Beskid Sądecki - 14 czerwca 2024
Połowa czerwca minęła, a ja nigdzie się nie wybrałam. Pierwszy tydzień chorowałam, drugi spędziłam w pracy. Bywa. A czerwiec to taki piękny okres do obserwacji roślin!
Marek nie wytrzymał i samotnie poszedł na Babią Górę,
kończąc w ten sposób zdobywanie Korony Gór Polskich. Brawo! A ja prawie się popłakałam, jak
zobaczyłam na jego zdjęciach sasanki alpejskie i zawilce narcyzowate. No i nie
pojechaliśmy na kolejną wymyśloną przez mnie wycieczkę na Słowację. Trudno.
Zadzwoniła do mnie także Magda, w nadziei, że ją gdzieś ze sobą
zabiorę. I też musiałam odmówić. Ale umówiłyśmy się na tę sobotę. Nie miałam
pomysłu, a że Magda jest uczulona na słońce, to postanowiłam zaliczyć w jej towarzystwie kolejny
szczyt do Korony Beskidu Sądeckiego - Kotylniczy Wierch (1032 m n.p.m.), bo
szlak w większości prowadzi lasem. Nic ciekawego, ale spędzimy razem dzień,
pogadamy, bo dawno się nie widziałyśmy. No i trochę się przejdziemy. A ja odhaczę kolejny tysięcznik z listy KBS-u.
Pojechałyśmy do Złockiego, bo wymyśliłam stamtąd fajne kółeczko przez Jaworzynę Krynicką, żeby ją też zaliczyć. Taka pętla 12-13
kilometrów.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Zostawiłyśmy samochód niedaleko stawów retencyjnych na potoku
Jasieńczyk (kawałek za polem namiotowym) i poszłyśmy drogą, którą planowałam
dojść kolejnej ścieżki, a nią do zielonego szlaku prowadzącego ze Złockiego na Jaworzynę Krynicką.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Okazało się, że Magda była tam zimą razem z wnukami. Jest
tam bowiem świetny tor saneczkowy „Sankolandia”, położony właśnie na zboczach
Kotylniczego Wierchu. Przeszłyśmy przez dolną stację toru i skręciłyśmy w lewo
na ścieżkę, która miała być według mapy skrótem do zielonego szlaku. Co prawda,
pracujący tam drwale radzili, żebyśmy poszły jednak główną drogą, bo tu będzie stromo,
ale zaryzykowałyśmy. I słusznie, bo ścieżka, jak na nasze standardy, dość
łagodnie pięła się do góry i była całkiem ładna. Rosło przy nie sporo starych buków
o ciekawych kształtach.
.jpg)
.jpg)
Szybko dotarłyśmy do zielonego szlaku. A potem, zanim się
obejrzałyśmy, byłyśmy na szczycie Jaworzyny Krynickiej (1114 m n.p.m.). Tu było
problematycznie, bo budowany jest kolejny wyciąg narciarski i jest tu jeden
plac budowy. Wszystko jest zagrodzone. Poszłyśmy zgodnie ze znakiem, ale
zderzyłyśmy się z płotem. Jednak jesteśmy zaradne i udało nam się przejść na
drugą stronę. Miałyśmy w planach kawę, ale ja na widok sporej ilości ludzi
pociągnęłam Magdę w stronę czerwonego szlaku. Nadal po trasie zjazdowej. Mam
nadzieję, że do zimy się do zmieni.
.jpg)
.jpg)
Weszłyśmy do lasu. Magda miała chyba trochę ochotę zobaczyć
wyremontowane schronisko pod Jaworzyną, ale ja, nie wiedząc, co nas czeka na
Kotylniczym Wierchu, zignorowałam jej nieśmiałą sugestię, bo trochę czasu by
nam to zajęło.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Szlak jest tutaj całkiem spacerowy, bo idzie się właściwie
cały czas po płaskim, ładną, szeroką ścieżką. Szłyśmy więc spacerowym tempem, miło gawędząc.
Dotarłyśmy do ścieżki, oznaczonej czarno-białym kwadratem. Nią miałyśmy iść
dalej, żeby dotrzeć w pobliże Kotylniczego Wierchu. Tutaj rośnie głównie młody
las.
.jpg)
.jpg)
Docieramy pod Bukową (1077 m n.p.m.). Ale nie idziemy na szczyt,
bo położony jest na wypłaszczeniu, pośrodku gęstego młodnika. Gdybym tam nie
była, tu musiałabym się przez te chaszcze przedzierać, żeby stanąć pod
tabliczką. Ale ponieważ nie muszę, to idziemy dalej. Proponuję natomiast
Magdzie, żebyśmy wyszły na szczyt Wielkiej Bukowej (1104 m n.p.m.), bo jest tam
co prawda stroma, ale dość czytelna ścieżka. Marek się ucieszy.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Zdobywamy szczyt i schodzimy na dół. Robimy sobie odpoczynek
przy chatce leśników albo myśliwych. Została ostatnio wyremontowana. A potem
dalej idziemy naszą ścieżką. Pilnuję mapy, żeby we właściwym miejscu z niej
zejść i zacząć wchodzić na szczyt Kotylniczego Wierchu.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Pojawia się rozwidlenie, ścieżka schodzi w dół, do
Szczawnika, a my skręcamy w lewo. I zaraz na drzewie zauważamy zieloną
strzałkę, namalowaną przez Marka. Ścieżka jest wąziutka, ale dość czytelna, zwłaszcza, że co
jakiś czas Marek namalował na drzewach zielone kropki. Na dodatek znowu
prowadzi właściwie po płaskim. A miała być wyprawa po przygodę! Trochę jestem
rozczarowana. Za łatwo ten szczyt się zdobywa! Po Spadziach i Zgrzypach to
łatwizna!
.jpg)
.jpg)
Ale musimy dojść na dziko do ścieżki poniżej. Tak wynika z mapy. Jednak tuż za tabliczką z oznaczeniem szczytu odsłania się widok, więc idziemy w tamtym kierunku. I... stoimy na torem saneczkowym, o którym opowiadała mi Magda. Prowadzi
stamtąd na dół szeroka, wysypana żwirem droga. Nią właśnie wjeżdżają pojazdy
wwożące na górę ludzi i sanki. A mimo jej rozmiarów, nie ma jej na mapie.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Ale Magda jest pewna, że dojdziemy nią do miejsca, gdzie
zostawiłyśmy samochód, więc idziemy. Teren został przez budowę tej drogi mocno
zniszczony. No i nie idzie się tamtędy zbyt przyjemnie, bo jest dość stromo, a na dodatek ten żwir… ale idziemy. No i rzeczywiście docieramy prosto pod
samochód.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Nie była to męcząca wycieczka, dlatego zatrzymujemy się jeszcze przy dawnej cerkwi greckokatolickiej pw. św. Dymitra w Złockiem. Została zbudowana pod koniec XIX wieku na miejscu wcześniejszej świątyni. Jest nietypowa na tle tutejszych cerkwi. Zbudowana na planie krzyża, z wysokim tamburem, nakrytym kopułą. We wnętrzu zachował się kompletny ikonostas z XIX wieku. Niestety, świątynia, będąca od 1951 roku kościołem katolickim, pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny, była zamknięta, więc nie obejrzałyśmy jej w środku.
.jpg)
.jpg)
Potem chcę pokazać Magdzie tutejszą mofetę, ale niestety droga
jest zamknięta, więc do niej nie dojedziemy, a na nogach to za daleko. Zaglądamy więc jeszcze pod kolejną dawną greckokatolicką cerkiew.
Tym razem w Szczawniku. Cerkiew pw. św. Dymitra Sołuńskiego powstała w I poł.
XIX wieku. Zbudowana w typowym dla tego regionu stylu zachodniołemkowskim. Wnętrze
jest ciekawe, bo znajduje się w nim ikonostas powstały na przełomie XVIII i XIX
wieku oraz ołtarze boczne powstałe w 1729. Niestety, świątynia też jest
zamknięta, więc nie możemy tego zobaczyć.
Zrobiło się już późno, więc wracamy. Bardzo zadowolone z wycieczki. Było lekko i spacerowo. Może do takiego odczucia przyczyniła się też
wspaniała pogoda. Sporo słońca, ale nie przez cały czas,
temperatura poniżej 20 stopni i przyjemny wiaterek. Wymarzona na górską wędrówkę.
Beskid Sądecki Jaworzyna Krynicka Pasmo Jaworzyny Krynickiej cerkwie Złockie Wielka Bukowa Kotylniczy Wierch Szczawnik