KWIECIEŃ
Krokus, szafran spiski (Crocus scepusiensis)

Pogórze Rożnowskie - 5 marca 2026


Postanowiłam połączyć coroczne powitanie przedwiośnia na stanowisku śnieżyczek w Siennej z jakąś pieszą wycieczką. Miałam w tamtych okolicach jeszcze jeden cmentarz wojenny do odwiedzenia. W miejscowości Podole-Górowa. A nieco powyżej przechodzi szlak turystyczny przez dwa wzniesienia: Ostryż (447 m n.p.m.) i Ostryż Południowy (417 m n.p.m.). Już od jakiegoś czasu planowałam tam wycieczkę, bo nigdy tam nie byłam. Wrócić miałam najpierw ścieżką rowerową, a potem leśną drogą dojść do żółtego szlaku poniżej Ostryża. Całkiem ładna, ponad 10-kilometrowa pętla.

W Siennej stanęłam tradycyjnie na górnym parkingu. Jak zeszłam na dół, to akurat z samochodu wysiadał Janusz Wańczyk, bardzo znany sądecki fotograf, autor wielu pięknych albumów. Poznaliśmy się na wycieczkach organizowanych przez sądeckie PTT. Obydwoje bardzo ucieszyliśmy się z tego spotkania, bo dawno się nie widzieliśmy.


Śnieżyczki już kwitły, ale o tej porze nie dociera tam słońce. Zrobiłam kilka zdjęć. Janusz miał w planach zajrzeć tu po południu. Pożegnaliśmy się i każde pojechało realizować swoje plany. Ja do Podola-Górowej.

Zatrzymałam się najpierw przy cmentarzu, bo miał na nim być cmentarz wojenny nr 356 - Podole. Teoretycznie jest jeszcze w miejscowości Bartkowa-Posadowa, ale może kiedyś granice tych miejscowości przebiegały inaczej.


Cmentarz został zaprojektowany przez nieznanego architekta jako kwatera wojskowa na cmentarzu parafialnym. Otoczony jest kamiennym, uskokowym murem z kamienia. Głównym jego elementem dekoracyjnym jest pomnikowa ściana w kształcie trójkąta z krzyżem łacińskim. Pochowano tu 22 żołnierzy armii austro-węgierskiej.

Kawałek dalej, po drugiej stronie drogi, jest zabytkowy kościół. Drewniana świątynia pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Podolu-Górowej została zbudowana na pocz. XVI wieku w stylu gotyckim. Była kilkakrotnie  odnawiana i przebudowana, m.in. w XVIII wieku, kiedy to dobudowano barokową wieżę.

Wewnątrz renesansowa polichromia figuralna z 1542. Na parapecie chóru zachowało się kilka desek z pierwotnego stropu z gotyckim malowidłem dekoracyjnym z pocz. XVI wieku.


Ołtarz główny w kształcie tryptyku z II poł. XVI wieku, dwa barokowe ołtarze boczne z XVII wieku. Chrzcielnica późnogotycka, kamienna z I poł. XVI wieku, Barokowa ambona z II poł. XVII wieku. Dwie kropielnice kamienne, prawdopodobnie z XVII wieku Dwa barokowe obrazy: Matki Boskiej z Dzieciątkiem na półksiężycu w otoczeniu chórów świętych z II poł. XVII wieku i Chrystusa Ecce Homo z przełomu XVII i XVIII wieku. Kilka rzeźb: na tęczy późnogotycki krucyfiks z II poł. XVI wieku oraz późnogotycka figura Chrystusa Zmartwychwstałego z pocz. XVI wieku oraz dwa krucyfiksy barokowe z XVIII wieku.


Niestety, kościół jest zamknięty, a poza tym nie wolno w nim robić zdjęć. Byłam już kiedyś wewnątrz i wiem, że jest godny zobaczenia. Obok jest kilka zabytkowych lip. Jedna zwłaszcza wygląda niesamowicie, jak jakieś fantastyczny stwór.

Teraz jadę nieco dalej, do miejsca, skąd wychodzi żółty szlak turystyczny na Ostryż. Okazuje się, że jest tam wygodne miejsce do zostawienia przynajmniej kilku samochodów. Na mapie satelitarnej tego nie było widać, więc początkowo planowałam zostawić samochód nieco wyżej, w okolicy przystanków autobusowych. Na mapie teoretycznie można tam było stanąć, w praktyce nie. To miejsce naprzeciw wyjścia szlaku jest idealne.


Idę kawałek łąkami do góry. Mijam dwa domy i wchodzę w las. Początkowo idę pod górę, ale potem szlak prowadzi właściwie cały czas po płaskim. To bardzo ładna, leśna droga. Nie ma błota. Ostryż jest nad drogą, zaraz po pierwszym kilometrze. Nie przyszło mi do głowy, że to już, i przegapiam go. Dociera to do mnie, jak już jestem prawie pod Ostryżem Południowym.


Wychodzę z lasu. Tu pojawi się asfaltowa droga, prowadząca prze Przysiółek Dział. Pola, łąki, kilka domów, całkiem ładne widoki. Wierzby, topole i olchy już wypuściły kotki. Lada moment zakwitną i będą pylić.


Potem znowu przez las, szlak schodzi na chwilę z asfaltu. A potem znowu otwarty teren i jakieś gospodarstwo. Znaki szlaku prowadzą mnie przez jego środek. Ale może nie do końca tak jest, bo jak sprawdzam potem na mapach, to szlak w tym miejscu jest poprowadzony inaczej. Przynajmniej na mapie.


Wracam na asfaltową drogę, a po chwili znowu jestem w lesie. Droga zamienia się na bitą. Wychodzę na małą polankę z jednym gospodarstwem. Potem znowu las.

Zaczynam zerkać w mapę, bo nie chcę przegapić jeszcze Ostryża Południowego. Też położony nad szlakiem, w lesie, nie ma tam na mapie żadnej ścieżki. Tu pojawiają się na drodze spore kałuże i nieco błota, ale bez problemu obchodzi się te miejsca bokiem.


Z telefonem w ręce plątam się po zaroślach. Znajduję najwyższy punkt, ale wierzchołek jest zaznaczony poniżej. W końcu go znajduję, ale to musi być pomyłka w zaznaczeniu tego szczyciku na mapie. Oznaczenia żadnego nie ma. W domu porównuję mapy: https://mapy.comhttps://mapa-turystyczna.pl. Na każdej z nich poziomice są zaznaczone nieco inaczej. Ale szukanie szczytu, którego nie było, nie poszło na marne, bo plątając się po lesie, odkryłam dwie ładne wychodnie skalne.


Schodzę stromym zboczem z powrotem na szlak. Teraz już cały czas na dół, aż do asfaltowej drogi. Ma tędy przebiegać szlak rowerowy. Zamierzałam nim wrócić, ale nagle patrząc na mapę odkrywam, że mam już niedaleko do Jamnej. Przychodzi mi ochota, żeby tam pójść. Na oko wydaje się blisko, ale potem, jak sprawdziłam, to ta dołożona pętla miała ponad 5 kilometrów.


Idę ścieżką rowerową w przeciwnym kierunku, niż to pierwotnie zaplanowałam. Muszę dotrzeć do niebieskiego szlaku, który doprowadzi mnie do Jamnej.


Poprowadzona jest tędy „Ścieżka emocji i refleksji”. A na potoku bobry zbudowały tamę.


Docieram do niebieskiego szlaku. Znajduję tu pierwsze kwiatuszki podbiału w tym roku. To znak, że rozpoczęło się przedwiośnie.


Szlak ładny, niestety, pod górę. Prowadzi nim dalej ta ścieżka. Potem pojawia się druga – „Ścieżka więzi i relacji”. Kto to wymyśla? A w końcu trzecia – „Leśna ścieżka zdrowia”. Na każdym przystanku jest jakiś przyrząd do ćwiczeń. Instrukcji, jak ćwiczyć, udziela Mała Mi.


Docieram pod „Schronisko  dobrych myśli”. Nie byłam w Jamnej od piętnastu lat. Strasznie się tu zmieniło. Tego schroniska nie było. Spotykam tam panie w moim wieku, z niepełnosprawnymi synami. Nie mają łatwego życia, a są takie radosne. Wdajemy się w pogawędkę. Okazuje się, że mamy wspólnych znajomych z PTT.

One przyjechały tu na obiad. Niestety, schronisko jest zamknięte. A w bacówce, którą pamiętam, i w której planowałam ewentualnie też coś zjeść, trwa remont. One postanawiają pojechać do Gródka nad Dunajcem. Ja problemu z jedzeniem nie mam. Tradycyjnie mam kanapkę i termos herbaty. Z doświadczenia wiem, że zawsze należy liczyć na siebie.


Na razie idę na spacer, bo ostatecznie przyszłam zobaczyć, co się przez te lata zmieniło – a zmieniło się dużo – powstał tu spory ośrodek turystyczny.

Jamna to niewielka wioska na wzniesieniu górującym nad okolicą o takej samej nazwie (Jamna 483 mn.p.m.). Uroki tego miejsca docenili dominikanie. W 1992 roku założyli tu ośrodek duszpasterstwa akademickiego Respublica Dominicana Jamna Regio Exterritorialis. Z Poznania przybył tu ojciec Jan Góra – akademicki duszpasterz obdarzony niezwykłą charyzmą.


Dominikanie otrzymali od samorządu gminy Zakliczyn budynek starej szkoły i stworzyli w Jamnej Szkołę Wiary „Dom św. Jacka.” Tak to się zaczęło. Ojciec Jan Góra wybudował tu kościół, w którym umieszczono ikonę Matki Bożej Jamneńskiej – Matki Dobrej Nadziei, którą napisała poznańska malarka Małgorzata Sokołowska – ku pamięci zamordowanych podczas pacyfikacji Jamnej w 1944 roku. W 1998 roku ikona została ukoronowana przez Jana Pawła II na Placu św. Piotra.


Kościół został ukończony w 2001 roku i od tej pory zaczęli do Jamnej przybywać pielgrzymi, a ośrodek duszpasterstwa ciągle się rozrastał. Po niespodziewanej śmierci ojca Góry w 2015 roku jego dzieło kontynuował ojciec Andrzej Chlewicki.


Od kilku lat w Jamnej nie ma już ośrodka duszpasterstwa akademickiego, ale jest Dom Zakonny pw. Matki Bożej Niezawodnej Nadziei.


Oglądam surowy, kamienny kościół, a potem schodzę do Doliny Krzyży. Podczas II wojny światowej tutejsi mieszkańcy pomagali partyzantom. W odwecie Niemcy spacyfikowali wieś. Mieszkańcy schronili się w piwniczce właśnie w tym miejscu, ale zostali odnalezieni. Zginęło wtedy 57 osób. Dla upamiętnienia tych wydarzeń na wzgórzu obok kościoła stoi obelisk, na którym widnieją nazwiska zamordowanych. Za walkę z okupantem Jamna została odznaczona Krzyżem Grunwaldu.

A nad piwnicą postawiono kaplicę, wokół niej rzeźby zamordowanych i krzyże, stąd nazwa. To niezwykle wzruszające i wymowne miejsce.

Mogłabym po Jamnej dłużej pospacerować, bo jest tu jeszcze kilka rzeczy do zobaczenia, ale jestem już zmęczona i muszę wracać, aby zdążyć do domu przed zmierzchem.

Wracam pod bacówkę, bo jak wynika z mapy, zza niej wychodzi żółty szlak turystyczny, którym planuję dojść d ścieżki rowerowej.


Bacówka Jamna została wybudowana w 1985 roku przez PTTK. Potem należała do gminy Zakliczyn. W 1996 roku została przekazana Uniwersytetowi im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Została wtedy wyremontowana i rozbudowana. Od 2014 roku obiekt ma nowych dzierżawców i zaszły tam duże zmiany – kolejna rozbudowa i ciekawa wieża widokowa. Obecnie znowu jest tam przeprowadzany generalny remont. Dlatego prawdopodobnie w ogóle nie ma turystów. Na szlaku też nie spotkałam nikogo.



Odnajduję szlak. Tyle, że jak usiłuję ustalić, którędy wrócę, jak dojdę do szlaku rowerowego, to okazuje się, że na mapie w telefonie nie ma zaznaczonych tych dróg, co na tej samej mapie w komputerze. N a szczęście jest Internet i mogę skorzystać z mapy https://mapa-turystyczna.pl. Oddycham z ulgą, bo na niej leśne drogi są zaznaczone.


Docieram najpierw do asfaltowej drogi, a potem do tej, którą prowadzi szlak rowerowy. W planach miałam nim iść 1,5 kilometra, a potem wejść na leśną drogę i zejść za Ostryżem na końcowy odcinek żółtego szlaku, którym szłam rano. Ale rezygnuję i wchodzę na ścieżkę, która wychodzi z miejsca, w którym stoję. Też mnie doprowadzi do żółtego szlaku, tyle, że w okolicach Ostryża Południowego.



Zaczyna się wyprawa po przygodę. Najpierw okazuje się, że muszę sforsować bród na potoku Paleśnianka. Potem znaleźć wejście na ścieżkę. Udaje mi się to, ale jest początkowo zarośnięta i pełna połamanych gałęzi. Potem już jest lepiej, ale prowadzi płytkim wąwozem stromo do góry. Kiedy wychodzę na bardziej płaski teren, znika. Idę więc powoli, patrząc cały czas w telefon. N a szczęście po chwili znów się pojawia i już do końca jest czytelna.


Na szlak wychodzę pod Ostryżem Południowym. Dalej idę już znaną mi drogą. Kiedy docieram w okolice Ostryża, postanawiam odnaleźć wierzchołek. Zauważam ścieżkę, która prawdopodobnie może mnie doprowadzić na szczyt. I tu podobna historia, jak na Ostryżu Południowym. Znajduję najwyższy punkt, nawet wygląda na szczyt, ale ten jest na mapie zaznaczony poniżej, w lesie. Też nie ma oznaczenia wierzchołka.


Cóż, nie są to szczyty zaliczane do Korony Gór Polskich! Mogę je sobie odpuścić, zwłaszcza, że instynktu zdobywcy raczej nie mam!


Teraz schodzę już szybko do samochodu, bo chcę zdążyć do Siennej. Kiedy tam dojeżdżam, mam dosłownie pięć minut na sfotografowanie śnieżyczek oświetlonych słońcem. Janusza Wańczyka nie ma, ale był tu przede mną, bo na drugi dzień w Internecie pojawiają się ich piękne zdjęcia jego autorstwa.



W Siennej skręcam na Jelną i Siedlce. Rano poprowadziła mnie tędy nawigacja. To dobra opcja, żeby uniknąć zatłoczonej ulicy Tarnowskiej.

Zobaczyłam więcej, niż zaplanowałam, przeszłam sporo, bo ponad 16 kilometrów. Miałam dwa bardzo miłe spotkania, które dały mi dużo radości. Przebiśniegi w Siennej zakwitły! Znalazłam pierwszy kwiatuszek podbiału – symbol przedwiośnia. To był pięknie spędzony dzień! Wracam mocno zmęczona, ale bardzo szczęśliwa do domu!



Pogórze Rożnowskie Jamna cmentarze wojenne Podole-Górowa Ostryż Ostryż Południowy
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.