Beskid Niski - 21 czerwca 2025
Magda, jak się dowiedziała, że byłam ostatnio w Komańczy, to
bardzo żałowała, że jej ze sobą nie zabrałam, bo nigdy tam jeszcze nie była.
Jak jechałam do
Osławicy, żeby sfotografować kolejną nową roślinkę, to po drodze minęłam skręt na Medzilaborce. Na drogowskazie pisało,
że jest tam 18 kilometrów. Jakoś mi do głowy nie przyszło, że to słynne
miasteczko z muzeum poświęconym Andy’emu Warholowi, światowej sławy malarzowi
pochodzenia łemkowskiego, jest tak blisko od Komańczy. I postanowiłam, że przy
najbliższej okazji się tam wybiorę. Ponieważ roślinki nie udało mi się znaleźć
i musiałam tam wrócić, to okazja nadarzyła się bardzo szybko. Zaproponowałam więc
wycieczkę Magdzie.
.jpg)
.jpg)
Najpierw pojechałyśmy na stanowisko miecznicy wąskolistnej (Sisyrinchium bermudiana). Szukałam długo, Magda mi dzielnie pomagała, chociaż nie miała pojęcia czego szukam. I znowu nic. Kiedy się już poddałam i schodziłam zrezygnowana z łąki, na której miała rosnąć, nagle zauważyłam trawę z dziwnymi owocami – po paru sekundach dotarło do mnie, że to właśnie jest to, czego szukam! Tyle, że miecznica już przekwitła! Ale znalazłam! Na niektórych łodyżkach obok owoców były jeszcze pączki – sfotografowałam, co się dało. A potem wpadłam na pomysł, żeby zerwać kilka łodyżek z pąkami – może się rozwiną…
.jpg)
.jpg)
Przygotowałyśmy butelkę z wodą, wsadziły do jednego z kaloszy, które zawsze mam w bagażniku i już kilkakrotnie wykorzystałam w podobnym celu, i pojechałyśmy do Medzilaborców.
.jpg)
.jpg)
Po drodze zatrzymałyśmy się jeszcze przy dawnej cerkwi pw.
św. Dymitra w Radoszycach. Teraz to kościół rzymskokatolicki pw. Matki Bożej
Wspomożycielki. Świątynia powstała w II poł. XIX wieku na miejscu wcześniejszej. Została
poważnie uszkodzona podczas II wojny światowej w 1944 roku. Podczas Akcji
„Wisła” żołnierze LWP obrabowali cerkiew, wywożąc z niej szaty liturgiczne, kielichy i trzy dzwony. Na szczęście już w 1948 roku cerkiew
została przeznaczona na kościół katolicki. Co prawda, nabożeństwa były tu
odprawiane sporadyczne, ale ktoś przynajmniej o nią dbał. W 1961 roku władze
zamknęły świątynię, ale kilka lat później mieszkańcy Radoszyc zerwali z drzwi
plomby i zaczęli się tu modlić i odprawiać nabożeństwa. Cerkiew należała do
parafii w Komańczy. W 1971 roku zostało udzielone oficjalne pozwolenie na
używanie świątyni i na remont, którego pilnie potrzebowała.
.jpg)
.jpg)
Mamy ogromne szczęście, bo w świątyni ktoś wykonuje prace konserwatorskie i jest ona otwarta. W związku z tym możemy zajrzeć do środka. Cerkiew jest drewniana, trójdzielna. We wnętrzu zachowało się sporo elementów oryginalnego wyposażenia, m.in. ikonostas i ołtarz główny oraz ołtarz boczny z ikoną patrona cerkwi. Na chórze są malowidła - jedno przedstawiające cerkiew, a drugie Łemka w trakcie zbierania zboża. Niestety, co prawda zrobiłam zdjęcie chóru, ale nie wiedziałam, że te malunki są takie ciekawe - nie przyłożyłam się i niestety wyszło kiepskie. Przy cerkwi znajduje się bardzo ciekawa, murowana dzwonnica, pełniąca rolę bramy.
Krętą i stromą drogą wjeżdżamy na Przełęcz Radoszycką. Tu
jest granica. Wjeżdżamy na teren Słowacji. Mijamy miejscowość o nazwie Palota i dojeżdżamy do Medzilaborców.
Rejon, w którym leżą, jest uważany za najuboższy w Słowacji.
Pierwsza osada powstała tu już prawdopodobnie w XVI wieku. Jednak prawa
miejskie zostały nadane Medzilaborcom dopiero w 1964 roku. Mieszkają tu głównie
Rusini, ale jest trochę Słowaków i Romów. Miasto, a właściwie miasteczko, bo
żyje tu ok. 7-8 tys. ludzi, jest ośrodkiem narodowego ruchu rusińskiego. Odbywają się tu coroczne festiwale kultury rusińskiej i ukraińskiej.
.jpg)
.jpg)
Jest znane jednak przede wszystkim ze znajdującego się tu
Muzeum Sztuki Nowoczesnej Andy’ego Warhola. Zostało ono założone w 1991 roku
jako pierwsze na świecie w całości poświęcone królowi pop-artu. Muzeum
przybliża nie tylko życie i twórczość Andy’ego
Warhola, ale także współczesne tendencje w sztuce i kulturze, wpływ
pochodzenia etnicznego artysty na jego twórczość, wpływ pop-artu na sztukę oraz
powiązaną z tym tematykę. Andy Warhol urodził w Pittsburghu w USA, w rodzinie rusińskich imigrantów pochodzących
ze wsi Miková znajdującej się w pobliżu miejscowości Medzilaborce.
Niestety, muzeum nie można na razie zwiedzać, bo trwa wielka
przebudowa budynku, w którym się mieści. Prace miały być ukończone pod koniec
2024 roku, ale zdaje się, że sporo się przeciągną. Ale będę miała powód, żeby
tu wrócić.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Na zdjęciach z Medzilaborców zamieszczonych w Internecie
widziałam bardzo ciekawą cerkiew.
Myślałam, że jest starsza, a okazało się, że wybudowano ją dopiero w 1949 roku. To cerkiew prawosławna pw. Świętego Ducha. Zbudowano ją w miejscu
drewnianej, zniszczonej w czasie II wojny światowej. Oficjalnie wzniesiona
jako pomnik poległych w obu wojnach światowych, ponieważ ówczesne
władze sprzeciwiały się jej budowie. Jest pięknie położona na wzgórzu. Została zbudowana
według projektu archimandryty Andrzeja (Kolomacký'ego). To okazała murowana budowla, w stylu staroruskiego renesansu.
.jpg)
.jpg)
Znowu mamy wielkie szczęście, bo akurat jest sprzątana i w związku z tym otwarta. Wnętrze jest niesamowite! Wszystko jest pokryte
wspaniałymi malowidłami. Wykonali je m.in. grecki artysta Dimitrios Leussis, zamieszkały
w USA oraz miejscowy malarz ikon, Dušan Kandričak.
Jesteśmy bardzo szczęśliwe, że udało nam się wejść do
środka. Warto było tu przyjechać!
.jpg)
.jpg)
Widziałam tu jeszcze jedną świątynię, wartą zobaczenia, więc
idziemy jej poszukać. Okazuje się, że to cerkiew greckokatolicka pw. Bazylego
Wielkiego. Została zbudowana w wieku XVIII, w stylu klasycystycznym.
Wyposażenie wnętrza pochodzi z 1878 roku. Była jednak wielokrotnie
przebudowywana, a gruntowny remont przeszła w latach 1995-98. Trochę zatraciła
dawny charakter i jest mocno współczesna, zwłaszcza jej wnętrze. A mozaiki na
ścianach są dla mnie trochę w zbyt pastelowych kolorach, mało kojarzących się z wystrojem cerkwi. Ale są ładne.
.jpg)
.jpg)
Tu spotyka nas kolejna niespodzianka. Przy świątyni trwają
jakieś prace. Sympatyczny pan, mówiący piękną polszczyzną, zachęca nas do
obejrzenia wnętrza. I po cichu pozwala nam zrobić kilka zdjęć. Okazuje się, że
to greckokatolicki duchowny, który studiował w Lublinie.
Po obejrzeniu świątyni idziemy na lody, bo wypatrzyłyśmy
lodziarnię. Jak już je kupujemy, to okazuje się, że to jest też kawiarnia. A ciasta wyglądają niesamowicie! Ale mamy już w rękach lodowe rożki, więc musimy
sobie darować. Właścicielka jest bardzo sympatyczna. A lody pyszne i sporo
tańsze niż w Polsce. Jedno euro za gałkę. Na dodatek można też zapłacić
złotówkami.
.jpg)
.jpg)
Wracamy do samochodu i podjeżdżamy pod mały miniskansen,
który wypatrzyłam na mapie. Niestety, jest czynny dopiero od drugiej. Nie
będziemy czekać półtorej godziny, zwłaszcza, że większość widzimy przez płot.
Ale fajnie byłoby się tam sfotografować, bo budynki są jak na miniskansen dość
duże, prawie naszej wysokości.
Teraz miałyśmy wejść na pagórek o nazwie Kýčera, gdzie miała być wieża widokowa. Ale już w trakcie planowania miałam wątpliwości, czy uda się nam się ten spacer zrealizować, bo nie bardzo było gdzie zostawić samochód, a obok było chyba
romskie osiedle. Zrezygnowałam i postanowiłam zrobić Magdzie dzień dziecka i pokazać jej Komańczę, bo nie miałam tego w planie, a widziałam, że chociaż nic
nie mówiła, to była trochę rozczarowana.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Zatrzymujemy się na chwilę na Przełęczy Radoszyckiej (Laborecký priesmyk - 684 m n.p.m.). Już w starożytności prowadził tędy szlak handlowy na północ Europy. W średniowieczu jeździli tędy kupcy z Polski (zwłaszcza z Sandomierza) na Węgry i na odwrót. Pod koniec XIX wieku przebiegała tu granica pomiędzy Galicją a Królestwem Węgier. Zachował się tu graniczny obelisk z herbem Węgier. Można stąd dojść szlakiem na Przełęcz Łupkowską.
.jpg)
.jpg)
Poniżej jest cudowne źródełko, a jeszcze niżej kolejny parking. Chcemy zobaczyć źródełko, ale nie ma tam miejsca, żeby stanąć, bo stoi kilka samochodów, więc stajemy na tym dużym parkingu poniżej. Postanawiamy, że zjemy tam drugie śniadanie. Kiedy otwieram bagażnik, okazuje się, że jedna miecznica kwitnie. Robimy jej więc szybko sesję fotograficzną, żebym miała zdjęcie kwiatka. Całkiem nieźle wychodzi.
.jpg)
.jpg)
Potem podchodzimy pod źródełko. Ma opinię cudownego. Jest z nim związana legenda. Ponoć proboszcz parafii greckokatolickiej w Komańczy miał
ciężko chorą córkę. Jej ciało było całe pokryte bolesnymi czyrakami.
Dziewczynka była tak udręczona, że błagała Boga o śmierć. I poszła do lasu, żeby ją pożarły dzikie zwierzęta. Zamiast tego spotkała Matkę Boską, która kazała
się jej obmyć w tym właśnie źródełku. I dziewczynka ozdrowiała. Jej ojciec wybudował tu z wdzięczności kapliczkę. Ludzie zaczęli do tego źródełka pielgrzymować. Po II wojnie światowej źródełko uległo zapomnieniu, ale w latach 90. ubiegłego wieku
wybudowano nową kapliczkę i ładnie obmurowano i zadaszono źródełko. Wracamy na
parking. Znajduję tam kolejną nową roślinę, której jeszcze nie mam w swoim
atlasie. Więc jestem bardzo zadowolona. A przez te pół godziny kwiatek na mojej
miecznicy całkiem zwiędnął. Zajrzałam do bagażnika we właściwym momencie!
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Wracamy do Komańczy. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze przy torach kolejowych, gdzie mam namiary na świerząbek złotawy (Chaerophyllum aureum ). Co prawda, już go dzisiaj widziałam dwukrotnie, ale chcę sobie porównać. W tym miejscu jest bardzo ładnie, a świerząbka jest sporo.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
W Komańczy przy kościele katolickim jest ładny skwerek. Jest
tam altana, fontanna, ciekawe tablice informacyjne oraz tablica, poświęcona
Andrzejowi Wasielewskiemu-Połoninie, popularnemu artyście i bardowi
bieszczadzkiemu. Jest tu także jego ławeczka. No i są tu toalety, chociaż
obecnie nieco zapuszczone.
Postanawiam, że pokażę Magdzie cerkiew w Turzańsku. To raptem
5 kilometrów od Komańczy, a świątynia jest wpisana na Listę Światowego
Dziedzictwa UNESCO.
.jpg)
.jpg)
Cerkiew pw. św. Michała Archanioła powstała
w latach 1801-1803 jako cerkiew greckokatolicka. Po Akcji „Wisła” była użytkowana do 1961 roku przez
katolików, w 1963 roku została oddana Kościołowi Prawosławnemu (władze dążyły wtedy do likwidacji kościoła greckokatolickiego, a akceptowały prawosławie).
Jest to cerkiew łemkowska, trójdzielna, ale ma dodatkowo
dobudowane dwie zakrystie, nad którymi także są kopuły. Niedawno został
przeprowadzony jej remont. Niestety, jest zamknięta. A powinna być otwarta,
skoro jest na liście UNESCO, bo wpisanie na nią jakiegoś obiektu nakłada
jednocześnie obowiązek jego całorocznego udostępniania. Nie mówiąc już o środku
dnia w letni weekend. Jest tam co prawda umieszczony telefon do osoby, która ma
klucze, ale dla mnie to zbyt krępujące.
Też nie miałam tego w planach, ale jak dzień dziecka, to na
całego – postanawiam pokazać Magdzie słynny klasztor nazaretanek w Komańczy, w którym był w latach 50. ubiegłego wieku internowany prymas Stefan Wyszyński.
.jpg)
.jpg)
To ciekawy budynek, zbudowany w 1928 roku w stylu
szwajcarskim. Częściowo murowany, częściowo drewniany. W jednej części
mieszkały siostry, w drugiej mogli mieszkać przyjezdni goście. Podczas okupacji
niemieckiej w klasztorze kwaterowali Niemcy. Jednocześnie siostry ukrywały tu
poszukiwanych przez Niemców kapłanów i Żydów. Pomagały im w ucieczce za
granicę. Mamy szczęście, bo właściwie nikogo tam nie ma, a zwykle jest mnóstwo
pielgrzymek. Ale jak wracamy, to pojawiają się aż cztery wycieczki. Co znaczy
wyczucie chwili!
Teraz jeszcze dwie cerkwie, greckokatolicka i prawosławna.
Zaczynamy od tej pierwszej.
.jpg)
.jpg)
Greckokatolicka cerkiew w Komańczy pw. opieki Matki
Bożej powstała w 1988 roku. Jest pierwszą greckokatolicką cerkwią
wybudowaną w Polsce po wojnie. Władze nie zgodziły się na całkiem nowy
obiekt, w związku z czym przeniesiono zniszczoną, drewnianą cerkiew z miejscowości
Dudyńce, i ustawiono ją jako zwieńczenie na wcześniej zbudowanym,
murowanym fundamencie (a właściwie odtworzono jej wierną kopię).
W bocznym ołtarzu jest cudowna ikona Matki Boskiej Komanieckiej. Niestety, świątynia jest
zamknięta, a poza tym na drzwiach jest zakaz fotografowania. Ale jest też tam
umieszczone zdjęcie ikonostasu. Postanawiam je sfotografować. Jest za szkłem,
więc niestety zdjęcia nie wychodzą. Ale postanawiam zrobić je z daleka, bo mój
aparat ma duży zoom optyczny. I to działa. Zdjęcie nie jest najlepsze, ale jest!
Ciekawostką jest, że greckokatolicka parafia w Komańczy
jest jedyną w Polsce, która od momentu swego powstania działa
nieprzerwanie aż po dzień dzisiejszy. A nie było to łatwe, bo po II wojnie
światowej władze komunistyczne dążyły do likwidacji kościoła greckokatolickiego
w Polsce.
Trochę dalej, na pagórku, jest kolejna cerkiew. Dawniej
greckokatolicka, obecnie prawosławna, też pw. wezwaniem Opieki Matki Bożej.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
W Komańczy pierwszą cerkiew zbudowano już w wieku
XVI. Spłonęła ona w 1800 roku i już 2 lata później wybudowano
nową, która zachowała się do naszych czasów. Uchodziła za jeden
z najcenniejszych zabytków architektury drewnianej, miała bogate
i cenne wyposażenie. Niestety, spłonęła w 2006 roku. Ocalała tylko
wieża bramna i krzyż przed cerkwią. Na jej miejscu powstała nowa,
jest jej wierną kopią. Odtworzono także wnętrze. No i są pozostałości z dawnej
cerkwi. Uratowane z pożaru. Od kilku lat świątynia jest udostępniona do
zwiedzania.
.jpg)
.jpg)
Kolejny przystanek to Wisłok Wielki. Na pagórku stoi dawna greckokatolicka
cerkiew pw. św. Onufrego. Została zbudowana w poł. XIX wieku. Zachował się w niej ikonostas. Obecnie pełni rolę kościoła katolickiego. Jest na Szlaku Architektury
drewnianej, więc latem powinna być otwarta. Zwłaszcza, że podobno od 2002 w
wieży i na strychu świątyni mieści się minimuzeum sztuki cerkiewnej. Ale znowu nie jest. Obok
świątyni znajduje się murowana dzwonnica.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Ciągle mamy jeszcze
czas, więc postanawiam Magdzie pokazać Jaśliska. Było to kiedyś ważne miasto,
położone przy trakcie handlowym na Węgry. Miało prawo składu
i organizowania jarmarków, otoczone było murem obronnym. Były tu też
piwnice do przechowywania wina. Jednak na pocz. XIX wieku wybudowano nowy trakt
handlowy, miasto zaczęło podupadać, reszty dokonała I wojna światowa,
i Jaśliska w 1934 roku straciły prawa miejskie. Obecnie to wieś, choć
wygląda jak galicyjskie miasteczko. Ale za to sławna. Kręcono tu trzy filmy –
„Wino truskawkowe”, „Twarz” i „Boże ciało”.
.jpg)
.jpg)
Czas się tu jakby zatrzymał. Ale nie do końca. Ostatnio
bardzo zadbano o wygląd tej urokliwej miejscowości, która była jednak
bardzo zapuszczona. Zmieniła się nie do poznania. Odrestaurowano zniszczone
zabytkowe domki, odnowiono rynek wraz z ratuszem. Jest jeszcze trochę do zrobienia,
ale w Jaśliskach jest już teraz naprawdę pięknie.
.jpg)
.jpg)
Godny uwagi w Jaśliskach jest także kościół pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Kościół został wybudowany w I poł. XVIII wieku w stylu późnobarokowym. Jego fundatorem był biskup przemyski Aleksander Antoni Fredro.
.jpg)
.jpg)
W ołtarzu główny jest umieszczony słynący łaskami obraz przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem, zwaną Jaśliską. Przybywają do tego obrazu, namalowanego w XVIII wieku, liczne pielgrzymki.
Ostatni przystanek robimy w Daliowej. Jest tu cerkiew pw. św. Paraskewy. Nie jest stara, bo została zbudowana w 1933 roku na miejscu dawnej, która spłonęła dwa lata wcześniej. Została zbudowana w moim ulubionym narodowym stylu ukraińskim. Na planie krzyża, z dużą kopułą nad skrzyżowaniem naw. Po akcji „Wisła” miejscowy PGR wykorzystywał ją jako magazyn. Wyposażenie zachowało się fragmentarycznie. Tutejsze ikony są obecnie w Muzeum Narodowym we Lwowie. Po 1989, dzięki pomocy finansowej Łemków z Ameryki, przeszła gruntowny remont i w 1995 została ponownie poświęcona. Nabożeństwa odbywają się w niej jednak tylko w wybrane święta.
To była wspaniała krajoznawcza wyprawa. Zwłaszcza dla Magdy.
Bo ja poza Medzilaborcami we wszystkich tych miejscach już byłam. Ale było mi
miło pokazać je koleżance. A poza tym plan botaniczny zrealizowałam w 150 %, bo
poza dwoma gatunkami, których nie udało mi się sfotografować dwa tygodnie temu,
znalazłam jeszcze jedną roślinkę. Było super!
Beskid Niski cerkwie Komańcza Jaśliska Wisłok Wielki Turzańsk Medzilaborce Daliowa