GRUDZIEŃ
Sosna zwyczajna (Pinus sylvestris)

Pogranicze Beskidu Sądeckiego i Pogórza Popradzkiego - 28 listopada 2025


Zasypało nas śniegiem straszliwie. Był bardzo mokry i łamały się pod jego ciężarem konary drzew. Nawet świeciło pięknie słońce, a drzewa pokryte grubą warstwą okiści wyglądały bajkowo, ale nie były to warunki na wycieczkę, zwłaszcza, że szlaki na pewno nie były przetarte. Podziwiałam go w związku z tym przez okno. Ale jak zrobiło się lepiej, to postanowiłam się gdzieś wybrać, żeby tę zimę zobaczyć.

Najbezpieczniejsza wydawała mi się Eliaszówka (1023 m n.p.m.), bo tam z reguły jest odśnieżona trasa narciarska z Przełęczy Obidza. A że Marek znowu ma „służbowe” obowiązki w Beskidzie Sądeckim związane z Koroną Beskidu Sądeckiego, to mu zaproponowałam wspólny wypad. Najlepsze warunki miały być w piątek, bo miało być piękne słońce, jeszcze lekki mrozik i bezwietrznie. No i mgły w nocy, co dawało szansę na szadź.

Rano udało mi się dotrzeć po Marka prawie bez korków. A o popołudniu na razie nie myślałam.

Byliśmy zdziwieni, bo w Kosarzyskach śniegu było niewiele. Za to oblodzony parking, który ostatnio zrobił się płatny. W związku z tym zjechaliśmy 200 metrów poniżej, gdzie jest duży parking – wyasfaltowany, a dzisiaj  bez śladu śniegu czy lodu.

Wróciliśmy na ten płatny i przyjrzeliśmy się parkomatowi. 25 złotych za dzień, a można jedynie zapłacić bilonem. To śmieszne! No jest jeszcze możliwość zapłacenia blikiem, ale nie wszyscy mają tę aplikację w telefonie.

Poszliśmy tradycyjnie niebieskim gminnym szlakiem, żeby choć trochę ominąć tę krętą i niebezpieczną drogę, którą prowadzi czerwony szlak. Chociaż jak teraz tam jest zakaz wjazdu dla turystów, to na pewno zrobiło się bezpieczniej.


Przebieg gminnego szlaku został zmieniony. Wchodzi się na niego sporo wcześniej, bo dalej jest już zakaz wejścia. Zrobiono tam tuż obok drogi strzelnicę. Kolejny genialny pomysł! To szeroka droga leśna. Prowadzi doliną potoku Czercz. Można tamtędy dojść przez Radziejówki do GSB, prowadzącego m.in. na Radziejową. To trasa, z której bardzo często korzystają narciarze. No i turyści chodzą sobie tam na spacery. A strzelnica na dodatek jest umiejscowiona w pobliżu parkingu.

W ubiegłym roku poszłam tą doliną, żeby zdobyć Międzyradziejówki. Nigdy tamtędy nie szłam, więc postanowiłam się z tym fragmentem Beskidu Sądeckiego zapoznać. Bardzo mi się ta trasa podobała. Okazuje się, że był to świetny pomysł, bo zdaje się, że teraz będzie to już niemożliwe.

My ryzykujemy i idziemy ten kawałek, dlatego możemy zobaczyć strzelnicę i wiemy, gdzie jest. Tuż przy drodze! Wejście na mostek, którym prowadził szlak, jest zawalone ziemią, ale przechodzimy. Potem już tylko tropami jeleni do góry. Ale śnieg na szczęście jest tylko do kostek.

Wychodzimy na drogę i czerwony szlak. Jest posypana żwirem, ale trzeba uważać, bo i tak jest miejscami ślisko. Z ulgą schodzimy znowu na leśną drogę, tak, jak prowadzi gminny niebieski szlak. Ktoś tędy przejechał już po opadach śniegu saniami, więc łatwiej się idzie.


Docieramy do skrętu na Eliaszówkę. Droga jest przejechana ratrakiem, więc oddychamy z ulgą. Idziemy jeszcze na Przełęcz Obidza. Tu wita nas wspaniały widok na morze mgieł pod nami. Trudno jest zrobić przyzwoite zdjęcie, bo wszędzie są słupy i kable, ale widok jest niesamowity.



Idziemy jeszcze kawałek szlakiem w stronę Radziejowej, bo chcemy zobaczyć Tatry. Niebo jest bezchmurne, wiec widok powinien być ładny. Co prawda, jest tu jeden lód na drodze, ale widok jest wart włożonego w to przejście trudu. Robimy sobie tu krótką przerwę na kubek herbaty i coś słodkiego. Ostatecznie zasłużyliśmy. Mamy za sobą 2,5 kilometra stromego i oblodzonego podejścia. No i oczywiście podziwiamy pięknie dzisiaj widoczne Tatry.


Wracamy i wchodzimy na zielony szlak prowadzący na Eliaszówkę. Tu też są miejscami oblodzenia. Dobrze, że mamy raczki.


Niestety, prawie nie ma okiści i szadzi na drzewach. Ale i tak jest wystarczająco zimowo. Zwłaszcza jak na pierwszą taką wycieczkę.



Jest bezwietrznie i ciepło. Na szczęście stopień albo dwa poniżej zera, więc śnieg nie jest mokry i idzie się dobrze. Cieszę się każdym ośnieżonym drzewkiem. No i resztkami szadzi, która rano tu jeszcze była, ale znika błyskawicznie w promieniach słońca.


Okazuje się, że ratrak dojechał aż na sam szczyt. Poprzednim razem musiałam ten ostatni, stromy odcinek pokonywać w wysokim śniegu. Tuż pod szczytem śniegu jest nieco więcej. No i sporo na samej Eliaszówce, zwłaszcza po słowackiej stronie.


Marek idzie najpierw zmienić tabliczkę z nazwą szczytu, bo muszą być teraz takie przymocowane ekologicznie. Ja tam bym te stare już zostawiła, ale leśnicy każą je usuwać, więc PTTK zamówiło nowe i Marek je zmienia.

Na szczęście, są przywiązywane do drzew, a nie przykręcane śrubami, jak te stare, więc umieszczanie ich jest łatwe.




Po spełnieniu obowiązku robimy sobie przerwę na drugie śniadanie. A potem wchodzimy na wieżę. Są z niej całkiem ładne widoki. Tatry też są widoczne, ale coraz bardziej przesłaniają je rosnące na szczycie buki. Wszędzie snują się mgły. Są bardzo malownicze. Ale już smog wiszący nad Kotliną Sądecką taki niestety nie jest. Ach strach pomyśleć, że oddychamy tym codziennie.


W drodze powrotnej Marek wymyśla skrót. No bo ileż razy można chodzić tą samą, a w sumie to dość nudną drogą. Idziemy więc na dół łąkami pod dawnym wyciągiem narciarskim. Było ich tutaj więcej, bo kiedyś Sucha Dolina była bardzo popularnym i modnym ośrodkiem narciarskim. Lila z Markiem często tu bywali.


Czasami zjeżdżają jeszcze tamtędy narciarze, ale muszą sami wyjść na górę. Na dole uruchomiono niedawno mały wyciąg. Przyjeżdżają tu rodzice z dziećmi, bo to fajne miejsce do nauki. Hotel nadal działa. Można tam też zjeść obiad. To naprawdę świetny stok i na dodatek śnieg jest tu zimą prawie zawsze, bo panuje tutaj specyficzny mikroklimat. Szkoda, że to się rozpadło.


Okazuje się, że śnieg nie jest głęboki i są ślady pozostawione przez jakiegoś narciarza podczas ubiegłego weekendu. Koleiny już stwardniały i bardzo dobrze się po nich idzie.  Na dodatek wiemy gdzie. Normalnie byśmy tędy nie zeszli, bo śnieg bywa głęboki. Kiedyś spróbowaliśmy, ale musieliśmy zrezygnować po kilkunastu metrach. Cieszymy się więc z tej niespodziewanej okazji. A Marek przypomina sobie, jak tędy kiedyś szusował.


Docieramy do drogi tuż nad hotelem. Zaoszczędziliśmy przynajmniej połowę trasy. Jak przygoda, to przygoda! Postanawiamy nie iść drogą na dół, jak planowaliśmy, tylko wchodzimy na łąkę po drugiej stronie. Ktoś tamtędy zjeżdżał, bo są ślady. Postanawiamy pójść za nimi. Na pewno sprowadzą nas na parking. Jest trochę stromo, a chwilami ślisko, ale dość szybko docieramy na dół.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej wycieczki. Co prawda, liczyliśmy na widok drzew pokrytych szadzią, no przynajmniej okiścią, a obu było niewiele, ale za to było piękna, słoneczna i bezwietrzna pogoda. Marek wykonał zadanie, no i dostaliśmy widok pięknych mgieł w bonusie oraz zejście skrótem przez malownicze łąki. Niestety, po odwiezieniu go do domu spędziłam 40 minut w korku, ale było warto. Pierwsza zimową wyprawę w góry w tym sezonie uważam za bardzo udaną.



Beskid Sądecki Kosarzyska Eliaszówka Pasmo Radziejowej Pogórze Popradzkie Przełęcz Obidza
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.