GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Pogórze Popradzkie - 7 września 2025


W niedzielę ma być pochmurnie, ale to ostatni dzień, w który mogę się gdzie wybrać. Cały ubiegły tydzień przepracowałam, a ten kolejny też mam zajęty. Mam świadomość, że jak się gdzieś nie przejdę i nie odreaguję stresu, to będę mocno żałować.

Wybieram bliską opcję  - Ośli Wierch (Oslí vrch, Osly - 859 m n.p.m.) z Przełęczy Vabec. Niedawna wycieczka w te okolice (Hraničné) była bardzo udana i wróciłam z niej zauroczona tamtejszymi pięknymi terenami. Była ciekawa historia w tle i rewelacyjne, aczkolwiek niezaplanowane grzybobranie. No i wspaniała pogoda. Tym razem tak fajnie nie będzie. Bo tereny w dużym stopniu zalesione, chociaż trochę łąk tam jest, pochmurnie, no i nic ciekawego po drodze. Ale się przejdę, poznam kolejny fragment Gór Lubowelskich (będących teraz według nowej regionalizacji częścią Pogórza Popradzkiego), no i może jakaś czubajka kania mi się trafi…


Z przyzwyczajenia zostawiam samochód koło kapliczki przy wyjściu szlaków: niebieskiego do Jarabiny i żółtego na Eliaszówkę. Powinnam podjechać właściwie pół kilometra dalej – na właściwą przełęcz. Muszę teraz przejść ten kawałek ruchliwą drogą, przy której właściwie nie ma poboczy. Ale brzegiem łąki jest wybetonowany rów. Jest całkowicie suchy, więc traktuję go jak chodnik. No i jest tu bezpiecznie.

Z Przełęczy Vabec jest zwykle piękny widok na Tatry. Dzisiaj niestety ich nie widać. No i w ogóle widoczność jest kiepska. Szlak na Ośli Wierch wychodzi po drugiej stronie drogi. W tym miejscu szerokiej, bo są trzy pasy, i dość ruchliwej.  Ale udaje mi się bezpiecznie przebiec na drugą stronę.


To właściwie te same dwa szlaki, o których wyżej wspomniałam. Niebieskim można dojść do Starej Lubowli, a żółtym na Ośli Wierch. Ja nim nie pójdę, bo zaplanowałam to sobie inaczej. Pewnie będzie to znowu wyprawa po przygodę, ale cóż…


Idę najpierw grzecznie żółto-niebieskim szlakiem. Nie dochodzę do miejsca, w którym się rozdzielają, tylko skręcam przy przekaźniku (na mapie) na leśną drogę. Na mapie jest nieoznaczona, ale okazuje się, że poprowadzono tamtędy niebieski szlak rowerowy. Można nim dojść do zielonego szlaku, którym docelowo planuję wejść na Ośli Wierch. Ale prowadzi cały czas lasem, a mi się chce łąk.



Schodzę więc z niej w miejscu, gdzie jest najbliżej zaznaczonej na mapie drogi prowadzącej do miejscowości Kremná rozległymi łąkami. Niby na mapie te drogi się nie łączą, ale według mnie powinny. I tak rzeczywiście jest. W planach miałam pójść nią kawałek, a potem już na dziko, łąkami, dotrzeć do zielonego szlaku w okolicach szczyciku Nad Modrinami. Muszę zejść jednak niestety sporo w dół. Płynie tam potok, są chaszcze, no i ta strona jest nieskoszona. Kiedy zauważam drogę schodzącą z łąki do lasu, prowadzącą w dobrym kierunku, to pochopnie zmieniam plany. Może dojdę nią do zielonego szlaku, albo tego rowerowego, z którego zeszłam.


No i oczywiście po chwili zaczyna się wyprawa po przygodę. Droga, której na mapie nie było, w pewnym momencie się kończy. Jestem w lesie. Praktycznie i w przenośni. Zerkam na mapę. Na szczęście w pobliżu szlaku rowerowego. Muszę tylko zejść do potoku, przejść na drugą stronę i wdrapać się stromym zboczem do góry.



Potok okazuje się prosty do przejścia. Zbocze też. Wychodzę na zarośniętą, leśną drogę. Jest na dodatek podmokła. Znowu sprawdzam na mapie. Ścieżka rowerowa jest wyżej. Znajduję więc dogodne miejsce do wejścia i znowu drapię się przez chaszcze do góry. Ale dość szybko ląduję na szerokiej stokówce. To „mój” niebieski szlak rowerowy, więc już mam szansę bezpiecznie dotrzeć do zielonego szlaku.



Po krótkim marszu lasem wychodzę na Przełęcz (Sedlo) Modriny. Stąd wychodzi w dwie strony zielony szlak – w jedną do Mniszka a w drugą na Ośli Wierch. Mimo, że nie ma słońca, mam ochotę pochodzić sobie trochę po łąkach. Idę więc stronę szczytu Nad Modrinami (769 m n.p.m.), gdzie planowałam wcześniej dotrzeć. Jest szansa, że będą stamtąd jakieś widoki. I są, m.in. na pobliską wieś Kremná, którą odwiedziłam w zeszłym roku.


Plątam się tam chwilę, a potem schodzę z powrotem na przełęcz. Stąd na Ośli Wierch mam już tylko kilometr. Trochę lasem, a potem wychodzę na rozległe łąki pod szczytem. Nawet zaczyna się trochę przejaśniać.


Tu spotykam pierwszego turystę. To Polak. Przyjechał z Muszyny pociągiem do Starej Lubowli (Stará Ľubovňa). Stamtąd wszedł tutaj, a teraz ma zamiar zejść zielonym szlakiem do Mniszka (Mníšek nad Popradom). Stamtąd znowu wróci pociągiem do Muszyny. To w sumie ciekawy pomysł. Moglibyśmy kiedyś spróbować wymyślić taką wycieczkę. Tych pociągów kursuje teraz całkiem sporo. A my korzystamy tylko z samochodu. Może pora to zmienić?



Na szczycie Oślego Wierchu stoi obelisk z krzyżem, ustawiony tu przez katolików ze Starej Lubowli w 2000 roku. Są też ławeczki, wiata dla turystów i miejsce do zrobienia ogniska. Kiełbasy dzisiaj niestety nie mam, bo ognisko robimy sobie raczej w towarzystwie. Ale zjadam drugie śniadanie i zastanawiam się, co dalej. Zejdę stamtąd oczywiście żółtym szlakiem, Ale jeszcze nie chce mi się wracać. Według mapy jest tu sporo dróg i szlaków, więc mogę się trochę poplątać.



Idę najpierw czerwonym szlakiem na rozdroże szlaków Hliniská. Prowadzi też tędy niebieski szlak rowerowy. Został tu położony niedawno asfalt. Na szczęście trylko na części szlaku. Docieram na rozległe łąki. Trochę się po nich plątam, a potem wchodzę na żółty szlak rowerowy. Początkowo jest dość stromy, ale potem łagodnieje.



Dochodzę nim do rozdroża szlaków rowerowych Tri studne. Teraz będę szła szlakiem rowerowym zielonym. Jego odcinek, prowadzący do Starej Lubowli został już wyasfaltowany, a ten którym idę do kolejnego rozdroża szlaków Dlhé role jest już przygotowany do położenia asfaltu. I to będzie szeroka droga. Patrząc na mapę i na to co widzę w terenie, południowo-zachodnie zbocza Oślego Wierchu są pokryte gęstą siecią ścieżek rowerowych. Niektóre są wyasfaltowane, a niektóre bardziej ekstremalne, poprowadzone stromymi trasami przez las. Te często są jednokierunkowe i pieszy turysta nie powinien raczej na nie wchodzić. Choć dzisiaj przez cały dzień spotkałam tylko kilku rowerzystów.


Tuż za rozdrożem Dlhé role jest wejście na czerwony szlak, którym można dojść pod Ośli Wierch. Zamierzam nim tam dotrzeć, a potem wrócić na Przełęcz Vabec wspomnianym już żółtym szlakiem.

Pogoda się poprawia, coraz częściej wygląda słońce. Szlak jest dość stromy, ale to przyjemna leśna ścieżynka. Miła odmiana po tych mocno cywilizowanych ścieżkach rowerowych.



Docieram pod szczyt i wchodzę na żółty szlak. Początkowo prowadzi asfaltem, ale na szczęście tylko 200 metrów, potem schodzi na ładną, leśną drogę. Świeci słońce, więc zrobiło się całkiem przyjemnie.


Chociaż trzy kilometry lasem to dla mnie trochę nudna trasa jest. Ale w końcu wychodzę z powrotem na rozległe łąki nad Przełęczą Vabec. Jest tu teraz pięknie, chociaż Tatr dalej nie widać. Ponieważ łąki są skoszone, to schodzę nimi na przełaj, prosto pod kapliczkę, gdzie rano zostawiłam samochód.


To była może niezbyt ciekawa, ale przyjemna wycieczka. Kolejny kawałek Gór Lubowelskich zaliczony. Przeszłam pomad 15 kilometrów, więc spacer był godny. Szkoda tylko, że przez większość czasu było pochmurnie. No i nie było żadnych grzybów. Nawet tych niejadalnych i trujących. A liczyłam, że na tych łąkach znajdę jakąś kanię…



Góry Lubowelskie Ośli Wierch Przełęcz Vabec Pogórze Popradzkie
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.