SIERPIEŃ
Wierzbówka kiprzyca (Chamaenerion angustifolium)

Pogórze Śląskie i Beskid Śląski - 1 maja 2022


Ponieważ obostrzenia pandemiczne się skończyły, postanowiłam namówić Lilę i Marka na wspólny, tradycyjny już majówkowy wyjazd. W ostatnich dwóch latach nigdzie nie byliśmy, bo się nie dało, więc w tym roku zapomnieliśmy o kultywowaniu naszej tradycji. Na szczęście przypomniałam sobie o tym wystarczająco wcześnie i mój pomysł na wyjazd na Śląsk Cieszyński spotkał się z bardzo pozytywnym odzewem, bo już na drugi dzień Marek zadzwonił, że mamy zamówione noclegi i „zażądał” listy tamtejszych rezerwatów (bo dobrze wiedział, że to głównie o nie mi chodziło), żeby mógł przygotować plan naszego wyjazdu.

Tak więc w niedzielny, pierwszomajowy poranek wyruszyliśmy na podbój ziemi cieszyńskiej.

Śląsk Cieszyński to bardzo stary region. Wyodrębnił się już w okresie plemiennym, kiedy to te tereny zamieszkiwało plemię Golęszyców. A od końca XIII wieku stanowił podstawy terytorialne księstwa cieszyńskiego.

Naszym celem jest część tego terenu, położona pomiędzy Skoczowem, Ustroniem a Cieszynem.

W planach 7 rezerwatów (liczyłam na 5, więc jestem jeszcze bardziej szczęśliwa) no i oczywiście główny punkt programu – Cieszyn.


Wyprawę rozpoczynamy w miejscowości Jaworze. Tu Marek chce nam pokazać zespół pałacowy.

W jego skład wchodzi klasycystyczny pałac z dwoma oficynami i piękny park. Pałac został zbudowany pod koniec wieku XVIII przez rodzinę Laszowskich. Dość szybko jednak, wraz z okolicznymi dobrami, przeszedł w ręce belgijskiego rodu de Saint Genois d’Anneaucourt, który zasłynął z urządzenia w Jaworzu modnego uzdrowiska. Pod koniec XIX wieku majątek przeszedł w ręce austriackiego rodu Larisch-Moennichów. Obecnie w pałacu mieści się Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy.


Na bramie jest zakaz wstępu, ale ponieważ jest otwarta, to wchodzimy na dziedziniec i oglądamy z zewnątrz pałac. Potem idziemy do parku, który jest udostępniony publicznie i parkową alejką docieramy do kościoła Opatrzności Bożej. To bardzo efektowna budowla, klasycystyczna, wzniesiona w pierwszych latach XIX wieku. Na kościelnym cmentarzu znajduje się zabytkowa kwatera, na której pochowani są członkowie rodziny de Saint Genois d'Anneaucourt oraz pozostali właściciele Jaworza.


Stamtąd jedziemy do rezerwatu o nazwie Dolina Łańskiego Potoku. Sam teren taki sobie, ale rosną tam niesamowite ilości ciemiężycy zielonej. Nigdy jeszcze nie widziałam jej na tej wysokości, i na płaskim terenie. Teraz, wiosną, wyglądają bardzo pięknie. Robimy sobie mały spacer, trochę zdjęć i ruszamy dalej.


Następny na naszej liście jest rezerwat Morzyk w Grodźcu. Nie prowadzi przez niego żaden szlak turystyczny ani nawet ścieżka. Pod tablicę rezerwatu udaje się nam dojechać bez problemu, ale potem błąkanie się na dziko po dość nieciekawym lesie nie jest zbyt przyjemne. Ponoć na terenie rezerwatu znajduje się niewielkie źródło, należące do tzw. źródeł tufowych, ale do niego nie docieramy, bo nie wiemy, w której części rezerwatu się znajduje.


Wracając, zatrzymujemy się przy tutejszym zamku. Został właśnie wspaniale odnowiony. Jest w rękach prywatnych, ale właściciel zaplanował, że w części okazałej rezydencji będzie się mieściło muzeum, poświęcone m.in. Wacławowi Grodeckiemu, urodzonemu w Grodźcu XVI-wiecznemu twórcy mapy Polski.

Zamek w Grodźcu powstał w wieku XVI, ale pierwsza budowla obronna istniała w tym miejscu już prawdopodobnie w wieku XIIl. Ciekawostką jest, że zamek jest siedzibą Najwyższego Zakonu Rycerskiego Świątyni Jerozolimskiej w Polsce, którego celem jest m.in. wspieranie działań mających na celu odnowę obiektów związanych z działalnością templariuszy.

Zamek jest nieogrodzony, więc chociaż na razie jest niedostępny dla turystów, to dokładnie oglądamy go z zewnątrz. A po powrocie do samochodu czeka nas przyjemna niespodzianka – ktoś odpowiedzialny za nadzór nad zamkiem zauważa nas i nasze nim zainteresowanie, więc zostawia nam za wycieraczkami samochodu dwa foldery na temat tego miejsca. Jesteśmy mile zaskoczeni, bo liczyliśmy raczej, że prędzej nas stamtąd ktoś przepędzi – ostatecznie to własność prywatna.


Kolejny na naszej liście jest rezerwat Skarpa Wiślicka w Skoczowie. Marek też bez błądzenia dowozi nas pod sam rezerwat. Tu też nie ma szlaku, ale spod tablicy wychodzi ścieżka prowadząca przez rezerwat, więc robimy sobie mały spacer. Tutaj jest zdecydowanie ładniej niż w poprzednim. Runo składa się głównie z czosnku niedźwiedziego, toteż las bardzo pięknie się prezentuje. Wychodzi nam też z powrotem słońce. No i znajduję stanowisko cieszynianki wiosennej, więc jestem bardzo zadowolona.

Zatrzymujemy się na obiad w Skoczowie. W restauracji o nazwie English Pub jemy tradycyjne śląskie danie – roladę z kluskami ślaskimi i modrą kapustą. Trochę to zabawne, ale cóż…


Przy okazji robimy sobie mały spacer po mieście. Znajdujemy pomnik poświęcony Gustawowi Morcinkowi. Każdy z naszego pokolenia przerabiał lekturkę „Łysek z Pokładu Idy” jego autorstwa. Robimy sobie sesję fotograficzną i obie z Lilą uwieczniamy się na tle pomnika.



Stamtąd jedziemy już do Ustronia, gdzie mamy nocleg. Rozpakowujemy się, a potem idziemy na mały spacer po mieście. Najpierw bulwarami nad Wisłą, a potem przez centrum miasta. Tu przypomina mi się, że na bibliotece miejskiej ma być efektowny mural. Idziemy więc jej poszukać. Mieści się tuż obok ratusza, więc szybko ją znajdujemy. Ale to bardzo klasyczny, zabytkowy budynek. Jesteśmy nieco zdziwieni, ale obchodzimy bibliotekę wokół i znajdujemy mural, a właściwie kilka. Są wspaniałe. Jesteśmy pod dużym wrażeniem i cieszymy się, że nie przegapiliśmy tej niewątpliwej atrakcji Ustronia.



Beskid Śląski Skoczów Ustroń Pogórze Śląskie
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.