STYCZEŃ
Buk zwyczajny (Fagus sylvatica)

Beskid Sądecki - 13 lipca 2025


Prognozy ciągle straszą burzami. W niedzielę niby miało być ładnie, ale jakieś burze i opady deszczu były zapowiadane. Miałam się ochotę gdzieś wybrać, ale nie do końca mogłam się zdecydować, gdzie.

Niedzielny poranek był pochmurny i nie zachęcał do wycieczki. Nie byłam z nikim umówiona, więc się wahałam. Miałam nawet kilka pomysłów, ale w końcu postanowiłam zostać w domu. Jednak po ósmej doszłam do wniosku, że jak nigdzie się nie wybiorę, to i tak zmarnuję dzień, bo nie zrobię nic pożytecznego, a będę wściekła cały dzień na samą siebie.

Postanowiłam pojechać do Złotnego, bo w sumie to blisko, a już tam dawno nie byłam, i zakończyć zdobywanie szczytów do Korony Beskidu Sądeckiego. Została mi już tylko Sokołowska Góra (1028 m n.p.m.). Przechodziłam tamtędy tam co prawda wiele razy, bo szczyt jest tuż przy szlaku, ale bez świadomości, że tam jest. Teraz, żeby w pełni zadowolić Marka, postanowiłam go zdobyć odpowiedzialnie!

Przy okazji zamierzałam wreszcie zobaczyć Jaskinię w Pękniętej Kopie, bo od jakiegoś czasu za mną chodzi, a jest tam gdzieś niedaleko GSB. Poza tym, jak będzie padać, to przynajmniej nie zmarnuję jakiegoś fajnego pomysłu na wycieczkę! A Sokołowską Górę będę mieć z głowy!



Tak, jak zwykle, zostawiłam samochód na parkingu w lesie za ostatnimi zabudowaniami Złotnego. Najpierw marsz asfaltową drogą do rozwidlenia dróg o nazwie Złotniańska Roztoka. Potem w prawo, dalej narciarskim szlakiem, teraz już leśną, ale szeroką drogą. Zaczął mżyć deszcz. Delikatnie, więc nie wyjęłam peleryny. Pojawiła się dwójka ludzi. Schodzili na dół. Wybrali się na jagody, ale niestety wracali z pustymi pojemnikami. Na polanach wzdłuż idącego granią GSB są rozległe borówczyska. Zawsze o tej porze jest tam pełno zbieraczy. Ale w tym roku borówki przemarzły wiosną i jagodowe krzaczki są puste. Ci przynajmniej znaleźli pięknego prawdziwka, więc jakąś rekompensatę mają!


Szlak w pewnym momencie odchodzi w lewo. To mocno strome podejście, zwłaszcza tuż pod granią.


Już na samej górze spotykam kolejnych zbieraczy jagód. Też wracają z pustymi rękoma! Mocno rozżaleni!


A mnie poprawia się humor, bo nie tylko, że mżawka ustała, to jeszcze wyszło słońce! I niebo jest coraz bardziej błękitne. Wychodzę na grań i GSB. Idę teraz w stronę Pisanej Hali (1044 m n.p.m.). To też szczyt KBS. Byłam już na niej wielokrotnie, bo leży na często przez mnie uczęszczanym szlaku.


Hala Pisana coraz bardziej jest halą tylko z nazwy. Cała zarosła już borówczyskami, ale też całkiem sporymi świerkami. Jeszcze trochę i będzie w tym miejscu las.


Rozsiadam się pod pomnikiem, bo jest tu ławeczka i zabieram się za drugie śniadanie, bo pierwsze jadłam przed siódmą, więc jestem już trochę głodna. Jem sobie na deser borówki amerykańskie, które sama wyhodowałam i ze współczuciem przyglądam się rodzinie, która usiłuje wyczesać grabkami jagody z borówkowych krzaczków. Wiele nie nazbierają, bo jagód właściwie nie ma!

Tutaj też uświadamiam sobie, że zarówno jaskinia, jak i Czarci Wierch leżą spory kawałek za odejściem żółtego szlaku, przy którym leży Sokołowska Góra i którym będę wracać. Dobrze, że od razu tego nie policzyłam, bo potem w domu wyszło mi, że było to aż 8 kilometrów (oczywiście tam i powrotem). Może bym nie poszła, a było warto.



Idę dalej. Wieje przyjemny, chłodny wiatr, więc idzie się przyjemnie. Mijam rozległą polanę. To Hala Barnowska (1052 m n.p.m.). Tutaj też kilku rozczarowanych zbieraczy czarnych jagód. Według mojej mapy w telefonie, skrajem tej hali powinna prowadzić ścieżka do jaskini. Żadnego oznaczenia jednak nie ma. Ale idę. Docieram do końca polany i wchodzę do lasu. Jest leśna, wyraźna droga. Według mapy idę dobrze. Docieram do rozdroża, skręcam w lewo i po chwili jestem pod jaskinią. Tu jest nawet namalowana na kamieniu strzałka, a obok jaskini tabliczka. I nawet można do niej wejść. Wchodzę tylko kawałeczek, bo dalej jest już ciasno i raczej mogą tam wejść tylko grotołazi.



To mała jaskinia – ma 5 metrów głębokości i 13 długości. Jest jedną z kilku jaskini znajdujących się na zboczach Wierchu nad Kamieniem (1084 m n.p.m.). Są to: największa w Beskidzie Sądeckim Jaskinia Niedźwiedzia (611 m długości, a 28 m głębokości), Jaskinia Mała Niedźwiedzia i Jaskinia Świętego Szczepana. Wejście do tej pierwszej kiedyś widziałam, bo odszukaliśmy ją z przyjaciółmi.


Dumna, że tu dotarłam i wreszcie zaspokoiłam ciekawość, wracam do GSB. Ale idę inną drogą niż tu przyszłam. Kiedy do niego dochodzę, to idę nim jeszcze jakiś kilometr. Docieram do szlakowskazu, kierującego na ścieżkę, prowadzącą na kolejny szczyt KBS – Czarci Wierch (1091 m n.p.m.) i położoną poniżej jego szczytu wielką wychodnię skalną o nazwie Czarci Kamień.


Kiedy tu byłam trzy lata temu, to szlakowskazu nie było. I tabliczki na szczycie też nie. Sama musiałam ustalić przy pomocy GPS-u, że zdobyłam szczyt. Niedawno umieścił ją tam Marek. Dokładnie w tym miejscu, które uznałam za wierzchołek! A tak w ogóle to ten szczyt jest uważany oficjalnie jako samodzielny dopiero od jakieś czasu, bo wcześniej twierdzono, że sąsiedni Wierch nad Kamieniem jest szczytem dwuwierzchołkowym i że to jest jego drugi wierzchołek.



Zaliczam szczyt, fotografuję tabliczkę i schodzę stromą ścieżką do Czarciego Kamienia. Najpierw podziwiam z niego widoki, a potem ostrożnie obchodzę dookoła, bo byłam już tutaj dwa razy i wiem, że warto. W Internecie pisze, o czym już trzy lata temu wspominałam, że wychodnia ma wysokość 200 metrów! Ale to ewidentny błąd! Nie ma więcej niż 20! Ale i tak jest imponująca! Zwłaszcza, jak się ją ogląda od dołu. A wspaniale też prezentuje się wczesną wiosną i późną jesienią oraz zimą (kiedy na drzewach nie ma liści) z drogi leśnej idącej poniżej. Wygląda jak ruiny jakiejś warownej twierdzy.



Wracam na GSB. Idę z powrotem. Docieram do Wierchu nad Kamieniem (1084 m n.p.m.). Znowu szczyt zaliczany do KBS. Z racji płaskiego terenu i bardzo gęstego lasu, tabliczka jest umieszczona nie na samym szczycie, a przy szlaku. Ten szczyt też zaliczyłam trzy lata temu.


Jest tu ławeczka, więc robię sobie krótką przerwę na pitny jogurt, który zawsze latem zabieram w góry. Poza tym, że jest to porcja energii, to świetnie gasi pragnienie.

Okazuje się, że ścieżka do jaskini jest jednak oznaczona i wychodzi właśnie stąd. Warto tam podejść, bo to tylko niewiele ponad 300 metrów, a droga jest prosta i wygodna.



Po krótkim odpoczynku idę dalej. Wracam na rozwidlenie szlaków. Zaczynam schodzić stromym, dobrze mi znanym żółtym szlakiem. Mijam tablicę z nazwą rezerwatu Barnowiec. Gdzieś tu zaraz powinna być tabliczka z oznaczeniem szczytu Sokołowskiej Góry (1028 m n.p.m.). Zauważam tabliczkę, robię zdjęcie! Ale jakoś nie czuję się jak królowa, chociaż zaliczyłam ostatni szczyt do KBS! Może dlatego, że widzę kolejną tabliczkę. Informującą o wycince drzew i zakazie wstępu. Zeszłam ponad pół kilometra na dół, legalnie, szlakiem, i teraz mam się wracać? Taki zakaz powinien być umieszczony chyba przy wejściu na szlak! Obiecałam sobie w ubiegłym roku nie lekceważyć takich tablic, ale trochę się wkurzyłam. No i ostatecznie jest niedziela. Najwyżej będę się przedzierać przez błoto.


Idę zniszczonym szlakiem wzdłuż granicy rezerwatu. Bardzo smutna, bo ten górny odcinek należał do moich ulubionych! Już nigdy nie będzie wyglądać, tak jak dawniej! Po jakimś kilometrze wycinka się kończy. Kolejna tablica zakazująca wstępu. Ciekawa jestem, czy jak ktoś przeszedł żółtym szlakiem z Frycowej 6 kilometrów do tego miejsca, to ma zawrócić?


Wychodzę na szeroką leśną drogę, która przecina szlak. Teraz nią będę szła aż do Złotniańskiej Roztoki. To trochę ponad 2 kilometry. A potem jeszcze 1,5 asfaltem. Po drodze kolejny zakaz, ale też go ignoruję, bo innej drogi nie ma.

Docieram trochę zmęczona na dół. Biodra mi mocno dokuczają. No, ale mają prawo, bo mój „spacer”, bo tak o nim myślałam, wyjeżdżając rano z domu, to było ponad 19 kilometrów! I przewyższenia też niemało! Ale jestem bardzo zadowolona, że się jednak zdecydowałam i wybrałam na tę wycieczkę.

Szlak leśny, bez widoków, ale ładny. Na dodatek mocno znany. Ale aktywnie spędziłam dzień, miałam, wbrew prognozom świetną pogodę. Zobaczyłam Jaskinię w Pękniętej Kopie, no i wróciłam w koronie na głowie!



Beskid Sądecki Hala Pisana Pasmo Jaworzyny Krynickiej Jaskinie Sokołowska Góra Jaskinia w Pękniętej Kopie Czarci Wierch Wierch nad Kamieniem Czarci Kamień Złotne
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.