WRZESIEŃ
Wrotycz pospolity (Tanacetum vulgare)

Izby - Mrokowce - 7 sierpnia 2022

Postanawiam wybrać się w okolice Tylicza. Z jego przysiółka o nazwie Mrokowce wychodzi szlak zielony i prowadzi spory kawałek łąkami. Na pewno musi tam być ładnie. Studiując mapę i przeliczając odległości, stwierdzam, że mogłabym dojść nim na Dzielec (792 m n.p.m.), a potem czerwonym szlakiem dalej aż na Przełęcz Beskid, potem dojść do Izb i stamtąd betonową drogą wrócić do Mrokowców. Takie kółeczko, jakieś 12-13 kilometrów. W sam raz na samotną wycieczkę.

Potem podejmuję decyzję, że odwrócę jednak kolejność i wyruszę z Izb, bo mogę nie zauważyć w Mrokowcach miejsca, z którego wychodzi szlak, a poza tym nie ma tam zbyt wiele miejsca, żeby zostawić samochód.

Dojeżdżam do Izb, zostawiam samochód przy skręcie na Bieliczną, ale potem okazuje się, że lepiej było to zrobić nieco dalej, bo jest tam spory parking.


Sporo turystów, wszyscy idą w stronę Przełęczy Beskid, ale jednocześnie wszyscy idą zdobyć Lackową. Ja, po dotarciu na przełęcz, idę w przeciwnym kierunku. Tu jest pusto, nie ma nikogo. Szlak prowadzi przez ładny, bukowy las. Po krótkim, stromym podejściu to już tylko przyjemny spacer graniową ścieżką. Podziwiam stare, powykrzywiane drzewa.




Dochodzę najpierw do odejścia zielonego szlaku, którym zamierzam zejść do Mrokowców. Potem zaliczam Dzielec. Zielony szlak jest zupełnie inny od graniowego czerwonego. Najpierw prowadzi wąską ścieżką przez las, ale nie rosną tu buki, a w większości modrzewie, wiec jest zupełnie inaczej, a potem schodzi na piękne, widokowe łąki. Bardzo mi się tu podoba.


Docieram do Mrokowców, muszę teraz przejść kawałek asfaltem, ale to tylko 400 metrów, a poza tym schodzę na łąkę poniżej drogi, bo akurat jest skoszona, i nią idę w stronę betonowej drogi, którą powinnam wrócić do Izb. Powinnam, ale tego nie robię, bo wypatrzyłam na mapie, że jest tam polna droga, która najpierw prowadzi długi czas łąkami, a potem wchodzi do lasu i w pewnym momencie wychodzi na tę betonową drogę. W miejscu, gdzie kończy się las, a zaczynają piękne łąki nad Izbami z widokiem na Lackową.


Na początku wszystko jest w porządku. Znajduję drogę, prowadzi pomiędzy lasem a łąkami, idzie cały czas w dobrym kierunku, więc jestem bardzo zadowolona z mojego pomysłu. Potem wchodzi do lasu, też wszystko jest dobrze, ale nagle się rozwidla. Wybieram tę odnogę, która skręca w prawo i schodzi w dół, bo wydaje mi się to logiczne. Niestety, to zły wybór, bo po kilkuset metrach droga nagle się kończy. A ja, zamiast wrócić, zagłębiam się w las, w nadziei, że zaraz się znowu pojawi. Po kwadransie plątania się już nie za bardzo potrafiłabym do niej wrócić. Decyduję się więc na zejście w dół przez las. To dobra decyzja, bo dość szybko wychodzę z trudnego, poprzecinanego wąwozami strumyków podmokłego terenu i znajduję szeroką przesiekę, prowadzącą w dół. I już po chwili przez gałęzie drzew widzę „moją” betonową drogę. Zeszłam mniej więcej w jej połowie. Po przejściu około kilometra pojawia się wejście na tę leśną drogę, którą miałam tu dotrzeć. Sprawdziłam to potem na mapie. Trzeba było skręcić jednak do góry, w lewo.


Wychodzę z lasu, widoki stąd są wspaniałe. W związku z tym marsz tędy nie jest uciążliwy. Spotykam sporo rowerzystów. Jeżdżą tędy także co prawda samochody, ale bardzo rzadko. Mnie minęły zaledwie dwa. Betonowe płyty, z których została zbudowana ta droga, lata świetności mają już za sobą. Beton się rozsypuje i wystają z niego druty zbrojeniowe. Niektóre są bardzo niebezpiecznie pozaginane do góry. Kierowcy muszą tędy jechać bardzo wolno i mocno uważać. Zresztą rowerzyści też.


Pogodę miałam wymarzoną na wycieczkę. 20 stopni, słońce i przyjemny chłodny wiaterek. No i trasa bardzo piękna, widokowa. Nadłożyłam trochę drogi, tak, że przeszłam trochę ponad 14 kilometrów. Troszkę się zgubiłam, ale niewiele. No i najadłam się pysznych, soczystych i słodkich malin, bo było ich tu mnóstwo.

A po powrocie do domu dostaję od Marka namiary na świetne, darmowe mapy offline (https://pl.mapy.cz/turisticka), dużo lepsze od tej turystycznej, z której korzystałam i która potrzebuje dostępu do Internetu, więc czasami nie działa, a jej wersja offline jest płatna. Teraz już będę się czuła bezpiecznie, jak zachce mi się eksperymentować poza szlakami.


Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.