Beskid Wyspowy i Pogórze Wiśnickie - 19 grudnia 2025
Pogoda ma być ładna, ale śniegu w Beskidach nie ma, więc
postanowiłam to wykorzystać na kolejną wycieczkę po cmentarzach wojennych z I wojny światowej. Tym razem na Pogórzu Wiśnickim. W planach miałam
dwa cmentarze w Żegocinie, trzy w Łąkcie Dolnej i jeden w Muchówce.
Planowałam dotrzeć tam przez Limanową, ale nawigacja chciała mnie prowadzić przez Tęgoborze i Laskową. Postanowiłam jej zaufać, zwłaszcza, że w Laskowej też był cmentarz, który mogłam odwiedzić, bo był niedaleko od drogi.
W Laskowej zatrzymałam się w centrum wsi, na parkingu przed
kościołem. Wieś leży w Beskidzie Wyspowym w kotlinie rzeki Łososina. Pierwsze
wzmianki o jej istnieniu pochodzą z wieku XV. Od 1420 do prawie końca XVII wieku była własnością rodu Laskowskich,
stąd jej nazwa. Później odkupuje ją biskup krakowski Jan Małachowski i przekazuje ją Zgromadzeniu Księży Misjonarzy Świętego Wincentego à Paulo. Następnie,
po kasacie józefińskiej, należała do państwa. W XIX wieku Laskową kupił ród
Skrzyńskich. Potem przeszła w ręce Żochowskich, a później odziedziczyła go
rodzina Michałowskich. W ich rękach dobra Laskowej pozostawały do 1945 roku.
Potem je upaństwowiono.
.jpg)
.jpg)
W Laskowej zachował się piękny barokowy dwór modrzewiowy.
Ponoć najstarszy taki w Polsce. Został zbudowany w 1677 roku przez wspomnianą
wyżej rodzinę Laskowskich. Potem należał do kolejnych właścicieli wsi.
Jest to dwór parterowy, nakryty pięknym, wysokim, łamanym dachem w stylu krakowskim, pokrytym gontem. Kiedy przejęli go misjonarze, sprowadzeni z Francji, to go rozbudowali. W dawnej sali reprezentacyjnej utworzyli kaplicę pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Do dzisiaj zachowała się w tym pomieszczeniu wspaniała dekoracja stropu oraz fryz podstropowy z II poł. XVII wieku.
.jpg)
.jpg)
W 1945 roku dwór zajął na siedzibę sztabu legendarny marszałek Koniew. A po wojnie budynek został razem z ziemią przejęty przez Państwowy Fundusz Ziemski. W tym okresie w dworze mieściły się: najpierw urząd gminy, następnie świetlica, biblioteka, schronisko młodzieżowe i przedszkole. Dwór ulegał coraz większej dewastacji. Na szczęście, w 1992 roku udało się go odzyskać rodzinie Michałowskich. Ponoć można go zobaczyć w środku, trzeba się tylko wcześniej umówić z właścicielami co do terminu. Obok dworu znajduje się kapliczka pw. św. Jana Nepomucena.
.jpg)
.jpg)
Kościół, pod którym zaparkowałam, jest bardzo okazały. We
wsi długo nie było świątyni, bo należała do parafii w Łososinie Górnej. Dopiero
na pocz. XIX wieku zbudowano tu skromny, drewniany kościół, do którego
przeniesiono z dworskiej kaplicy obraz Matki Bożej Niepokalanej z XVIII wieku.
Obecny kościół, pw. Najświętszego Imienia Maryi, został zbudowany w 1934 roku.
Autorem projektu tej okazałej, eklektycznej w stylu świątyni był Wacław Wiktor.
.jpg)
.jpg)
Interesujący mnie cmentarz wojenny ma znajdować się na
cmentarzu parafialnym. Okazuje się, że są dwa, w bliskim sąsiedztwie. Cmentarz wojenny ma być na tym starszym, położonym z tyłu za kościołem. Prowadzi do niego ładna
droga krzyżowa.
Cmentarz wojenny nr 358 w Laskowej należy do okręgu X (Limanowa) Oddziału Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej w Krakowie.
.jpg)
.jpg)
Jest to nieduży cmentarz, zbudowany na planie wieloboku.
Otoczony jest masywnym murem kamiennym, nakrytym betonowym daszkiem. Głównym
elementem cmentarza jest ściana inskrypcyjna z krzyżem, a w niej w półokrągłej
wnęce tablica, z napisem w języku niemieckim „„Śmierć nas worała w ziemię,
teraz zbierajcie żniwo”. ” Są tu jeszcze umieszczone na betonowych cokołach
dwa żeliwne krzyże łacińskie i jeden lotaryński. We wschodnim
narożu cmentarza zamontowano tablicę upamiętniająca mieszkańców Laskowej
poległych w latach 1939-45. Na środku cmentarza rośnie okazały dąb. Nekropolię zaprojektował Gustaw Ludwig. Bardzo mi się ten cmentarz podoba.
.jpg)
.jpg)
Pochowano na nim 55 żołnierzy z armii
austro-węgierskiej i 39 z armii rosyjskiej. Wśród poległych znajdują się
żołnierze narodowości polskiej.
W Laskowej jest jeszcze trochę do zobaczenia, ale to
wycieczka bardziej na lato. Przyjadę tu z Lilą i Markiem. Może uda nam umówić
się na zwiedzanie dworu.
Jadę teraz do Żegociny. Tu w planie mam dwa cmentarze. Zatrzymuję się w centrum miejscowości. Zdaje się, że to dzień targowy. No i trwa szał przedświątecznych zakupów. Jestem dumna, jak udaje mi się znaleźć miejsce do zaparkowania.
Teraz już wszystkie odwiedzane przeze mnie dzisiaj cmentarze
będą należeć do okręgu IX (Bochnia). Nie wszystkie cmentarze w tym okręgu
zamierzam odwiedzić, bowiem nie wszystkie leżą w granicach Karpat. Sporo się
napracowałam, żeby ustalić, które. I wyszło mi ich około 300, a wszystkich
zachodniogalicyjskich cmentarzy wojennych jest aż 400.
.jpg)
.jpg)
Idę najpierw na cmentarz nr 302. Znajduje się na cmentarzu
parafialnym. Zaprojektował go Franz
Stark. W punkcie centralnym ładny, drewniany krucyfiks z daszkiem. Są też
charakterystyczne dla tych cmentarzy krzyże. Te na nagrobkach takie sobie. Na
cmentarzu pochowano 152 żołnierzy niemieckich, 102 rosyjskich i 22 austriackich.
Potem idę pod kościół parafialny, bo gdzieś obok niego ma
się znajdować drugi wojenny cmentarz.
.jpg)
.jpg)
Kościół w Żegocinie pw. św. Mikołaja też jest okazały.
Został wybudowany na miejscu poprzedniego, drewnianego, który nie nadawał się
już do remontu, w 1895 roku. W 1927 roku znacznie podwyższono mu wieżę.
.jpg)
.jpg)
Cmentarz nr 301 położony jest właściwie na placu kościelnym, tuż za kościołem. Jest to nieduży i nieefektowny cmentarz. Nie ma na nim punktu centralnego. Z boku tylko jest żeliwny krzyż, ale w większości zasłonięty gałęziami rosnącego w pobliżu świerka. Pochowano tutaj 68 żołnierzy niemieckich, 11 austriackich i 9 rosyjskich.
W Żegocinie miałam jeszcze zatrzymać się przy Parku
Geologicznym Piaskowców Grodziskich. Ale o nim całkiem zapomniałam, a przejeżdżając obok, też nie zauważyłam. Byłam już tam jakieś 10 lat temu, więc
chciałam sobie to miejsce przypomnieć. Ale nic straconego, bo mam tam w okolicy
jeszcze kilka rzeczy do zobaczenia, więc zajrzę tam na pewno.
Dojeżdżam do Łąkty Górnej. Tu zamierzam zostawić samochód
pod kościołem i zrobić sobie spacer, odwiedzając kolejno cztery cmentarze
wojenne z I wojny światowej. Zaplanowana trasa wyglądała na mapie prosto i nic
nie wskazywało na to, że będzie to kolejna z „wypraw po przygodę”.
.jpg)
.jpg)
Najpierw półtora kilometra chodnikiem wzdłuż drogi nr 965.
Potem miała być ścieżka – najpierw prowadząca przez łąkę, a potem przez las.
Tej przez łąkę nie było, ale przeszłam na przełaj. W lesie ścieżka się
pojawiła. Szłam nią kawałek, ale jakby się skończyła. Pojawiła się za to druga,
choć w przeciwnym kierunku. Spróbowałam nią pójść. Dotarłam do mocno podmokłej
łąki. Na szczęście była trochę przymrożona. Niestety, płynął przez nią spory strumień. Ale jakoś udało mi się przejść na
drugą stronę, choć łatwo nie było!
.jpg)
.jpg)
Łąka wznosiła się do góry. Powyżej był las. Na jego skraju
powinna przechodzić ścieżka, która miała mnie doprowadzić do cmentarza
wojennego w Muchówce.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Spod lasu mogłam obserwować unoszące nad tą łąką malownicze opary. Było tam ładnie i tak nieco tajemniczo. Byłam więc właściwie zadowolona, że się trochę pogubiłam, zwłaszcza, jak pod lasem odnalazłam ścieżkę. Od razu zaczęła schodzić mocno w dół. Na mapie były tam zaznaczone mokradła, ale droga miała przejść bokiem. Niestety, wchodziła prosto w rozlewisko płynącego tam potoczku. Jakoś udało mi się przejść połowę, starając jak najmniej zamoczyć buty, ale po drugiej stronie był tylko las, żadnej ścieżki.
.jpg)
.jpg)
Pomyślałam, że coś pewnie pomyliłam i zawróciłam. Wyszłam z powrotem
na drogę i zaczęłam analizować mapę. Okazało się, że niestety muszę w tym miejscu
przejść na drugą stronę, bo inaczej do cmentarza w Muchówce nie dojdę. Wróciłam
więc w rozlewisko. Jakoś przeszłam na drugą stronę, choć całkiem przemoczyłam
buty. Ale było na szczęście ciepło.
.jpg)
.jpg)
Drogi po drugiej stronie na początku nie było, ale po
przejściu kawałek lasem wyszłam na ładną leśną ścieżkę. Nawet poszłam kawałek w przeciwnym kierunku, żeby zobaczyć, skąd wychodzi, ale też wchodziła w to
rozlewisko. Pewnie, jak tworzono mapę, to ten teren wyglądał inaczej. Może, jak
jest sucho, to też ścieżka jest widoczna. Ja w każdym razie byłam bardzo
zadowolona, że jakoś udało mi się dotrzeć do drogi.
.jpg)
.jpg)
Nie była nawet zbytnio błotnista i dość szybko dotarłam pod
cmentarz nr 308 Królówka w Muchówce.
.jpg)
.jpg)
Spodziewałam się małego cmentarzyka, a okazało się, że jest
ogromny. Podczas bitwy limanowsko-łapanowskiej w 1914 roku trwały tu zacięte
walki. Zginęło bardzo dużo żołnierzy po obu stronach.
.jpg)
.jpg)
Na tym cmentarzu pochowano blisko 1000 żołnierzy - 606 żołnierzy armii
rosyjskiej, 291 żołnierzy armii niemieckiej i 96 żołnierzy armii
austro-węgierskiej.
Jest to największy cmentarz w okręgu bocheńskim. Składa się
z dwóch przylegających do siebie części. W dolnej są groby żołnierzy, a w górnej na środku znajduje się duży obelisk w kształcie kapliczki o dachu
zwieńczonym krzyżem. We wnękach obelisku zamontowane duże żeliwne krzyże łacińskie, a obelisk otoczony jest niskim murowanym murkiem ze stelami.
Wokół jest dużo pustego miejsca, bo zakładano, że będą się tu odbywać
patriotyczne uroczystości. Być może miał to być tzw. cmentarz reprezentacyjny
okręgu IX Bochnia. Zaprojektował go Franz Stark.
.jpg)
.jpg)
Stałam tam i nagle przed oczami stanął mi obraz tego tysiąca
zwłok, najczęściej okrutnie pokaleczonych. I żołnierzy, którzy ich chowali. Dla
nich trauma musiała być straszna. Co prawda, był to dopiero początek tej
bezsensownej wojny, ale każda wojna jest straszna. Tutaj ucierpieli także
cywile, bo cała sąsiednia wieś Leszczyna spłonęła, gdyż Austriacy ostrzeliwali
pozycje Rosjan m.in. pociskami zapalającymi.
Po chwili smutnych refleksji idę dalej. Do tego cmentarza,
który na pewno warto odwiedzić, można się dostać zdecydowanie łatwiej,
od strony miejscowości Leszczyna. To niecały kilometr całkiem przyzwoitą drogą.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Wychodzę na szczyt. I jestem pod wrażeniem. Dawno nie byłam
w takim miejscu. Same pola uprawne i sady. U nas jest zdecydowanie więcej łąk, nawet w miejscach, gdzie dawniej były pola uprawne. Wygląda na to, że Łąkta Dolna, do
której teraz weszłam, to bardzo gospodarna wieś. Sąsiednie zresztą też. Myślałam o spacerze łąkami, a tu muszę
iść wyłącznie polną drogą. Niestety, bardzo błotnistą. I nie da się z niej
zejść, bo po obu stronach zaorane pola!
.jpg)
.jpg)
Patrzą w mapę, staram się dotrzeć do cmentarza nr 305. Grzęznę w błocie, ale okazuje się, że będzie jeszcze gorzej. Za obsianym oziminą polem dostrzegam krzyż cmentarny. Na mapie jest narysowana dochodząca do niego ścieżka, ale jej nie ma. Jest do niego jakieś dwieście metrów, więc muszę znaleźć jakieś dojście. Dochodzę do miejsca, gdzie do drogi, którą idę, zaczyna przylegać zagajnik. Żadnej ścieżki nadal nie ma, więc decyduję się pójść w kierunku cmentarz brzegiem tego zagajnika. Liczę, że za nim będzie jakieś dojście do cmentarza.
.jpg)
.jpg)
Niestety, kiedy staję naprzeciw, to
oddziela mnie od niego nadal pas oziminy. Cały teren wokół cmentarza jest dokładnie
zaorany. Mam przed sobą 30 metrów pięknie uprawionego pola. I dwie bariery do
pokonania – szacunek do czyjejś pracy i świadomość, jak będę wyglądać, jak przejdę
ten fragment pola. Ale ostatecznie przyjechałam odwiedzić ten cmentarz!
Muszę go zobaczyć!
Idę! Deptam oziminę, zagłębiając się w rozmiękłą ziemię.
Klnę przy okazji na pazerność ludzką, bo ostatecznie, jakby właściciel zostawił
chociażby wąziutką miedzę, żeby można było się do tego cmentarza dostać, to
raczej by nie zbiedniał. Ale ostatnio prawo własności jest bardzo mocno egzekwowane! A od czasu do czasu ktoś na ten cmentarz musi przecież
zajrzeć, żeby skosić trawę i posprzątać. No i zapalić czasem znicz. A tak swoją
drogą, to widziałam zdjęcie tego cmentarza sprzed 15 lat i wtedy prowadziła do
niego dość szeroka droga.
.jpg)
.jpg)
Cmentarz ma kształt prostokąta, otoczony jest
ogrodzeniem z murowanych kamiennych słupków, pomiędzy którymi jest drewniany
płot. Głównym elementem cmentarza jest murowana z kamienia ściana pomnikowa z krzyżem i betonową ławeczką. Rośnie tutaj okazały dąb, będący ozdobą tego
cmentarza. Pochowano na nim żołnierzy poległych we wspomnianej już bitwie
- 124 żołnierzy armii niemieckiej.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Zaspokoiłam ciekawość, ale sporym kosztem. Teraz muszę się jeszcze stąd wydostać. Znowu przez pole idę w stronę kolejnego zagajnika, teraz to jakieś 50 metrów. Potem pokonuję stromy wąwozik, przy okazji przepłaszam stadko saren. Docieram w ten sposób do dwóch następnych cmentarzy, bo są tuż obok siebie – nr 306 i 307. Ich projektantem, tak jak poprzedniego, jest Franz Stark. Zresztą wyglądają tak samo – różnią się tylko wielkością. Na nich też rosną pojedyncze dęby. Tylko na cmentarzu nr 306 znajdują się dwa granitowe obeliski, ufundowane przez ojca dwóch braci Cuny, którzy tutaj zginęli. Pochowano na nim 110 żołnierzy niemieckich. Sąsiedni cmentarz, nr 307 jest najmniejszy z wszystkich trzech – pochowano tu 57 żołnierzy, także z armii niemieckiej.
.jpg)
.jpg)
Spod tych dwóch cmentarzy jest piękny widok na okolicę. No i jest tam droga, którą przez przysiółek Nagórze schodzę na dół. Tam jest stary,
charakterystyczny drogowskaz, kierujący do tych trzech cmentarzy. Dochodzę tą
drogą do drogi oznaczonej nr 965 i pod kościół, skąd wyruszyłam.
.jpg)
.jpg)
Jestem bardzo
zadowolona z wycieczki – co prawda jestem niemiłosiernie ubłocona i mam
przemoczone buty, ale zobaczyłam 7 cmentarzy i nie tylko.
Nie mam świadomości, że to nie koniec mojej przygody.
Podejmuję decyzję, że wrócę prze Limanową. Okazuje się, że była zła. Już na
pierwszym rondzie grzęznę w korku. I jadę w nim bardzo powoli aż przez 4 kilometry. Jestem tym już bardzo zmęczona i kiedy dojeżdżam do kolejnego ronda, tuż
przed rynkiem, postanawiam być sprytna i skręcam na Męcinę i Marcinkowice.
Początkowo jadę bardzo zadowolona, bo korek się skończył. Ale szybko dociera do
mnie, że popełniłam duży błąd. Ta droga zamieniła się w drogę dojazdową do
placu budowy przy linii kolejowej – ciągnie się on wzdłuż niej aż do
Marcinkowic. W związku z tym jezdnia jest pokryta mokrym błotem. A ja akurat
umyłam sobie wczoraj autko na Święta!
Ale to jeszcze nie koniec. Kiedy dojeżdżam do Marcinkowic, grzęznę w kolejnym
korku. Tym razem prawie na 6 kilometrów! A jak wysiadam z samochodu pod
garażem, to wygląda on gorzej, niż oczekiwałam! Nigdy jeszcze nie był tak
brudny! No cóż… Ale w sumie to pasujemy do siebie, bo podobnie wyglądamy…
Beskid Wyspowy Pogórze Wiśnickie cmentarze wojenne Łąkta Dolna Łąkta Górna Laskowa Żegocina