LIPIEC
Dzwonek skupiony (Campanula glomerata)

Pogórze Bukowskie i Góry Sanocko-Turczańskie - 3 marca 2024


Tym razem wyprawa do Sanoka, bo nie mogę zapomnieć widoku łanów śnieżycy wiosennej, które podziwialiśmy tam w ubiegłym roku.

Jedziemy w większym gronie, bo we czwórkę. Ja, Lila z Markiem i Magda. Cieszymy się zwłaszcza obecnością Lilki, która przez całą zimę leczyła skręconą nogę. No, ale wszystko jest już w porządku i mamy nadzieję, że teraz często będzie nam towarzyszyć.

Planuję, że w drodze do Sanoka zatrzymamy się w Iwoniczu-Zdroju, bo żadne z nas tam jeszcze nie było. Ostatecznie jedziemy tak daleko, że poza śnieżycami wypadałoby coś jeszcze zobaczyć.

Pogodę mamy niestety średnią - to znaczy jest ciepło i przyjemnie, ale jest pochmurnie, a liczyliśmy na słońce.


Iwonicz-Zdrój to jedno z najstarszych polskich uzdrowisk. Już na początku XV wieku wspominano o istnieniu tu wód leczniczych. W 1578 roku pisał o nim jako uzdrowisku nadworny lekarz Stefana Batorego, Wojciech Oczko. W 1630 roku Jan Sechini, lekarz oraz profesor i rektor Akademii Zamojskiej opisał tutejsze źródła mineralne w swojej pracy „Censura o wodzie iwonickiej.”  


W 1793 roku właścicielem Iwonicza został Michał Ostaszewski, były konfederat barski. Wybudował tutaj pierwsze instalacje kąpielowe i uzdrowiskowe. Był jednak w podeszłym wieku i odsprzedał uzdrowisko rodzinie Załuskich.

Wtedy zaczęło się ono intensywnie rozwijać. Wybudowano pierwsze łazienki i inne obiekty kąpielowe.


Ciekawostką jest, że z Iwoniczem był związany poeta Władysław Bełza, który przebywał tu w latach 1874–1890 i organizował życie kulturalne i towarzyskie w uzdrowisku. Jest także autorem pierwszego przewodnika krajoznawczo-turystycznego o Iwoniczu „Iwonicz i jego okolice”.


W Iwoniczu-Zdroju zachowało się sporo drewnianych willi i pensjonatów z II poł. XIX wieku i I poł. XX wieku. Były one wzorowane na modnym w tym czasie uzdrowiskowym budownictwie szwajcarskim. Ale jednocześnie są w nim elementy naszej rodzimej architektury, jest też sporo secesji i elementów ludowych, tak, że jest to bardzo ciekawy, a jednocześnie dość jednolity przykład zabudowy uzdrowiskowej z tamtego okresu.


W rękach Załuskich uzdrowisko pozostawało do końca wojny. Potem zostało upaństwowione. W 1956 roku Iwonicz został podzielony na dwie miejscowości: Iwonicz Wieś i Iwonicz-Zdrój. Ten ostatni otrzymał w 1973 roku prawa miejskie.

Leczy się tu choroby narządów ruchu, układu trawiennego, reumatologiczne, dróg oddechowych, kobiece, układu nerwowego, skóry, osteoporozę i otyłość.


Spacer po uzdrowisku jest bardzo przyjemny i chętnie zostalibyśmy tu dłużej, ale musimy ruszać dalej, żeby zrealizować pozostałe plany na ten dzień.



Dojeżdżamy do Sanoka, mijamy centrum i jedziemy do jego dzielnicy o nazwie Olchowce. Mam tam namiary na duże stanowisko śnieżycy wiosennej. Rośnie ona w łęgu naprzeciwko tutejszego cmentarza. Kolejny raz nam się udało! Śnieżyce są w apogeum kwitnienia i jest ich tu mnóstwo! Kwitną w tym roku dwa tygodnie wcześniej niż zwykle. 



Magda widzi je po raz pierwszy, więc jest zachwycona. My zresztą też, chociaż widzieliśmy kwitnące łany śnieżyc już kilkakrotnie. Spędzamy tu sporo czasu, podziwiając te wspaniałe kwiaty. Musimy bardzo uważać, żeby ich nie podeptać, takim gęstym, białym kobiercem zaścielają podłoże. Szkoda, że jest pochmurnie, bo wtedy wyglądałyby jeszcze lepiej. Ale i tak to niesamowity widok! Z żalem opuszczamy to piękne o tej porze roku miejsce.


Zatrzymujemy się na chwilę przy dawnej greckokatolickiej cerkwi pw. Wniebowstąpienia Pańskiego w Olchowcach. Została ona zbudowana w 1844 roku. Uszkodzona podczas pierwszej wojny światowej, została odbudowana. Obok cerkwi znajduje się murowana parawanowa dzwonnica, wybudowana w 1927 roku. Obecnie funkcjonuje jako kościół rzymskokatolicki.


Potem podjeżdżamy jeszcze do sąsiednich Bykowiec, bo Marek wypatrzył na mapie, że jest tam jakiś dwór. Został wybudowany na początku XX wieku przez rodzinę Tarnawieckich na fundamentach poprzedniego dworu, najprawdopodobniej XVIII-wiecznego. Jest w stylu architektury uzdrowiskowej. W jednym z rogów jest drewniany ganek z wieżyczką. Po wojnie był częściowo rozebrany, potem próbowano go odrestaurować, w międzyczasie mieściło się tu kilka instytucji, w latach 80 XX wieku było tu przedszkole. Obecnie dwór jest mocno zdewastowany, żeby nie powiedzieć, zrujnowany. Podejmowane są próby sprzedaży, żeby go uratować, ale mimo, iż wokół rozciąga się park, to otoczenie jest tak nieciekawe, że raczej nie ma zbyt wielu chętnych, zwłaszcza, że jest to zabytek i podczas remontu trzeba by się liczyć z wymogami konserwatora zabytków, a to pociąga za sobą ogromne koszty. Szkoda, bo to całkiem ładny budynek.


Wracamy w stronę Sanoka, bo pora na spacer. Zaplanowałam wejście na wzniesienie Orli Kamień (Orle Skałki) nad Sanokiem. Da się tam zrobić pętlę. A na szczycie są ciekawe wychodnie skalne w kształcie grzybów. Nazwa pochodzi ponoć stąd, że kiedyś miały tu gniazdo orły.


Wracając z Olchowiec skręcamy na Liszną. Zostawiamy samochód przy rozwidleniu dróg. Planujemy dotrzeć żółtym szlakiem na grań, którędy prowadzi szlak czerwony, przejść nim przez Orle Skałki i kawałek dalej, do miejsca, skąd będzie schodzić droga bez szlaku na dół.


Marek postanawia, że dojdziemy do szlaku ścieżką, która wychodzi w miejscu, w którym zostawiliśmy samochód, obok stawków retencyjnych. To nie był najlepszy pomysł, bo ścieżka się nagle kończy, a my musimy się wdrapać na strome, zarośnięte jeżynami zbocze, aby dotrzeć do szlaku. Potem już jest lepiej. Ale szlak okazuje się bardzo stromy. Z ulgą wychodzimy na czerwony, prowadzący granią. Teraz idzie się już bardzo przyjemnie.



Orle Skałki (Orli Kamień) są rzeczywiście warte zobaczenia i cieszę się, że tu przyszliśmy. No i wreszcie pokazuje się nam słońce. Świat od razu robi się piękniejszy.



Potem idziemy dalej czerwonym szlakiem, zerkając w nawigację, żeby nie przeoczyć ścieżki, która sprowadzi nas z powrotem na dół. Ona, podobnie jak żółty szlak, też jest mocno stroma, ale należało się z tym liczyć.


Schodzimy nią na bitą, szeroką drogę, którą wrócimy do miejsca, w którym zostawiliśmy nasz samochód. Gdybyśmy poszli w drugą stronę, dotarlibyśmy do grądu obok sanockiego skansenu, w którym podziwialiśmy śnieżyce w ubiegłym roku. Po drodze podziwiamy na niebie ogromny klucz żurawi.


Dochodzi trzecia, więc musimy wracać, aby dojechać przed zmierzchem do Nowego Sącza.

To była kolejna udana wycieczka. Zwiedziliśmy Iwonicz-Zdrój, powitaliśmy przedwiośnie i zrobiliśmy sobie przyjemny spacer (jakieś 8 kilometrów) nad Sanokiem. Wszyscy wróciliśmy bardzo zadowoleni do domu.



Góry Słonne Pogórze Bukowskie Góry Sanocko-Turczańskie cerkwie Sanok Iwonicz-Zdrój Bykowce Olchowce
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.