LIPIEC
Dzwonek skupiony (Campanula glomerata)

Beskid Sądecki - 15 czerwca 2024


W kwietniu dzieci ze Szkolnego Koła PTT w Łabowej brały udział w akcji sprzątania Beskidów i oczyszczały ze śmieci dolinę Młodowskiego Potoku. Przeczytałam relację z tej imprezy i zainteresowałam się tym miejscem. Zerknęłam na mapę i odkryłam, że można tamtędy dojść leśnymi drogami do żółtego szlaku prowadzącego z Piwnicznej na Niemcową. A potem zejść do Młodowa niebieskim szlakiem. Postanowiłam, że jak nadarzy się okazja, to zrobię sobie taką pętelkę.

Kolejny raz miałam się wybrać sama, więc pomyślałam sobie, że to dobra okazja, żeby ten pomysł zrealizować.



Zostawiłam samochód w Młodowie, na parkingu, w pobliżu którego wychodzi niebieski szlak i poszłam kawałeczek w stronę Piwnicznej. Potem skręciłam w prawo. Tam właśnie zaczyna się wyżej wspomniana dolina. Najpierw kawałek asfaltową, wąską drogą, przy której są po obu stronach domy. Pod koniec, niedaleko szlabanu jest parking, a nawet dwa, więc można zostawić samochód, gdyby się chciało tam zrobić sobie spacer. Z Młodowa do ładnej wiaty turystycznej, gdzie można sobie upiec kiełbaski i nie tylko, bo jest grill, jest jakieś 3 kilometry. Ładna, dobrze utwardzona leśna droga. Bardzo mi się w tej dolinie podobało.


Niestety, powyżej, w okolicy Polany Kontarowskiej była tabliczka zakazująca dalszego wstępu, z uwagi na prowadzoną w tym miejscu wycinkę. Ale była sobota, maszyny stały, nie było słychać odgłosów pracy, więc uznałam, że mogę złamać zakaz, bo inaczej nie dostanę się do szlaku i nie zrealizuję moich planów wycieczkowych. Zwłaszcza, że nie miałam pójść tą drogą do góry, którą szłam do tej pory, i którą było zwożone na dół drzewo, tylko skręcić w lewo. Na mapie była tam zaznaczona droga. W terenie było nieco gorzej.


Początkowy kawałek był nawet przyzwoity, tyle, że podmokły. Po kilkudziesięciu metrach natrafiłam na dwa szkielety saren - kozy i koziołka. Nie do końca jeszcze oczyszczone z resztek przez owadzich padlinożerców. Musiały się tu posilać wilki. Zrobiło się jakoś tak nieprzyjemnie. Zwłaszcza, że ścieżka zrobiła się prawie niewidoczna i sączyła się nią woda. Z jednej strony potok, z drugiej strome, miejscami skaliste zbocze.


Droga była kiedyś prawdopodobnie przygotowana przez leśników do ściągania tędy drzewa, ale już dość dawno nieużywana. Brnęłam wśród sięgającego mi do pasa sitowia i innych ziołorośli, wśród nierównych głazów, pomiędzy którymi spływała woda i trochę się bałam. A potem coraz więcej. Bo najpierw uświadomiłam sobie, że mogę przez przypadek nadepnąć na żmiję, a to akurat było takie miejsce, w którym można te gady spotkać, a potem, kiedy pojawiły się łany poziomek, to wyobraziłam sobie, że w takim zacisznym miejscu może chętnie żerować niedźwiedź.


W końcu dotarłam do miejsca, w którym ostatnio były wycięte drzewa. Cała ścieżka była nimi zawalona. Przedzierałam się przez powalone pnie i gęste gałęzie jodeł. Coraz bardziej zmęczona i wystraszona. Zwłaszcza, jak natrafiłam na odchody niedźwiedzia. Czyli, że miałam rację, że to dobre miejsce dla niego, i że tu jakiś misiek zagląda. Tak się bałam, że nie miałam nic przeciwko zobaczeniu leśniczego, nawet jakby mi wlepił mandat! Przynajmniej poczułabym się bezpiecznie!


Ale leśniczego nie było, więc musiałam sobie radzić sama. Przedarłam się w końcu przez ścięte jodły i dotarłam do rozwidlenia dróg. Była tam taka sama tabliczka, zakazująca wstępu. Odetchnęłam z ulgą – byłam już poza terenem wycinki. I obiecałam sobie, że już nigdy nie zlekceważę takiego zakazu. No i sama takimi dzikimi, zarośniętymi ścieżkami też nie będę chodzić.


Przy rozwidleniu dróg był mały stawek retencyjny, a powyżej ujęcie wody. I kilka dróg, ale przy pomocy nawigacji, metodą prób i błędów, udało mi się wejść na właściwą. Musiałam uważać, bo kilkakrotnie się rozwidlała, ale dość szybko i bez błądzenia dotarłam do żółtego szlaku z Piwnicznej, w miejscu, gdzie dochodzi do niego niebieski, prowadzący z Kosarzysk.



Nacieszywszy się pięknymi widokami, podeszłam pod kapliczkę (położoną trochę poza szlakiem, ale jest widoczna ścieżka). Są tam ławeczki i można sobie odpocząć. Postanawiam, że zjem tam drugie śniadanie. Siedzi tam już i odpoczywa siostra zakonna. Okazuje się, że też, jak spotkane przez mnie dwa tygodnie temu nad Piwniczną-Zdrój siostry, jest u nas na wakacjach.


A potem obie ruszamy w stronę Niemcowej. Najpierw osobno, a potem tak jakoś już razem. Docieramy na szczyt. Spotykamy tam grupę turystów, którzy zdobywają Koronę Gór Polskich. Wdajemy się z nimi w pogawędkę.


A potem, już w towarzystwie siostry zakonnej, schodzę czerwonym szlakiem w stronę Kordowca. Tam się rozstaniemy, bo siostra planuje zejście do Rytra, a ja do Młodowa. Ale póki co, idziemy razem i gawędzimy.


Docieramy najpierw do ruin słynnej „szkoły nad obłokami”, opisanej w książce Marii Kownackiej pod tym samym tytułem. Idziemy teraz przez rozległą polanę. Na jej przeciwległym krańcu znajduje się gospodarstwo. Już od dawna się nim zachwycam. Wygląda trochę jak skansen. No i na podwórku panuje niesamowity porządek, niespotykany przy innych tego typu zagrodach. Uważałam do tej pory, że to polana Stus (Stos). Ale jak sprawdzam potem na kilku mapach, to nazywa się Niemcowa. Polana Stus to następna na tym szlaku polana, znacznie niżej położona.


Kiedy docieramy do wspomnianego wyżej gospodarstwa, to „moja” siostra pozdrawia siedzącą na ławeczkę mieszkankę. Religijność górali jest duża. Od razu zostajemy zaproszone na podwórko. Z trudnością udaje nam się wymówić od wypicia z gospodarzami kawy. Ale już wspaniałego drożdżowego ciasta nie odmawiamy!

Siostra wdaje się z właścicielami zagrody w pogawędkę. Przysłuchując się rozmowie, dowiaduję się, że ma na imię Teresa, należy do zgromadzenia zakonnego o nazwie Urszulanki Unii Rzymskiej, przyjechała z Poznania, gdzie pracuje w domu opieki społecznej, opiekując się starszymi kobietami. Ta praca jest jednocześnie jej pasją. Jest szczęśliwa, mogąc ją wykonywać. Muszę powiedzieć, że dawno nie spotkałam osoby, od której emanowało by tyle ciepła i dobroci. Gospodarze też ją zdaje się tak odbierają, bo nie chcą się z nią rozstać.


Przy okazji dowiaduję się, że właściciel tego gospodarstwa się tutaj urodził i był uczniem wspomnianej wyżej szkoły. Skończył w niej cztery klasy. Był tu jeden nauczyciel, a wszyscy uczniowie uczyli się razem.

Pytam też o psa, wielkiego owczarka kaukaskiego, który napędził mi kilka lat temu stracha. Pojawił się na ścieżce znikąd, podszedł do mnie, położył mi pysk na piersi i zajrzał głęboko w oczy. Potem mnie obwąchał i znowu położył pysk na piersi. Umierałam ze strachu. I długo musiałam czekać, aż pojawił się właściciel i mnie od niego uwolnił. Okazuje się, że to był pies ich sąsiada. I miałam dużo szczęścia, bo ponoć był agresywny, atakował turystów, a kiedy wreszcie poszarpał swojemu właścicielowi ucho, to został uśpiony. Był piękny. I nigdy w życiu nie widziałam tak ogromnego psa. Miał wspaniałą grzywę i wielkością i wyglądem przypominał lwa. Trochę go szkoda.


Żegnamy się z naszymi sympatycznymi gospodarzami i idziemy dalej. Mijamy Polanę Poczekaj, na której stoi opuszczona już teraz chatka. Opowiadam siostrze Teresie o mieszkającej tu kiedyś Pani Ludwice Nowakowej, zwanej przez turystów babcią Nowakową królową gór. Była bardzo sympatyczną, ciepłą osobą. Chętnie gościła turystów i opowiadała im ciekawe historie o dawnym życiu w górach. Chatka babci Nowakowej stała się słynna i zaglądali tu turyści z całej Polski. Babcia była legendą. Niestety zmarła w 2013 roku.



Docieramy na Kordowiec. Siostra Teresa zmienia swoje plany. Chyba polubiła moje towarzystwo, bo deklaruje, że zejdzie ze mną do Młodowa. Idziemy więc niebieskim szlakiem razem. Zdaje się, że spodobały jej się moje opowieści o „wyprawach po przygodę”, łącznie z tą dzisiejszą.

Deklaruję się, że ją odwiozę do Piwnicznej. Trochę się opiera, nie chcąc mnie fatygować, ale jak na dole okazuje się, że autobus ma dopiero za godzinę, to ulega sile mojej perswazji.

Jadę więc do Piwnicznej. Okazuje się, że zakonny dom wypoczynkowy jest tuż obok parkingu, na którym zostawiłam dwa tygodnie temu samochód, kiedy szłam na Halę Pisaną.

Żegnamy się serdecznie. Kto wie, może za rok znowu się na jakim szlaku spotkamy…Góry są małe…



Beskid Sądecki Niemcowa Pasmo Radziejowej Polana Poczekaj Młodów
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.