Beskid Sądecki - 9 lutego 2025
Po zdobyciu we wtorek Jasiennika (1153 m n.p.m.), który
został zaliczony do Korony Beskidu Sądeckiego, postanowiłam się przyjrzeć
liście wszystkich szczytów, które trzeba zdobyć, żeby otrzymać odznakę.
Odznaka Korona Beskidu Sądeckiego jest odznaką regionalną
Oddziału PTTK „Beskid” w Nowym Sączu. Nadzór nad nią sprawuje Komisja Turystyki
Górskiej Oddziału PTTK „Beskid” w Nowym Sączu, której członkiem jest Marek,
stąd nasze niektóre wycieczki.
Aby uzyskać odznakę, należy zdobyć 35 wyznaczonych tysięczników Beskidu Sądeckiego. Niektóre są tuż przy szlakach, do innych nie prowadzą nie tylko szlaki, ale nawet ścieżki i są trudno dostępne. Na wszystkich zostały umieszczone tabliczki, ale często trzeba je namierzyć przy pomocy GPS-u. To niełatwe zadanie.
Okazało się, że byłam już na 30 z nich. Postanowiłam, że
zdobędę pozostałe. Na odznace mi nie zależy, zresztą nie miałabym jak
zweryfikować faktu ich zdobycia, bo tego nie dokumentowałam, ale liczy się
satysfakcja.
Marek w niedzielę był zajęty, więc musiałam wybrać się
gdzieś sama. Wymyśliłam sobie, że pójdę na te zlekceważone przez mnie w listopadzie Międzyradziejówki.
Po przeanalizowaniu mapy postanowiłam dojść tam nie
szlakiem, a drogą leśną prowadzącą doliną potoku Czercz. Można tamtędy dojść do GSB,
a nim na Wielki Rogacz i Radziejową. Nigdy nie szłam tą drogą, więc postanowiłam
to nadrobić. Trochę się obawiałam, że taka trasa, w większości poza szlakami,
może się zamienić w kolejną wyprawę po przygodę, a na to nie miałam zbytnio
ochoty. Obiecałam więc sobie, że będę się trzymać zaznaczonych na mapie ścieżek
i z nich nie zejdę.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Zostawiłam samochód na oblodzonym parkingu w Kosarzyskach i wyruszyłam. Od razu założyłam raczki, bo przewidywałam, że będzie tam ślisko. Spodziewałam się też, że w tej głębokiej dolinie będzie ponuro, ale okazało się, że o tej porze było sporo słońca. I jeszcze całkiem dużo śniegu, ale można się tego było spodziewać. Był to kiedyś ośrodek narciarski. Z reguły powstają w miejscach, gdzie śnieg długo się utrzymuje. Za to mogłam podziwiać na potoku lodowe „rzeźby”. No i piękne sople, zwisające z mostków i skałek.
.jpg)
.jpg)
Cały czas zerkałam na mapę w telefonie, żeby w odpowiednim
miejscu skręcić, żeby dojść na zaplanowane przez mnie Radziejówki. Minęłam
bród, potem do potoku Czercz dołączył potok Międzybrodzie i droga prowadziła
teraz wzdłuż jego koryta. Po przejściu ok. 400 metrów od brodu doszłam do
miejsca, gdzie powinna odchodzić droga w prawo. Były dwie. Po chwili wahania
weszłam na tę szerszą i nowszą, bo ta druga była już rzadko używana i bardzo
zarośnięta. Na dodatek szła w cieniu. Po chwili sprawdziłam na mapie, niestety
szłam nie tą co powinnam. Ale nie chciało mi się już wracać. Miałam cichą
nadzieję, że doprowadzi mnie do rozwidlenia dróg. Sprawdzałam co 50 metrów –
cały czas szła równolegle do tej starej. Czekałam, kiedy się skończy. Miałam
jednak szczęście, bo ta stara dołączyła do tej nowszej.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Po dojściu do polany pokontemplowałam widoki, a potem
ruszyłam stromą, kamienistą drogą do góry. W okolicach Radziejówek (1023 m n.p.m.) dogoniło
mnie trzech młodych ludzi – szli na Przehybę. Nikogo więcej nie spotkałam, chociaż były pojedyncze ślady, więc ktoś tędy rano już szedł.
.jpg)
.jpg)
Miejscami było jeszcze sporo śniegu. Ale był stwardniały i nogi się w nim nie zapadały. Było już zupełnie przedwiosennie. Ciepło, bezwietrznie, a ptaki zanosiły się śpiewem.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Minęłam Radziejówki i kawałek dalej na rozwidleniu skręciłam w prawo. Ta druga odnoga też dociera się do GSB, ale mi było bliżej tędy do Międzyradziejówek.
.jpg)
.jpg)
Dotarłam na grań do czerwonego szlaku. Poszłam nim kawałek w
stronę Trześniowego Gronia, bo tam miały być Międzyradziejówki. Po 500 metrach
rzeczywiście dotarłam do prowizorycznego napisu z nazwą szczytu.
.jpg)
.jpg)
Chwilę się zastanawiałam, którędy wrócić, bo miałam dwie
opcje do wyboru. Postanowiłam, że pójdę jeszcze na Wielki Rogacz, a potem zejdę
w dół najpierw niebieskim szlakiem, a potem lokalną drogą z powrotem do doliny
obu potoków, którą szłam rano.
.jpg)
.jpg)
Niespodziewanie dla mnie, docieram pod kolejną już tabliczkę,
oznaczającą szczyt Międzyradziejówek. Tabliczka jest bardziej profesjonalna, a wysokość jest na niej inna,
niż na poprzedniej. No i to ponad pół kilometra dalej.
W domu to sprawdzam. Międzyradziejówki to szczyt
trójwierzchołkowy. Wszystkie szczyty są mało wybitne i różnią się nieznacznie
wysokością. Ten pierwszy, przy którym byłam, o wysokości 1037 m n.p.m., jest
zaznaczony na mapach (znalazłam w Internecie zdjęcie poprzedniej tabliczki, na
którym jest podana wysokość 1035 m n.p.m.). Gdzieś tam w pobliżu jest jeszcze
jeden szczyt najprawdopodobniej o takiej wysokości. A ta druga tabliczka,
bliżej wielkiego Rogacza, podaje wysokość 1041 m n.p.m., i to jest ten trzeci
wierzchołek, najwybitniejszy z nich i nieco oddalony. Ten właśnie należy
zdobyć, zaliczając szczyty do Korony Beskidu Sądeckiego. A myślałam, że botanika
jest skomplikowana!
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Ubieram znowu raczki, bo pojawia się śnieg i jest mocno wydeptany,
więc przewiduję, że może być ślisko. A potem pojawia się szadź na drzewach. Co prawda, tylko na jakiś 200 metrach szlaku, ale od razu robi się zimowo. Rano musiało być jej więcej, ale słońce już sobie z nią poradziło.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Docieram pod Wielki Rogacz (1182 m n.p.m.). Wchodzę na szczyt, bo to tylko pięć minut od szlaku. Już tam kiedyś byłam, ale skoro jestem tak blisko…
Schodzę, tak, jak zaplanowałam, niebieskim szlakiem. Idzie nim
bardzo dużo turystów. Wszyscy na Radziejową. Wykorzystują fakt, że jest piękna
niedziela. No i możliwość skrócenia sobie tej trasy i wyjechania wyżej, bo
ponoć od poniedziałku ostatni parking będzie tam, gdzie ja zostawiłam samochód.
Czyli wycieczka na Radziejową może się wydłużyć blisko o 8 kilometrów!
.jpg)
.jpg)
Wchodzę jeszcze na Mały Rogacz (1162 m n.p.m.), bo szczerze powiedziawszy, na szczycie jeszcze nie byłam, choć to kilkanaście metrów od drogi. Według Marka miała tam być tabliczka, ale jej nie zauważyłam. W każdym razie szczyt uważam za zaliczony, bo wyżej już się tam wyjść nie dało!
.jpg)
.jpg)
Raczki były dobrym pomysłem, bo szlak jest miejscami mocno
oblodzony. Z ulgą schodzę najpierw na szlak narciarsko-rowerowy, a potem, tuż
nad polaną Litawcową, obok charakterystycznych trzech buków, skręcam w lewo.
.jpg)
.jpg)
Teraz będę musiała bardzo uważać i pilnować drogi. Nikt tędy raczej
nie chodzi. Ma nadzieję, że uda mi się dotrzeć nią na dół.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Początkowo szeroka i wygodna, nagle się kończy. Przede mną
pojawia się jar potoku. Ale po jego drugiej stronie udaje mi się wypatrzyć
wąską ścieżynkę. Nie mam innego wyjścia, ostrożnie przechodzę na drugą stronę.
Po kilkunastu metrach sprawdzam na mapie – jestem na tej drodze, co trzeba,
więc oddycham z ulgą. Co prawda, to wąska ścieżka, prowadząca przez mizerny,
świerkowy las i na dodatek co chwila drogę zagradzają mi powalone drzewa.
Pokonuję ten fragment z duszą na ramieniu, bo nie wiem, co mnie dalej czeka.
.jpg)
.jpg)
I znowu ta sama historia – ścieżka kończy się przy potoku.
Ale po drugiej stronie pojawia się szeroka stokówka. Znowu ostrożnie pokonuję
oblodzony jar potoku i sprawdzam, czy to na pewno ta droga.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Wszystko jest w porządku, więc idę dalej. Tym razem już bez
przeszkód docieram na dół. Najpierw idę wzdłuż potoku Międzybrodzie, a później
potoku Czercz. Teraz jest tu ponuro, bo słońce schowało się za górami, a to
głęboka dolina jest.
W pewnym momencie ze stromego zbocza nade mną zeskakują na drogę jakieś pięć metrów ode mnie dwie dorodne łanie. O mało co nie wywróciłam się z wrażenia! Ale zanim zdążyłam sięgnąć po aparat, zniknęły na przeciwległym zboczu.
.jpg)
.jpg)
Nie chciało mi się zakładać kolejny raz ściągniętych na
górze raczków, więc muszę uważać, żeby się teraz nie poślizgnąć.
Z ulgą wychodzę z lasu na rozległy parking, gdzie zostawiłam
samochód. Zrobiłam piękną pętlę, jakieś 14-15 kilometrów, w większości poza
szlakami. I ani razu się nie zgubiłam! A szłam tędy po raz pierwszy! No i zaliczyłam kolejny szczyt należący
do KBS. A właściwie to nawet dwa! Jestem z siebie dumna! To była naprawdę udana
wycieczka!
Beskid Sądecki Kosarzyska Pasmo Radziejowej Wielki Rogacz Radziejówki Mały Rogacz Międzyradziejówki Potok Czercz