Gorce - 9 kwietnia 2023
Te święta spędzaliśmy z najmłodszym synem tylko we dwójkę,
wiec uznałam, że góry są jak najbardziej wskazane. Z uwagi na niego, planowałam
słowackie Tatry, zwłaszcza, że prognozy pogody były zachęcające. Potem okazało
się, że w grę wchodzi tylko wielkanocna niedziela, a i to raczej zapowiadała
się pochmurna. Sprawdziłam z ciekawości prognozę pogody dla innych, godnych
miejsc. Babia Góra też nie wchodziła w rachubę, ale za to na Turbaczu miało być trochę słońca. A widok z kamery koło
schroniska był bardzo zachęcający – nie zawsze w zimie jest tak zimowo pięknie, jak było tam teraz, w kwietniu.
Synowi pomysł się spodobał – na Turbaczu był tylko raz, też ze
mną, w 2005 roku. To były początki naszego chodzenia po górach. Jeszcze zanim
odważyliśmy się pójść w Tatry. W sumie miło było odświeżyć sobie tamte
wspomnienia.
.jpg)
.jpg)
Rano co prawda w Koninkach było pochmurnie i mglisto, ale
prognozy mówiły, że później jest szansa na trochę słońca. Śniegu było już sporo
na samym dole, a im wyżej, tym było go więcej. Początkowo dość mokry, ale wraz
z wysokością robił się bardzo przyjemny. No i był świeży i bielutki. Szliśmy
sobie powoli do góry stromym szlakiem. Była mgła i przez jakiś czas sypał nawet
drobny śnieg. Ale przed dziesiątą zaczęło się rozjaśniać, pokazało się błękitne
niebo, a po chwili także słońce. Na Polanie Średnie było już pięknie. No i ta
bajkowa okiść na drzewach! Z każdym metrem wysokości było jej więcej.
.jpg)
.jpg)
Szlak był pięknie przetarty, chyba odśnieżony jakimś malutkim
pługiem śnieżnym, bo turyści by go tak równo nie wydeptali.
.jpg)
.jpg)
Słońce co prawda czasami chowało się za chmurami, ale było
go całkiem sporo.
.jpg)
.jpg)
Na Polanie Turbacz czekały na nas wreszcie widoki. A w okolicach schroniska i na szczycie słońce wyjrzało na dłuższy czas.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Pod schroniskiem miałam pecha – spadł mi na głowę spory kawałek
lodu z dachu. Na szczęście nie trafił w skroń, tylko w kość policzkową, tuż pod okiem. To było mocne uderzenie,
pociemniało mi oczach i mocno się zachwiałam, a potem miałam pewne problemy z widzeniem, ale po chwili wszystko wróciło do normy. I spokojnie mogłam dotrzeć
na pobliski szczyt Turbacza.
Zresztą, cały czas trzeba było uważać, przechodząc pod
drzewami, bo mocne kwietniowe słońce powodowało, że z drzew także spadały duże
kawałki zlodzonego śniegu.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Ze szczytu nie było widać Tatr i Babiej Góry, były skryte za
gęstymi chmurami. A my mieliśmy tutaj słońce.
.jpg)
.jpg)
Wróciliśmy potem do schroniska, żeby się posilić i oczywiście zjeść słynny tutejszy „gorczański deser” – kruchą szarlotkę z sosem
jagodowym i bitą śmietaną.
A ja policzyłam sobie, ile razy już tu byłam. Wyszło, że
teraz jestem już po raz dziesiąty. Pięć razy z Koninek, a po jednym razie z Nowego Targu, Ochotnicy Górnej, Łopusznej, Przełęczy Knurowskiej i Obidowej. I sama się zdziwiłam, bo nie przypuszczałam, że byłam tu już tyle razy!
.jpg)
.jpg)
Wracaliśmy tą samą drogą. Darowaliśmy sobie zejście zielonym szlakiem przez Turbaczyk, bo nie mieliśmy gwarancji, czy szlak tam będzie przyzwoicie przetarty.
.jpg)
.jpg)
Kiedy dotarliśmy na Polanę Turbacz, pojawiła się znienacka gęsta
mgła. Nie było nic widać, jedynie na odległość kilku kroków. Ale wydeptany szlak
pod nogami był widoczny, więc szło się bezpiecznie. Kiedy dotarliśmy do Czoła Turbacza
i weszli do lasu, mgła się przerzedziła. Było mglisto, ale widoczność była już dobra.
.jpg)
.jpg)
Zrobiło się ciepło, więc
okiść na drzewach znikała w oczach, a pod nogami śnieg, biały rano, teraz zamieniał
się w brudne błoto. Jutro już nie będzie na Turbaczu pięknej zimy. Z terminem
trafiliśmy idealnie!
No i mieliśmy w sumie dużo szczęścia, że słońce towarzyszyło nam w okolicach szczytu, czyli tam, gdzie najbardziej nam na tym zależało. Co prawda, marzyły mi się zupełnie inne, wiosenne widoki, ale że na nie raczej nie było podczas tych świąt szansy, to bajkowa zima na Turbaczu była dobrą opcją.
To była udana wycieczka.
Gorce Turbacz