GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Kotlina Jasielsko-Krośnieńska - 29 lipca 2023


Kiedy schodziłam z Turbacza, przyszedł SMS od pana Ireneusza. Znalazł rzadkiego chwasta – jaskra polnego i chciał mi go pokazać. Sanok jest trochę daleko ode mnie, ale chciałam tę roślinkę już od dawna dołączyć do mojej kolekcji. Zerknęłam na mapę, żeby sprawdzić, czy czegoś ciekawego przy okazji nie udałoby się w tamtych okolicach zobaczyć. Koło Zarszyna są ciekawe łąki, na które planuję się wybrać, końcem lipca, bo rośnie tam ponoć kolejna interesująca mnie roślina. Okazało się, że są tam też ciekawe miejscowości, do których warto zajrzeć. Trochę krajoznawstwa przy okazji botanicznej wyprawy.


Pogoda rano była nieciekawa. Było zimno, pochmurnie i chwilami nawet mżył deszcz. Ale potem miało być lepiej. Dotarłam pod Sanok, podjechałam po mojego przewodnika i razem pojechaliśmy do sąsiedniej wsi, gdzie pan Irek wypatrzył na kawałku ugoru tę rzadką roślinkę. Obok jaskra polnego rosła roszpunka ząbkowana, której też jeszcze nie miałam w atlasie. Światło było kiepskie, obie roślinki bardzo niefotogeniczne, no ale jakieś zdjęcia udało mi się zrobić.


Pożegnaliśmy się - pan Irek postanowił wrócić do siebie lasem, bo chciał odwiedzić kilka stanowisk interesujących go roślin, a ja wyruszyłam w drogę powrotną.



W Zarszynie skręcam na Posadę Jaćmierską i Jaćmierz. W przysiółku Posady Jaćmierskiej o nazwie Chmurówki jest zespół dworski (park i dwór) z I poł. XIX wieku. Widziałam bardzo zachęcające zdjęcia w Internecie. Pisano tam też, że właściciel (dwór jest w rękach prywatnych) jest miły i życzliwy. Udaje mi się dotrzeć przed bramę dworu bez błądzenia. Jest otwarta. Jest na niej informacja, że to teren prywatny, ale też żeby uważać na luźno biegającego psa. Dla mnie to zachęta, żeby wejść na teren parku. Jest pięknie utrzymany, a kiedy podchodzę pod dwór, to jestem jeszcze bardziej zauroczona. Z boku dworu słyszę głosy. Obchodzę nieco dwór. Na ganku siedzi właściciel i rozmawia przez telefon. Kiedy mnie zauważa, pyta o co chodzi. I pozwala mi pospacerować po parku i wokół dworu, co skwapliwie wykorzystuję.


A potem jadę dalej, do Jaćmierza. Miejscowość powstała pod koniec XIV wieku. W 1437 roku otrzymała prawa miejskie. Odbywały się tu trzy jarmarki w roku i cotygodniowe targi. Na jarmarkach sprzedawano konie i woły – przybywali tu wtedy liczni kupcy, także zagraniczni, m.in. z Węgier, Czech i Moraw. Miasteczko zostało całkowicie zniszczone przez Rosjan w 1915 roku i utraciło po I wojnie światowej prawa miejskie. Zrewitalizowany ryneczek wygląda bardzo urokliwie. Otaczają go ładne, częściowo drewniane domy.


Ciekawy jest budynek straży pożarnej, ulokowany w dawnym ratuszu miejskim. Miejscowość kojarzy się zupełnie z kultowymi Jaśliskami, w których byliśmy niedawno. Tu też czas się zatrzymał. Jest tu ten sam klimat małego, galicyjskiego, sennego miasteczka. Zwłaszcza, że mało kto tu zagląda.


Przyjechałam obejrzeć tutejszy kościół, nie spodziewałam się czegoś takiego. W związku z tym spaceruję sobie po miejscowości i wdaję się w pogawędki z mieszkańcami. Są bardzo zadowoleni, że mi się tu tak podoba. A na mnie robi wrażenie zachowanie tutejszej młodzieży. Mijam grupę nastolatków. Każdy z młodych chłopców mówi mi z szacunkiem „dzień dobry”, chociaż widzą mnie przecież po raz pierwszy w życiu.


Podchodzę pod kościół, bo przecież dla niego tu przyjechałam. Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, to drewniana świątynia, wzniesiona w latach 40. XVII wieku. W XVIII wieku przebudowana po pożarze. Podwyższono wtedy wieże, wydzielono trzy nawy, powiększono zakrystię i dobudowano kruchtę. W XIX wieku dobudowano jeszcze dwie kaplice boczne. Kościół swoją architekturą przypomina murowane świątynie – nigdy jeszcze takiego drewnianego nie widziałam, więc bardzo cieszę się, że tu przyjechałam.


Niestety jest zamknięty, a szkoda, bo w środku jest ponoć także ciekawy. Wyposażenie głównie z XVIII wieku.

Zachowały się w Jaćmierzu pozostałości po dworze – park i spichlerz, ale tam nie podjeżdżam, bo podobno to już nic ciekawego. Żałuję tylko, że nie sfotografowałam budynku szkoły z końca XIX wieku i nie zatrzymałam się przy cmentarzu, na którym znajduje się kaplica grobowa rodziny Ostaszewskich i Grotowskich z 1827. Ale nic straconego, bo najprawdopodobniej za miesiąc muszę tu wrócić.

Teraz jadę do sąsiedniej wsi – Wzdowa. Znajduje się tu pałac Ostaszewskich. Wieś powstała w pierwszych latach XV wieku. Od XVIII wieku należała do rodziny Ostaszewskich. Pod koniec XVIII wieku Michał Ostaszewski postawił tu pałac. Został on dwukrotnie przebudowany przez przedostatniego z kolejnych właścicieli, Adama Ostaszewskiego. Była to niezwykle ciekawa postać.

Był on wszechstronnie wykształconym naukowcem i wynalazcą – w wieku 16 lat skonstruował sterowiec, później różne modele samolotów, silniki i inne ciekawe urządzenia. Znał dwadzieścia języków, interesował się także naukami przyrodniczymi i humanistycznymi, malował, rzeźbił, pisał poezje i prace naukowe, tłumaczył teksty z innych języków. Nazywany był „Leonardem ze Wzdowa.”


Był też bardzo ekscentryczny – m. in. podważał teorię Mikołaja Kopernika. Uważał, że słońce znajduje się w środku ziemi, a to co widzimy, to jest jego odbiciem. Obok pałacu zbudował drewniane obserwatorium astronomiczne, z którego obserwował niebo. Uważał też, że jeśli jakiś teren nie ma właściciela, to można go zająć. Ogłosił się cesarzem Antarktydy i właścicielem kilku jeszcze terenów.

Pałac otacza rozległy park krajobrazowy. Po II wojnie światowej pałac został upaństwowiony. Działał tu m.in. Małopolski Uniwersytet Ludowy. W latach 70. ubiegłego wieku dokonano remontu i niezbyt fortunnej przebudowy pałacu. Obecnie jest w rękach prywatnych.


Podobnie, jak przy dworze w Posadzie Jaćmierskiej, jest informacja, że to teren prywatny, ale nie ma zakazu wstępu, za to jest informacja, żeby uważać na spadające gałęzie, a że brama jest otwarta, to ostrożnie przechodzę przez zdziczały park aleją dębową prowadzącą do pałacu. Nikogo tam na oko nie ma, ale robię kilka zdjęć z odległości i wracam, bo głupio by mi było oberwać za wtargnięcie na cudzy teren.


Potem wracam w stronę Zarszyna. Zatrzymuję się w miejscu, gdzie pośród pól kukurydzy i rzepaku zachowało się jeszcze trochę słynnych łąk jaćmierskich.


Były to kiedyś rozległe, podmokłe łąki. Przed II wojną światową w większości zostały zmeliorowane i ich skład gatunkowy się mocno zmienił. Obecnie są to wilgotne łąki rajgrasowe. Rośnie tu krwiściąg lekarski oraz zimowit jesienny. Krwiściąg jest rośliną żywicielską dla kilku gatunków rzadkich motyli. Jest to ponoć jeden z największych płatów tradycyjnie użytkowanych i bogatych w gatunki łąk w łuku Karpat. Ich areał niestety z roku na rok się zmniejsza, bo kolejne fragmenty tych cennych zbiorowisk roślinnych są przekształcane w pola uprawne, gdyż ziemie są tu bardzo żyzne. Kilka lat temu ich część została włączona do Obszarów Natura 2000. Ma to pomóc uratować to, co z tych łąk jeszcze pozostało. Jak wspominałam, zamierzam tu wrócić za miesiąc i poszukać ciekawej i rzadkiej rośliny – koniopłocha łąkowego, który tutaj ponoć rośnie.


Podchodzę dzisiaj od złej strony, ale i tak pomoże mi się to zorientować nieco w terenie. A poza tym, jest tu tak ładnie… I taka cisza i spokój…

Okazało się, że przyjazd pod Sanok, żeby sfotografować jednego chwasta (choć bardzo rzadkiego), zamienił się przy okazji w całkiem przyjemną wycieczkę krajoznawczą. To był bardzo udany dzień. Miłe spotkanie z panem Irkiem, dwie nowe roślinki do kolekcji i zwiedzenie trzech niezwykle ciekawych miejscowości, o których istnieniu nie miałam pojęcia…



Kotlina Jasielsko-Krośnieńska Jaćmierz Posada Jaćmierska Wzdów
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.