CZERWIEC
Kozibród łąkowy (Tragopogon pratensis)

Pogórze Rożnowskie - 25 lutego 2023


Pogoda na weekend ma być nieciekawa. Jednak w piątek, sprawdzając prognozy pogody, zauważam, że Serwis Norweski pokazuje, że w Nowym Sączu ma nie być opadów, a także będzie sporo słońca. Postanowiłam, że pojadę sprawdzić, czy w Siennej zakwitły już przebiśniegi. Ale przydałby się też jakiś spacer. Zasiadłam więc przed mapą i zaczęłam szukać. I znalazłam! Trasa niebieskim szlakiem spod kościoła w Rożnowie przez kładkę na Dunajcu na szczycik o nazwie Wierzchowina (387 m n.p.m.), potem dalej, prawie do skrzyżowania z zielonym szlakiem, schodzącym do Witowic Górnych. W dół, nad Dunajec, schodzi tamtędy droga leśna. A potem przyjemny spacer wałami nad rzeką z powrotem pod kładkę. Jakieś 7 - 8 kilometrów na oko. W sam raz na przedwiosenny spacer. No i nigdy tam jeszcze tamtędy nie szłam.

W sobotę rano zaczęło wychodzić słońce. I prognozy nadal były dobre. Zadzwoniłam do przyjaciół i zaproponowałam, żeby się ze mną wybrali. Lila niestety nie mogła, bo się przeziębiła, ale Marek był chętny. A pomysł mu się spodobał.


Wyjechaliśmy o dziesiątej. Po drodze zaproponowałam, żeby skręcić do Wielogłów. Jest tam zabytkowy kościół z pocz. XIV wieku. Odkryłam go przypadkiem i przyglądam się od dwóch lat postępowi prac konserwatorskich nad tym cennym zabytkiem. Na razie został pięknie wyremontowany na zewnątrz. Marek go jeszcze nie widział, więc chętnie się zgadza. Przy okazji zerkamy jeszcze na piękny, drewniany dwór modrzewiowy z XVII wieku, który nie ma tyle szczęścia co kościół i niestety niszczeje. A potrzebuje bardzo pilnie remontu.


Potem zatrzymaliśmy się na chwilkę przy hotelu Heron w Siennej. Musiałam przecież sprawdzić, czy zakwitły przebiśniegi. Marek poszedł się przejść ścieżką turystyczną, a ja wczołgałam się na strome zbocze, gdzie masowo rosną te piękne zwiastuny wiosny. Śnieżyczki oczywiście już zakwitły.



Następnie podjechaliśmy pod kościół w Rożnowie. Tu zostawiliśmy samochód. Najpierw podeszliśmy pod ruiny zamku, którego jednym z właścicieli był słynny Zawisza Czarny, a potem weszliśmy na nasz szlak. Po chwili marszu stanęliśmy przed kładką nad Dunajcem. Poza przebiśniegami to ona była główną atrakcją naszej wycieczki. Baliśmy się, że będzie zamknięta, bo Marek znalazł w Internecie informację, że jest w złym stanie. Może nie jest w najlepszym i wymaga remontu, ale na razie można nią przejść na drugą stronę. Kładka ma ponad 150 metrów długości. Mimo, iż nie jest wisząca, bo podparta jest pylonami, to jest dość wiotka i na wietrze mocno się kołysze. Trochę adrenaliny przy przejściu jest.


Dalej szliśmy drogą częściowo asfaltową, a częściowo betonową. Nie minął nas jednak ani jeden samochód. Na poboczach pełno było ściętych wierzb, które wypuściły już bazie. W związku z tym z czystym sumieniem narwaliśmy sobie bukiety wierzbowych gałązek.



Ze szczytu, pod Wierzchowiną, były bardzo ładne widoki na Dunajec i Jezioro Czchowskie. Było widać zamek w Wytrzyszczce i kościół w Tropiu.


Potem weszliśmy w las. Sporo było w nim dość głębokich rowów. Najprawdopodobniej to pozostałości po okopach z I wojny światowej.



Marek zobaczył prześwit między drzewami, więc poszliśmy w tamtym kierunku i okazało się, że poza widokiem na zaporę w Rożnowie, na zboczu, bardzo stromo schodzącym w dół, było mnóstwo dużych wychodni skalnych, o ciekawych kształtach. Wszędzie wokół był flisz karpacki, a te skały to były zlepieńce. Nie mogliśmy ich dokładniej obejrzeć, bo niestety było zbyt stromo, żeby zejść niżej i zobaczyć je w całości od dołu.

Trochę przed skrzyżowaniem z zielonym szlakiem skręciliśmy w lewo i wygodną leśną drogą zeszliśmy nad Dunajec.


Kwitła leszczyna, znaleźliśmy też czarkę. Najprawdopodobniej austriacką. To taki grzyb, rosnący na opadłych gałęziach, który, tak jak przebiśniegi i kwitnąca leszczyna, ogłasza nadejście przedwiośnia.


Kiedy zeszliśmy na dół, usłyszeliśmy szczekanie. A potem zobaczyłam dwa duże psy, biegnące w naszym kierunku. Ale to nie one szczekały. Rzuciły się najpierw na Marka, bo szedł pierwszy. Zamarłam, bo pogryziony przez psa w dzieciństwie, trochę się psów boi. Te akurat chciały się tylko z nami pobawić. Wskakiwały na nas przednimi łapami, chwytały zębami za ręce, lizały. Marek zniósł to dzielnie. A potem, ku jego niezadowoleniu, towarzyszyły nam ponad kilometr. Ale po początkowym radosnym powitaniu uspokoiły się i szły grzecznie obok nas. To było rodzeństwo – suczka i pies. I przeżyliśmy dzięki nim jeszcze jedną, śmieszną przygodę.

W połowie drogi spotkaliśmy biegaczkę z małym jamnikiem. Postanowiliśmy ją ostrzec – przecież ona nie wiedziała, że nie są nasze. Ostatecznie nie mieliśmy pojęcia, jak zareagują na jej pieska. Ostrzeżona przez nas, trochę się zaniepokoiła i schyliła, żeby na wszelki wypadek wziąć jamnika na ręce. Ten jej się wyrwał i z głośnym ujadaniem rzucił na „nasze” wielkie psy. Trzeba było to widzieć! Oba uciekały przed nim z podkulonymi ogonami, aż się za nimi kurzyło! Strasznie to śmiesznie wyglądało. Bojowy malutki jamniczek i dwa przerażone olbrzymy! Właścicielce udało się go jakoś poskromić i rozeszliśmy się w dwie strony. Psy oczywiście dalej przy naszych nogach. Udało się nam się je zostawić dopiero przy kładce na Dunajcu. Tam bały się wejść. Patrzyły więc tylko na nas smutno z dołu.


Dotarliśmy z powrotem pod kościół. Poszliśmy go zobaczyć. Został zbudowany w XVII wieku. Wewnątrz zachowały się resztki późnorenesansowej polichromii też z XVII wieku. Na uwagę zasługuje równie stara, kamienna chrzcielnica, i pochodząca także z tego samego okresu, rzeźbiona grupa Ukrzyżowania, umieszczona w ołtarzu głównym. Jeden z dzwonów, wiszących w wolnostojącej dzwonnicy, zbudowanej w wieku XIX, też jest siedemnastowieczny.


Obok kościoła, w 2012 roku, w 350 rocznicę powstania parafii w Rożnowie, powstała Dróżka Maryjna. Są na niej kapliczki ze stacjami Siedmiu Boleści Maryi. Jej autorem i wykonawcą jest Paweł Kordys.

Pogodę mieliśmy dobrą, przez większość czasu świeciło nam słońce, chowające się niekiedy na chwilę za chmurami. Trochę wiało, ale niezbyt dotkliwie. I tylko tuż przed powrotem na parking zaczął trochę kropić deszcz. Ale po chwili znowu wyszło słońce.


Wycieczka była bardzo udana. Całkiem nowa, nieznana nam obojgu trasa, trochę atrakcji – główną oczywiście było dwukrotne przejście kładką nad Dunajcem. No i znalazłam pierwsze zwiastuny nadchodzącej powoli wiosny. A Marek trochę przekonał się do psów;)



Pogórze Rożnowskie Sienna Rożnów Wielogłowy Wierzchowina
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.