Kotlina Rimawska i Słowacki Kras - 10 czerwca 2023
Już w ubiegłym roku obiecałam panu Dariuszowi Tlałce, że zabiorę go na Słowację, gdzie miał namiary na widliczkę szwajcarską, której jeszcze nigdy nie widział, bo prawdopodobnie w Polsce wyginęła. Miało to być na Słowackim Raju, w rejonach mi znanych.
Wiosną pan Darek zdobył bardzo dokładne namiary na stanowisko tej niezwykłej, mikroskopijnej roślinki w Kotlinie Rimawskiej (Rimavská kotlina). Miała rosnąć przy ścieżce przyrodniczej Przełom Murania (Náučný chodník Prielom Muráňa). Ale to zdecydowanie dalej, bo w sąsiedztwie Słowackiego Krasu, już blisko granicy węgierskiej. Czyli bardzo daleko. Ale słowo dałam, więc postanowiłam go dotrzymać.
Dołączyła do nas koleżanka pana Darka, też bardzo
zainteresowana botaniką, pani Jagoda. Załatwili sobie noclegi w Nowym Sączu. Pogoda
miała być paskudna, ale pan Darek nie chciał już zmieniać terminu.
Wyjechaliśmy o szóstej rano, pogoda była niezła, ale u celu
naszej podróży ulewne deszcze były zapowiadane już koło południa.
.jpg)
.jpg)
Na miejsce, do miejscowości Bretka, kawałek za Gemerską Horką (Gemerská Hôrka), dojechaliśmy koło dziesiątej. Świeciło jeszcze wtedy słońce, ale już zbierały się paskudne, ciemne chmury. Mieliśmy problemy ze znalezieniem wejścia na szlak i trochę błądziliśmy, ale nie żałuję, bo wypatrzyłam najpierw kokornak powojnikowaty, a potem zapłonkę brunatną. Nigdy jeszcze tych roślin nie widziałam, a u nas raczej nie miałabym na to szansy.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Znaleźliśmy wreszcie ścieżkę i oznaczenia szlaku. Murań (Muráň) już wtedy wyglądał groźnie. W nocy prawdopodobnie musiało tu mocno padać. Zeszliśmy trochę ze szlaku, bo musieliśmy odnaleźć cel naszej wycieczki - stanowisko widliczki szwajcarskiej. Po drodze rosło mnóstwo ciekawych roślin, moi goście widzieli niektóre z nich po raz pierwszy. Ja byłam już w Słowackim Krasie, więc były mi znane. Rośnie tu między innym dzwonek syberyjski, dziewanna firletkowa, powojnik prosty i całe łany szafirka miękkolistnego. Zauważam ciekawy oset – potem okazuje się, że to oset pagórkowy, bardzo rzadka w Polsce roślina. Kolejny nowy okaz do mojej fotograficznej kolekcji.
.jpg)
.jpg)
No i wszędzie było sporo dębu burgundzkiego. Po raz pierwszy
widziałam to drzewo w naturze.
.jpg)
.jpg)
Dotarliśmy szybko w pobliże miejsca, gdzie miała rosnąć
widliczka, i my zostałyśmy na górze, a pan Darek poszedł na poszukiwania. Namiary musiały być dokładne, bo po pięciu
dosłownie minutach usłyszałyśmy takie okrzyki radości, że wiadomo już było, że
widliczka została odnaleziona.
Zeszłyśmy ostrożnie troszkę na dół, żeby też ją zobaczyć i sfotografować. Wiedziałam, że jest malutka, ale nie przypuszczałam, że aż
tak. Była niewiele większa od mchów,
wśród których rosła. Jak Pan Darek ją wypatrzył? Jest niesamowity!
.jpg)
.jpg)
Niestety, roślinka
była bardzo niefotegeniczna, na dodatek mokra, więc zdjęcia nam nie wychodziły.
A po chwili, zgodnie z prognozami, bo dochodziła dwunasta, zaczęło mocno padać.
Siedzieliśmy przez pół godziny w zaroślach, próbując się trochę ochronić przed
deszczem, ale ten nie ustawał. Przemokliśmy całkowicie. Podjęliśmy decyzję, że
wracamy do Bretki. Murań zrobił się sporo większy, pastwisko, przez które
przedtem przechodziliśmy było częściowo zalane. Ale jakoś dotarliśmy do
samochodu. Wtedy deszcz ustał i wyszło słońce. Postanowiliśmy, że trochę się
doprowadzimy do porządku, posilimy się, i wrócimy, bo szkoda nam było przyjechać
tutaj tak daleko i tej pięknej ścieżki nie przejść. Niestety, po 10 minutach słońca
przyszła następna ulewa. Nie było już sensu czekać na jej przejście, bo teren
na pewno zrobił się już przynajmniej częściowo niedostępny, a prognozy
zapowiadały deszcze do wieczora.
Bardzo nam było szkoda, bo to naprawdę piękne miejsce.
Bretka to stara miejscowość. Powstała już w XIII wieku. Są tu ruiny starego
kościoła, małe muzeum „Skanzen Beretkei”, poświęcony m.in. historii
pszczelarstwa, i dwór z XVIII wieku, w którym mieści się obecnie klub
fotograficzny Gemerský. Jest tam też ponoć do zobaczenia stary, stuletni młyn. Miejscowość
jest zamieszkała głównie przez Węgrów.
A sam Przełom Murania (Prielom Murana), położony pomiędzy wsiami Bretka i Meliata jest wart zobaczenia. Został tu w 1980 roku utworzony rezerwat przyrody. Murań utworzył w tym miejscu malownicze zakola. Rzeka wcina się pomiędzy wapienie krasowe, miejscami na głębokość nawet 100 metrów. Znajduje się tu ponoć 15 jaskiń, z których najważniejsze to Jaskinia Hutniańska (Hutnianska jaskyňa) i Jaskinia Pesko (jaskyňa Peško). Można do nich zajrzeć.
Panuje tu ciepły i łagodny klimat, wokół rozciągają się
lasostepy, porośnięte dębami i lasami łęgowymi. Kotlina Rimawska leży już poza
Słowackim Krasem, ale jest zupełnie do niego podobna. I rosną tu te same,
ciepłolubne, stepowe rośliny.
Wyjeżdżamy więc z Bretki niepocieszeni, ale obiecujemy sobie, że tu jeszcze wrócimy.
Podejmujemy decyzję, że pojedziemy zobaczyć przynajmniej jakąś jaskinię, żeby nie zmarnować całego dnia. Ja widziałam wszystkie okoliczne, więc jest mi wszystko jedno, do której pójdziemy. Moi goście wybierają Jaskinię Domica (jaskyňa Domica). W sumie to dobry pomysł, bo wokół jaskini jest ścieżka przyrodnicza z niezwykle ciekawą roślinnością.
.jpg)
.jpg)
Jedziemy, a właściwie można by powiedzieć, że chwilami
płyniemy, bo drogi częściowo zamieniły się w potoki. Kiedy dojeżdżamy pod
jaskinię, która jest położona tuż przy granicy z Węgrami, rozjaśnia się i wychodzi słońce. Niestety, parking jest pusty, a kiedy podchodzimy pod
jaskinię, okazuje się, że jest nieczynna. Ponoć ulewne deszcze, jakie tu padały
od kilku dni, spowodowały, że jest zalana wodą i nie da się jej zwiedzić. Jesteśmy
podłamani, ale liczymy przynajmniej na spacer wśród unikatowej roślinności.
Niestety, ta nadzieja też jest płonna, bo nadciągnęły już czarne chmury i znowu
zaczyna się kolejna ulewa.
Nie rezygnujemy jednak i jedziemy do położonej niedaleko
Jaskini Gombaseckiej. Ta na szczęście okazuje się czynna, a jak wszystkie
tutaj, jest warta zobaczenia.
.jpg)
.jpg)
Jaskinia Gombasecka (Gombasecká jaskyňa) to krasowa jaskinia wywierzyskowa o długości 1525 metrów. Została odkryta dopiero w 1951 roku, na dodatek przez speleologów amatorów z Rożniawy (Rožňava). Obniżyli oni sztucznie poziom wody wywierzyska Czarnego Potoku, a następnie osuszonym wypływem dostali się do wnętrza jaskini. Jaskinia ma dwa piętra - wyższe piętro jaskini znajduje się na wysokości od 5 do 10 metrów ponad aktywnym ciekiem Czarnego Potoku, który płynie korytarzami dolnego piętra. Właśnie na tym wyższym poziomie została przygotowana i udostępniona do zwiedzania trasa długości 285 metrów, a ponieważ wraca się tą samą trasą, to przechodzi się trochę ponad pół kilometra. Zwiedzanie trwa około 30 minut.
.jpg)
.jpg)
Jaskinia jest częścią Silicko-Gombaseckiego podziemnego
systemu hydrologicznego, do którego należy jaskinia Ladnica Silicka (Silická
ľadnica). Dzieli je nierozpoznany dotychczas, syfonalny odcinek podziemnego
przepływu potoku. Potok ten wypływa na powierzchnię w wywierzysku Čierna
vyvieračka usytuowanym 11 metrów poniżej obecnego wejścia do jaskini.
.jpg)
.jpg)
Posiada bogatą szatę naciekową. Oprócz tradycyjnych stalagmitów i stalaktytów, można tu znaleźć polewy naciekowe oraz nacieki heliktytowe, które rzadko występują w innych jaskiniach. Charakterystyczne dla tej jaskini są cienkie i kruche stalaktyty rurkowe, zwane także makaronami. Są to formy zwisających ze stropu cienkich, pustych w środku rurek; długość niektórych z nich dochodzi do 3 metrów.
.jpg)
.jpg)
Jest tu do obejrzenia kilka grot skalnych, zwanych salami. Największa z nich to Sala Marmurowa (Mramorová sieň), gdzie znajduje się głęboka, 12-metrowa studnia, powstała w białym marmurze. A najpiękniejsza to Sala Herenyiego (Herényiho sieň).
.jpg)
.jpg)
Nietoperze występują w jaskini jedynie sporadycznie,
najczęściej na wiosnę. W ostatnich latach w korytarzu wejściowym korytarzu od
jesieni do wiosny zimują salamandy plamiste.
.jpg)
.jpg)
W 1995 roku wraz z innymi jaskiniami Słowackiego Krasu
została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego
UNESCO.
Pani Jagodzie i panu Darkowi bardzo się ta jaskinia
podobała. Mnie zresztą też, ale ja już tu byłam i wiedziałam, czego się
spodziewać.
Po zwiedzeniu jaskini wracamy do domu. Koło Popradu wychodzi
nam na chwilę słońce, akurat kiedy przejeżdżamy obok ciekawej ścieżki
przyrodniczej na terenie dawnego kamieniołomu.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Jest tu park leśny o nazwie Květnica, w którym wytyczone są szlaki. Największą atrakcją tego kompleksu jest właśnie Stary Kamieniołom, przy którym się zatrzymujemy. Podobniej jak w dawnym kamieniołomie w Kozach w Beskidzie Małym, który pokazał mi w ubiegłym roku pan Dariusz, tu też został zrobiony piękny staw. Wokół niego prowadzą na trzech poziomach wysokości ścieżki spacerowe. Jest stąd wspaniały widok na Tatry. Niestety, nie mamy szczęścia, bo dzisiaj są niewidoczne. Są tu ławeczki, leżaki i plac zabaw. Na najwyższym poziomie jest platform widokowa. Nam udaje się tylko przespacerować dolną ścieżką, bo znowu zebrały się czarne chmury i zaraz zacznie lać.
.jpg)
.jpg)
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na Przełęczy Vabec. Akurat była przerwa pomiędzy deszczami. Pomyślałam sobie, że pokażę moim gościom jeszcze tutejszą atrakcję - Pękniętą Skałę (Puknutá skała, inaczej Prasknutá skala). Może nie jest bardzo efektowna, ale jej atrakcją jest to, że jest pęknięta na pół i można przez tą szczelinę przejść na drugą stronę. Moim gościom bardzo się to podoba. A że są obydwoje szczuplutcy, to problemu z przejściem tą wąską szczeliną nie mają...
Wycieczkę, mimo paskudnej
pogody, która uniemożliwiła nam przejście przełomem Murania, a później
ścieżką wokół Jaskini Domica, należy uznać mimo wszystko za udaną. Pojechaliśmy
tam przecież po to, żeby pan Darek mógł zobaczyć widliczkę szwajcarską. I to się udało. Ponadto znalazłam kilka nowych gatunku do Atlasu – z widliczką w sumie 5 gatunków. To dużo, jak na 1,5-godzinny spacer. Moi znajomi zobaczyli Jaskinię
Gombasecką, która zrobiła na nich duże wrażenie. A ja z przyjemnością obejrzałam
ją ponownie. No i towarzystwo młodych ludzi było dla mnie bardzo przyjemne.
Cały dzień spędzony z podobnymi do siebie pasjonatami to dar od losu. I dobrze
go wykorzystaliśmy!
Góry Lubowelskie Jaskinie Słowacki Kras Kotlina Popradzka Kotlina Rimawska Jaskinia Gombasecka Bretka