STYCZEŃ
Buk zwyczajny (Fagus sylvatica)

Beskid Niski - 6 grudnia 2025


Wyżej w górach jest dużo mokrego śniegu, o czym przekonałam się w czwartek. Postanowiłam więc wybrać się w sobotę do Małastowa i zaliczyć trzy tamtejsze cmentarze z I wojny światowej. Ucieszyłam się, jak zadzwoniła Lila i powiedziała, że Marek też ma ochotę na wycieczkę. A jeszcze bardziej, kiedy zaakceptował moje plany.

Postanowiłam, że podjedziemy najpierw pod cmentarz nr 66 w Małastowie, bo jest tuż przy drodze. Tam zostawimy samochód, bo sprawdziłam na mapie satelitarnej, że jest miejsce, i później pójdziemy do cmentarza nr 65, położonego na zboczu Kornuty (677 m n.p.m.). Na mapie turystycznej nie było do niego drogi, ale na satelitarnej tak. To miało być jakieś 2 kilometry w jedną stronę. A potem mieliśmy podjechać na słynną Przełęcz Małastowską (604 m n.p.m.), zostawić tam samochód pod odwiedzanym już przez nas wielokrotnie cmentarzem nr 60 i pójść stamtąd najpierw niebieskim szlakiem, a potem zejść na ścieżkę oznaczoną czarno-białym kwadratem, doprowadzającą do cmentarza nr 63. Wrócilibyśmy tą samą drogą, albo leśnymi drogami. Jakieś 4 kilometry w obie strony.

Stanęliśmy w Małastowie zgodnie z planem. Marek zaparkował samochód i poszliśmy w stronę pierwszego cmentarza. Niestety, prowadzącą do niego drogą zwożono drewno, więc była to teraz błotna rzeka, a nie droga. Był niedaleko, więc po prostu weszliśmy w las i tak tam dotarli.


Cmentarz wojenny nr 66 z I wojny światowej w Małastowie należy do III Okręgu Cmentarnego Gorlice. Zbudowany, jak wszystkie 400 zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych przez Oddział Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej w Krakowie. Zaprojektował go Hans Mayr.

Jest położony na zboczu wzgórza – kiedyś był na skraju lasu, teraz jest tym lasem zarośnięty.

Jest spory, ma kształt prostokąta, otoczony kamiennym murem. W prawym dolnym narożniku znajduje się obelisk. Myśleliśmy z Markiem, że może drugi uległ zniszczeniu i nie odtworzono go przy ostatniej renowacji cmentarza, ale nie. Tak wyglądał pierwotnie. A w obelisku była tablica inskrypcyjna - teraz jej brakuje.


Pośrodku ogrodzenia jest drewniana furtka, a pod okazały, drewniany krzyż, z blaszanym, półkolistym zadaszeniem, typowym dla Mayera, prowadzi wybrukowana kamieniami ścieżka, która dzieli cmentarz na dwie części. Na nagrobkach żeliwne krzyże. Zachowały się słupki geodezyjne, zaznaczające granice działki cmentarnej. Nawet zostały odnowione. Pochowano tu 41 żołnierzy z armii austro-węgierskiej i 77 z armii rosyjskiej.


Mieliśmy iść do następnego cmentarza tą drogą leśną, o której już wspomniałam, ale utopilibyśmy się w błocie. Idziemy więc lasem na przełaj. Czasami trafia się jakaś ścieżka. Czasem trzeba przejść przez młodniak, albo sforsować strumyk. Ale to i tak o wiele lepsze, niż ta paskudna droga.


Co chwilę sprawdzamy nasze położenie na mapie – żeby nie wejść zbyt wysoko, ani nie zejść za nisko. Staramy się trzymać tej samej poziomicy, na której jest cmentarz. Nie zawsze się to udaje, z uwagi na topografię terenu.


Strasznie dużo tu odchodów i tropów jeleni, no a jak są jelenie, to bywają wilki. Tutaj są, bo widzimy ich ślady. A to niby las, ale w sumie kilkaset metrów nad wsią.


Potem natrafiamy na ogrodzony płotem młodniak. Ale na szczęście udaje się go nam obejść dołem. No trzeba przyznać, że znowu zafundowaliśmy sobie wyprawę po przygodę. Ale obydwoje to lubimy.


Wreszcie spoza drzew wyłania się cmentarz. Z dala wygląda jak kamienna forteca. Żeby się do niego dostać, pokonujemy rozjechaną przez ciężki sprzęt drogę. To jak zamkowa fosa. Łatwo nie jest.



Cmentarz nr 65 jest utrzymany w podobnym stylu, co poprzedni. Ale nie ma się czemu dziwić, bo także zaprojektował go Hans Mayr. Solidny, kamienny mur, podobna drewniana furtka i wyłożona kamieniami ścieżka prowadząca pod identyczny, drewniany  krzyż. Tylko obeliski są dwa, ustawione symetrycznie w górnych narożnikach ogrodzenia. Cmentarz, tak jak poprzedni, też jest odnowiony. Szkoda, że nie ma do niego wytyczonej ścieżki, bo jest wart zobaczenia. Pochowano tu aż 111 żołnierzy z armii austro-węgierskiej i 15 z armii rosyjskiej


Próbujemy wracać dołem. Natrafiamy nawet na jakąś drogę, która jest przyzwoita. Ale po chwili dochodzi ona do tej, którą pierwotnie planowaliśmy tu dotrzeć. Czyli, że niemiłosierne błoto.


Po krótkiej chwili rezygnujemy. Przedzieramy się przez podmokły las w stronę łąk na Małastowem. Zauważam dach jakiegoś budynku. Może będzie tam droga. Okazuje się, że to opuszczona i nieużywana chatka kempingowa. Taką, jaką budowano w latach 70. Czyli w czasach naszej młodości.


Drogi nie ma, ale jest wygodne zejście na łąki. Poniżej jest przysiółek. I droga dochodząca do naszej łąki. Widziałam w jednym miejscu na mapie most na potoku Małastówka. Poza nim są tylko brody. Okazuje się, że mieliśmy dużo szczęścia, bo jak sprawdzam teraz na mapie, to zeszliśmy akurat nad tym mostem. Szczęśliwi schodzimy na dół.


Musimy teraz wrócić do samochodu drogą nr 977, ale dzisiaj samochody jeżdżą rzadko, a poza tym na większości naszej trasy jest ułożony chodnik i to przedzielony pasem zieleni od jezdni, więc idzie się bardzo komfortowo. Nieco ponad kilometr i docieramy do samochodu. Po drodze obserwujemy ciekawe zjawisko. Dwa samce kaczki krzyżówki "przytuliły się" na zimę do stadka hodowlanego ptactwa. Wygląda na to, że świetnie się czują pośród domowych kur i kaczek.


Teraz jedziemy na Przełęcz Małastowską. Wjeżdża się na nią podobnie, jak na Przełęcz Przysłup w Górach Słonnych. Serpentyny i mocno stromo.

Zostawiamy tam samochód. Najpierw robimy sobie przerwę na drugie śniadanie, bo jest tam wygodne miejsce, żeby usiąść. Potem idziemy na cmentarz wojenny nr 60. Byliśmy już tutaj wielokrotnie, ale skoro już i tak tutaj jesteśmy….


Cmentarz należy do I Okręgu Cmentarnego Żmigród. Został zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča, który jest autorem wszystkich projektów cmentarzy w tym okręgu.


Zbudowany został w miejscu dawnych stanowisk bojowych na planie dwunastoboku. Centralnym elementem tej nekropolii jest drewniana budowla, zbudowana z bali. Przypomina ołtarz. Jest zwieńczona kompozycją z krzyży. Pośrodku jest malowana płaskorzeźba Madonny z Dzieciątkiem, autorstwa Adolfa Kašpara.


Krzyże na nagrobkach są drewniane, a unikatowym elementem są cztery drewniane macewy z Gwiazdą Dawida. Pochowano tu żołnierzy wyznania mojżeszowego, którzy służyli w armii austriacko-węgierskiej. To ewenement, zazwyczaj byli grzebani na kirkutach. To duży cmentarz, bo spoczywa na nim 174 żołnierzy z armii austriacko węgierskiej. Rosjan nie ma.

Gdyby pójść w stronę Magury Małastowskiej, czyli w przeciwnym, niż my zamierzamy, to pod jej szczytem są jeszcze dwa cmentarze – też należące do I Okręgu Cmentarnego Żmigród i też zaprojektowane przez Dušana Jurkoviča. To cmentarze nr 58 i 59. Już na nich byliśmy. Warte zobaczenia.


My idziemy niebieskim szlakiem w kierunku Wierchu Wirchne (635 m n.p.m.), a potem dalej. Prowadzi szeroką leśną drogą, ale teraz bardzo błotnistą. Potem, kiedy szlak z niej schodzi, robi się lepiej. Ale za to miejscami jest mokry śnieg,   pod nim też błoto i woda.


Docieramy do skrzyżowania ze ścieżką prowadzącą do cmentarza nr 63. Tu też jest paskudne błoto. Gdybym wiedziała, że tak będzie, to zaplanowałabym dotarcie tam z Pętnej, bo jest stamtąd tylko pół kilometra. Ale chciałam, żebyśmy się przy okazji trochę przeszli.


Cmentarz z uwagi na wygląd nie jest ciekawy. Ale ponieważ odwiedzamy wszystkie po kolei…


Ponieważ należy do III Okręgu Cmentarnego Gorlice, to zaprojektował go Hans Mayr. Nie jest tak efektowny, jak wcześniejsze dwa cmentarze jego autorstwa w Małastowie. Na dodatek dzisiaj to właściwie ruina. A został ponoć wyremontowany w 2005 roku, czyli w tym samym czasie, co te dwa poprzednie. Ale ponoć remont był źle wykonany, niezgodnie z oryginałem. Pierwotnie na cmentarz prowadziła ładna brama z kamienia łamanego z daszkiem w formie tympanonu.


To dziwactwo, które jest tam teraz, raczej tej bramy nie przypomina. Ogrodzenie jest wykonane z drewnianych sztachet – przez te dwadzieścia lat duża ich część już zgniła i się rozpadła. Krzyże na grobach są powyłamywane. Główny krzyż, który stał na środku cmentarza, stoi oparty o drzewo. Zapewne przegniła mu podstawa i się przewrócił.


A reszty zniszczenia dopełniły ostatnie opady mokrego śniegu. Złamały trzy rosnące na cmentarzu sosny i dopełniły tego obrazu nędzy i rozpaczy. Cmentarz pilnie potrzebuje remontu. Jedynym miłym akcentem jest ślad po wizycie tam w listopadzie wycieczki PTT z Nowego Sącza. Charakterystyczna biało-czerwono kokarda.



Wracamy stamtąd w smutnym nastroju. Tą samą drogą, bo już wiemy jak wygląda, a na innych może być jeszcze większe błoto. Postanawiamy jeszcze wejść na szczyt Wierchu Wirchne, zwłaszcza, że idzie w tamtym, kierunku szlak narciarski. To bardzo blisko. Na szczycie nie ma oczywiście żadnego oznaczenia. Patrząc w mapę i GPS, szukam dokładnego położenia wierzchołka. Idę więc trochę w krzaki. Tego nie wytrzymuje ukryte tam zwierzę, które dzielnie znosiło naszą obecność, ale tego już dla niego za wiele. Przekroczyłam bezpieczną dla niego granicę. Najpierw słyszymy straszny rumor, a potem z zarośli, przy których stoję, wypada wspaniały jeleń. Ma piękne, ogromne poroże. Ale ucieka tak szybko, że niestety zdjęcia mu nie zrobiłam. A szkoda.

Marek widział dzisiaj kilka łani, bo dwukrotnie przebiegły mu drogę, a ja tego pięknego byka. Zdaje się, że tu też jest dużo jeleni. To był taki fajny akcent, kończący tę wycieczkę.

Było słonecznie, ale my głównie błąkaliśmy się po lesie. No i to paskudne błoto. Ale trochę się przeszliśmy, odwiedziliśmy trzy kolejne nowe dla nas cmentarze, widzieliśmy jelenie, więc w sumie to wycieczka była całkiem udana.



Beskid Niski Przełęcz Małastowska Pętna Wierch Wirchne Małastów
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.