GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Tatry - 24 stycznia 2024


Dwa lata temu odkryłam, że zimą na Hrebienoku nad Starym Smokowcem (Starý Smokovec) pojawia się niezwykła atrakcja. W specjalnym namiocie wysokości 25 metrów, wyposażonym we własny agregat, jest budowana z lodu Tatrzańska Świątynia Lodowa. Za każdym razem inna.

Wybraliśmy się wtedy z przyjaciółmi i byliśmy pod dużym wrażeniem. W ubiegłym roku, kiedy wybrałam się z synem do Chaty Téryego, też obejrzeliśmy tę atrakcję.

W tym roku musieliśmy także koniecznie ją zobaczyć, bo tym razem miała to być Katedra na Wawelu i kościół św. Wojciecha w Krakowie. Był to więc poniekąd patriotyczny obowiązek.

Postanowiliśmy wybrać się poza weekendem, z uwagi na mniejszy tłok. Pogoda na piątek zapowiadała się ładna. Miało być słonecznie, lekki mróz i słaby wiatr. Jeszcze rano tuż przed wyjazdem sprawdziłam prognozy pogody. Były jeszcze lepsze niż poprzedniego dnia wieczorem.

Z Przełęczy Vabec Tatr nie było widać. Wszystko tonęło we mgle. Jak dojechaliśmy, to Stary Smokowiec też. Ale byliśmy pewni, że ta mgła zaraz się rozejdzie i wyjrzy słońce. Na Hrebienioku była tak gęsta, że nie było widać nawet namiotu, w którym umieszczona jest świątynia lodowa.


Poszliśmy najpierw tam. Jak zwykle, było na co patrzeć. Świątynie lodowe na Hrebienioku mają już długą tradycję. Pierwszą można było oglądać zimą 2013/14. Początkowo to nie były konkretne świątynie, a bardziej impresje na jakiś temat. Ta pierwsza nazywała się: „Praski gotyk”, a kolejna (2014/15) „Wiecznie śpiewające lasy”. Ich głównym autorem był czeski rzeźbiarz František Bálek z Pilzna. Nie były jeszcze tak ogromne. Do ich budowy zużyto 30 i 45 ton lodu.


Głównym autorem następnych i wszystkich pozostałych, w tym tegorocznej, jest Adam Bakoš, słowacki rzeźbiarz z Spiskiej Nowej Wsi. W stworzeniu tych rzeźb pomagają mu zawsze także inni artyści, m.in. z Czech i Niemiec, a także oczywiście ze Słowacji. W zimie 2015/16 była to impresja „Barok” zbudowana z 70 ton lodu, a w 2016/17 „Gotyk Spiski”, na który zużyto 90 ton lodu.

Potem zrobiło się już monumentalnie. Zimą 2017/18 została odtworzona z lodu „Sagrada Familia w Hiszpanii”. Do jej zbudowania zużyto już aż 190 ton lodu. Potem były  kolejne: „Bazylika Świętego Piotra z kolumnadą Berniniego w Rzymie” (2018/19), „Notre-Dame, katedra Matki Bożej w Paryżu” (2019/20), „Katedra Zmartwychwstania Pańskiego w Sankt Petersburgu” (2020/21), „Katedra św. Jakuba w Santiago de Compostela” (2021/22), „Bazylika Grobu Świętego w Jerozolimie” (2022/23) i „Opactwo Westminsterskie w Londynie” (2023/24). Wszystkie zbudowane z 225 ton lodu.


W tym roku, jak wyżej wspomniałam, zbudowana została „Katedra na Wawelu i kościół św. Wojciecha w Krakowie”. Miało to być przypomnienie 30. rocznicy wizyty Jana Pawła II w słowackich Tatrach. Tak Katedra Wawelska, jak i kościół św. Wojciecha są ściśle związane z jego osobą. Podczas tej wizyty papież wypowiedział znamienne słowa: “Tatry nie dzielą, ale łączą”. Dla mnie tak właśnie jest. Swoją przygodę ze Słowacją rozpoczęłam od chodzenia z PTT i PTTK po słowackich Tatrach. A potem po innych pasmach górskich. I zakochałam się w Słowacji. Czuję się tu świetnie i bardzo lubię Słowaków. A brak dzielącej nas granicy pozwala mi się tu czuć jak u siebie.


Z reguły jest zawsze jakaś dodatkowa atrakcja. W tym roku jest to wystawa słowackiego artysty Achilleasa Sdoukosa. Tworzy on wspaniałe dzieła sztuki ze szkła. Tutaj prezentuje planety.


W drugim namiocie są umieszczone lodowe rzeźby, powstałe podczas organizowanego tu corocznie konkursu TATRY ICE MASTER, w którym biorą udział rzeźbiarze z całego świata. Niestety, jest tutaj w tym roku kiepskie oświetlenie (może to wina mgły) i zdjęcia wychodzą kiepskie.


Na zewnątrz także prezentowane są lodowe rzeźby, wykonane w ramach tego konkursu. Ale ten rok jest pechowy. Konkurs odbył się w ubiegły weekend, a z powodu panującej temperatury rzeźby się już częściowo stopiły. Za tydzień już ich niestety nie będzie.

Mgła nie zamierza ustąpić. Idziemy więc jeszcze na kawę, w nadziei, że zrobi się ładniej. Ale nic z tego.


Wyruszamy więc w stronę skrzyżowania szlaków nad Chatką Rainera. Zakładamy raczki, bo przewidujemy, że miejscami może być ślisko. Śnieg na szlaku, przetartym przez tysiące stóp, jest ubity i twardy, idzie się bardzo wygodnie. Jak po chodniku. Ciągle mamy nadzieję, że mgła się rozejdzie. Mieliśmy w planach pójście dalej szlakiem kawałek w stronę Chaty Zbójnickiej, bo są tam po drodze ładne widoki, ale w takiej mgle nie ma to sensu. Idziemy więc, tak, jak dwa lata temu, w stronę Chaty Zamkowskiego.


Mijamy po drodze Olbrzymi Wodospad (Obrovský vodopád). Ma on 20 metrów wysokości. Ale dzisiaj nie jest efektowny. Mało wody i brak lodowych sopli.



Kiedy docieramy w pobliże schroniska, mgła się nieco rozrzedza. Pojawia się nadzieja, że wreszcie się rozjaśni. Marek sugeruje, żebyśmy poszli dalej szlakiem, w stronę Chaty Téryego. Zdaje się, że po cichu liczy, że nas zachęci, żeby tam dotrzeć. Ale ja wiem, że to niemożliwe, więc nie biorę tego nawet pod uwagę. Byłam tam w ubiegłym roku i wiem, że chociaż odległość na mapie wydaje się stosunkowo niewielka, to potrzeba na to dużo czasu, bo po przejściu doliny trzeba się mozolnie wspinać do góry. Dzień jest jeszcze krótki, a my wyszliśmy bardzo późno. Na dodatek znowu robi się coraz bardziej mglisto.

Docieramy do miejsca, w którym zimą zmienia się szlak. Normalnie biegnie po prawej stronie, nad tzw. Wielkim Łomnickim Ogrodem, natomiast zimą jest poprowadzony inaczej – prowadzi dnem doliny. Są stąd piękne widoki, ale dzisiaj poza najbliższymi skałami i kosorzewiną niczego nie widać.


Wracamy, bo nie ma sensu iść dalej, zwłaszcza, że jest już późno. Zatrzymujemy się przy Chacie Zamkowskiego. Musimy coś zjeść i napić się herbaty.

Chata Zamkowskiego (Zamkovského chata, Zamka) to tatrzańskie schronisko położone w dolnej części Doliny Zimnej Wody na wysokości 1467 m n.p.m. Zbudował go István  Zamkovszky (Štefan Zamkovský) – węgiersko-słowacki fotograf, nosicz i taternik w 1942 roku. Było to prywatne schronisko.


Kiedy docieramy z powrotem do okolic Olbrzymiego Wodospadu, nieco się rozjaśnia. Możemy zobaczyć zbocza Sławkowskiego Szczytu. Ale wierzchołek nadal tonie we mgle.


Żeby nie wracać tą samą drogą, skręcamy na zielony szlak prowadzący do Wodospadów Zimnej Wody (Vodopády Studeného potoka, Studenovodské vodopády). Są to 4 niewysokie (najwyższy ma 13 metrów), ale efektowne wodospady - Długi Wodospad (Dlhý vodopád), Wielki Wodospad (Veľký vodopád), Skryty Wodospad (Skrytý vodopád) i Mały Wodospad (Malý vodopád). Latem, zwłaszcza po intensywnych opadach deszczu wyglądają efektownie, zimą trzeba mieć szczęście, żeby trafić na moment, kiedy jest mało śniegu, a duży mróz, dzieki któremu powstają malownicze sople.


Docieramy najpierw do Rainerowej Chatki, Chaty Rainera (Rainerova chata, Rainerka). Było to pierwsze tatrzańskie schronisko. Zostało wybudowane w 1865 roku przez dzierżawcę Starego Smokowca, Johanna Georga Rainera, dla turystów odwiedzających Wodospady Zimnej Wody. Była to jednoizbowa, kamienna budowla z miejscem na ognisko i pryczą. Obecnie jest tu bufet, sklepik z pamiątkami i muzeum nosiczów. Liczyłam, że uda nam się zajrzeć do środka, ale jest tak dużo ludzi, że nie jest to możliwe. I niestety nie udaje mi się zrobić żadnego zdjęcia, bo mały kamienny budyneczek jest otoczony przez miłośników piwa.


Obok są dwie drewniane rzeźby – nosicza i Klimka Bachledy, a także tradycyjne rzeźby ze śniegu, które pojawiają się tu corocznie – szopka i odpoczywający nosicz. Szopka już niestety częściowo stopniała.


Szlak jest ładny, ale, tak jak przewidziałam, wodospady nie są zbyt fotogeniczne. Jest tutaj też bardzo ślisko. Podejście pod kolejne wodospady bez raczków byłoby bardzo niebezpieczne.



Po obejrzeniu ostatniego wodospadu pniemy się stromo do kolejnego schroniska. To Bilikowa Chata (Bilíkova chata). Powstała na miejscu kilku wcześniejszych schronisk w 1934 roku. Nazwana została na cześć Pawła Bilíka, funkcjonariusza straży granicznej, narciarza, sportowca, wziętego do niewoli przez Niemców i straconego.


Stąd już tylko dwa kroki mamy na Hrebienok. Zaczyna się przejaśniać. A na dole, w Starym Smokowcu świeci słońce i jest pięknie.


Zaglądamy jeszcze do Kościóła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, bo akurat jest otwarty i dostępny dla turystów, a nigdy nie widzieliśmy go w środku. Został zbudowany w 1888 roku, w stylu alpejskim, jak wszystkie tutejsze budynki, zbudowane w tym czasie.


Wycieczka z powodu mgły nie do końca spełniła nasze oczekiwania. Marzyliśmy o widoku Sławkowskiego Szczytu i Łomnicy na tle błękitnego nieba, a nie zobaczyliśmy ani skrawka tatrzańskich szczytów. Ale naszym głównym celem było obejrzenie Tatrzańskiej Świątyni Lodowej i to się nam udało. A spacer, mimo mgły i braku widoków, był bardzo przyjemny – było ciepło i bezwietrznie. Dawno już nie szłam tak wygodnym szlakiem – po gładkim, mocno udeptanym śniegu. Coś takiego bywa rzadko – nawet w Tatrach.



Tatry Wysokie Tatry Hrebienok Stary Smokowiec
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.