MAJ
Ciemiężyk białokwiatowy (Vincetoxicum hirundinaria)

Beskid Niski - 28 maja 2023


Musiałam wybrać się do Komańczy, żeby sfotografować rosnący tam przetacznik goryczkowy. Właśnie zakwitł. Postanowiłam połączyć to z jakaś krótką wycieczką. Wymyśliłam Przełęcz Łupkowską, bo nigdy tam nie byliśmy. Moi przyjaciele zaakceptowali pomysł i w niedzielny poranek wyruszyliśmy w stronę Bramy Karpat.



Zatrzymaliśmy się najpierw w Komańczy i poszliśmy na poszukiwanie przetacznika. Dość szybko udało się go nam namierzyć, zrobiłam trochę zdjęć, a przy okazji mieliśmy przyjemny spacer nad Komańczą ze wspaniałymi widokami na najbliższa okolicę.

Potem jedziemy do Łupkowa. Zatrzymujemy się najpierw na chwilę w Nowym Łupkowie, potem dalej bitą drogą (ale w całkiem niezłym stanie) ruszamy w stronę Starego Łupkowa (Łupkowa). Stajemy przy cerkwisku i dawnym cmentarzu łemkowskim. A potem dojeżdżamy do stacji kolejowej.


Łupków został założony w I poł. XVI wieku. Był lokowany na prawie wołoskim. Mieszkali tu głównie grekokatolicy Rusini, trochę Polaków katolików i Żydów. W 1872 roku poprowadzono przez wieś kolej i wybudowano słynny tunel pod Przełęczą Łupkowską. Później poniżej powstała osada, w której mieszkali kolejarze i pracownicy leśni. W 1890 roku zbudowano linię kolejki wąskotorowej, która kursowała ze stacji, którą nazwano Nowy Łupków (stąd obecna nazwa tej miejscowości) do Cisnej. Niestety, ta kolejka już od 1994 roku nie kursuje. Po wojnie utworzono tu duży PGR, a od 1968 roku funkcjonuje więzienie.

Ta pierwsza, starsza wieś, w pobliżu tunelu, bywa nazywana Starym Łupkowem, chociaż na tamtejszym dworcu stoi tablica z napisem Łupków. Jest tu jakaś nieścisłość, ale nie udało mi się tego wyjaśnić.



Łupków przed wojną był dość ludna wsią. Była tu ponoć bardzo piękna drewniana cerkiew pw. świętego Michała Archanioła, zbudowana na początku XIX wieku. Została zniszczona w 1947 roku po Akcji „Wisła”. Pozostał tylko otaczający ją cmentarz i podmurówka świątyni i dzwonnicy. Cmentarz jest zapuszczony i zaniedbany, chociaż teraz, cały zarośnięty chabrem miękkowłosym, który akurat zakwitł, wygląda bardzo malowniczo. Ludność została także wysiedlona, a zabudowania zniszczone, podobnie, jak świątynia. Pozostały tylko budynki dworca i komory celnej.


Dworzec w Łupkowie jest spory, no ale była to przecież kiedyś ważna stacja graniczna, wiec nie ma się czemu dziwić.

Zostawiamy tu samochód, zauważamy miejsce na ognisko, więc jesteśmy zadowoleni, bo mamy ze sobą kiełbasę.


Ale najpierw zamierzamy zrobić tu sobie spacer. Chcemy zobaczyć słynny tunel i dotrzeć na przełęcz. Idziemy zielonym szlakiem. Jest to bardzo urokliwa, przynajmniej o tej porze roku, ścieżka.


Przełęcz Łupkowska jest położona na granicy Karpat Zachodnich ze Wschodnimi. Była znana już znana od bardzo dawna. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z I poł. XIII wieku. Nazywana była wówczas Wrotami Węgierskimi lub Bramą Ruską. Przechodził tędy szlak handlowy na Węgry i dalej. Była to najkrótsza droga. Dlatego nic dziwnego, że kiedy w 1868 roku podjęto decyzję o budowie Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei, łączącej Galicję z Węgrami, a ściślej Lwów i Przemyśl z Budapesztem, postanowiono ją poprowadzić właśnie przez Przełęcz Łupkowską. Oczywiście trzeba było zbudować tunel, co nastąpiło w 1874 roku. Tunel ma długość 416 metrów. Był dość pechowy, bo z powodu swojego położenia w strategicznym punkcie, był niszczony podczas wojen. Najpierw wysadzony przez Austriaków w 1914, potem w 1915 przez Rosjan, w 1939 przez Polaków, a wreszcie w 1944 przez Niemców.


Docieramy na Przełęcz Łupkowską, Marek robi nam pamiątkowe zdjęcie i wracamy, bo chcieliśmy zobaczyć tunel, a wydaje się nam, że już go minęliśmy. Lila widziała po drodze schodzącą w dół ścieżkę, więc liczymy, że tamtędy zejdziemy pod tunel.


No i schodzimy, ale nie jest to łatwe zejście – takie całkiem na dziko. Najpierw stromo w dół do wysokiego muru, otaczającego tory przed wjazdem do tunelu, a potem częściowo po tym murze, a częściowo (na szczęście, bo mur jest wysoki i wąski) ścieżynką wydeptaną obok przez podobnych jak my. Mur na szczęście się powoli obniża, wiec w pewnym miejscu udaje się nam zejść na dół.


No i Marek postanawia, że przejdziemy tym tunelem na stronę słowacką. Wiemy, że żaden pociąg dzisiaj tędy nie pojedzie, ale to jednak tunel kolejowy i mimo widocznego braku zakazu wejścia spory lęk jest. Głównie przed spotkaniem po drugiej stronie pracowników słowackiej służby granicznej, ale nie tylko. To długi tunel, ciemny, a po bokach torów na niektórych fragmentach wiele miejsca nie ma. Trzeba też uważać, żeby się nie potknąć, albo nie skręcić nogi. Trochę adrenaliny jest!


Z ulgą wychodzimy na zewnątrz po słowackiej stronie. Tu okazuje się, że schodzi tutaj na dół ten zielony szlak, którym dotarliśmy na przełęcz. Wracamy wiec nim z powrotem. A potem z Przełęczy Łupkowskiej idziemy dalej niebieskim szlakiem, potem końskim, i szlakiem dobrego wojaka Szwejka, częściowo też na przełaj. Straszne tu błoto, ale udaje się je obchodzić jakoś bokiem. Dzielnie maszerujemy obie z Lilą za prowadzącym nas Markiem.


Wreszcie wychodzimy na łąki nad Łupkowem. W oddali widzimy budynek dworca, do którego musimy dotrzeć. Teraz idzie się już bardzo przyjemnie. Robimy w ten sposób małą pętlę, niespełna 9 kilometrów. Po drodze obserwujemy na łące stado bocianów. 


Pod dworcem jest przygotowane miejsce do rozpalenia ogniska, są ławeczki, a nawet trochę drzewa i gałęzi, więc Marek sprawnie rozpala ognisko i pieczemy kiełbasę, bo jesteśmy już bardzo głodni. Siedzimy tu sobie dłuższą chwilę - to takie przyjemne zakończenie naszej lekkiej wycieczki.



Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w Jaśliskach, bo Lilka tu jeszcze nigdy nie była. My z Markiem byliśmy tu w zeszłym roku, kiedy szliśmy na Kamień nad Jaśliskami. Dawne miasteczko, znane z kręcenia tu kilku filmów, pięknieje z dnia na dzień. Mojej przyjaciółce bardzo się tu podoba. Nam zresztą też.

Kupujemy sobie po porcji lodów i idziemy na mały spacer. Panuje tu specyficzna atmosfera małego, sennego, galicyjskiego miasteczka i warto nią choć przez chwilę pooddychać.

Nowa zdobycz botaniczna, spacery wśród pięknych widokowo łąk, sporo historii, trochę adrenaliny, wreszcie ognisko z pieczoną kiełbasą - wszystko to sprawiło, że wycieczka była nader udana.



Beskid Niski Komańcza Jaśliska Przełęcz Łupkowska
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.