zębem czasu. Może to strach na wyrost, ale trudno mi nad nim zapanować. 



Wracam z powrotem pod kościół i cmentarz, gdzie zostawiłam samochód. Powinnam właściwie zadzwonić po lawetę, bo nawaliło mi sprzęgło. Zwłaszcza, że ubezpieczenie zapewnia mi ją za darmo. Decyduję się jednak spróbować dojechać. To głupia decyzja. Wracam przez Łososinę Dolną, bo tamtędy, poza słynnym Justem, jedzie się po płaskim. Ale z każdą chwilą jest coraz gorzej. To już nie jazda, a tortura. Dla mnie i dla mojego autka. Ale jak się kobieta uprze… I tak mam mnóstwo szczęścia, bo sprzęgło kończy swój żywot 500 metrów od mojego domu i to przy wygodnym parkingu, na którym mogę zostawić na noc samochód (nie wspominając o tym, że mogło mi paść podczas ostatniej wycieczki na Pogórze Dynowskie).

A spacer był bardzo udany! Piękna, słoneczna pogoda, ciepło jak w kwietniu. Przeszłam jakieś 7 kilometrów, zobaczyłam kilka ciekawych rzeczy i sporo się o Tropiu dowiedziałam. Było warto!



Pogórze Rożnowskie Tropie
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.