SIERPIEŃ
Wierzbówka kiprzyca (Chamaenerion angustifolium)

Pogórze Śląskie, Beskid Mały i Beskid Śląski - 6 lipca 2022


Pan Dariusz Tlałka, jeden z najlepszych w Polsce i nie tylko, specjalistów od paprotników, dokładnie zapoznał się z zawartością działu „Paprotniki” w moim atlasie karpackich roślin, i zaproponował, że gdybym chciała, to pomoże mi go wzbogacić o nowe gatunki. Oczywiście, że chciałam! Botaniczna wycieczka w towarzystwie takiego specjalisty to dla mnie ogromne wyróżnienie!

Dostałam od mojego Gospodarza namiary na przyzwoite noclegi w Kętach, okazały się dostępne w pasującym nam obojgu terminie, więc zarezerwowałam dwa noclegi, z możliwością ewentualnego przedłużenia pobytu. Wstępnie miałam jechać wcześnie rano, ale wypadł mi pogrzeb, więc postanowiłam, że pojadę po południu, przenocuję, a od rana będę gotowa na naszą paprotnikową wyprawę. Pan Dariusz zaakceptował przesunięcie o jeden dzień naszej wycieczki.

Niestety trasę dojazdu do Kęt wybrałam sobie bardzo niefortunnie. Postanowiłam pojechać dołem, przez Suchą Beskidzką i Międzybrodzie Bialskie, bo znałam już tę trasę, a potem stamtąd dojechać do Kęt. Niestety, byłam zupełnie nieświadoma, że od roku trwa remont drogi wzdłuż Jeziora Żywieckiego. Do Oczkowa dotarłam bez większych problemów – ale tu zrobiło się nieciekawie. Okazało się, że droga 948 jest właściwie zamknięta – mogą nią jeździć tylko mieszkańcy i autobusy komunikacji zbiorowej. Zjechałam na bok i zaczęłam się zastanawiać, co w takiej sytuacji zrobić. Było już późno i padał mocno deszcz. Tamtejsza mieszkanka, zapytana o drogę, kazała mi jechać tą rzekomo zamkniętą drogą. Powiedziała, że wszyscy nią jeżdżą. Zaryzykowałam. Wertepy, błoto, co kawałek światła, tubylcy jeżdżący pod prąd na czerwonym świetle – to tylko niektóre niedogodności tej trasy. W Czernichowie zdecydowałam się zaufać nawigacji i to była dobra decyzja. Bez błądzenia dotarłam na nocleg w Kętach, mimo, że dojazd był dość skomplikowany.

Rano także udało mi się bezbłędnie dotrzeć w umówione miejsce. Pan Darek był świetnie przygotowany. Miał spisane wszystkie paprotniki, których jeszcze nie mam i opracowaną trasę naszej wyprawy.



Najpierw pojechaliśmy do Kobiernic. Tam zatrzymaliśmy się przy stanowisku skrzypu łąkowego (Equisetum pratense). Od dawna chciałam go zobaczyć. Po sesji fotograficznej podjechaliśmy na tutejsze stawy, bo tam miała rosnąć salwinia pływająca (Salvinia natans). Niestety, nie udało nam się jej nigdzie wypatrzyć, mimo, że byliśmy na jej wszystkich, znanych panu Darkowi stanowiskach. W ramach rekompensaty mój przewodnik pokazał mi tam grzybieńczyka wodnego (Nymphoides peltata) – bardzo rzadką roślinę. Według Czerwonej Księgi Karpat w polskich Karpatach już wyginęła. Okazuje się, że nie całkiem!


Potem podjechaliśmy na Bujakowski Groń w Beskidzie Małym, gdzie mogłam zobaczyć i sfotografować skrzyp pośredni (Equisetum ×litorale) - gatunek powstały ze skrzyżowania skrzypu polnego (Equisetum arvense) ze skrzypem bagiennym (Equisetum fluviatile). Muszę się uczciwie przyznać, że nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Przy okazji zrobiłam sobie zdjęcia bukwicy pospolitej, bo rosną tu jej okazy o białych kwiatach. Takich jeszcze nie widziałam.



Stamtąd podjechaliśmy do doliny potoku Wielka Puszcza. Bardzo urokliwe miejsce. Potok bardzo malowniczy. W związku z tym spacer na stanowiska dwóch paproci - nerecznicy eleganckiej (Dryopteris pseudodisjuncta), a następnie nerecznicy pośredniej (Dryopteris remota), był bardzo przyjemny.

Następnie podjeżdżamy pod stanowisko podejźrzona marunowego (Botrychium matricariifolium) w Zagórniku, które pan Darek odkrył 12 lat temu - niestety już wypuścił zarodniki i całkowicie zasechł – nie ma po nim śladu, zwłaszcza że to mikroskopijna roślinka jest. Trzeba spróbować w przyszłym roku, ale już w maju, bo potem znowu będzie za późno.

Potem, przejeżdżając przez Andrychów, zatrzymujemy się, żeby coś przekąsić. Obydwojgu przyszła nam ochota na naleśniki z serem, brzoskwiniami i bitą śmietaną. Trzeba przyznać, że były pyszne!


Po przekąsce podjeżdżamy pod Hrobaczą Łąkę od strony Żarnówki Małej. Tu kolejne dwie paprocie – nerecznica mocna s. str. (Dryopteris affinis s. str.) i nerecznica walijska (Dryopteris cambrensis). Poraża mnie wiedza mojego towarzysza. Te nerecznice to dla mnie czarna magia! Najpierw była tylko nerecznica samcza (Dryopteris filix-mas). Potem wyodrębniono z niej nerecznicę mocną (Dryopteris affinis). A następnie podzielono ją na kolejne gatunki, m. in. na nerecznicę Borrera (Dryopteris borreri), którą pan Darek pokazał nam podczas swojej wizyty w Gorcach i wyjaśnił, czym się różni od nerecznicy samczej, oraz nerecznicę elegancką (Dryopteris pseudodisjuncta), nerecznicę walijską (Dryopteris cambrensis) i wreszcie nerecznicę mocną s. str. (Dryopteris affinis s. str.). Trochę za dużo tej wiedzy jak dla mnie! Niby jak pan Darek pokazuje, czym się różnią od siebie, to zauważam różnice, ale w życiu bym ich sama nie rozpoznała! Mój przewodnik mnie pociesza, mówi, żebym się nie przejmowała, bo nawet specjaliści od paproci mają z tym spory kłopot!


Potem krótki odpoczynek od paproci – objeżdżamy Hrobaczą Łąkę i od strony Kóz podjeżdżamy pod znajdujący się na jej zboczach nieczynny kamieniołom. To niezwykle piękne miejsce. Kamieniołom powstał w latach 1910-12. Wydobywany tutaj kamień był wykorzystywany był do budowy dróg i nasypów kolejowych. Działał do 1994 roku.


Teraz to wspaniała ściana skalna z pięknymi odsłonięciami warstw lgockich fliszu karpackiego, zbudowana z powtarzających się warstw piaskowca i łupków. Takie odsłonięcie warstw lgockich to ponoć fenomen w skali europejskiej. Nie ma tak dużego i pięknego w całych Karpatach. Wznosi się malowniczo nad sporym stawem, wokół którego jest poprowadzona ścieżka spacerowa. Są tu ławeczki i miejsca ogniskowe.


My przyjechaliśmy tutaj, żebym mogła obejrzeć i sfotografować skrzyp pstry (Equisetum variegatum). Jest tu tak pięknie, że wypraszam u mojego przewodnika spacer wokół stawu. Rośnie tu sporo mojego ulubionego kruszczyka błotnego. Podchodzimy na punkt widokowy, skąd można podziwiać panoramę na Pogórze Śląskie oraz Dolinę Górnej Wisły.


Chętnie bym tam dłużej została, ale musimy ruszać dalej, zwłaszcza, że podjęliśmy decyzję, że wszystko zaliczymy w jeden dzień. Bo została nam tylko jedna paproć – paprotnik szczecinkozębny (Polystichum setiferum). Niestety ma stanowisko na zboczach Czupla w Beskidzie Śląskim. A to dość daleko. Jakoś radzę sobie z przejazdem przez Bielsko-Białą, ale tylko dlatego, że pan Dariusz jest świetnym pilotem. Docieramy do kamieniołomu, w którym rośnie i odnajdujemy tę unikatową paproć. To jedyne jej stanowisko w całej Polsce – a na dodatek z jednym osobnikiem. I to oczywiście pan Darek ją odnalazł! Jest niesamowity! Dzisiaj ma powód do radości, bo po raz pierwszy paprotnik wytworzył zarodniki. Jest szansa, że wkrótce pojawi się ich więcej.


To był wspaniały dzień! Chociaż trochę męczący. Przejechaliśmy ponad 100 km, przeszliśmy 15, zaliczyliśmy stanowiska 3 skrzypów i 5 paproci. No i stanowisko grzybieńczyka wodnego na Kobiernickich Stawach. Muszę stwierdzić, że coraz bardziej mi się takie botaniczne wycieczki podobają. Myślę, że z wiekiem pewnie zastąpią mi górskie wędrówki.

Wieczorem odwiozłam Pana Darka do domu, wróciłam na nocleg, a wcześnie rano wyruszyłam w drogę powrotną. Tym razem przez Andrychów i Wadowice. Bardzo przyjemnie się jechało. Zatrzymałam się jeszcze tylko na chwilę w Rabie Niżnej, żeby sfotografować skrzyp gałęzisty (Equisetum ramosissimum), na który dostałam namiary. Oczywiście też od pana Darka.


Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.