GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Atrakcje miejscowości Vyhne i szczyty: Paradajs i Tanád - 1 maja 2023


Kolejny piękny, słoneczny dzień. Dzisiaj będziemy chodzić po górach i podziwiać tutejszą przyrodę.

Góry Szczawnickie (Štiavnické vrchy) to młode góry pochodzenia wulkanicznego. Zbudowane głównie z andezytów, ryolitów, brekcji i tufów wulkanicznych. Występują tu też skały osadowe – piaskowce, łupki, kwarcyty i wapienie. Są mocno przekształcone w wyniku erozji, stąd piękna i urozmaicona rzeźba terenu. Obok wąskich i stromych grzbietów z ciekawymi formacjami skalnymi (jak Sitno), pojawiają się tu płaskie wierzchowiny.

Jedziemy najpierw do miejscowości Vyhne. Tu, na południowych zboczach góry wzniesienia Kamenná, lub inaczej Kamenný vrch (495 m n.p.m.), znajduje się bardzo ciekawy rezerwat przyrody. To „Kamenné more vo Vyhniach”. Jest to jeden z najstarszych najbardziej znanych rezerwatów na terenie Słowacji.

Przedmiotem ochrony jest tu ogromne rumowisko skalne o powierzchni 5 ha, największe w wulkanicznej części Karpat. Jest bardzo stare - najprawdopodobniej zaczęło powstawać już w plejstocenie. Występujący tu ryolit był wykorzystywany do produkcji kamieni młyńskich. Dlatego pierwsze próby ochrony zostały już podjęte w 1923 roku, a rezerwat utworzono w 1937 roku, po zakończeniu eksploatacji gospodarczej głazowisk.


Parkujemy samochód pod kąpieliskiem, odszukujemy zielony szlak i wyruszamy na trasę. Po drodze nieco się gubimy – szlak skręca w wąską, niewidoczną ścieżkę w las, a my dalej idziemy szeroką drogą. Dość szybko orientujemy się, że zniknęły oznaczenia szlaku, ale sprawdzamy, że też tędy dojdziemy. Las jest bardzo ładny, pełen omszonych głazów.


Po chwili odsłania się nam widok na rumowisko – jest rzeczywiście monumentalne. Odnajdujemy wygodną, przecinającą go szeroką ścieżkę i docieramy do naszego szlaku.


Teraz przed nami trudne zadanie, bo musimy przejść przez rumowisko w poprzek. Przeczytaliśmy wcześniej, że szlak obchodzi je bokiem, ale to nieprawda, bo znaki wyraźnie prowadzą pomiędzy głazy. Początkowo trudno jest iść, bo szlakowa ścieżka jest tu właściwie niewidoczna, ale potem jest już lepiej. Idziemy dobrze, bo mijamy znaki szlaku namalowane na głazach. Przypomina to trochę szlak w Tatrach, tyle, że głazy są mniejsze i trzeba bardzo uważać, żeby nie skręcić nogi. To króciutki odcinek, ale przejście nim jest męczące. Ale oczywiście bardzo ekscytujące!


Dalej, na szczyt Kamennéj idziemy już wygodną ścieżką przez las. Są tu wychodnie skalne i widok na okolicę, a także na rumowisko.



Chwilę odpoczywamy i schodzimy na dół tą samą drogą. Dopiero po ponownym przejściu rumowiska idziemy już dalej poprawnie szlakiem. Schodzimy do wsi.

Vyhne to bardzo stara miejscowość. Już w XV wieku jej ciepłe, mineralne źródła były wykorzystywane, tak do celów leczniczych jak i przy produkcji piwa w założonym tu przez templariuszy albo joannitów browarze, który uchodzi za najstarszy na Słowacji, a działający do dzisiaj. Jest tu także zbudowane niedawno obok boisk sportowych kąpielisko „Vodný raj Vyhne”. I działa także odradzające się uzdrowisko.


My chcemy zobaczyć Vyhniansky travertín będący pomnikiem przyrody. Ale najpierw podchodzimy do ciekawej, uzdrowiskowej kapliczki. To Kúpeľná Kaplnka Panny Márie kráľovnej. Została zbudowana na miejscu dawnej, XVIII-wiecznej, w 1913 roku. Zaprojektował ją nieznany wtedy nikomu student architektury Ladislav Eduard Hudec z Bańskiej Bystrzycy, który później zyskał światową sławę, projektując wieżowce w Szanghaju. To ponoć jego jedyny projekt, który powstał poza Szanghajem. Kapliczka bardzo nam się podoba.


Teraz chcemy dotrzeć do wspomnianego wyżej trawertynowego pomnika przyrody. Od tej strony jest to dość skomplikowane i gubimy się trochę. Ale wykorzystujemy naszą niezawodną mapę w telefonie i dzięki jej pomocy schodzimy prosto nad nim. Okazuje się, że to nawet dobrze, że przyszliśmy tu z góry, a nie od dołu, bo możemy zobaczyć wodę wpływającą na szczyt skały, skąd spada w dół. To ciekawie wygląda.


Vyhniansky travertín to forma skalna zbudowana z trawertynu, kształtem przypominająca mamuta. Z góry – jakby z głowy) spływa wodospad wysokości 3,5 metra. Ta ciekawa skała powstała dzięki działalności górniczej. Gorąca woda wypływa ze starej sztolni. Są w niej rozpuszczone duże ilości soli mineralnych. Na powierzchni woda się ochładza i wytracają się z niej węglanowe nacieki. Próbujemy wodę - jest rzeczywiście bardzo ciepła i o specyficznym smaku.

Cieszymy się, że zadaliśmy sobie nieco trudu, żeby ten trawertyn zobaczyć, bo jest niesamowity i robi na nas duże wrażenie.

Wracamy dołem, koło boisk sportowych, stąd rzeczywiście jest bardzo blisko na parking, gdzie zostawiliśmy samochód.

Jedziemy teraz z powrotem w stronę Bańskiej Szczawnicy, bo Marek zaplanował, że zdobędziemy dzisiaj dwa szczyty - górujący nad miastem szczyt Paradajs, oraz drugi o nazwie Tanád. Szlak wychodzi z przełęczy o nazwie Sedlo Červena Studna (791 m n.p.m.)


Zauważamy po drodze idące wzdłuż drogi tablice ścieżki edukacyjnej. I pozostałości dawnych kopalni. W związku z tym, kiedy dojeżdżamy do parkingu, gdzie możemy się zatrzymać, stajemy i idziemy zobaczyć, co to za ścieżka. Okazuje się, że to  "Banský Náučný chodník – Po stopách banickej činnosti vo Vyhniach".



Jest tu wygodna wiata, gdzie można sobie odpocząć, jest miejsce na ognisko. Idziemy na krótki spacer tą ścieżką, przechodzimy kilka stanowisk. Szkoda, że nie mamy czasu, żeby przejść ją całą, bo jest naprawdę ciekawa. Wracamy na parking i posilamy się, bo jest tu wygodnie, a jesteśmy już dość głodni.


Dojeżdżamy na wspomniana wyżej przełęcz i wyruszamy czerwonym szlakiem, który początkowo prowadzi pięknymi, widokowymi łąkami. Potem wchodzi do lasu. Wzdłuż szlaku prowadzi także ścieżka edukacyjna - są tablice i kamienne kopczyki. Na tablicach jest opisana wulkaniczna historia Gór Szczawnickich i historia górnictwa na tym terenie, a na każdym kopczyku jest wklejony wygładzony kawałek skały pochodzący z tych gór – na każdym inny.To bardzo pomysłowe.



Zdobywamy Paradajs (939 m n.p.m.) i podchodzimy jeszcze kawałek na punkt widokowy. Stoi tu drewniany krzyż i są wspaniałe widoki na okolicę i miasto w dole.


Wracamy pod tabliczkę z oznaczeniem szczytu i zaczynamy się wspinać. Potem mijamy polanę o nazwie Zadné Rosniarki, idziemy kawałek lasem i docieramy do wielkiej widokowej polany. To Predné Rosniarky. Jest tu kamienny krąg, zbudowany z pięciu ogromnych głazów. Wyglądają jak starożytne menhiry, ale powstały dopiero w 2018 roku. Ustawił je tu mieszkaniec Bańskiej Szczawnicy, który uzyskał na to zgodę burmistrza i dyrekcji CHKO Štiavnickie Vrchy. Są tu też ławeczki, tablice informacyjne i oczywiście, towarzyszące nam na tej trasie przez cały czas, kamienne kopczyki z próbkami skał i ich nazwami.


Twórca kamiennego kręgu uważa że zmienia on energię tego miejsca i może mieć działanie uspokajające, a nawet lecznicze. Te "menhiry" stanowią obecnie pewnego rodzaju atrakcję turystyczną. Na szczęście nie szpecą krajobrazu. Marek chce koniecznie mieć zdjęcie tych głazów. Jest to trudne, bo akurat rozsiadła się pomiędzy nimi jakaś rodzina i na turystycznej kuchence pichci sobie posiłek. No, ale przecież nie możemy ich poprosić, żeby sobie stamtąd poszli.



Schodzimy w dół, a potem rozpoczynamy wspinaczkę na kolejny szczyt. Trochę nam się z Lilą dłuży droga. Po drodze mijamy kilka nienazwanych szczycików –  każdy witamy z nadzieją, że to już. Ale niestety, tak łatwo nie jest. U ich podnóży są też rumowiska skalne. No i jest sporo ładnych widoków.


Wreszcie stajemy na szczycie! Tanád (932 m n.p.m.) zostaje zdobyty. Teraz schodzimy w dół żółtym szlakiem. Potem skręcamy na ścieżkę przyrodniczą. To Náučný chodník Milana Kapustu po žyle terézia”, będący częścią „Banskégo múzeum v prírode”. To teren, na którym były prowadzone intensywne prace górnicze. Są tu wysokie płoty, chroniące przed wejściem do dawnych sztolni. Pełno tu zapadlisk pokopalnianych. Wszystko jest dokładnie opisane na kolejnych tablicach.



Docieramy do małego jeziorka, a właściwie stawu. To Ottergrundský tajch. Wygląda urokliwie. A potem już głównie pięknymi polanami docieramy z powrotem na Sedlo Červena Studna.


Jak na krótką, popołudniowa wyprawę, to ta trasa była całkiem godna. Jesteśmy z siebie zadowoleni.

Wracamy do Bańskiej Szczawnicy, idziemy coś zjeść (o dziwo tu można dostać wieczorem smaczny, gorący obiad, na co zbytnio nie liczyliśmy po naszych wcześniejszych doświadczeniach na Słowacji) i na lody.


A potem jeszcze mały spacer. Przechodzimy obok historycznej Klopaczki (klopačka) - budynku zwiazanego z górniczą przeszłością miasta. Klopaczki były to budowle w kształcie wieży, na szczycie której było pomieszczenie, otwarte na cztery strony świata, a w nim twarda deska, zwykle w kształcie owalu. Uderzano w nią młotkiem, aby zasygnalizować górnikom czas rozpoczęcia pracy i jej zakończenie, a także informowano o różnych zagrożeniach. Podobnie było i w Bańskiej Szczawnicy. Tutejsza Klopaczka została zbudowana w roku 1681, głównie ze składek górników. W XVIII i XIX wieku znajdowało się tu więzienie dla górników, skazanych przez sąd górniczy, a także Kasa Bracka, wspierająca finansowo wdowy po górnikach. Obecnie mieści się tu herbaciarnia.


Potem wracamy jeszcze raz na Plac Świętej Trójcy (Námesti sv Trojice), gdzie stoi wielka barokowa kolumna o tej samej nazwie. Można stąd zobaczyć muzeum, w którym w marcu tego roku wybuchł pożar. To tzw. Bank Miłości, muzeum poświęcone najdłuższemu w historii literatury poematowi miłosnemu "Maryna (Marina)". Jego autorem był wybitny słowacki poeta doby romantyzmu, Andrej Sládkovič.

Potem wracamy do naszego przytulnego pokoiku i idziemy spać, bo jutro czeka nas jeszcze trochę atrakcji, no i długi powrót do domu.



Bańska Szczawnica Góry Szczawnickie Tanad Paradajs
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.