Gorce - 21 lutego 2026
Całe dwa i pół
tygodnia nigdzie nie byłam. Parę razy nawet były przyzwoite warunki na
wycieczkę, ale rozpoczęłam odkładany od trzech lat remont i przestałam być
panią siebie. Trudno. Życie nie składa się z samych przyjemności. Na szczęście
mój fachowiec nie pracuje w soboty, a ta zapowiadała się piękna, więc cały
tydzień żyłam nadzieją.
W piątek po południu gorczańskie kamery pokazywały
zachęcający widok – drzewa pokryte okiścią i szadzią. Niestety, jak rano w sobotę znowu je sprawdziłam, to już było średnio. Zdaje się, że to sprawa
wiatru, bo mróz był przecież spory.
Postanowiłam zrealizować zaplanowaną już miesiąc temu
wycieczkę na Lubań (1211 m n.p.m.) niebieskim szlakiem z Ochotnicy Dolnej.
Szłam tym szlakiem ponad dwadzieścia lat temu. Zupełnie go
nie pamiętam. To były początki mojego chodzenia po górach. Jedna z pierwszych
naszych górskich wypraw z synem. Czuliśmy się bardzo dumni z siebie, jak
wdrapaliśmy się na szczyt. To ostatnie podejście było bardzo męczące,
zwłaszcza, że było tego dnia upalnie i burzowo. Na szczycie nie było wtedy jeszcze
wieży widokowej. Została zbudowana dopiero w 2015 roku.
Zostawiam samochód na parkingu pod kościołem, bo stamtąd wychodzi niebieski szlak na Lubań.
.jpg)
.jpg)
Drewniany kościół pw. Znalezienia Krzyża w Ochotnicy Dolnej został zbudowany w 1816 roku na miejscu poprzedniej, XVI-wiecznej świątyni, którą strawił pożar. Jest ładnie położony na niewielkim pagórku. Dzwonnica przy kościele prawdopodobnie jest starsza i została zbudowana w wieku XVIII. Wyposażenie kościoła pochodzi ze zlikwidowanego na pocz. XIX wieku kościoła i klasztoru franciszkanów w Nowym Sączu podczas tzw. kasacji józefińskiej. Obecnie tutejszym mieszkańcom kościół przestał wystarczać, bo obok trwa budowa nowej, okazałej świątyni.
.jpg)
.jpg)
Do pokonania mam 700 metrów przewyższenia. Na razie tego nie odczuwam. Co kawałek są przyjemne wypłaszczenia, więc idzie się przyjemnie. Szlak niestety nie jest widokowy, ale po początkowym, nieciekawym odcinku robi się całkiem ładny.
.jpg)
.jpg)
Tam, gdzie nie dotarł wiatr, jest nawet sporo okiści na
drzewach, więc jest całkiem zimowo. Zwłaszcza, że śnieg po ostatnich opadach
jest jeszcze czysty i biały.
.jpg)
.jpg)
Po drodze mija mnie kilka osób – wszyscy młodzi. Z jedną parą wdaję się w pogawędkę. Planują zejść czerwonym szlakiem do Krościenka. Samochód mają, tak jak ja, w Ochotnicy, ale sprawdzili, że kursuje pomiędzy tymi miejscowościami autobus Kolei Małopolskich MLD (Małopolskie Linie Dojazdowe). Będzie wyjeżdżał z Krościenka o godz. 16.20. To kuszące jest, ale jak sprawdzam na mapie, to z Lubania jest do Krościenka prawie 10 kilometrów. Trochę daleko. Może dałabym radę, ale denerwowałabym się, czy zdążę. A następny autobus ma być dopiero o 21.00. Ale to interesująca alternatywa i przyjrzę się tym kursom. Sieć MLD jest, jak się okazuje, mocno rozbudowana. Może dzięki nim uda się zrealizować jakąś ciekawą trasę.
.jpg)
.jpg)
Pojawia się pierwszy widok na Lubań. Trochę zaczyna wiać.
Robi się tak górsko.
.jpg)
.jpg)
Docieram do skrzyżowania z GSB. Tu niespodzianka. Zza drzew
wyłania się wspaniały widok na Tatry. Stąd wydają się bliższe, niż ze szczytu.
Latem są pewnie z tego miejsca niewidoczne, bo zasłaniają je liście rosnących tu buków, ale teraz
widok jest piękny.
.jpg)
.jpg)
Chwila po płaskim i zaczyna się podejście na szczyt, o którym wspominałam. Na odcinku niespełna 400 metrów jest 100 metrów przewyższenia.
Ostro!
.jpg)
.jpg)
Chwilami podmuchy wiatru są mocne, słychać, jak wyje na
szczycie. Nie ubrałam raczków, bo bałam się, że śnieg będzie mokry, a wtedy nie
da się w nich iść. Kupiłam drogie, a na mokrym śniegu chodzi się w nich
fatalnie. Pod piętą kolce tworzą jakby koszyczek i przy mokrym śniegu tworzy
się tam bryła lodowa. Trzeba ją co chwilę rozbijać, bo inaczej nie da się iść. Znajomy
kupił trzy razy tańsze i są zdecydowanie lepsze. Żadnych problemów na mokrym
śniegu. Muszę sobie takie też sprawić. Na szczęście, mimo lodu pod spodem,
śniegu jest tyle, że nie jest ślisko. Czołgam się powoli do góry, podziwiając
wyłaniające się widoki.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Dochodzę na szczyt. Zaczynam od wieży, żeby to już mieć za
sobą. Wycie wiatru z niej dobiegające jest straszne. I rzeczywiście, im wyżej,
tym gorzej. Robię szybko kilka zdjęć i schodzę na dół. Aparatem jeszcze jako
tako, ale telefony wiatr wyrywa ludziom z ręki. Trzeba mocno trzymać.
Widoczność jest dzisiaj dobra, Tatry są bardzo wyostrzone. Ale Babią Górę
zasłaniają chmury.
.jpg)
.jpg)
Pod wieżą jest zdecydowanie przyjemniej. Zgarniam śnieg z ławeczki i rozsiadam się z drugim śniadaniem. W tym zakątku prawie nie wieje.
Jest bardzo przyjemnie. No i wspaniały widok na Tatry.
.jpg)
.jpg)
Potem schodzę na rozległą polanę pod wieżą. Nosi ona nazwę Wierch
Lubania, chociaż ponoć Mapa Geoportalu podaje nazwę Lubień.
Poniżej Ołtarza Papieskiego postawiona została kapliczka. Jeszcze jej nie
widziałam, więc chcę ją zobaczyć. Poświęcona jest księdzu Jerzemu Popiełuszce.
.jpg)
.jpg)
Lubań to szczyt, który można zdobyć wieloma szlakami.
Naliczyłam ich aż 9. Najdłuższy jest ten z Przełęczy Knurowskiej – 13,5
kilometra. Ten z Krościenka ma około 10 kilometrów. Pozostałe są krótsze. I ze
zdumieniem odkryłam, że szłam wszystkimi, poza jednym – zielonym z Ochotnicy
Dolnej. Mogłabym nim właściwie dzisiaj wrócić, ale musiałabym iść asfaltem
przez wieś jakieś dwa kilometry. Zimą to mało przyjemne. Ale kiedyś się nim wybiorę.
.jpg)
.jpg)
Słońce schowało się za chmurami, jak zaczęłam schodzić ze
szczytu. I od razu zrobiło się ponuro. Byłam zdziwiona, że zejście jest
chwilami dość ostre. Nie zauważyłam tego, jak podchodziłam do góry.
.jpg)
.jpg)
Jakieś dwa kilometry przed końcem dogonił
mnie młody człowiek. Zdaje się, że spragniony towarzystwa, bo pierwszy do mnie
zagadał, a potem towarzyszył mi aż do końca. Dzięki temu czas nam szybko
upłynął. Pan Michał jest z Bochni i zgadaliśmy się, że jeździ na ryby do Grobli
– rodzinnej wsi mojego Ojca. Chodzi bardzo dużo po górach, także po Tatrach. Tyle,
że jak się sam przyznał, dość monotematycznie. Powtarza ciągle te same,
najbardziej popularne szczyty. Zachęciłam go, żeby pomyślał o przygranicznych pasmach w Słowacji. Bardzo
się nam przyjemnie gawędziło. Jak ludzie mają podobną pasję, to różnica wieku
nie odgrywa roli. Zwłaszcza, że Pan Michał okazał się bardzo sympatyczny.
.jpg)
.jpg)
Zaproponowałam, żebyśmy ostatni odcinek zeszli żółtym
gminnym szlakiem (rowerowy na mapie). Nie był to najlepszy pomysł, bo był
bardziej oblodzony, ale daliśmy radę. Rozstaliśmy się na parkingu. Może się
kiedyś jeszcze w górach spotkamy. Świat jest mały. Już mi się to kilka razy
zdarzyło.
W drodze powrotnej zaczął kropić deszcz i było ponuro. A ja miałam tyle słońca przez większość dnia! Może dzisiaj zimowe widoki nie były tak piękne, jak sobie wymarzyłam, ale to była kolejna bardzo udana wycieczka.
Lubań Gorce Ochotnica Dolna