CZERWIEC
Kozibród łąkowy (Tragopogon pratensis)

  Beskid Niski - 18 czerwca 2023


W ubiegłym roku bardzo chciałam zobaczyć nieistniejącą już wieś łemkowską – Nieznajową. Poszłyśmy tam z koleżanką szlakiem z Wołowca. Znalazłam wtedy przez przypadek (bo nie w tym celu tam pojechałam i nie wiedziałam, że tam rośnie) rzepik szczeciniasty, który od dawna znajdował się na mojej liście do sfotografowania. Niestety jeszcze nie kwitł, więc musiałam tam wrócić. Ale zrobiłam to z dużą przyjemnością, bo jest tam przepięknie. Dotarłam wtedy aż do Radocyny – kolejnej nieistniejącej wsi. I obiecałam sobie, że wrócę w te okolice – żeby zobaczyć jeszcze dwie takie wsie – Czarne i Długie. We wszystkich czterech zostały ustawione symboliczne drzwi do nieistniejącego już od ponad 80 lat na tym terenie dawnego świata Łemków. Drzwi do Zaginionego Świata. Piękny symbol, zmuszający do zadumy i refleksji. Po ludnych wsiach, tętniących niegdyś życiem, zostały tylko przydrożne krzyże, cmentarze, cerkwiska, zarośnięte trawą resztki podmurówek domów i stare sady. Nostalgia za światem, którego już nie ma, jest tu bardzo wyczuwalna. Młyny historii bywają okrutne…

Kiedy piszę tę relację, wiem już, że są jeszcze jedne takie drzwi – w Lipnej. I znowu muszę się wstydzić, bo gdybym dokładniej przygotowała się do tej wycieczki, to bym o nich wiedziała i je zobaczyła, a na dodatek, zamiast wracać tą samą drogą, zrobiłabym pętlę. Cóż… Ale i tak muszę tu wrócić w przyszłym roku z uwagi na unikatowego tłustosza dwubarwnego, który był drugim celem tej wycieczki, więc wtedy zajrzę do Lipnej.


Po drodze do Jasionki, z której zamierzam wyruszyć, zatrzymuję się najpierw w Banicy przy pomniku upamiętniającym siedmiu polskich lotników, którzy zginęli tutaj w sierpniu 1944 roku. Ich samolot, Halifax JP295, którym przylecieli do Polski z Włoch z zaopatrzeniem dla powstańczej Warszawy, został  podczas powrotu zestrzelony nad Banicą przez niemiecki myśliwiec.


Potem jeszcze kolejny przystanek w Krzywej, przy tutejszej dawnej cerkwi greckokatolickiej pw. Świętych Kosmy i Damiana. Świątynia została zbudowana w 1924 roku. Wcześnie były tutaj dwie cerkwie, obie spłonęły. Pierwsza w XVIII wieku, druga, zbudowana w 1864, podczas I wojny światowej.

Cerkiew jest zbudowana w stylu nawiązującym do cerkwi staroruskich. Obok drewniana dzwonnica. I cmentarz wojenny z I wojny światowej nr 54.

Obecnie cerkiew jest użytkowana przez katolików. Z tego, co widziałam na zdjęciach, wewnątrz nie zachowało się oryginalne wyposażenie – nie ma ikonostasu.


Dojeżdżam do Jasionki, przejeżdżam ją i zostawiam samochód wśród łąk. Prowadzi tędy bita droga. Jak się potem okazuje, jest w całkiem dobrym stanie i można nią dojechać do Czarnego i Radocyny, ale ja ostatecznie przyjechałam na wycieczkę, więc idę pieszo.

Jest ósma rano, piękny, słoneczny dzień, ale nie jest gorąco, wokół piękne łąki, więc to bardzo przyjemny spacer.


Docieram najpierw do ścieżki prowadzącej do pomnika św. Maksyma Sandowycza (Gorlickiego). Był to duchowny prawosławny (urodzony w rodzinie grekokatolickiej). Zajmował się m.in. propagowaniem prawosławia w Galicji wśród grekokatolickiej ludności wiejskiej, co nie podobało się władzom austriackim. Był za to więziony, a w końcu skazany na śmierć i rozstrzelany w 1914 roku.


Był bardzo szanowany i czczony przez prawosławnych Łemków. W latach 30. ubiegłego wieku rozwinął się jego kult. W 1934 roku w Czarnem postawiono pomnik ku jego czci i ofiar obozu w Talerhofie. W 1994 roku Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny uznał go za świętego. Jego doczesne szczątki zostały przeniesione jako relikwie z cmentarza w Zdyni, gdzie był pochowany, do cerkwi w Zdyni, a następnie do cerkwi Świętej Trójcy w Gorlicach, która pełni rolę katedry diecezji przemysko-gorlickiej.

Obecnie do obelisku prowadzi ścieżka z tablicami informującymi o jego życiu i tamtych wydarzeniach.


Potem pojawiają się pierwsze przydrożne kapliczki. Jest tu ich sporo. Docieram do właśnie odnawianego cmentarza wojennego nr 53, projektowanego przez słynnego Dušana Jurkoviča.



Obok jest cmentarz łemkowski i cerkwisko. Stała tu cerkiew greckokatolicka pw. św. Dymitra. Została zbudowana w stylu zachodniołemkowskim w II poł. XVIII wieku. Po akcji „Wisła” opuszczona i popadająca w ruinę. W latach 70. ubiegłego wieku zainteresowali się nią twórcy sądeckiego skansenu, gdzie w końcu stanęła w 1993 roku i jest przez parafię greckokatolicką w Nowym Sączu używana jako świątynia.


Za cmentarzami wspomniane powyżej drzwi. Potem muszę zejść z drogi i wejść na szlak o nazwie „Szlak Lasów Państwowych im Jana Jaworskiego”, bo muszę dojść do łąki, na której rośnie unikatowa roślinka, której jeszcze nie mam w swojej kolekcji – tłustosz dwubarwy. Dostałam zimą dokładne namiary od poznanego przez Internet miłośnika roślin i bardzo się ucieszyłam, że rośnie akurat w miejscu, które miałam zaplanowane do odwiedzenia w tym roku. Jestem praktyczna, więc lubię łączyć przyjemne z pożytecznym.



Żadnego oznaczenia szlaku nie widzę, ścieżki też nie ma żadnej, idę więc na przełaj do góry przez pastwisko, bo wiem, że to dobry kierunek, a moja mapa w telefonie mówi mi, że jestem na szlaku. Potem zauważam oznaczenie szlaku, chociaż już dość niewidoczne, bo dawno nie odnawiane. Docieram do „mojej” łąki i rozpoczynam poszukiwania. Dość szybko znajduję tłustosza – w sumie 6 sztuk, ale niestety wszystkie już mają owoce. Spóźniłam się sporo, co jest dla mnie dziwne, bo tłustosze pospolite właśnie kwitną i liczyłam, że ten też będzie. Ale ponieważ nie przyszłam tu wyłącznie dla niego, to nie jestem aż tak rozżalona. Jest tu tak pięknie, że z przyjemnością wrócę tu za rok.


Schodzę na dół na przełaj przez łąki do widocznej w dole drogi, prowadzącej do Radocyny. Idę nią kawałek, a potem skręcam w stronę Długiego. W ubiegłym roku już tu byłam, obejrzałam świeżo wyremontowany cmentarz wojenny nr 44, także zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča. I cmentarz łemkowski. Ale teraz chcę podejść nieco dalej, do kolejnych Drzwi do Zaginionego Świata. Są niedaleko, może pół kilometra od cmentarzy.


W Długiem też była cerkiew greckokatolicka, która jednak nie przetrwała. Stała ponoć jeszcze w 1955 roku, ale nie udało mi się dowiedzieć, co się z nią stało. I w Czarnem, i w Długiem były także zbudowane w latach 30. ubiegłego wieku, po przejściu ludności na prawosławie, cerkwie prawosławne. Obie zostały ponoć rozebrane przez pracowników PGR-u w Jasionce, a materiał z rozbiórki wykorzystany do budowy stajni.



Potem wracam już drogą, którą przyszłam z Jasionek. Ponieważ część trasy przeszłam górą, pod lasem, to teraz mam okazję zobaczyć wszystkie kapliczki i krzyże przydrożne, których nie widziałam, bo nie szłam jeszcze tym fragmentem drogi.

Idę z duszą na ramieniu, bo za mną „mruczy” cały czas burza, ale udaje mi się bezpiecznie dotrzeć do samochodu.


Zatrzymuję się jeszcze na chwilkę w Gładyszowie, bo tutejsza, moja ulubiona, cerkiew geckokatolicka pw. Wniebowstąpienia Pańskiego, pięknie się prezentuje na tle granatowego nieba. Chce jej zrobić zdjęcie.

W Klimkówce, w której planowałam się zatrzymać i przejść się jeszcze ścieżką koło jeziora, dopada mnie ulewa, a w Grybowie jeszcze dodatkowo grad. Ale wracam cała i bezpieczna do domu. Znowu miałam szczęście i udaną wycieczkę.



Beskid Niski cerkwie cmentarze wojenne Banica Gładyszów Długie Krzywa Czarne Jasionki
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.