LUTY
Kosodrzewina (Pinus mugo)

Beskid Wyspowy - 14 grudnia 2024


Bardzo chciałam już zobaczyć góry w zimowej szacie. Co prawda, podczas wycieczki na Niemcową dwa tygodnie temu, było już lekko zimowo, ale to dla mnie za mało. Chodzenie zimą po górach mocno mnie rozpaskudziło, odkąd zobaczyłam zimę w jej najpiękniejszym wydaniu. Już nie wystarcza mi sam śnieg. Ma być bajkowo, a do tego potrzebuję okiści i szadzi na drzewach. Dlatego uważnie śledzę kamery internetowe, zdjęcia zamieszczane przez innych oraz oczywiście prognozy pogody i zwracam uwagę na te jej elementy, dzięki którym moje standardy mogą być spełnione.

Cały tydzień było paskudnie. Jedynie sobota zapowiadała się zachęcająco, bo w niedzielę znowu miało być brzydko. Postanowiłam to wykorzystać. Wycieczka miała być krótka, ale z uwagi na moje wygórowane wymagania trzeba było wejść powyżej tysiąca metrów, no a trasa powinna być oczywiście przynajmniej częściowo widokowa.

Wszystkie te warunki spełnia Królowa Beskidu Wyspowego – Mogielica (1170 m n.p.m.). Dlatego tam właśnie postanowiłam się wybrać.

Zaplanowałam wejście na szczyt najbardziej popularną trasą, czyli zielonym szlakiem z Przełęczy Rydza-Śmigłego, położonej pomiędzy Łopieniem a Mogielicą.

Kiedy wyjechałam nad Nowy Sącz, to widoki z Wysokiego na Beskid Wyspowy były tak piękne, że wiedziałam już, że moje standardy będą dzisiaj spełnione i czeka mnie piękna wycieczka. Wszędzie był śnieg, a wszystkie wyższe szczyty były pokryte warstwą szadzi – z daleka wyglądały jak posypane cukrem pudrem.


Zostawiłam samochód na parkingu przy drodze pod przełęczą, założyłam raczki, bo z doświadczenia wiem, że podejście jest tam zawsze oblodzone, zwłaszcza na samym dole, i wyruszyłam.



Widoki już od samego dołu były wspaniałe. Świeciło słońce i było pięknie. Szlak był przetarty, ale pusty, więc szło się bardzo przyjemnie. Niespiesznie wchodziłam do góry, podziwiając widoki na okoliczne szczyty, m.in. na Łopień i Śnieżnicę.



Po wejściu do lasu podejście zrobiło się bardzo strome. Tak zwykle bywa – im krótsza trasa, tym podejście stromsze. A tu na odległości niecałych 4 kilometrów trzeba pokonać 500 metrów przewyższenia. Trzeba było też uważać, bo szlak jest bardzo kamienisty, a śniegu nie było dużo i wystawały spod niego kamienie.


Dotarłam na Wyśnikówkę. To piękna, rozległa i widokowa polana położona pod szczytem Mogielicy. Spędziłam tu trochę czasu, bo było na co patrzeć.


Od stojącego tutaj człowieka dowiedziałam się, że będę musiała uważać przy wejściu na górę, bo trwa właśnie bieg charytatywny i prawdopodobnie będą mnie mijać zbiegający z góry jego uczestnicy.


I tak rzeczywiście jest. Te pół godziny podejścia na szczyt nie jest zbyt komfortowe. Staram się schodzić biegaczom ze ścieżki. A jest ich dużo. Na szczęście, ja wchodzę do góry, a oni zbiegają na dół, więc widzę ich dostatecznie wcześnie. No i to krótki odcinek jest.



Im wyżej tym piękniej. Niestety, towarzyszące mi od rana słońce schowało się za chmurami. Ale kiedy docieram na szczyt i wchodzę na wieżę widokową, okazuje się to zaletą. Bo pięknie widać Tatry. Jest bezwietrznie, więc spędzam na wieży trochę czasu, bo widoki są wspaniałe. I Tatry, i drzewa „obklejone” grubą warstwą śniegu, i snujące się malowniczo mgły… Jestem szczęśliwa!



Mam czas, więc postanawiam zejść jeszcze na Polanę Stumorgową. Co prawda, to 100 metrów w dół, a potem trzeba będzie się wdrapać znowu do góry, ale mam na to ochotę.


Postawiono tu małą bacówkę. No i wiatę z ławeczkami i stołem dla turystów. Postanawiam tam zjeść drugie śniadanie. Siedzi już tam grupa młodych ludzi. Wdaję się z nimi w pogawędkę. Marzy im się kwaśnica… Więc się przyznaję, że na mnie w domu czekają żeberka z kapustą… Ale na mnie patrzą! I pytają, gdzie mieszkam…. Mówię im, że mam zawsze w zamrażalniku przygotowane takie posiłki na „po górach” – bigos, kapustę z żeberkami, pierogi, knedle… To bardzo praktyczne jest! Człowiek przychodzi do domu, rzuca w kąt plecak, wskakuje do wanny, a jak z niej wychodzi, to ma gotowy domowy obiad…No, chyba, że czeka na niego żona, tak, jak na mojego przyjaciela, to wtedy nie musi się o posiłek martwić. Ja tak dobrze nie mam, dlatego zabezpieczam sobie jedzonko wcześniej…



Spędzam na polanie dłuższą chwilę, kontemplując widoki, a potem wdrapuję się z powrotem na Mogielicę. Jest tu sporo ludzi. Docierają ostatni uczestnicy biegu. Ci już nie biegną, a po prostu idą. Tak, że zejście na dół nie jest już problemem.


Znowu zatrzymuję się na chwilę na Wyśnikówce. Teraz nie ma już słońca, ale też jest pięknie.


Schodzę powoli na dół, uważając na wystające spod śniegu kamienie. Znowu wychodzi zza chmur słońce i towarzyszy mi aż na sam dół.


To była wspaniała wycieczka! Tylko 10 kilometrów, a piękna trasa i widoki. Ciepło, bezwietrznie i sporo słońca. No i ta cudna zima… Warto było. A w domu jestem już po drugiej. Świetny pomysł na grudniową wycieczkę w góry.



Beskid Wyspowy Mogielica Polana Stumorgowa Wyśnikówka Przełęcz Rydza-Śmigłego
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.