GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Gorce - 25 czerwca 2022


Tydzień temu pan Kamil Sułkowski kontrolował pod Turbaczem „swoje” stanowiska podejźrzonów księżycowych i przy okazji sfotografował fiołka błotnego. Od dawna chciałam tę roślinkę mieć w mojej kolekcji. Zbytniej ochoty, żeby się tam wdrapać, nie miałam - na Turbaczu byłam dopiero co, bo w kwietniu. Ale poczucie obowiązku uzupełniania kolekcji zwyciężyło, i postanowiłam się tam wybrać, mając nadzieję, że fiołek jeszcze nie przekwitnie.

Z reguły staram się łączyć poszukiwanie kolejnych roślin do Atlasu z turystyką. Ostatecznie moja pasja narodziła się podczas górskich wycieczek. Najpierw były góry, potem dopiero rośliny. Nie zawsze się to udaje, ale najczęściej tak.

Tym razem też postanowiłam, że tak będzie. Chciałam przypomnieć sobie, jak wygląda Bulandowa Kapliczka na Polanie Jaworzyna Kamienicka. Byłam tam tylko raz, w 2011 roku, wiec już dość dawno.

Postanowiłam wyruszyć czerwonym szlakiem (Główny Szlak Beskidzki) z Przełęczy Knurowskiej. Dzień miał być piękny, słoneczny, i co prawda tu i ówdzie mogły pojawić się burze, ale liczyłam na to, że Turbacz ominą.

Przed wyjazdem uiszczam jeszcze przez Internet opłatę za wstęp do GPN, bo nie mam odpowiedniej aplikacji w telefonie, miejsca sprzedającego bilety wstępu tam nie ma, a uczciwość wymaga, żeby zapłacić. Ostatecznie te pieniądze idą na różne pożyteczne cele. Część otrzymuje m.in. GOPR.

Po drodze, tuż za Sączem, mam szczęście. Przed maską samochodu przelatuje mi ptak, a potem siada na ogrodzeniu. Nie wierzę swoim oczom – to dudek, którego jeszcze nigdy nie widziałam, a marzyłam, żeby go zobaczyć. I na dodatek rozwija swój wspaniały czubek. To piękny ptak! Szkoda, że spotykam go w takich okolicznościach, a nie na spokojnie na łonie przyrody, ale i tak jestem szczęśliwa!


Na przełęczy było całkiem pusto. Na szlaku też nikogo. Jak ja to lubię! Tylko ja i góry! Pierwszych turystów spotkałam dopiero na Hali Młyńskiej.



Początkowo szlak prowadzi lasem. W pewnym momencie stromieje i jest tam ostre, kamieniste podejście. Na dodatek pojawiają się słynne gorczańskie muchy. Są strasznie uciążliwe. Ale po wyjściu na Polanę Zielenica robi się miło. Są widoki (chociaż dzisiaj akurat mimo dobrej pogody dość kiepskie), i mimo, że nadal podchodzi się do góry, to idzie się bardzo przyjemnie.



Docieram na wspomnianą wyżej Halę Młyńską i skręcam na ścieżkę oznaczoną zielono-białym kwadratem, prowadzącą na Polanę Jaworzyna Kamienicka. Wąska, urokliwa dróżka, przechodząca przez malutkie torfowisko, gdzie rośnie m.in. żurawina błotna. Akurat kwitnie, więc bardzo ładnie to wygląda, bo jest jej tam sporo. Żeby nie zadeptywać torfowiska, GPN zrobił nad nim wygodną kładkę.



Przy skrzyżowaniu z zielonym szlakiem wąska ścieżka zamienia się w szeroką drogę, wysypaną drobnym tłuczniem. Nieciekawie to wygląda. Miejscami tłucznia co prawda nie ma, ale co jakiś czas są spore takie fragmenty. Dużo pracy włożono w tę drogę, bo są też w wielu miejscach porobione odwodnienia, gdyż teren jest tutaj podmokły. Wiem też, że za jakiś czas tłuczeń wbije się w grunt, utrwardzając drogę i nie będzie go widać, ale na razie wygląda to paskudnie. Wolałam zdecydowanie starą ścieżkę.


Docieram do pierwszego celu. Polana Jaworzyna Kamienicka jest dużą, widokową polaną rozciągającą się na wysokości 1190 - 1270 m n.p.m. na północnych stokach Jaworzyny Kamienickiej (1288 m n.p.m.). Stoi tu wspomniana wyżej Bulandowa Kapliczka (Kapliczka Bulandy). Została zbudowana w 1904 roku przez słynnego gorczańskiego bacę Tomasza Chlipałę, nazywanego Bulandą. To ciekawa postać. Przez 50 lat wypasał tu owce i woły, był też znachorem. Z kapliczką związane są legendy, jedna z nich mówi, że tu Chlipała ukrył znalezione zbójnickie skarby, a inna, że widział tu we śnie pokutujące dusze i to dla nich zbudował tę kapliczkę. Wiosną kwitną tu krokusy.


Potem schodzę oznaczoną czerwono-białym kwadratem ścieżką do tutejszej jaskini. To Zbójecka Jama – jaskinia osuwiskowa położona na zachodnich zboczach Jaworzyny Kamienickiej. Jest z nią także związanych kilka legend, m.in. ta o ukrywających się tu zbójnikach, stąd jej nazwa.


Wracam pod kapliczkę, są tu ławeczki, więc postanawiam chwilkę odpocząć i coś zjeść. Pojawiają się strażnicy GPN. Są sympatyczni, więc wdaję się z nimi w pogawędkę. Okazuje się, że ta droga została zrobiona w ubiegłym roku. Im też się nie podoba, ale też mają nadzieję, że z czasem będzie wyglądać bardziej naturalnie.


Wracam do skrzyżowania szlaków i idę kawałek ścieżką, którą jeszcze nigdy nie szłam, a która doprowadza do czerwonego szlaku na Turbacz. W dużej części wyłożona jest drewnianymi balami, z uwagi na podmokły teren. Są już mocno przegniłe i zaczynam rozumieć ideę zrobienia wspomnianej wcześniej drogi – pewnie GPN liczy, że będzie trwalsza. Po drodze zatrzymuję się na chwilę przy ładnej torfowiskowej łące, na polance o nazwie Polanczyna.



Przy skrzyżowaniu z czerwonym szlakiem znowu spotykam „moich” strażników, znowu chwilkę gawędzimy. A potem idę w strony kolejnej słynnej polany – Hali Długiej. To wielka polana reglowa tuż pod szczytem Turbacza, położona na wysokości 1160–1270 m n.p.m. Składa się z trzech mniejszych polan: Wolnicy, Wzorowej i Wierchów Zarębskich. Była ona intensywnie wypasana aż do lat 90. ubiegłego wieku. Żeby nie dopuścić do jej zarośnięcia, od 2003 roku GPN wprowadził na polanie kulturowy wypas owiec. Jest tu bacówka, w której w sezonie można kupić oscypki i napić się żętycy.


Rośnie też ponoć sporo gatunków ciekawych roślin, m.in. znajduje się tutaj jedno z dwóch gorczańskich stanowisk pełnika alpejskiego. Jest zabezpieczony ogrodzeniem, chyba w celu ochrony przed wypasanymi tu owcami. To poletko doświadczalne, sprawdzające, jak rośliny poradzą sobie bez wypasu. 



Docieram pod schronisko, ale go mijam, bo pojawiły się na niebie ciemne chmury, a ja muszę odnaleźć fiołek błotny. Po to tu przecież przyszłam. Wszystko inne jest przy okazji. Idę w stronę Hali Turbacz. Na jej skraju postanawiam włączyć nawigację, bo pan Kamil był tak miły i przysłał mi pinezkę. Idę w stronę Turbacza, dość szybko docieram do stanowiska. Rośnie tu niesamowita ilość tłustosza pospolitego. Nigdy jeszcze nie widziałam go rosnącego w takiej ilości. Akurat zakwitł. Pięknie to wygląda. To bardzo ciekawa roślinka, częściowo owadożerna.


Jest tu zresztą wiele interesujących roślin, ale fiołka błotnego nigdzie nie widzę, mimo pinezki. A to mały skrawek terenu jest! Poddaję się po pół godzinie usilnych poszukiwań. Kontaktuję się z panem Kamilem. Oczywiście, stara się mi pomóc, ale wiele z tego nie wychodzi. Fiołka dalej nie widzę. Postanawiam jeszcze raz skorzystać z pinezki.


I w końcu udaje mi się go wypatrzyć. Drobne listeczki zarośnięte trawą. No i oczywiście już przekwitł! Są już spore torebki nasienne. A potem już sama znajduję jego kolejne stanowisko. Ale też oczywiście żaden fiołeczek już nie kwitnie. Pan Kamil obiecuje mi użyczyć swoje zdjęcia sprzed tygodnia. Bo ja tak bardzo chcę mieć tego fiołka w Atlasie! Ale coś za coś! Muszę zejść spory kawałek żółtym szlakiem w kierunku Przełęczy Borek i odszukać tam jego ulubieńca – niezwykle dorodnego podejźrzona księżycowego. Mam oczywiście namiary, ale to znowu kolejny kilometr, a potem drugi z powrotem. Nie chce mi się! Ale idę, bo młodemu człowiekowi bardzo zależy, żebym go zobaczyła.


I potem jestem mu bardzo wdzięczna. Nigdy jeszcze nie byłam w tej części Hali Turbacz. A jest to raj dla miłośnika roślin. Wspaniała, kwietna łąka, pełna storczyków i innych rzadkich roślin.


A podejźrzon! Warto było tu przyjść! Jest rzeczywiście niesamowity – Ma jakieś 21-22 cm wysokości, a zwykle mają zaledwie po kilka centymetrów. Jest piękny! Prawdziwy kwiat paproci! A że dwa dni temu była noc świętojańska, to poszukiwania bardzo na czasie. Panie Kamilu, dziękuję!



W okolicach schroniska jestem koło czwartej. Muszę zrezygnować z gorczańskiego deseru, bo czas mnie goni!  Na dół mam prawie 10 kilometrów. Trudno! Zresztą głupio by mi było jeść go tak samotnie. Co innego z przyjaciółmi!


Schodzę oczywiście tą samą trasą, bo muszę wrócić do pozostawionego na Przełęczy Knurowskiej samochodu. Można też zejść ścieżką przyrodniczą z Hali Młyńskiej do Ochotnicy Górnej, ale wtedy trzeba wdrapać się asfaltem jakiś kilometr na przełęcz, a jest to stroma i chwilami ruchliwa droga. A na dodatek jest to dłuższa trasa. I znowu całą tę trasę pokonuję sama, bo nie spotykam żadnego turysty. Jakaś magia!


A tuż nad Przełęczą Knurowską pokazują się wreszcie, niewidoczne przez cały dzień, Tatry. Nie jest to rewelacyjny widok, ale zawsze!

Na dole jestem w pół do siódmej. Stoi tam, tak jak rano, tylko mój samochód. Ponad 10 godzin, 28 kilometrów, nie wspominając już o przewyższeniach! Jestem zdumiona, że dałam radę! A jaka dumna z siebie! Na dodatek nie jestem zbytnio zmęczona, a nogi mnie właściwie nie bolą. Ostatnio ograniczam się do 12-15 kilometrów i bywam bardziej zmęczona. Widocznie miałam dobry dzień. Czasem tak bywa! Było super!



Gorce Turbacz Polana Turbacz Hala Długa Polana Jaworzyna Kamienicka
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.