Beskid Wyspowy - 19 listopada 2025
Przeglądałam moją listę cmentarzy wojennych z I wojny światowej do
odwiedzenia. W okręgu limanowskim zainteresowałam się cmentarzem nr 369 Stara
Wieś-Golców, położonym na granicy miejscowości Stara Wieś i Siekierczyna na
zboczach wzniesienia Golców (752 m n.p.m.). Jak zerknęłam na mapę, to okazało
się, że to bardzo blisko Limanowej. Od razu wpadł mi do głowy pomysł na
wycieczkę.
Limanowa to miejscowość, przez którą przejeżdżałam setki
razy. Nigdy się tam nie zatrzymałam. A jest tam przecież słynne sanktuarium,
które mijałam równie często i też nigdy nie byłam w środku świątyni.
Pora to nadrobić. Zwłaszcza, że jest tam też cmentarz wojenny nr 366, którego jeszcze nie widziałam. A nad Limanową wznosi się Miejska Góra ((716 m n.p.m.), widoczna z daleka, bo zdobi ją wielki krzyż. Zrobię sobie spacer. A potem odwiedzę jeszcze
cmentarz wojenny na Jabłońcu i ten w Starej Wsi.
Na wszelki wypadek wpisałam w wyszukiwarkę hasło: atrakcje
Limanowej, żeby czegoś nie przeoczyć. I bardzo słusznie, bo okazało się, że
jest tam bardzo ciekawe muzeum regionalne. Na dodatek budynek, w którym
funkcjonuje, to stary, zabytkowy dwór.
.jpg)
.jpg)
Wycieczka zapowiadała się bardzo ciekawie, zwłaszcza, że pogoda miała być wyśmienita. Zatrzymałam się w Wysokiem, na niedawno oddanym punkcie odpoczynkowym dla turystów. Można stamtąd podziwiać Tatry i nie tylko.
W Limanowej miałam spory problem ze znalezieniem miejsca do
pozostawienia samochodu. Parking przy muzeum, na który liczyłam, jest akurat w remoncie. Szukając jakiegoś innego miejsca przejechałam obok podziemnego parkingu przy
bazylice. Nie lubię takich parkingów, więc go minęłam. Kątem oka zauważyłam w nawigacji, że jestem blisko cmentarza, który zamierzam odwiedzić. Może tam?
Cudem udało mi się znaleźć jedno miejsce.
Przebrnęłam przez parkomat i dumna z siebie poszłam odszukać cmentarz wojenny nr 366. Zaprojektował go Gustaw Ludwig. Cmentarz ma kształt prostokąta. Jego głównym elementem jest kamienny pomnik z trzema stylizowanymi krzyżami i obrazem. Jest na nim namalowany Jezus, pochylający się na polu bitwy nad rannymi i martwymi żołnierzami.
.jpg)
.jpg)
Pochowano na nim 28 żołnierzy austro-węgierskich i 8 rosyjskich. Przeniesione zostały tu także prochy żołnierzy pochowanych na
cmentarzu nr 367 w Mordarce, który został zlikwidowany w latach
międzywojennych. Był on umiejscowiony
obok tzw. Kaplicy Łask. Było tam pochowanych 5 żołnierzy armii austro–węgierskiej.
Obecnie kaplica znajduje się w granicach Limanowej. Okazuje się, że ma
bardzo ciekawą historię i postaram się tam kiedyś podjechać i ją zobaczyć.
Szukając informacji o tym nieistniejącym cmentarzu zajrzałam
na moje ulubione, świetne źródło informacji o zachodniogalicyjskich cmentarzach
wojennych w Internecie https://www.sekowa.info/index.php?go=17&id1=1&ido=457.
Znalazłam tam informację o tej kaplicy. Były jej współczesne zdjęcia. I zdjęcia krzyża typowego dla tych wojennych cmentarzy. Z tyłu była brama cmentarna
i rozpoznałam ją jako bramę limanowskiego cmentarza. Obejrzałam moje zdjęcia i wypatrzyłam ten krzyż. Jest z tyłu, za pomnikiem cmentarza wojennego. Będę musiała
przy okazji tu wrócić i go obejrzeć. Jest tam umieszczona jakaś
tabliczka.
Cmentarz w Limanowej wyglądał pierwotnie nieco inaczej. Był samodzielnym cmentarzem, obecnie jest kwaterą na cmentarzu komunalnym. Ponadto później pochowano tu innych żołnierzy. M.in. przeniesiono tu także legionistów, pochowanych także w Mordarce i żołnierzy Batalionów Chłopskich. W dolnej części pomnika zamontowano także po II wojnie światowej pamiątkową tablicę z nazwiskami żołnierzy AK i zakładników zamordowanych w latach 1942-44. Ponoć był też nagrobek milicjantów i żołnierzy służb bezpieczeństwa, którzy zginęli po II wojnie światowej w walce z żołnierzami polskiego podziemia patriotycznego. Ale to wszystko doczytałam już po wycieczce, więc tym bardziej muszę na ten cmentarz wrócić.
.jpg)
.jpg)
Idę teraz do Bazyliki kolegiackiej Matki Boskiej Bolesnej.
Jest to kościół parafialny, a jednocześnie znane sanktuarium, w którym jest
otaczana kultem słynąca łaskami figura Matki Boskiej Bolesnej. A od 2018 roku świątynia pełni także funkcje kolegiaty, stąd nazwa.
Docieram tam przez remontowane krużganki. Niby nie wolno tam wchodzić, ale że nikt akurat nie pracuje, a wejście jest bezpieczne, to wyjątkowo łamię ten zakaz. Zwłaszcza, że tędy jest zdecydowanie bliżej. Co prawda, na samej górze jest niestety zamknięta furtka, ale ponieważ już i tak nagrzeszyłam, a poza tym nie chce mi się wracać, to przełażę przez niskie ogrodzenie na plac kościelny. Ale lekkie poczucie winy mam.
.jpg)
.jpg)
Świątynia została zbudowana w latach 1910-1918 z inicjatywy
ówczesnego proboszcza, ks. Kazimierza Łazarskiego. Ponoć jako wotum na 100. rocznicę
Konstytucji 3 maja. Wcześniej było tu kilka drewnianych kościołów. Pierwszy,
zbudowany w 1513 roku przez ówczesnego właściciela Limanowej. Spłonął podczas
wielkiego pożaru w 1769 roku. Uratowano tylko cudowną figurę Matki
Boskiej Bolesnej i XVI-wieczną chrzcielnicę. Na jego miejscu stanął kolejny
drewniany kościół, rozebrany w 1909 roku, aby w tym miejscu mogła być zbudowana
obecna bazylika.
.jpg)
.jpg)
Kościół zaprojektował Zdzisław Mączeński. Jest to budowla
secesyjna w formie trójnawowej bazyliki w polskim stylu narodowym. W projekcie zostały wykorzystane motywy drewnianego budownictwa z terenów Beskidu
Wyspowego. Ściany zewnętrzne obłożone są kamieniem. Kościół posiada wysoką,
60-metrową wieżę, która została zwieńczona neobarokowym hełmem. Na szczycie
fasady znajduje się rzeźba Ukrzyżowania, a poniżej polski orzeł i daty
1791-1891.
Muszę powiedzieć, że świątynia robi wrażenie. Zwłaszcza z bliska. Jest monumentalna. Ale wnętrze jest jeszcze bardziej niesamowite.
Zwłaszcza sklepienie. Tego nie da się opisać. To trzeba zobaczyć. Dodatkowo
polichromie, witraże, rzeźby…
.jpg)
.jpg)
Ołtarz główny wykonany w 1920 roku według projektu
architekta świątyni, później przebudowany. W jego centrum znajduje się
wspominana już wcześniej rzeźba, znana też jako też Pietá Limanowska. Okazuje
się, że ma ciekawą historię. Związaną ze wspominaną już wcześniej kaplicą w Mordarce.
Figura została przywieziona do Mordarki w XVI wieku. Umieszczona została w małej kapliczce na lipie, która nadal tam rośnie. W XVII
wieku przeniesiono ją do specjalnie wybudowanej drewnianej kaplicy. Od początku
uważano, że czyni cuda.
.jpg)
.jpg)
W XVIII wieku po ponoć burzliwym sporze pomiędzy jej właścicielem
a Kościołem została przeniesiona do kościoła w Limanowej. Zaś w Mordarce
została zbudowana w miejsce starej murowana kaplica, w której umieszczono barokową kopię rzeźby.
Ołtarze boczne wykonane przez Wojciecha Durka. Zdobią je
monumentalne kompozycje figuralne.
.jpg)
.jpg)
Rozległy plac kościelny też wart obejrzenia. Jest tam tzw.
Mała Kalwaria Limanowska. W jej skład wchodzą krużganki, ozdobione figurkami
Matki Boskiej, przywiezione z różnych stron świata. Także stacje Drogi
Krzyżowej, grota Matki Bożej z Lourdes, ołtarz polowy, pomnik Jana Pawła II i Carillon (zespół 19 dzwonów wygrywających melodie religijne).
.jpg)
.jpg)
Po zwiedzeniu bazyliki idę przez rynek w stronę muzeum. Jest
położony w pobliskim parku miejskim.
.jpg)
.jpg)
Mieści się w dawnym dworze Marsów z przełomu XVIII i XIX
wieku. Byli to zamożni właściciele ziemscy, którzy byli ważnymi członkami
tutejszej społeczności. Dwór został zbudowany w stylu klasycystycznym i miał
podkreślić wysoki status rodziny. Otoczony był rozległym parkiem (obecnie to park miejski), a obok znajdował się należący
do rodziny browar, w którym produkowane było ponoć niezłe piwo. W 1934 roku
został on sprzedany browarowi w Żywcu. Obecnie w tym budynku mieści się starostwo
powiatowe.
.jpg)
.jpg)
Po II wojnie światowej dwór stał się własnością państwa. W latach 1946-1951 mieściło się tu Gimnazjum Leśne, a później Państwowy Ośrodek
Maszynowy i Powiatowy Sztab Wojskowy. Od 1970 roku w budynku funkcjonowało się Muzeum Ziemi
Limanowskiej i biura PTTK, a od 1987 roku budynek jest wyłączną siedzibą Muzeum
Regionalnego Ziemi Limanowskiej.
Pierwsze zbiory regionalne z zamiarem utworzenia w Limanowej muzeum gromadzili bracia Walenty i Wincenty Gawron jeszcze w okresie międzywojennym. Po II wojnie światowej zajmowało się tym Polskie Towarzystwo Ludoznawcze z Limanowej. Bardzo wielu historyków, etnografów, artystów i propagatorów turystyki przez wiele lat czyniło starania, żeby to muzeum powstało.
.jpg)
.jpg)
Udało się to dopiero w 1970 roku. Z inicjatywy Polskiego
Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego Oddział Limanowa oraz Towarzystwa
Miłośników Ziemi Limanowskiej powstało Muzeum Ziemi Limanowskiej PTTK, które od
początku istnienia mieściło się w Dworze Marsów. Duże zasługi dla jego rozwoju miał Jan Wielek, wieloletni kierownik, a od 1987 roku dyrektor tej placówki,
która stała się wtedy instytucją państwową i zmieniła nazwę na obecną - Muzeum
Regionalne Ziemi Limanowskiej.
Muzeum jest warte odwiedzenia. Znajduje się tu ponoć największa
w Polsce i prawdopodobnie w Europie kolekcja dewizek, przekazana w 2014 roku do
limanowskiego muzeum przez śp. Grzegorza Jońca. Jest rzeczywiście bogata.
.jpg)
.jpg)
W 2017 roku otwarta została wystawa „Świat dawnej apteki na polsko-słowackim pograniczu” poświęcona dziejom aptekarstwa - stworzona wspólnie przez Muzeum Regionalne Ziemi Limanowskiej i Muzeum w Kieżmarku. Prezentuje ona aptekarstwo na pograniczu polsko-słowackim ale również odtwarza bardzo wiernie wnętrze limanowskiej apteki.
.jpg)
.jpg)
Jest też interaktywna wystawa poświęcona tematyce I wojny światowej. Stworzona została w ramach mikroprojektu „Polsko-słowackie braterstwo broni – Bitwa Limanowska 1914”. Obie wystawy były zrealizowane w ramach wielokrotnie wspominanego przez mnie Programu Współpracy Transgranicznej Interreg V-A Polska-Słowacja 2014-2020.
Muszę powiedzieć, że muzeum zrobiło na mnie duże wrażenie. No i przemiły personel też.
.jpg)
.jpg)
Teraz pora na spacer na Miejską Górę. Można tam ponoć
wyjechać dość wysoko, ale ja zaplanowałam sobie, że pójdę tam bezpośrednio z rynku. To jakieś trzy kilometry w jedną stronę. Ulicą Jana Pawła II idę w stronę ronda. Potem skręcam w prawo, żeby wejść na niebieski szlak, prowadzący
na szczyt.
Zapominam, że przecież jest prowadzona modernizacja linii kolejowej
Nowy Sącz – Chabówka. Wchodzę nagle na plac budowy. Na szczęście jest przejście
dla pieszych. Trochę błotniste, ale najważniejsze, że jest.
.jpg)
.jpg)
W sumie, to nie wspomniałam nic o samym mieście. Pora to
nadrobić. Ponoć Limanowa została założona w XV wieku, choć istnieją hipotezy,
że było to wcześniej. Najprawdopodobniej została założona przez osadników niemieckich.
Występuje bowiem pod nazwami Hilmanl lub Ilmenau, a później, w źródłach
pisanych Ilmanowa lub Hilmanowa od nazwiska osadźcy o niemieckim
nazwisku Ilman, czyli Hildiman, Illmann. Spolszczenie Limanowa pojawiło
się dopiero w 1680 roku.
Prawa miejskie miejscowości nadał Zygmunt August w 1565 roku. Miasto rozwijało się
prężnie aż do potopu szwedzkiego i wielkiego pożaru w 1769, kiedy to już nie
podniosło się z upadku aż do rozbiorów.
.jpg)
.jpg)
Odbudowało się podczas zaboru austriackiego. Poprowadzona
została tędy linia kolejowa, co przyczyniło się do jego rozwoju Na przełomie
XIX i XX stulecia w Sowlinach koło Limanowej wybudowano dużą jak na owe czasy
rafinerię nafty – był to pierwszy poważny zakład przemysłowy w powiecie
limanowskim. Rozbudowany w tym czasie został wspominany już browar.
W czasie I wojny światowej miały tutaj miejsce krwawe walki, które przeszły do historii jako Bitwa pod Limanową. Ale o tym napiszę przy okazji odwiedzin cmentarza wojennego na Jabłońcu.
.jpg)
.jpg)
Teraz wracam do Miejskiej Góry, na którą się właśnie w mozole drapię. Na jej szczycie stoi wysoki krzyż, nazywany Krzyżem
Jubileuszowym. Zbudowano go w latach 1997–1999 z inicjatywy społecznej dla uczczenia
2000 lat chrześcijaństwa.
Krzyż ma 37 metrów wysokości. Składa się jakby z dwóch
części. Pierwsza to żelbetowa konstrukcja, stojąca na czterech podporach, na których
opiera się taras widokowy. Górna część to stalowy, ażurowy krzyż. Projektantem
krzyża był limanowski architekt Leszek Pilawski.
.jpg)
.jpg)
Z asfaltowej drogi
schodzę na stromą ścieżkę, którą prowadzi szlak. Muszę uważać, bo niektóre
kamienie są oblodzone. Ale jest też trochę śniegu, a że widzę go po raz
pierwszy w tym sezonie, to jest to dla mnie atrakcja.
Docieram w końcu na szczyt i wchodzę na jego platformę widokową. Rozciąga się stąd rozległa panorama na Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki i Gorce, a przy dobrej widoczności także na Tatry.
.jpg)
.jpg)
Jest tu sporo ławeczek, a w sezonie działa także bufet.
Rozsiadam się na jednej z nich, żeby zjeść drugie śniadanie. Potem podejmuję
decyzję, że zejdę drogą, przy której jest droga krzyżowa, prowadząca na szczyt.
Podobna trasę zrobiliśmy z Markiem w marcu 2012 roku. Cała trasa była wtedy
niemiłosiernie oblodzona i gdyby nie podarowane mi przez Lilę pierwsze kolce na
buty, to miałabym ogromny problem.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Teraz droga jest w porządku. Kapliczki drogi krzyżowej są
murowane i bardzo ładne. Na dodatek wszystkie po zmroku podświetlone, podobnie
zresztą jak krzyż na szczycie. Schodzę na dół i potem ulicą Kasprowicza wracam
do niebieskiego szlaku. Szybko jestem na dole.
Wracam pod cmentarz i jadę na Jabłoniec. Włączam nawigację.
Prowadzi mnie zupełnie inaczej, niż myślałam, bo założyłam, że dojadę tam ulicą
Jabłoniecką, a ona najpierw wyprowadza mnie na drogę nr 28, prowadzącą do
Nowego Sącza, a dopiero właściwie na przedmieściu Limanowej każe mi skręcić w prawo,
w ul. Walecznych, którą docieram pod cmentarz.
.jpg)
.jpg)
Na początku I wojny światowej okolice Limanowej były terenem krwawych walk, toczonych pomiędzy wojskami rosyjskimi a wojskami austriacko –
węgierskimi. Brało w nich udział około 220 tysięcy żołnierzy. Po tych bojach pozostało około 100 cmentarzy, na
których pochowano około 10 tysięcy żołnierzy austriacko – węgierskich,
niemieckich i rosyjskich. W walkach tych również brały udział Legiony Józefa
Piłsudskiego, który nocował wtedy w Limanowej. Była to wspomniana Bitwa pod
Limanową.
Wśród tych cmentarzy najbardziej znany jest właśnie cmentarz
nr 368, położony nad Limanową na wzgórzu Jabłoniec.
Kiedyś już o tym pisałam, ale przypomnę. Wszystkie cmentarze
wojenne z I wojny światowej, położone w Galicji Zachodniej były podzielone na jedenaście okręgów. Okręg Limanowa miał nr X. Cmentarz na Jabłońcu jest tzw. cmentarzem
reprezentacyjnym tego okręgu, a jednocześnie jednym z ciekawszych cmentarzy wojennych
z pierwszej wojny światowej.
.jpg)
.jpg)
Zaprojektował go Gustav Ludvig, a większość prac przy jego budowie wykonali jeńcy włoscy pod kierownictwem
artystów krakowskich, Henryka Uziembły i Jana Szczepkowskiego oraz Słowaka,
słynnego Dušana Jurkoviča.
.jpg)
.jpg)
Na ogrodzony kamiennym murem cmentarz wchodzi się dwoma
bramami z kutej stali. Pomiędzy nimi jest kaplica-mauzoleum, zwieńczona kopułą.
Projekt kaplicy nawiązuje do północno-włoskiego typu architektury kaplicowej. Dawniej
był w niej pochowany pułkownik węgierski Othmar Muhr, który dowodził Węgrami
biorącymi główny udział w tych walkach. W okresie międzywojennym szczątki
pułkownika zostały przeniesione do grobowca rodzinnego na Węgrzech. Natomiast w miejscu, w którym zginął, postawiono pomnik zwieńczony kulą. W dolnej części
cmentarza znajduje się trójkątny obelisk poświęcony pamięci poległych
tutaj honwedów węgierskich.
Pochowano tutaj 161 żołnierzy armii austro-węgierskiej,
1 Niemca i 247 żołnierzy rosyjskich.
.jpg)
.jpg)
Po drugiej stronie drogi jest drugi cmentarz. Najpierw to
była tylko wysoka kolumna, upamiętniająca Leonarda von Thun und
Hohensteina – rotmistrza 9 pułku huzarów, którzy zdobywali wzgórze Jabłoniec.
Wybudowana została przez jego rodzinę w miejscu, w którym zginął. Zaprojektował
ją także Gustav Ludvig.
Po II wojnie światowej, na tarasie widokowym pod kolumną zrobiono
cmentarz dla żołnierzy radzieckich, których zwłoki ekshumowano i przewieziono
tutaj z całego powiatu limanowskiego.
Teraz jadę na
poszukiwanie kolejnego, ostatniego już dzisiaj cmentarza. Droga wąziutka i kręta, a akurat jest duży ruch. Ciągle muszę zjeżdżać na pobocze, a wcale nie
wygląda na zbyt bezpieczne.
.jpg)
.jpg)
Skręcam na Siekierczynę. Wiem mniej więcej, jak tam dotrzeć,
ale martwię się gdzie zostawię samochód. Kiedy pojawia się dogodne miejsce, to
parkuję. Akurat w dobrym miejscu, bo zaraz mam zejście z drogi na niebieski
szlak, przy którym położony jest ten cmentarz. Może by można podjechać bliżej,
ale boję się, że nie będę miała gdzie stanąć.
.jpg)
.jpg)
Idę więc szybko, bo dochodzi druga, a dzień jest krótki. Mam
przed sobą 1,5 kilometra w jedną stronę. Najpierw idę łąką, potem przez las,
następnie błotnistą drogą przez pola. Kiedy wychodzę na asfaltową drogę,
zauważam austriackie oznaczenie drogi do cmentarza. Czyli idę dobrze. Teraz
cały czas pod górę asfaltową drogą. Ostatnie 300 metrów drogą przez łąki.
Cmentarz nr 369 Stara
Wieś-Golców zaprojektował wspominany już kilkakrotnie
Gustav Ludvig.
.jpg)
.jpg)
Zdaje się, że było tam pierwotnie tylko ogrodzenie i stele
nagrobne. W górnej części posadzono ponoć dwa modrzewie. Byłam tam kilkanaście
lat temu i tak to wyglądało. Teraz pojawił się duży, widoczny z daleka
drewniany krzyż.
Pochowano tutaj 47 żołnierzy armii austro-węgierskiej i 32 armii rosyjskiej.
.jpg)
.jpg)
Teraz szybki marszobieg do samochodu i powrót. Nigdy tędy nie jechałam. Droga jest stroma i kręta, ale dość szeroka i ma w większości nową nawierzchnię. Ale po ciemku bym tędy nie zjechała. Nawigacja prowadzi mnie znowu inaczej niż myślałam. W Łukowicy, zamiast prowadzić mnie dalej przez Świdnik i Owieczkę, każe skręcić w prawo, na Stronie i Mokrą Wieś. Jak docieram do Podegrodzia, to już umiem sama dojechać do domu. I jestem tam przed zmierzchem.
To była naprawdę wspaniała wycieczka, choć zaplanowana z dnia na dzień. Zrealizowałam wszystkie punkty programu, dowiedziałam się
mnóstwa ciekawych rzeczy. Na dodatek to był ostatni taki piękny i słoneczny
dzień, bo w piątek zasypało nas śniegiem.
Beskid Wyspowy Stara Wieś Miejska Góra (Limanowa) Jabłoniec Limanowa