Beskid Sądecki - 21 września 2025
Wiosną byłam w Chacie Kordowiec. Pan Andrzej pożyczył mi
„Łemkowszczyznę” Stanisława Krycińskiego. Przeczytałam te dwa tomy w ciągu tygodnia.
Jestem mu wdzięczna, bo książka rzeczywiście świetna. Dzięki niej moja wiedza na temat Łemków bardzo się uporządkowała. Ale z oddaniem miałam
problem, bo ciągle było coś ważniejszego do zrobienia, niż wizyta na Kordowcu.
A jak ja mogłam, to Gospodarza tam nie było.
Wreszcie się zmobilizowałam. Udało się nam umówić. Dzień był co prawda wietrzny, a w Rytrze wtedy wieje bardziej niż gdzie indziej, bowiem miejscowość słynie z tzw. „wiatru ryterskiego”.
Zaplanowałam dojście tam z Rytra właśnie, GSB, bo dawno
tamtędy nie szłam. Na dole nawet było dość spokojnie.
.jpg)
.jpg)
Zostawiłam samochód koło dworca PKP i przy okazji poszłam go
obejrzeć, bo został niedawno odnowiony. Zresztą, nie tylko dworzec. Cała linia
kolejowa na odcinku Nowy Sącz - Muszyna przeszła generalny remont.
Zmodernizowano tory, sieć trakcyjną oraz perony. Koniecznie musimy się wybrać
na którąś z najbliższych wycieczek pociągiem tą trasą. Muszę tylko wymyślić
jakieś ciekawe przejście górskie.
.jpg)
.jpg)
Im wyżej wchodziłam, tym bardziej wiało. Wiedziałam z doświadczenia, że potem będzie lepiej, ale na razie wiatr mocno mną
poniewierał. Tyle, że plecak miałam ciężki, bo poza dwoma wypożyczonymi
książkami niosłam trzecią – „Pod osłoną gór.
Dzieje Rusi Karpackiej i Karpatorusinów”. Jej autorem jest P.R. Magosci - amerykański historyk o łemkowskich
(rusińskich) korzeniach. Ma bardzo ciekawe poglądy. Pan Andrzej jej
jeszcze nie czytał, więc obiecałam mu pożyczyć. Ale szło się w związku z tym
ciężko.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Przynajmniej widoki miałam ładne, choć nieco zeszpecone coraz bardziej wkraczającą na te tereny cywilizacją. Na szlaku pojawiło się więcej asfaltu – położony został aż pod kapliczkę przed ostatnim domem przed wejściem szlaku do lasu. Dla mieszkańców dobrze, dla turystów gorzej.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Lasem szło się przyjemnie, poza początkowym krótkim podejściem, w większości prawie po płaskim. No i co jakiś czas były małe polanki z widokami. Znalazłam też jedną młodą czubajkę kanię.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Dotarłam do Chaty na Kordowcu. Z Panem Andrzejem rozmawiało się nam bardzo przyjemnie. Na różne tematy. Zostałam godnie ugoszczona i nakarmiona, mimo protestów, że drugie śniadanie przyniosłam ze sobą. A potem mój Gospodarz, widząc jak czule obchodzę się ze znalezioną po drodze kanią, zaprowadził mnie na łąkę, gdzie zwykle rośnie ich dużo. Chociaż utrzymywał, że będą już zeschnięte. I rzeczywiście, w większości tak było. A szkoda, bo było ich mnóstwo. Ale w wysokiej trawie, w zagajniku, znaleźliśmy wystarczająco dużo młodych, żeby zaspokoić mój apetyt na te grzyby.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Wróciliśmy na Kordowiec, pogawędziliśmy jeszcze chwilę… no i musieliśmy się rozstać, bo ja miałam jeszcze przed sobą zejście do Rytra i powrót do domu.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Wracałam zielonym szlakiem, żeby nie iść tą samą drogą. Trochę
nudno i też mnóstwo asfaltu. Wzdłuż szlaku są
co jakiś czas ustawione ławeczki. Na jednej z nich siedział mężczyzna. Na oko w moim wieku. Strasznie krzyczał! Pomyślałam: wariat! No ale musiałam obok niego
przejść, bo nie było innej drogi. I on oczywiście mnie zauważył. Rozpromienił
się na mój widok. Zgarnął z ławki puszki po wypitym piwie: Siadajże dziecko
obok mnie! Co miałam zrobić – siadłam. I pytam na kogo tak krzyczy. A on na to,
że na samego siebie. I że jak go nerwy trzęsą, to tu przychodzi się wykrzyczeć.
Czasem ktoś przechodzi (tak jak ja) i może się wtedy wygadać. To go uspakaja.
Nazywana cały czas dzieckiem (bardzo pochlebiające i nie powiem, że nie było mi z tego powodu miło) obejrzałam większość jego zdjęć w telefonie (dom, psy, owce, no i oczywiście on w różnych ujęciach, pięknie po góralsku ubrany). Jak się wygadał
i uspokoił, to pozwolił mi pójść dalej. Ale w sumie to było bardzo sympatyczne i ciekawe spotkanie.
.jpg)
.jpg)
Dotarłam do mostu w Rytrze, a stamtąd już miałam dwa kroki
na parking przy dworcu, gdzie zostawiłam samochód. To był bardzo przyjemnie, a zarazem leniwie spędzony dzień.
Beskid Sądecki Kordowiec Pasmo Radziejowej Rytro