STYCZEŃ
Buk zwyczajny (Fagus sylvatica)

Magura Spiska, Pieniny, Pogórza Przedtatrzańskie - 20 lipca 2025


Znowu nie mogłam się zdecydować, gdzie wybrać się na kolejną wycieczkę. Postanowiłam zabrać ze sobą Magdę. Myślałam o Słowacji, ale w końcu zdecydowałam się na Jurgów na Magurze Spiskiej. Nie czułam się najlepiej, a to miała być taka nie do końca tradycyjna wycieczka, przez co łatwiejsza.

Do Jurgowa postanowiłam dojechać bocznymi drogami – przez Trybsz i Czarną Górę.


Po drodze zatrzymałyśmy się przy rezerwacie „Przełom Białki pod Krempachami”. Magda tam nigdy nie była, więc chciałam jej pokazać to miejsce, a przy okazji samej sobie przypomnieć, bo ostatni raz byłam tam 9 lat temu.



To jeden z najstarszych polskich rezerwatów, bo został utworzony już w 1931 roku. Położony obecnie na granicy trzech krain geograficznych – Pienin, Pogórzy Przedtatrzańskich i Magury Spiskiej. Obejmuje on odcinek rzeki Białki, przepływający tu pomiędzy dwoma skałami – Kramnicą i Obłazową. Są one zbudowane z białych i czerwonych wapieni. W Obłazowej są 3 jaskinie: Jaskinia w Obłazowej oraz 2 schroniska - Schronisko w Obłazowej i Schronisko w Obłazowej II. Odkryto tu najstarsze ślady człowieka w Pieninach – sprzed 40 tys. lat. Znaleziono m.in. najstarszy bumerang na świecie, wykonany z ciosu mamuta. I szczątki innych, żyjących wtedy zwierząt.



 Ze szczytu Obłazowej jest piękny widok na cały przełom Białki. Ale tym razem nie wdrapywałyśmy się nigdzie, obchodząc rezerwat dolnymi ścieżkami.


Tutejsza flora też jest bardzo ciekawa. Poza typowymi roślinami wapieniolubnymi rośnie tutaj sporo roślin górskich, w tym podobno aż 10 alpejskich, których nasiona dotarły tu z Tatr wodami Białki.


Niestety, to miejsce, położone tuż przy drodze, jest bardzo atrakcyjne dla turystów. Ludzie przyjeżdżają tutaj, żeby się opalać na kamienistej plaży. Wjeżdżają samochodami, palą ogniska, śmiecą i wydeptują ścieżki, wdrapując się na skały, niszcząc w ten sposób unikatową roślinność. Za część zniszczeń odpowiadają także wspinacze skałkowi, bo jest to dla nich świetny teren do uprawiania tego sportu. Skały całe pokryte są hakami ułatwiającymi wspinaczkę. Nie wiem, jak to się ma do ochrony rezerwatu, bo przecież ktoś na to musiał wydać zgodę.

Po wyjściu z rezerwatu wsiadamy w samochód i jedziemy dalej. Zaplanowałam, że do Jurgowa dojedziemy bocznymi drogami, przez Trybsz i Czarną Górę, a nie przez Białkę Tatrzańską. Niestety, jakkolwiek pomysł był dobry, to po dojechaniu do Trybsza okazało się, że droga do Czarnej Góry jest niestety remontowana i zamknięta. Musiałyśmy pogodzić się z przejazdem przez Białkę Tatrzańską. A łatwo nie było! Oczywiście, że był tam korek. Ale dzięki niemu mogłyśmy trochę przyjrzeć się tej miejscowości. No i tak miałyśmy więcej szczęścia, niż ludzie jadący w przeciwnym kierunku. Byli to zdaje się w większości turyści, którzy planowali wycieczkę do Morskiego Oka, ale nie wykupili sobie wcześniej miejsc parkingowych w Palenicy Białczańskiej i musieli z niej zrezygnować. Miałyśmy przedsmak tego, jak wyglądają w weekendy wycieczki w Tatry! A pewnie nie tylko w weekendy! Horror!


Nasz korek na szczęście skończył się tuż za Białką Tatrzańską. Na rondzie skręciłyśmy na Jurgów, a tuż za nim w lewo, na zaplanowaną wcześniej drogę, którą zamierzałyśmy podjechać do końca asfaltu i zostawić tam samochód, a potem zrobić sobie spacer na Górków Wierch (1046 m n.p.m.). Wyczytałam w Internecie, że to ładna i widokowa trasa, więc zapragnęłam to sprawdzić.


To taki bardzo niewybitny szczycik, będący najwyższym wzniesieniem polskiej części Magury Spiskiej. Jego zbocza po słowackiej stronie są objęte ochroną ścisłą – jest to teren TANAP-u. Nie ma żadnych szlaków turystycznych, więc nie wolno tam chodzić, mimo sporej ilości ścieżek, a nawet asfaltowej drogi, która przechodzi przez ten szczyt.  Natomiast po polskiej stronie działa na jego zboczach kilka wyciągów narciarskich.



Droga, którą idziemy, nie jest oznaczona żadnym szlakiem, ale nie sposób się tutaj zgubić. Doprowadza pod górną stację wspomnianych wyciągów narciarskich. Rzeczywiście to ładny, widokowy spacer. Rośnie tu sporo poziomek, więc zatrzymujemy się co chwila przy kolejnym poziomkowym „poletku”.



Docieramy pod szczyt i podziwiamy widoki. A potem podchodzimy jeszcze kawałeczek lasem na sam wierzchołek, na którym nie ma żadnego oznaczenia. I zupełnie nieoczekiwanie „lądujemy” na tej asfaltowej drodze, o której wspomniałam wyżej. Warto tu było wejść, bo widok jest niesamowity. Na pobliskie Tatry Bielskie i nieco dalsze Tatry Wysokie. Szkoda, że dzisiaj widoczność jest słaba.


Schodzimy z powrotem pod stację wyciągu i robimy sobie przerwę na posiłek, bo już najwyższa pora. Obie jesteśmy mocno głodne.



Powrót tą samą trasą. Co prawda można by zejść pod wyciągami, prosto na Polaną Podokólne, na którą się wybieramy, ale wtedy musiałyśmy wracać spory kawałek asfaltowymi drogami po samochód, a to nam się nie uśmiecha. No i jest tam dość stromo. A ta droga jest bardzo urokliwa. No i te poziomki…


Po drodze Magda zauważa jelenia pasącego się tuż przy drodze i pod domami. Robię mu kilka zdjęć. Nie tylko ja. Jeleń nie reaguje na ludzi, pasie się spokojnie. W okolicach Zakopanego pełno ponoć jest plątających się jeleni, do których można podejść bardzo blisko. Ale ten jest inny. Ma kolczyk w uchu, więc musi to być najprawdopodobniej uciekinier z jakiejś hodowli. Ciekawe, skąd? Bo trochę poszukałam w Internecie i nie natrafiłam na ślad takiej hodowli na Podhalu. Ale może jakaś jest.

Podjeżdżamy na duży parking pod wyciągami narciarskimi i idziemy obejrzeć szałasy. Zatrzymujemy się na chwilę przy małej góralskiej kawiarence na lody. Sprzedawane w małych, zakręcanych słoiczkach. Drogie, ale smaczne. Trochę luksusu jest czasem wskazane.


Szałasy na Polanie Podokólne zostały przeniesione tutaj w drugiej połowie XIX wieku z kilku polan, gdzie wcześniej mieszkańcy Jurgowa, Rzepisk i Czarnej Góry prowadzili wypas bydła. Były to tereny należące wtedy do rodziny Horváthów. W 1879 roku zakupił je książę Christian Craft Hohenlohe-Öhringen i rozpoczął odbudowę lasów w okolicy Jaworzy Tatrzańskiej. Pisałam o nim przy okazji wycieczki w Tatry Bielskie na początku lipca.

https://zielnik-karpacki.pl/przelecz_pod_kopa_kopsk_sedlo_z_jaworzyny_tatrzanskiej_tatransk_javorina.

Zabronił on wypasu na swoich terenach. Do wypędzenia pasterzy z jego terenów użyto nawet wojska. Ale w ramach rekompensaty za górskie pastwiska dostali inne, na Podtatrzu, chociaż zdecydowanie mniej żyzne i atrakcyjne. Jurgowianom przypadła Polana Podokólne i zdaje się zbocza Górków Wierchu, znajdujące się na wprost polany.


Przeniesione tu szałasy i szopy utworzyły sporą wioskę pasterską. Wykorzystywaną od wiosny do jesieni. Nazywane letnią wioską. W najlepszym okresie gromadzono tu kilkaset sztuk bydła, należącego do tutejszych mieszkańców. Każdy z nich musiał tu spędzić tutaj w roli pasterza jakiś wyznaczony okres podczas trwania wypasu. Albo znaleźć kogoś na zastępstwo.

Szałasy są uznane oficjalnie za zabytek, ale są mocno zniszczone i zaniedbane. Było ich ponad sto, zachowało się 56.

Znowu zawaliłam, bo nie popatrzyłam w mapę. Okazało się potem, jak zaczęłam opisywać tę wycieczkę, że nie zobaczyłyśmy wszystkich, tylko połowę, bo polanę przedziela kawałek lasu. Obejrzany przez nas fragment był ogrodzony pastuchem elektrycznym – myślałyśmy, że to już wszystkie. No cóż… W przyszłym roku planuję kolejną wycieczkę w Tatry Bielskie, to wtedy to uzupełnię.


Ale to miejsce jest naprawdę warte zobaczenia. Takiej ilości szałasów pasterskich w jednym miejscu jeszcze nigdy nie widziałam! Gdyby je odnowić i trochę zadbać o ten teren, to byłaby to prawdziwa atrakcja turystyczna. Problemem jest jednak to, że należą do prywatnych właścicieli (różnych), a ich nie stać na remont, a poza tym nie widzą w tym żadnej korzyści dla siebie. Ale może to się z czasem zmieni. Zwłaszcza, że kilka zostało jednak ostatnio odnowionych.

Wracając, przejeżdżamy przez centrum Jurgowa, bo chcemy zatrzymać się przy tutejszej świątyni.

Jurgów (Jurgov) został założony w poł. XVI wieku na prawie wołoskim. Należał do tzw. państwa niedzickiego, które było częścią królestwa Węgier. Mieszkańcy trudnili się właściwie wyłącznie pasterstwem, bo klimat i tutejsze warunki były zbyt surowe na rozwój rolnictwa. Ludność zajmowała się też tkactwem. W XIX wieku postanowiono wykorzystać rzekę Białkę. Zbudowano trzy młyny i tartak. A w latach 30. ubiegłego wieku zbudowano tu małą elektrownię wodną.

Po rozpadzie Austro-Węgier wieś została przyłączona do Polski, w czasie II wojny światowej do Słowacji, a potem znowu wróciła do Polski. Mieszkają tutaj i Polacy i Słowacy. (niedzielne Msze Św. w lokalnym kościele odprawiane są w języku polskim i słowackim). Jak na całym Spiszu, używana jest tu gwara spiska, będąca mieszaniną obu języków – polskiego i słowackiego.

Działa tu orkiestra dęta założona przy OSP już w 1830 roku.



Zatrzymujemy się przy kościele pw. św. Sebastiana i Matki Bożej Różańcowej. To drewniany kościół, zbudowany w 1675 roku. Cały pokryty gontem. Szkoda, że jest zamknięty, bo środku jest bardzo ciekawy, chociażby z uwagi na rokokową polichromię, ale także na wyposażenie pochodzące głównie z XVIII wieku, m.in. konfesjonał i ambona. Obok kościoła znajduje się murowana dzwonnica z 1881 roku.

Nawet planowałam, że tu zajrzymy przed mszą, ale nie wyrobiłyśmy się w czasie przez ten objazd i korek. Trudno. Może innym razem, zwłaszcza, że jest tu jeszcze do zobaczenia zabytkowa zagroda i budynek dawnej straży pożarnej.



Wracałyśmy przez Niedzicę, czyli tak samo jak ja z Tatr Bielskich dwa tygodnie wcześniej. To bardzo widokowa trasa, chociaż mocno stroma i kręta. Zatrzymałyśmy się za Rzepiskami, bo było gdzie bezpiecznie stanąć, a widok na Tatry był stamtąd wspaniały. Zrobiłyśmy sobie krótki spacer drogą prowadzącą łąkami.

Byłyśmy bardzo zadowolone z naszej wyprawy. Przełom Białki pod Krempachami, piękny, widokowy spacer na Górków Wierch, no i szałasy na Polanie Podokólne. Taka leniwa wycieczka, ale bardzo udana.



Pieniny Magura Spiska Krempachy Górków Wierch Jurgów
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.