KWIECIEŃ
Krokus, szafran spiski (Crocus scepusiensis)

Góry Sanocko-Turczańskie, Pogórze Dynowskie, i Kotlina Krośnieńsko-Jasielska - 12 marca 2026


Po odwiedzeniu stanowiska śnieżycy wiosennej w Olchowcach https://zielnik-karpacki.pl/sniezyca_wiosenna_w_olchowcach jedziemy dalej. Zaplanowałam objazdową pętlę, spacer i oczywiście ognisko nad Sanem. Nic specjalnego, ale jest piękny dzień, więc wycieczka na pewno będzie udana.

Jedziemy najpierw do Tyrawy Wołoskiej. Po drodze musimy pokonać słynną Przełęcz Przysłup. Ponoć to jedna z najbardziej krętych dróg w Polsce. Kiedyś było tędy trudno przejechać. Jak jeszcze nie było tu asfaltowej drogi, a ostrych zakrętów aż 42. Teraz jest wygodna, szeroka droga, a zakrętów tylko 18. Kilkakrotnie już tędy przejeżdżałam, więc to dla mnie nic trudnego. Zagadujemy się niestety i przegapiamy zjazd na punkt widokowy, z którego można zobaczyć całą panoramę Bieszczadów. Widzieliśmy go już wielokrotnie. Aż tak fascynujący widok to nie jest, ale zawsze szkoda.


Docieramy do Tyrawy Wołoskiej. Tu mamy skręcić w lewo, na Tyrawę Solną. Ale na wzgórzu stoi okazały kościół, więc zatrzymujemy się przy nim i idziemy go obejrzeć.

Pierwsza wzmianka o tej miejscowości pochodzi z 1402 roku. Prawa miejskie Tyrawa Wołoska otrzymała w 1707 roku, ale utraciła je już w II poł. XIX wieku. Mieszkali tu Polacy, Ukraińcy i Żydzi.

Był tu duży, XVIII-wieczny, klasycystyczny dwór rodziny Krajewskich, który został spalony przez UPA. Zostały po nim cztery kolumny w pozostałościach dawnego parku krajobrazowego. Była też murowana cerkiew greckokatolicka, pw. św. Paraskewy, zbudowana w 1900 roku w miejscu wcześniejszej, drewnianej. Po wysiedleniu ludności ukraińskiej w ramach akcji „Wisła”, została zburzona w latach 50. ubiegłego wieku. Ale o tym wszystkim dowiaduję się dopiero po powrocie do domu. Szkoda. Ale co jakiś czas tamtędy przejeżdżamy, więc będzie się okazja zatrzymać i odszukać pozostałości obu tych budowli. No i jeszcze pozostałości po żydowskim cmentarzu.


Kościół pw. św. Mikołaja powstał w I poł. XVIII wieku. Zbudowany został w stylu późnobarokowym. Był wielokrotnie remontowany. W 1931 roku dobudowana została zakrystia.

Obok kościoła znajduje się dzwonnica z I poł. XIX wieku, groby dawnych proboszczów, murowana kaplica grobowa rodziny Krajewskich z 1831 roku oraz kilka starych nagrobków członków rodzin tutejszych właścicieli.

Wychodzi słońce. Humory się nam od razu poprawiają. Jedziemy do Tyrawy Solnej. Tam zaplanowałam wejście na Diablą Górę, gdzie było kiedyś grodzisko. No i może zrobimy tam ognisko.

Nie zamierzałam się po drodze nigdzie zatrzymywać. Ale Marek w Hołuczkowie zauważa tablicę kierującą do zabytkowej, drewnianej cerkwi. To tylko kilometr, więc skręcamy. To był strzał w dziesiątkę!


Pomalowana na niebiesko świątynia robi wrażenie! Drewniana cerkiew pw. św. Paraskewy w Hołuczkowie została zbudowana w 1858 roku przez miejscowego cieślę Konstiantyna Melnyka. W 1912 roku przebudowana. Od 1946 roku służy jako filialny kościół rzymskokatolicki.

Podczas ostatniego remontu została pomalowana na niebiesko, co nawiązuje do mody, jaka panowała na wsi pod koniec XIX wieku. Wówczas na rynku pojawiły się tanie, kolorowe farby i cerkwie były często dość bogato zdobione kolorami, a nawet całe malowane, jak ta właśnie.

Ma konstrukcję zrębową, jest trójdzielna, o prezbiterium zamkniętym trójbocznie, z dwoma zakrystiami. Na dachu wieżyczka z sygnaturką. Wieża o konstrukcji słupowej z przedsionkiem w przyziemiu, przykryta dachem namiotowym z hełmem. Nad wejściem głównym zadaszenie wykonane podczas remontu w 1902 roku. Jest ono pobite blachą z ozdobną wycinanką i dekoracją w formie oka opatrzności. Wokół cerkwi cmentarz, na którym zachowało się sporo starych nagrobków.

Wewnątrz cerkwi znajduje się kompletny ikonostas pochodzący z okresu budowy cerkwi, o wystroju późnobarokowym. Szkoda, że nie możemy zajrzeć do środka.


Bardzo się cieszymy, że Marek zauważył tę tablicę i że tu przyjechaliśmy. Toteż kawałek dalej, w Siemiuszowej, przy kolejnej tablicy kierującej do zabytkowej cerkwi, już się nie zastanawiamy, tylko tam skręcamy. Dawna greckokatolicka cerkiew pw. Przemienienia Pańskiego została zbudowana w 1841 roku.

Ładnie położona na niedużym wzniesieniu. Jest orientowana, trójdzielna, z babińcem niewyodrębnionym w bryle, o prezbiterium zamkniętym trójbocznie. Od strony wschodniej dobudowano do prezbiterium murowaną zakrystię, a od południowej drugą, drewnianą, nowszą. Świątynia posiada niewysoką wieżę o słupowej konstrukcji. Jak to ładnie naukowo było napisane, prezentuje typ budownictwa ludowego w duchu klasycystycznym z wyraźnymi cechami latynizacji.

Wewnątrz figuralna polichromia i ikonostas z XIX wieku. Na jednym z obrazów znajdujących się w prezbiterium nietypowe przedstawienie Chrystusa na krzyżu, u którego stóp stoją Adam i Ewa. Chrystus, pomimo iż przedstawiony w realistycznej, łacińskiej formie, stopy ma przybite rozdzielnie, jak w prawosławiu. Niestety, nie możemy zobaczyć, jak poprzednio, wnętrza. Od 1946 roku to kościół rzymskokatolicki pw. Chrztu Pańskiego.

Dojeżdżamy do Tyrawy Solnej. Skręcamy oczywiście w stronę cerkwi, bo tutaj jest kolejna.


Drewniana dawna cerkiew greckokatolicka pw. św. Jana Chrzciciela w Tyrawie Solnej została zbudowana w 1837 roku w miejscu starszej świątyni, z fundacji tutejszego parocha, Piotra Melnickiego. Podobnie jak poprzednia, prezentuje typ budownictwa ludowego w duchu klasycystycznym z wyraźnymi cechami latynizacji. To znaczy, że przypomina kościół rzymskokatolicki i murowane cerkwie budowane podczas reformy józefińskiej. Owa latynizacja cerkwi przejawiała się m.in. w takiej samej wysokości ścian poszczególnych członów cerkwi, pokryciu ich dachami dwuspadowymi, występowaniu dwóch zakrystii czy dostawieniem wieży do elewacji zachodniej.


W 1898 roku wykonano zadaszenie głównego wejścia do cerkwi w formie portyku kolumnowego. W 1927 roku dokonano remontu świątyni. Dach pokryto blachą, a we wnętrzu odnowiono wyposażenie (m.in. ikonostas) i wykonano polichromię. Prace malarskie autorstwa znanego sanockiego malarza, Władysława Lisowskiego.

Jak poprzednie, cerkiew od 1946 roku pełni rolę kościoła katolickiego. Wszystkie trzy są na podkarpackim Szlaku Architektury Drewnianej.


Teraz jedziemy pod Diablą Górę (354 m n.p.m.). Na mapie były tam zaznaczone parkingi i miejsca odpoczynkowe dla turystów. Pomyślałam, że to gmina coś takiego przygotowała. Stamtąd miała wychodzić ścieżka na szczyt Diablej Góry, gdzie kiedyś było średniowieczne grodzisko. Na miejscu okazało się, że to środek Rekreacyjno-Wypoczynkowy „Diabla Góra”. Domki kempingowe, stawy i mnóstwo wakacyjnych atrakcji. Naprawdę ładne miejsce. Można tam przyjechać na wczasy. Przy wejściu była informacja, że osoby nie mieszkające w ośrodku, mogą zapłacić za przebywanie tam w recepcji. Weszliśmy więc na teren ośrodka i szukaliśmy kogoś, kto chciałby od nas tę opłatę pobrać. Ale nikogo nie było. W związku z tym uznaliśmy, że jak już tam jesteśmy, to wejdziemy na grodzisko, bo wypatrzyliśmy ścieżkę.


Początkowo były schody, ale potem ścieżka zrobiła się wąska i dość niebezpieczna, a potem zniknęła. Ale jakoś wczołgaliśmy się stromym zboczem na szczyt. Jest tam jedynie krzyż. Nie ma żadnej tablicy informacyjnej o przeszłości tego miejsca.


Już od samego dołu podziwialiśmy kwitnące przylaszczki. Było ich tu mnóstwo. Rósł tu też wawrzynek wilczełyko. Akurat był w pełni kwitnienia. Też było go sporo.


Zeszliśmy na drugą stronę. Bardzo ostrożnie, bo tam też było ekstremalnie. Potem szliśmy brzegiem Tyrawki. Na ostatnim odcinku znowu weszliśmy na teren ośrodka i wróciliśmy tamtędy. Wtedy zauważyłam, że wszędzie jest pełno kamer. Ale kiedy schodziliśmy mostkiem i mijali szlaban, to włączył się alarm. Gdyby się uruchomił, jak wchodziliśmy, to pewnie byśmy się wycofali. Ale dzięki temu wdrapaliśmy się na ten stromy pagórek. No i zobaczyli przylaszczki. Dla nas to rzadki widok, bo w naszych okolicach prawie nie rosną, a to takie śliczne kwiatuszki.


Sprawdziłam potem na mapie. Można wejść od drugiej strony. Jest drugi mostek na tym potoku. Trzeba podjechać kawałek, a potem wejść tą ścieżką, którą my zeszliśmy.


Teraz pojechaliśmy do Mrzygłodu. Przez bardzo oryginalny most na Sanie.

Mrzygłód to bardzo stara miejscowość Pierwotnie była to osada założona w czasach panowania książąt ruskich jako służebna w stosunku do grodu sanockiego. Była położona przy bardzo starym szlaku handlowym. Prawa miejskie nadał jej król Władysław Jagiełło w 1425 roku. Pierwotnie nosiła nazwę Tyrawa. Ponoć wraz z Tyrawą Solną tworzyła jedną miejscowość. Jednak podczas wielkiej powodzi San zmienił koryto i rozdzielił ją na dwie części. W 1431 roku król lokował ją ponownie na prawie magdeburskim i nazywała się wtedy Tyrawa Królewska lub Wielka. Była miastem królewskim. Otrzymała szereg przywilejów i rozwijała się bardzo prężnie. Stała się lokalnym ośrodkiem rzemiosła, zwłaszcza garncarstwa, które przetrwało do połowy XX wieku, kowalstwa i stolarstwa. Była też dużym ośrodkiem handlu. A także miejscem załadunku na statki soli pochodzącej z salin znajdujących się na terenie Gór Słonnych. Po Sanoku było to drugie miasto w regionie.


Niestety, w XVI wieku rozpoczął się jego powolny upadek gospodarczy. Przyczyniły się do tego liczne najazdy obcych wojsk, a także częste pożary i powodzie.

W 1616 roku po raz pierwszy pojawiła się w dokumencie obecna nazwa Mrzygłód. Według miejscowej tradycji zmianę nazwy miasta z Tyrawa na Mrzygłód spowodowała epidemia tyfusu oraz powódź, która zniszczyła zbiory. Nowa nazwa miała pochodzić od „morzenia głodem” .


W czasie I wojny światowe Mrzygłód został strasznie zniszczony i się wyludnił. W 1919 roku utracił prawa miejskie. O mały włos, a przestał by istnieć, bo ponoć były plany utworzenia zapory na Sanie w pobliskiej Niewistce, co spowodowałoby zalanie miejscowości. Byłaby to duża szkoda, bo w Mrzygłodzie zachował się średniowieczny układ architektoniczny.

Wysiadamy na obszernym placu w centrum miejscowości, wybrukowanym kamieniami. Mieści się przy nim Klub Seniora, otwarty w 2018 roku w zaadaptowanym do tego celu budynku. A rok później, obok, powstała pracownia ginących zawodów. Miejsce to służy mieszkańcom gminy i turystom do przeprowadzania warsztatów rękodzielniczych w takich zawodach jak garncarstwo, bibułkarstwo czy wikliniarstwo.


Idziemy najpierw pod kościół pw. Rozesłania Apostołów. Tutejsza parafia została założona w 1410 roku, a kościół ufundowany przez Władysław Jagiełłę jako wotum wdzięczności za zwycięstwo w bitwie pod Grunwaldem. Świątynia została wzniesiona w I poł. XV wieku, i do dzisiaj, mimo kilkukrotnych przebudów, zachowała swój średniowieczny charakter. Według tutejszej tradycji kościół budowali jeńcy krzyżaccy.


W stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości mieszkańcy Mrzygłodu ufundowali słup pamięci, który został postawiony na placu przykościelnym.


Wracamy na dawny rynek. Stoi na nim oczywiście pomnik Władysława Jagiełły. Przechodzimy przez miejscowość, oglądając przy okazji zachowane stare domy. Docieramy pod ruiny cerkwi greckokatolickiej pw. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. Pierwsza informacja o cerkwi (drewnianej) w Mrzygłodzie, prawosławnej, pochodzi z 1510 roku. W połowie XVIII była tu cerkiew greckokatolicka, też drewniana. Może to ta sama. Ta, po której teraz pozostały tylko ruiny, została zbudowana w 1901 roku w miejscu poprzedniej, spalonej.


Po wysiedleniu ludności ukraińskiej w ramach Akcji „Wisła”, została przebudowana, a potem zamieniona na magazyn miejscowej spółdzielni produkcyjnej. Obecnie w ruinie. To co pozostało, wygląda mało cerkiewnie. Ale zadałam sobie trud i znalazłam w Internecie stare zdjęcia tej świątyni. Była całkiem ładna.      https://fotografie.mrzyglod.net/displayimage.php?album=52&pid=457#top_display_media


Mieliśmy w planach spacer nad Sanem – dojść do Hłomczy, obejrzeć tamtejszą cerkiew i wrócić drogą. Po drodze miało być ognisko. Niestety, nie mieliśmy na spacer już czasu. Ostatecznie, obejrzeliśmy po drodze trzy cerkwie, które nie były w planie. A do każdej trzeba było kawałek podjechać. Ale nie żałowaliśmy, bo zwłaszcza ta pomalowana na niebiesko w Hołuczkowie bardzo się nam podobała.


Podchodzimy więc na brzeg Sanu i robimy ognisko, bo jesteśmy już mocno głodni. A potem jedziemy zobaczyć cerkiew w Hłomczy. I nawet cieszymy się, że zrezygnowaliśmy ze spaceru, bo powrót tą drogą – ruchliwą i bez poboczy, byłby męczący.


Cerkiew pw. św. Dymitra z XIX wieku w Hłomczy jest ładnie położona na pagórku. Jej bryła jest kolejnym przykładem latynizacji budownictwa cerkiewnego. Obok cerkwi wzniesiono w tym samym czasie murowaną dzwonnicę, w której wiszą trzy dzwony, w tym jeden z 1668 roku. Przez jakiś czas cerkiew pełniła rolę kościoła katolickiego, obecnie jest świątynią prawosławną.


Obok dwa pomnikowe dęby noszące imiona Cyryla i Metodego. Według miejscowej tradycji mogą mieć nawet 700 i 800 lat. Są rzeczywiście niesamowite, więc fotografujemy się na ich tle. Zwróciliśmy uwagę, że tu obok cerkwi są sadzone dęby, a nie tak jak u nas lipy.

Kiedy zamierzamy stamtąd wyjechać, zauważamy tabliczkę kierującą do kolejnej cerkwi. W Łodzinie. Skoro już tu jesteśmy… I oglądamy dzisiaj głównie cerkwie… A to tylko 3 kilometry... Co prawda, nie zrealizujemy jakiegoś innego punktu programu, ale tamte są bliżej. Tu już raczej nie przyjedziemy.

Kolejny strzał w dziesiątkę! Takiego widoku się nie spodziewaliśmy! Drewniana cerkiew pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Łodzinie została zbudowana w 1743, jako świątynia filialna parafii greckokatolickiej w Hłomczy. Jest kolejnym, na dodatek bardzo wczesnym przykładem latynizacji budownictwa cerkiewnego.


To mała budowla, kryta gontem, pięknie wpisująca się w krajobraz. Obok znowu kilkusetletni dąb. Szkoda, że nie możemy zajrzeć do środka, bo wewnątrz, choć pełni ona teraz rolę kościoła katolickiego, zachował się ikonostas. Była tam też polichromia, ale w latach 80. ubiegłego wieku została zasłonięta drewnianą boazerią.

Teraz wracamy. Mijamy Hłomczę i Mrzygłód i jedziemy dalej. Objeżdżamy leżące po drugiej stronie w zakolu Samu Międzybrodzie, które odwiedziliśmy trzy lata temu przy okazji zwiedzania Sanoka, i zatrzymujemy się w Trepczy. Znajduje się tu dawna greckokatolicka cerkiew pw. Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny.

Był tu pierwotnie zbór socyniański. Czy przez jakiś czas po zakończeniu reformacji był użytkowany jako kościół katolicki, nie wiem, bo nic na ten temat nie znalazłam. Ale najprawdopodobniej tak. Jest wzmianka o tym, że świątynia była pw. Trójcy Świętej.


Kiedy w 1801 roku spłonęła tu drewniana cerkiew, cesarz Franciszek Józef II przekazał go parafii greckokatolickiej. Został on przebudowany w 1807 roku na cerkiew. Po 1946 roku przejęli ją katolicy. Po wybudowaniu w 2000 roku nowego kościoła była ona nieużywana.

Wzmianka o kulcie Świętej Trójcy w tym miejscu pochodzi z roku 1646. Obecnie w świątyni znajduje się kopia obrazu Świętej Trójcy (z napisem Gloria Tibi Trinitas - Chwała Tobie Trójco), która powróciła do świątyni po 200 latach w maju 2012, a kościół mianowano Sanktuarium Trójcy Świętej.

Mieliśmy tutaj zrobić sobie spacer na wzgórze o nazwie Horodyszcze (426 m n.p.m.). Są tam ponoć pozostałości grodziska z VIII-XIII wieku, zachowała się także podmurówka cerkwi z XII wieku. Dokonano tu licznych znalezisk archeologicznych. Był to prawdopodobnie pierwotny, wspominany w latopisach ruskich Sanok. Na sąsiednim wzgórzu, o nazwie Horodna (480 m n.p.m.), też są pozostałości jakiegoś grodziska. Niestety, nie zdążymy. Trochę mi żal Marka, bo on, jako archeolog z wykształcenia (chociaż nie pracował w tym zawodzie) bardzo lubi odwiedzać takie miejsca. Ale nic straconego. Jak przyjedziemy w okolice Sanoka kolejny raz podziwiać śnieżyce wiosenne, to się tam wybierzemy.

Włączam nawigację, a ona prowadzi mnie przez Jurowce. Miałam tam na dzisiaj zaplanowaną cerkiew do zobaczenia, ale postanowiłam z tego zrezygnować z powodu braku czasu. Ale skoro nawigacja poprowadziła nas w drodze powrotnej przez tą miejscowość, to grzechem byłoby nie skorzystać! Zwłaszcza, że świątynia jest tuż przy drodze.


Drewniana, okazała cerkiew greckokatolicka pw. św. Jerzego, zbudowana została w 1873 roku. Jest trójdzielna, o konstrukcji słupowej, co w Polsce jest ponoć rzadkie. Nad każdą z trzech części konstrukcji znajdują się kopuły na ośmiokątnych tamburach, zwieńczone pozornymi latarniami. Wewnątrz płaskie kopuły pozorne, a w zakrystii i kaplicy kolatorskiej pozorne sklepienia. Polichromia wewnątrz też z tego okresu. Ikonostas się nie zachował.


Przy cerkwi murowana, klasycystyczna, dwukondygnacyjna i trójkopułowa dzwonnica parawanowa z 1905 roku. Obok niej stoi rzeźba św. Andrzeja z tego samego okresu.


Naprzeciwko świątyni znajduje się piękny neoklasycystyczny zespół dworski z XIX wieku, będący kiedyś własnością rodziny Słoneckich. Wokół dworu roztacza się zabytkowy park krajobrazowy ze stawem. Obecnie jest tam dom weselny.

Okazuje się, że obejrzeliśmy dzisiaj aż 6 drewnianych cerkwi, znajdujących się na Podkarpackim Szlaku Architektury Drewnianej, a właściwie na jego części: trasie sanocko-dynowskiej. Znajduje sią na niej 12 drewnianych cerkwi w miejscowościach: Obarzym, Jurowce, Czerteż, Siemiuszowa, Tyrawa Solna, Dobra Szlachecka, Brzeżawa, Piątkowa, Hołuczków, Ulucz, Łodzina i Hłomcza.

Poza dzisiejszymi, w ubiegłym roku zobaczyliśmy te w Piątkowej i Uluczu. A jeszcze wcześniej w Dobrej Szlacheckiej. A ja kilka lat temu widziałam tą w Czerteżu. Czyli do zobaczenia mam jeszcze tylko dwie -  w Obarzymiu i Brzeżawie. 

Ponieważ to było prawie po drodze, to na koniec pokazałam przyjaciołom Jaćmierz, który odkryłam trzy lata temu. Przyjechałam obejrzeć kościół, a zauroczyła mnie cała miejscowość.


Jaćmierz powstał pod koniec XIV wieku. W 1437 roku otrzymał prawa miejskie. Odbywały się tu trzy jarmarki w roku i cotygodniowe targi. Na jarmarkach sprzedawano konie i woły – przybywali tu wtedy liczni kupcy, także zagraniczni, m.in. z Węgier, Czech i Moraw. Miasteczko zostało całkowicie zniszczone przez Rosjan w 1915 roku i utraciło po I wojnie światowej prawa miejskie. Zrewitalizowany ryneczek wygląda bardzo urokliwie. Otaczają go ładne, częściowo drewniane domy.


Ciekawy jest budynek straży pożarnej, ulokowany w dawnym ratuszu miejskim. Miejscowość kojarzy się zupełnie z kultowymi Jaśliskami, w których byliśmy niedawno. Tu też czas się zatrzymał. Jest tu ten sam klimat małego, galicyjskiego, sennego miasteczka. Zwłaszcza, że mało kto tu zagląda.


A kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest niesamowity. To drewniana świątynia, wzniesiona w latach 40. XVII wieku. W XVIII wieku przebudowana po pożarze. Podwyższono wtedy wieże, wydzielono trzy nawy, powiększono zakrystię i dobudowano kruchtę. W XIX wieku dobudowano jeszcze dwie kaplice boczne. Kościół swoją architekturą przypomina murowane świątynie – nigdy jeszcze takiego drewnianego nie widziałam, Lila z Markiem też.

Powrót jest ciężki. To długa trasa. Jestem już mocno zmęczona, a na dodatek ostatni odcinek muszę pokonać już po ciemku, a bardzo tego nie lubię. Ale jakoś bezpiecznie docieramy do domu. Bardzo zadowoleni z wyprawy. Już same łany śnieżyc wiosennych by wystarczyły. A zobaczyliśmy mnóstwo ciekawych miejsc. Zauroczyły nas zwłaszcza cerkwie: malutka w Łodzinie i niebieska w Hołuczkowie.

Było tradycyjne ognisko i zdecydowanie wiosenniej niż u nas. Kwitło sporo wczesnych geofitów. Oczywiście, najbardziej byliśmy zadowoleni z widoku przylaszczek, które u nas są bardzo rzadko spotykane, a w Górach Sanocko-Turczańskich i Bieszczadach rośnie ich dużo.



cerkwie Jaćmierz Trepcza Hłomcza Jurowce Mrzygłód Tyrawa Solna Tyrawa Wołoska Siemiuszowa Hołuczków
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.