LUTY
Kosodrzewina (Pinus mugo)

Gorce - 13 grudnia 2025


Buszując po Internecie, natrafiłam przez przypadek na jakiegoś bloga, na którym była opisana wycieczka do Osady Czorsztyn. I były tam zamieszczone piękne zdjęcia. Nie wiedziałam o istnieniu tego miejsca. Natychmiast więc postanowiłam, że muszę je zobaczyć. Odszukałam na mapie i zaczęłam planować wycieczkę. Odkryłam, że wokół Jeziora Czorsztyńskiego jest poprowadzona ścieżka rowerowa, którą także mogą spacerować piesi turyści, więc można tam zrobić sobie przyzwoity, a zapewne piękny widokowo spacer.

Pogoda na sobotę była zapowiadana rewelacyjna. Ale w górach pewnie wszędzie błoto. Nawet na Przehybie (sprawdziłam kamerę), nie było śniegu. Po taplaniu się w błocie w ubiegłym tygodniu w Beskidzie Niskim, jakoś nie miałam na to zbytnio ochoty, chociaż miałam gotowy plan wycieczki po kolejnych wojennych cmentarzach. Coraz bardziej wszystko przemawiało za Osadą Czorsztyn. Myślałam, że będę musiała pojechać sama, bo moi przyjaciele są bardzo zajęci przygotowaniami do rodzinnych świąt. Ale w piątek wieczorem zadzwonił Marek. Chętny na wycieczkę. O cmentarzach słyszeć nie chciał, ale pomysł na wyprawę do Kluszkowiec mu się spodobał. To wycieczka, jaką Lila lubi najbardziej, więc mocno ją obydwoje namawialiśmy, żeby się z nami wybrała. Ale niestety, wolała zostać w domu i walczyć ze świątecznym menu. Pojechaliśmy więc znowu we dwójkę.


Miałam w planie zatrzymanie się na chwilę na przełęczy Snozka, jeśli będą widoczne Tatry. Były. I było też trochę szadzi. Zostawiliśmy na parkingu samochód i przeszliśmy na łąki po drugiej stronie drogi.


Dotarło do mnie jednak, że zdaje się, nie był to najlepszy pomysł na wycieczkę, bowiem jezioro tonęło w gęstej mgle. A my tam właśnie zamierzaliśmy spacerować. Podjęliśmy więc decyzję, że pójdziemy najpierw na Wdżar, a dopiero potem zjedziemy na dół. Może mgły się trochę rozejdą.


Poplątaliśmy się chwilę po łąkach, pozachwycali oszronionymi gałązkami tarniny i głogu. W tym roku jest urodzaj na tarninę. Rzadko się zdarza, żeby jej gałązki były tak obsypane owocami.


A potem poszliśmy na Wdżar. To bardzo ciekawe wzniesienie. Niektórzy mówią, że to wygasły wulkan, ale nie ma na to naukowych dowodów. Geografowie spierali się, czy zaliczyć ten pagórek do Pienin, czy do Gorców. Zbudowany jest z andezytów, nietypowych dla obu tych pasm. Obecnie, w nowej regionalizacji z 2018 roku, przypisany został do Gorców i granica tego mezoregionu przebiega teraz na brzegu Jeziora Czorsztyńskiego


Na zboczach Wdżaru znajdują się trzy nieczynne kamieniołomy: Snozka, Tylka i Lisi Łom. Był tu eksploatowany andezyt.

Pierwszy, widoczny z drogi, jest od dawna powszechnie znany. Natomiast o dwóch pozostałych mało kto słyszał. Ostatnio poprowadzono przez obydwa ścieżkę przyrodniczą. Robi duże wrażenie i warto się tam wybrać. Nazwano ją Wąwozem Papieskim na cześć Jana Pawła II, który odprawił tu nabożeństwo jeszcze jako kardynał. Rozpoczyna się w Kluszkowcach i wychodzi na szczyt Wdżaru. Byliśmy tam we trójkę w 2020 roku. Teraz zaglądamy do tego pierwszego. Kiedyś prowadził tamtędy szlak turystyczny, teraz od jakiegoś czasu wisi tabliczka, że to teren prywatny i można tam wejść po uzyskaniu zgody właściciela. Ale uznajemy, że ten zakaz dotyczy tylko osoby wspinające się po skałach kamieniołomu, bo jest tam kilka tras wykorzystywanych przez wspinaczy do ćwiczeń. Ostatecznie tylko tam zaglądamy.


Potem wdrapujemy się na szczyt. Tam, na dwóch skałkach znajdują się unikatowe anomalie magnetyczne (po przyłożeniu kompasu igła pokazuje północ na południu). Jest to przejaw tzw. paleomagnetyzmu (w trakcie powstawania skał utrwala się ziemskie pole magnetyczne istniejące w danym momencie) lub anomalie powstały po uderzeniu w to miejsce pioruna.


Marek nie wziął ze sobą kompasu, ale jak zwykle chciał tę anomalię pobserwować. Próbował więc przy pomocy kompasu w telefonie. Mimo sporego wysiłku, nie udało mu się, mimo, iż obszedł wszystkie skałki na szczycie. Może taki kompas w telefonie nie wykrywa anomalii?


Ja w tym czasie poszłam wyżej, pod gniazdo smoka. To metalowa rzeźba przedstawiająca przykutego łańcuchem smoka. Związana jest z nią legenda. Ponoć była tu wioska, słynąca z różnych niegodziwości. Pewnego dnia wybuchł w niej dziwny pożar. A w płomieniach ludzie widzieli smoka. Po wygaśnięciu ognia śmiałkowie wrócili na pogorzelisko na poszukiwanie bestii. Znaleźli tylko dziwną skałę, która okazała się smoczym jajem, z którego właśnie wykluwał się smok. Jednemu z kowali udało się zakuć mu nogę w łańcuch. I tak smok został na wieki w miejscu osady, która przestała istnieć.



Jest stamtąd widok na Kluszkowce i Babią Górę. Niestety, mgła pod nią jest bura. Zdaje się, że to niestety taki sam smog jak u nas. Obie kotliny, sądecka i nowotarska całą zimę w nim się duszą. Potem idziemy pod wyciąg narciarski. Mamy namiastkę zimy. No i wchodzimy na punkt widokowy, z którego pięknie widać na Tatry.


Podchodzimy potem pod tzw. dzwon papieski, ustawiony tu z okazji 1050 rocznicy chrztu Polski. No i na pamiątkę pobytu tutaj Jana Pawła II, którego górale darzą wielkim szacunkiem. 

Dalej jest ławeczka zakochanych, ale mijamy ją, bo kłębią się tam uczestnicy jakiejś wycieczki.


Idziemy w stronę ścieżki rowerowej, podziwiając widoki. Przy okazji sprawdzam, czy rośnie tam jeszcze rozrzutka brunatna. To paproć, która występuje na skałach andezytowych. W Polsce to jej jedyne stanowisko. Zaledwie kilka malutkich kępek. Ciekawa jestem, jak długo tu przetrwa, zważywszy, że Wdżar jest własnością prywatną i jest bardzo skomercjalizowany – wyciągi, ścieżka rowerowa i różne inne atrakcje, które przyciągają tłumy turystów.


Schodzimy na dół. Trochę nielegalnie kawałek ścieżką rowerową, a potem na przełaj lasem do leśnej drogi, którą zdaje się prowadzi biegowy szlak narciarski. Niebieski szlak na Lubań idzie nieco dalej polami. Ale mało kto nim chodzi, bo tędy jest bliżej.

Mgła trochę się zmniejszyła. Jedziemy więc do celu naszej podróży. Kawałeczek w stronę Nowego Targu, a potem skręcamy w lewo w ulicę Turystyczną. Potem w prawo w Cegielnianą. Tam na ostrym zakręcie ma być spory, wygodny parking, bo sprawdziłam to na mapie satelitarnej. Parking jest, a na dodatek całkiem pusty.


Przechodzi tamtędy szlak rowerowy Velo Czorsztyn. Kawałeczek ulicą Cegielnianą, a potem schodzi nad jezioro i zamienia się już w typową ścieżkę rowerowo-spacerową.


Velo Czorsztyn to ponoć jedna z najpiękniejszych widokowo tras rowerowych w Polsce. Ma 40 kilometrów długości. Okrąża ona jezioro Czorsztyńskie. Ale część trasy prowadzi drogami publicznymi. Można wybrać krótszą i bezpieczniejszą opcję – jakieś 25 kilometrów, ale wtedy trzeba się przeprawić płatnym promem pomiędzy Czorsztynem a Niedzicą. Pływa tylko w sezonie letnim.


My zamierzamy nią dojść do Osady Czorsztyn, która znajduje się na półwyspie Stylchyn.

Jezioro Czorsztyńskie powstało 30 lat temu. Całkowicie zmieniło tutejszy krajobraz. Żeby mogło powstać, musiano wysiedlić mieszkających tu ludzi. Całkowicie zalana została wieś Stare Maniowy, a częściowo także Kluszkowce i tereny przysiółków Wielkie Borowe, Huba i Tylmanowa.


Mieszkańcy zostali przesiedleni do nowo wybudowanej miejscowości Nowe Maniowy, choć początkowo były pomysły, żeby ich wysiedlić w Bieszczady, co było pomysłem dość okrutnym.

Plany powstania zapory i jeziora pojawiły się już w XIX wieku. Rzeka Dunajec bywała bowiem nieobliczalna i powodzie często pustoszyły południową Polskę. Wielkim orędownikiem budowy zapory był prezydent Gabriel Narutowicz, który zaopiniował wstępny projekt. Niestety, po jego tragicznej śmierci pomysł budowy tego zbiornika wodnego poszedł w zapomnienie.


Dopiero po strasznej powodzi w 1934 roku, będącej największym kataklizmem w dwudziestoleciu międzywojennym, podjęto decyzję o budowie zalewów w Czorsztynie i Rożnowie. Plany budowy tutejszej zapory powstały w latach 1938-1939. Niestety, rozpoczęcie budowy wstrzymał wybuch II wojny światowej.


Wrócono do pomysłu w latach 50. ubiegłego wieku. Jednak decyzja o budowie i projekt tej inwestycji gotowe był dopiero w połowie lat 60. Projekt zatwierdzono w 1968 roku. Potem trwały prace przygotowawcze. Budowa zapory rozpoczęła się ostatecznie w 1976 roku. Wtedy też rozpoczęto przesiedlanie mieszkańców terenów przeznaczonych do zalania.


Nie wszyscy zaakceptowali tę budowę. Nie dziwię się mieszkającym tu ludziom, ale głównie protestowali ekolodzy. Protesty odbywały się przede wszystkim na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, zwłaszcza w ramach akcji "Tama Tamie" (1990-1992). Protestowali też historycy, bo obawiali się zniszczenia zabytków i krajobrazu.


Mimo tych ostrych nieraz protestów, budowa została ukończona i oddana do użytku podczas „Powodzi Tysiąclecia”, która miała miejsce na początku lipca 1997 roku. W dniu oddania do użytku zapory, 9 lipca, udało się zredukować falę powodziową. Mimo, iż ta powódź była straszna, to przyjęcie wody przez nowo oddany Zbiornik Czorsztyński spłaszczyło przebieg fali powodziowej na Dunajcu, a później na Wiśle i uratowało przed zalaniem tysiące domów. 


Pozwoliłam sobie na długą dygresję, ale w ten sposób uporządkowałam sobie moją wiedzę na ten temat powstania Jeziora Czorsztyńskiego. Wracam teraz do Osady Czorsztyn, do której właśnie docieramy.

Po wysiedleniu ludności, na terenach przeznaczonych do zalania, niszczono większość budynków, m.in. został wysadzony w powietrze kościół pw. św. Mikołaja w Starych Maniowach.

Kaplicę cmentarną pw. św. Sebastiana, powstałą w I poł. XVIII wieku przeniesiono do nowej wsi razem z cmentarzem i odnowiono. Teraz jest w trakcie kolejnego remontu. Podziwiałam ją w czerwcu tego roku https://zielnik-karpacki.pl/nad_maniowami_i_huba.

Wszystkie pozostałe zabytkowe budynki rozebrano. Początkowo pojawił się pomysł, żeby wokół dworu w Łopusznej stworzyć Park Etnograficzny Ziemi Czorsztyńskiej. Potem były jeszcze inne koncepcje. Ostatecznie utworzona została Osada Turystyczna Czorsztyn (obecnie Osada Czorsztyn).


Rozebrane już w latach 70. ubiegłego wieku budynki zostały przewiezione na wzniesienie (półwysep) Stylchyn. Dopiero w 1997 roku rozpoczęto ich rekonstrukcję. Jest to 31 obiektów. Dawne pensjonaty, wille, chałupy, budynki gospodarcze oraz kamienno-drewniane piwniczki z lamusami. Pochodzą z przełomu XIX i XX wieku.


Część z nich po rekonstrukcji była wykorzystywana do celów hotelowo-restauracyjnych i konferencyjnych, a część pełniła rolę muzealną. Było to wtedy miejsce chętnie odwiedzanie przez turystów.


Zagospodarowano kilka z 9 willi i pensjonatów. W Willi Sanoka był budynek recepcyjno-administracyjny z pokojami i apartamentami. W willach Szperlinga i Galoty urządzono stylowe pokoje hotelowe i apartamenty z zabytkowym wyposażeniem. Dodatkowo w willi Szperlinga była restauracja „U Szperlinga”, o wnętrzach wyposażonych w tradycyjne, stare meble, obrazy i sprzęty. Serwowano w niej dania kuchni regionalnej.


Willa Teofila Sanoka została zbudowana w latach 1924–1925 na działce zakupionej od Drohojowskich  Był to dom rodzinny, ale miał charakter uzdrowiskowo-reprezentacyjny. Bogato zdobione elewacje, balustrady, ganek i szczyty dachów. Rodzina Sanoków mieszkała w nim w latach 1926–1967. Po śmierci właścicieli w domu urządzono sklep.

Natomiast Willa Leopolda Szperlinga została zbudowana przez Drohojowskich w centrum starego Czorsztyna w 1847 roku - z przeznaczeniem na zajazd i karczmę. Budynek w 1909 roku kupił Leopold Szperling i rozbudował w latach 1928–1930 w stylu zakopiańskim. W okresie międzywojennym ta przydrożna karczma przekształciła się w dobrze prosperujący hotel z pokojami wyposażonymi w stylizowane góralskie sprzęty oraz restaurację. W 1942 roku Niemcy zastrzelili żydowskich właścicieli i przejęli budynek. Po wojnie była tam restauracja "Pieniny".


Natomiast „Willa Bank” („Dwór Drohojowskich”) została zaadoptowana na centrum konferencyjno-szkoleniowe. Był to pierwotnie dworski zajazd, należący do Marcela Drohojowskiego, właściciela dóbr czorsztyńskich. Został wybudowany w 1880 roku jako willa letniskowa. Po II wojnie światowej w willi był bank spółdzielczy i sklep przemysłowo-rolniczy.

W willi Józefa Galoty po II wojnie światowej był czorsztyński ośrodek zdrowia.

Wszystkie przeniesione wille i pensjonaty są niezwykle okazałe i piękne – zbudowane w stylu podhalańskim, mają bogato dekorowane balustrady, ganki, okiennice i dachy przyozdobione tzw. pazdurami. Duża ich część stoi na wysokich, kamiennych podmurówkach.



A w części skansenowej w dawnej zagrodzie Jana Królczyka (dom z 1898 roku, z oborą, stodołą i chlewikiem), działało muzeum regionalne. Było w nim oryginalne wyposażenie z 1909 roku.


Najcenniejsze są murowane piwniczki, nad którymi są drewniane spichlerzyki. W Starych Maniowach było ich 37, uratowano 11. Tworzą urokliwą alejkę. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Ponoć to unikat na skalę europejską.


Osada Turystyczna Czorsztyn należała pierwotnie do Gminy Czorsztyn i Skarbu Państwa. Wszystko pięknie funkcjonowało. Nawet były plany co do zagospodarowania kolejnych willi.

Niestety, w 2002 roku została sprzedana prywatnej spółce. I od tego momentu zaczęły się problemy. Niezapłacona należność, długi. Do akcji wkroczyło nawet CBŚ – miało to ponoć związek ze słynną aferą hazardową, aresztowany został nawet wójt Czorsztyna. Wszystko to spowodowało, że miejsce to przestało funkcjonować i zaczęło popadać w ruinę. Obecnie właścicielem Osady Czorsztyn jest słowacka spółka. Jakieś prace remontowe są tam wykonywane, ale na niewielką skalę. Co z tego wyniknie – zobaczymy.


Wracamy teraz ulicą Cegielnianą do naszego samochodu. Po drodze dociera do nas, że powoli ten teren zamienia się ogromny, luksusowy ośrodek turystyczny. Domki i pensjonaty, a nawet całe osiedle kilkupiętrowych apartamentowców. Rozumiemy, że to wspaniałe do turystycznego wykorzystania miejsce, ale jak dla nas to za dużo tu komercji…I na pewno przyrodzie to nie wyjdzie na dobre. Chociaż, musimy to przyznać, teren jest bardzo zadbany – czyściutko i co krok małe oczyszczalnie ścieków.

Po dojściu do samochodu sprawdzamy godzinę – okazuje się, że mamy jeszcze sporo czasu i w związku z tym możemy się wybrać na dalszy spacer. Taka mała pętla pod zamek w Czorsztynie.


Zostawiamy plecaki w bagażniku i idziemy dalej ścieżką rowerową – tym razem w przeciwnym kierunku. Jest tu równie ładnie. No i poza widokiem jeziora pojawia się także widok na Tatry.


Z tej strony czorsztyńskiego zamku jest sporo atrakcji dla turystów. Jest także przystań, z której w sezonie letnim można się przeprawić na drugą stronę jeziora.



A widok jest stamtąd wspaniały! Na jezioro i oba zamki – w Czorsztynie i Niedzicy. Kiedyś przebiegała pomiędzy nimi polsko-węgierska granica. Teraz oddzielają je od siebie wody jeziora.


Przyszliśmy tu dołem, ścieżką nad jeziorem, teraz wracamy górą, przez malownicze, rozległe łąki, z których są wspaniałe widoki. Jeszcze są puste, ale po przygotowaniach terenu widać, że w najbliższym czasie tu też pojawią się pewnie pensjonaty. Szkoda.

To była wspaniała wycieczka. Co prawda spacerowa, ale tak piękna widokowo, że aż trudno to sobie wyobrazić. No i w sumie to 10 kilometrów przeszliśmy. Czyli przyzwoicie, jak na połowę grudnia. Tyle, że głównie po wygodnej, asfaltowej ścieżce rowerowej. Na dodatek pustej. Spotkaliśmy jednego rowerzystę i kilkunastu spacerowiczy. Były też malownicze mgły i szadź!

A ta niesamowita Osada Czorsztyn! Szczerze powiedziawszy, to największe wrażenie zrobiły na nas nie te piękne, zabytkowe wille, tylko ta uliczka z zabytkowymi spichrzami. Cały czas żałowaliśmy, że Lila z nami nie pojechała. Ale Marek postanowił, że ją tu wiosną przywiezie.



Gorce Wdżar Czorsztyn Kluszkowce Snozka
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.