GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Velká Javorina, Čergov, Bukový vrch i Žobrák - 21 października 2023


Tym razem podczas błądzenia po mapie oko padło mi na Góry Czerchowskie (Čergov). Już od jakiegoś czasu myślałam o wejściu na Žobrák (921 m n.p.m.). Z Hervartova. To krótka wycieczka. Ale wymyśliłam zdecydowanie ambitniejszą. Pętlę z miejscowości Kríže długości około 17-18 kilometrów. Ponieważ chciałam, żebyśmy weszli też na Čergov (1050 m n.p.m.), bo Góry Czerchowskie od niego wzięły swoją nazwę, to musieliśmy doliczyć jeszcze dwa dodatkowe kilometry. Czyli w sumie jakieś 20. Ponieważ dzień już jest krótki, to wymyśliłam skrót, który zaoszczędzi nam spory kawałek drogi – około trzech kilometrów.

Čergov nie jest najwyższym szczytem Gór Czerchowskich. Przewyższają go Minčol (1157 m n.p.m.), Malý Minčol (1154 m n.p.m.), Veľká Javorina (1098 m n.p.m.), Lysá (1068 m n.p.m.) i Lysá hora (1068 m n.p.m.) oraz Solisko (1056 m n.p.m.).

Jedziemy przez przejście graniczne w Muszynce – teraz niestety trzeba sprawdzać, którym można na Słowację przejechać, bo niektóre zostały zamknięte, a na pozostałych stoi straż graniczna i przeprowadza wyrywkowe kontrole. Będziemy mieli okazję zobaczyć, jak to w praktyce wygląda.

Okazuje się, że wyjechać z Polski można bez problemu, żadnej kontroli nie ma. Trzeba tylko zwolnić i ostrożnie przejechać pomiędzy ustawionymi na jezdni pachołkami. Oczywiście dopiero po przyzwalającym na przejazd geście strażnika.


Dojeżdżamy do drogi nr 77 i skręcamy na Gerlachov, a tuż przed nim na Kružlov. Zatrzymujemy się w miejscowości Bogliarka, bo zauważamy murowaną cerkiew, pięknie oświetloną słońcem. Wioseczka malutka i biedna. Zamieszkuje ją niewiele osób, w większości Słowacy i kilkunastu Rusinów. Prawdopodobnie wspólnie korzystają z XIX-wiecznej cerkwi pw. św. Michała Archanioła. Zwracamy uwagę na ciekawe krzyże na tutejszym cmentarzu.


W następnej miejscowości, tej, z której zamierzamy wyruszyć, w Krížach, też jest podobna murowana cerkiew, pochodząca z tego samego okresu, pw. Najświętszej Marii Panny. I też na cmentarzu są takie same nagrobki – kamienne krzyże z wyciętą prawdopodobnie z blachy i kolorowo pomalowaną postacią Chrystusa. Ułożenie jego nóg jest typowe dla kultury łemkowskiej. Jest tu jeszcze mniej mieszkańców, bo poniżej setki, ale zachowało się sporo ładnych, drewnianych domów i charakterystycznych spichrzy, zwanych sypańcami.


Tutejsi Łemkowie, w przeciwieństwie do naszych, nie zostali po wojnie wysiedleni i nadal zamieszkują swoje rdzenne tereny. Większość tutejszych cerkwi jest murowana, choć zdarzają się też drewniane.


Jedziemy kawałek niebieskim szlakiem. Oczywiście w terenie nie wygląda to tak, jak na mapie, więc przejeżdżamy miejsce, w którym mieliśmy wyruszyć w stronę zielonego szlaku. Zatrzymujemy się w okolicy wyciągu narciarskiego, uważając, że tamtędy najłatwiej wyjdziemy na grań i nasz szlak. Niestety, wyciąg jest już dawno nieczynny i na dodatek nie da się iść pod nim do góry, bo cały teren jest zagrodzony. Hodowane są tu m.in. szkockie krowy, daniele i konie. Okazały budynek, który był pewnie kiedyś hotelem dla narciarzy, jest teraz własnością prywatną i na razie w remoncie. Dowiadujemy się tego od spotkanego tam człowieka. On też pokazuje nam, jak możemy dojść do szlaku. Ma być mocno stromo, i tak rzeczywiście jest. Ale droga jest całkiem przyzwoita – żadnego przedzierania się przez chaszcze i zarośla.


Co jakiś czas natykamy się na twarze wyrzeźbione w ściętych drzewach. To bardzo ciekawe, dlaczego ktoś rzeźbi je w tutejszych górach.


Docieramy do polan na grani, przez które prowadzi zielony szlak na Veľką Javorinę (1098 m n.p.m.). Idziemy nim chwilę, a potem się gubimy. Ale Marek szybko to zauważa. Wyprowadza nas na szlak, który poszedł łąkami do góry. Ale w sumie fajnie, że się zgubiliśmy, bo dzięki temu znajduje dla mnie aż osiem kani rosnących obok siebie tuż pod lasem. Zabieram cztery młode, bo tylu bym i tak nie zjadła, a te będą zdecydowanie smaczniejsze.



Idziemy dalej szlakiem. Cały czas rozległymi polanami, przypominjącymi bieszczadzkie połoniny. Jest  pięknie. Wychodzi nam słońce i w związku z tym możemy zachwycać się bajkowymi kolorami jesieni. Idziemy całkiem sami. Niestety, na Veľkej Javorinie pojawia się biegacz. A za nim następni. Do szczytu Čergova mija nas ich ponad pięćdziesięciu. Cały czas musimy uważać i schodzić im z drogi. To mocno męczące.



Potem z ciekawości sprawdzam w Internecie. Okazuje się, że to jest bardzo poważny górski bieg. Nazywa się „Beh hrebeňom Čergova” (Bieg granią Gór Czerchowskich). To impreza cykliczna, najprawdopodobniej w tym roku odbywa się już po raz dziesiąty. Dystans 31 kilometrów. Trasa prowadzi najwyższymi szczytami Gór Czerchowskich. Tak się składa, że tymi, które wymieniłam powyżej. Start w Kamenicy, gdzie byliśmy niedawno, a meta najprawdopodobniej na Przełęczy Besná nad Drienicą. W tym roku wzięło w nim udział 161 biegaczy. Odszukałam wyniki, był wśród nich jeden Polak, Bogusław Kujawski z Gorlic. Całkiem nieźle się spisał.



Na szczycie Čergova robimy sobie krótki odpoczynek, wracamy na rozwidlenie szlaków na Chochulce (1021 m n.p.m.) i idziemy dalej czerwonym szlakiem na Žobrak. Tu trasa ma cały czas prowadzić lasem. Ale okazuje się, że po pierwsze, to ładny las (poza początkowym odcinkiem), a poza tym po drodze jest kilka ładnych polanek. No i ciepła jesień spowodowała, że ponownie zakwitły zawilce.



Po drodze zaliczamy kolejny szczyt, Bukovy vrch (1019 m n.p.m.), mijamy Soltysovą Polanę i docieramy wreszcie, już mocno zmęczeni, pod wieże widokowe (bo są tu dwie – stara i nowa) pod Przełęczą Žobrák (Sedlo Žobrák). Jest tu, poza wieżami, duże zadaszone miejsce, w którym można zrobić imprezę dla sporej grupy.



My, po wejściu na wieżę, znajdujemy miejsce ogniskowe nieopodal starej wieży. Marek rozpala sprawnie ognisko, a ja przygotowuję w tym czasie kiełbasę. Mimo, że zjedliśmy wcześniej po kanapce, to jesteśmy już głodni. Mam też termos z gorącą herbatą. No i oczywiście coś słodkiego.



A potem idziemy najpierw na przełęcz, a później jeszcze na szczyt Żobraka (bez szlaku). Na przełęczy jest bardzo ładna kaplica z piękną rzeźbą Piety. Robi na nas duże wrażenie. No i dochodzi tu droga krzyżowa z Hervartova. Płaskorzeźby na poszczególnych stacjach są zdaje się, autorstwa tego samego rzeźbiarza.


Po zaliczeniu szczytu schodzimy z powrotem na przełęcz, i niebieskim, mocno stromym szlakiem zaczynamy schodzić do miejscowości Križe. Końcówka jest ekstremalna, zresztą pod koniec chyba gubimy szlak, co ma swoje dobre strony, bo kiedy wygodną stokówką docieramy do asfaltowej drogi, na którą mieliśmy wyjść, żeby wrócić do samochodu, to okazuje się, że nie musimy już nią iść, bo moje autko stoi naprzeciw nas. To się nazywa mieć szczęście!


Przejeżdżając przez Kružlov zauważamy kolejną cerkiew, ale już do niej nie podjeżdżamy, bo chcę dojechać przed zmierzchem. Na granicy tym razem co prawda się zatrzymujemy i podchodzi do nas strażnik, ale po krótkiej wymianie zdań wpuszcza nas do Polski, nawet bez sprawdzenia dokumentów. Ruch jest tu żaden, przynajmniej dzisiaj. Zobaczymy, co będzie następnym razem, bo za tydzień też mam pomysł na słowackie góry.

Wycieczka była znowu bardzo udana. Piękna pogoda, jesienne kolory na drzewach, dzikie, puste i piękne góry, sporo atrakcji, w tym ognisko. Wszystko to sprawiło, że wróciliśmy do domu w wyśmienitych humorach.



Góry Czerchowskie Velká Javorina
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.