LUTY
Kosodrzewina (Pinus mugo)

Beskid Wyspowy - 17 stycznia 2026


Spadła kolejna spora porcja śniegu, ale był zdecydowanie bardziej mokry, a na dodatek w ciągu dnia było powyżej zera i mocno świeciło słońce. Okiść na drzewach znikała z każdym dniem, tak że w weekend już jej nigdzie w Gorcach i Beskidach nie było. Co prawda, z piątku na sobotę w nocy miał być mróz, a w niektórych miejscach mgły, ale nie przełożyło się to na szadź w górach. Niestety.

W sobotę rano zerknęłam w kamery i wszędzie było tak samo. Tylko w Tyliczu było trochę okiści na drzewach. Postanowiłam tam pojechać. Ale jak siedziałam już w samochodzie, to zmieniłam zdanie, bo trasa, którą planowałam tam zrobić, pewnie była raczej nieprzetarta. Postanowiłam postawić na pewniaka i zrealizować zaplanowaną już dwa tygodnie wcześniej wycieczkę na Mogielicę (1070 m n.p.m.) ze Szczawy. To najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. Zdobywany w ramach Korony Gór Polskich i Korony Beskidu Wyspowego. Szlak powinien być przetarty.

Zmieniłam więc plany i pojechałam w przeciwnym kierunku. Po drodze towarzyszyła mi mgła. Ale przebijało się przez nią słońce.

Minęłam centrum Szczawy i dojechałam na spory parking w przysiółku Berkówka. Tam było nieco ponuro, ale wiedziałam, że to tylko chwilowe.


Kawałeczek asfaltem, a potem szlak skręca w lewo, na ścieżkę idącą obok gospodarstwa. W pierwszej chwili widzę tylko śnieg. Czyżbym miała przecierać szlak? Ale nie, jest wąziutka ścieżynka, wydeptana prze kilka osób.

Początkowo szlak ostro wspina się do góry. Mijam przysiółek Świstok. Są stąd całkiem ładne widoki.


Jak sprawdziłam, to będzie moje dziesiąte wejście na szczyt Mogielicy. Pierwszy raz byłam tu w 2009 roku. Wchodziliśmy z Przełęczy Przysłop żółtym szlakiem, a schodziliśmy właśnie tędy. Ale zimą idę tym szlakiem po raz pierwszy.

Jak popatrzyłam na mapę, to właściwie zaliczyłam już wszystkie szlaki prowadzące na szczyt. Najbardziej popularny jest ten z Przełęczy Rydza-Śmigłego i nim najczęściej chodzę, zwłaszcza zimą. Dobry dojazd, jest gdzie zostawić samochód, krótka trasa, jakieś 10 kilometrów w obie strony i można zrobić pętlę. A po drodze ładna widokowa polana Wyśnikówka. https://zielnik-karpacki.pl/mogielica_w_zimowej_odslonie


Można też pójść z Jurkowa, trasa podobnej długości, tyle, że trzeba wracać tą samą drogą. https://zielnik-karpacki.pl/mogielica_z_jurkowa_zima

Ze Słopnic spod kościoła wychodzi „Ścieżka historyczno-edukacyjna pod Mogielicą”, oznaczona czerwono-białym kwadratem.

https://zielnik-karpacki.pl/sciezka_historyczno_edukacyjna_pod_mogielica

Najkrótszy jest szlak z Wyrębisk – 3,5 kilometra. Tyle, że to raczej szlak na lato, bo trzeba na parking podjechać stromą, krętą i wąską drogą z Przełęczy Słopnickiej. Ale można tam zrobić ładną, dłuższą pętlę, zaliczając piękną Polanę Stumorgową. https://zielnik-karpacki.pl/mogielica_i_polana_stumorgowa


Docieram do polanki o nazwie Polana i potem wchodzę w las. Nie jest tu zbyt ciekawie, ale po drodze jest kilka ładniejszych miejsc.


Nie idzie się dobrze. Szlak co prawda jest przetarty, ale śnieg jest mokry, a wydeptana w nim ścieżka wąziutka. Docieram do skrzyżowana z żółtym szlakiem, prowadzącym z Przełęczy Przysłup. Tu przyjemna niespodzianka. Drogi są przetarte ratrakiem. Latem to są ścieżki rowerowe, a teraz przygotowano tu trasy narciarskie.



Niebieski szlak, którym idę, łączy się z tym żółtym. Droga pnie się stromo pod górę. Trzeba uważać na zjeżdżających z góry narciarzy. Po pół kilometrze szlaki piesze schodzą z głównej drogi i wchodzą na stromą leśną ścieżkę. Nie ma już narciarzy, ale idzie się ciężko. To tylko kolejne pół kilometra, ale jest stromo i ślisko. Z ulgą wychodzę z lasu. Trzeba się jeszcze przedrzeć przez śnieg do widocznej już, pięknie odśnieżonej przez ratrak drogi, przechodzącej przez Polanę Stumorgową.


Teraz to już przyjemny spacer. Polana Stumorgowa to największa polana w całym Beskidzie Wyspowym. Położona na wysokości 1000-1100 m n.p.m.


Stworzona została przez osadników wołoskich, którzy osiedlali się w górach i zajmowali wypasem. Pod koniec XIX wieku, z powodu przeludnienia, próbowano tu tworzyć pola uprawne, ale nic z tego nie wyszło, bo ziemia tu była kamienista i jałowa. A poza tym to już dość wysoko, jak na uprawy rolnicze.

W czasie II wojny światowej polana była wykorzystywana jako miejsce zrzutów z samolotów alianckich dla działających w okolicach oddziałów partyzanckich.


Kilkadziesiąt lat temu zaprzestano tu wypasu, więc polana powoli zaczyna zarastać borówczyskami. Jest też coraz więcej drzew. Prawdopodobnie z czasem cała zarośnie, chyba, że się będzie się temu przeciwdziałać. A byłaby to duża szkoda, bo polana jest niezwykle widokowa. Widać stąd Tatry, Pieniny, Babią Górę, Gorce, Beskid Sądecki i Beskid Wyspowy.


Przechodzę przez polane i staję u stóp szczytu. Teraz czeka mnie co prawda, tylko jakiej dwieście metrów, ale bardzo stromego podejścia. W tym wyślizganym już przez innych śniegu, bardzo źle się wchodzi. Ale daję radę, choć z ulgą witam wierzchołek Mogielicy.


Jest tu bardzo dużo ludzi, czego bardzo nie lubię, więc szybko wchodzę na wieżę widokową. To nowa wieża, zbudowana w 2022 roku, w miejsce poprzedniej, zbudowanej w 2008 roku. Wcześniej była tu wieża triangulacyjna. Są z niej wspaniałe widoki na wszystkie strony. Niestety, tu też dużo ludzi, więc robię kilka zdjęć i schodzę szybko tak z wieży, jak i ze szczytu.


W zbudowanej pod szczytem altance dla turystów zjadam drugie śniadanie i wyruszam w drogę powrotną. Miałam w planach zrobić pętlę, ale szlak rowerowy, który zamierzałam zejść, jest nieprzetarty, więc muszę zejść tak samo, jak tu weszłam.



Przechodzę przez polanę i wchodzę na ścieżkę. Idę nią kilkadziesiąt metrów i jest mi całkiem nieznajoma. Zerkam w mapę. Na tak, nie jestem na szlaku. Ale zważywszy, jak wyglądał, to nie przyszło mi do głowy, że jakaś inna, nieoznaczona leśna ścieżka będzie przetarta. Nawet lepiej, niż szlak. Okazuje się, że dojdę nią do szlaku rowerowego, który został przygotowany teraz dla narciarzy, a nim do mojego szlaku, którym mam zejść do Szczawy. Postanawiam nie wracać, zwłaszcza, że ta ścieżka prowadzi prawie po płaskim, delikatnie tylko się obniżając. I jest bardzo ładna. Idzie się nią o niebo lepiej niż szlakiem. A martwiłam się, jak zejdę ten kawałek, bo pod górę było ciężko. Czasem dobrze się jest zgubić! Co prawda, nadkładam w ten sposób półtora kilometra, ale to zdecydowanie lepsza opcja.


Kiedy docieram do szerokiej, przejechanej ratrakiem drogi, dogania mnie para młodych ludzi, z którymi się już kilkakrotnie spotkałam na szlaku i rozmawialiśmy. Oni też zgubili się tak jak ja, też się zorientowali, i też postanowili, że zejdą tędy.

Idziemy chwilę razem i gawędzimy. Potem mówię im, żeby mnie zostawili, bo szybciej chodzą, a do domu mają daleko. Żegnamy się i rozstajemy. Kolejny raz.


Docieram do szlaku i schodzę. Czas mi się dłuży. Jestem już mocno zmęczona, a poza tym świadoma, że już jest późno. Poza tym ten fragment szlaku jest mocno ponury. Na szczęście dochodzę do miejsca, w którym ozłaca go zachodzące słońce. Od razu robi się przyjemniej.



Kiedy wchodzę na parking, spotykam tam znajomą parę. Okazuje się, że mimo, iż szli dużo szybciej, to wyjedziemy ze Szczawy razem.

Udało mi się na szczęście dojechać do domu przed zapadnięciem całkowitej ciemności. Wycieczka była udana, choć moich zimowych standardów oczywiście nie spełniła. Bardzo brakowało mi okiści i szadzi na drzewach. Ale nie mogę narzekać. Przeszłam 14 kilometrów, pierwszy raz tym szlakiem zimą, a pogoda była piękna – ciepło, słonecznie i bezwietrznie. Gdybym chodziła tylko w pełni zadowalających mnie warunkach, to odbywałabym 2-3 wycieczki przez całą zimę, a nie przynajmniej 1 w tygodniu. Coś za coś.



Beskid Wyspowy Mogielica Polana Stumorgowa Szczawa
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.