KWIECIEŃ
Krokus, szafran spiski (Crocus scepusiensis)

Pogórze Rożnowskie, Pogórze Wiśnickie i Beskid Wyspowy - 28 lutego 2026


Zrobiło się przedwiosennie. Tradycyjnie porzucam w tym okresie góry, bo przez jakiś czas jest tam nieciekawie. Postanawiam zrealizować zaplanowaną już rok temu kolejną wyprawę po cmentarzach wojennych. Między innymi w Czchowie i Lipnicy Murowanej. To wycieczka, która spodoba się mojej przyjaciółce, a bardzo chciałabym, żeby z nami pojechała.

Zapowiada się wspaniała pogoda. Jedziemy najpierw do Czchowa. Zatrzymujemy się na parkingu przy cmentarzu pod zamkową górą. Dobiega nas zapach świeżego chleba. Nie możemy się powstrzymać i zaczynamy szukać jego źródła. Poniżej są spore zabudowania. Obchodzimy je wokół i rzeczywiście – jest tam piekarnia. Kupujemy po świeżutkiej drożdżówce dla każdego. Wybór jest bardzo duży, a wszystkie wyglądają tak apetycznie, że trudno się zdecydować…

Drożdżówki lądują na razie w bagażniku, bo jesteśmy tuż po śniadaniu, a my wdrapujemy się na czchowski zamek.

Czchów to bardzo stara miejscowość. Pierwsze wzmianki o nim pojawiają się już w wieku XIII. W XIV wieku właścicielką była królowa Jadwiga – wdowa po Władysławie Łokietku. Po jej śmierci odziedziczył Czchów syn, król Kazimierz Wielki. Miasto wtedy zmieniło lokację na prawo magdeburskie i zostało otoczone murem obronnym. Nie wiadomo, kiedy uzyskało prawa miejskie, ale w dokumencie lokacyjnym jest ponoć mowa o tym, że miejscowość ma prawa miejskie już od dawna. Wraz z upadkiem zamku podupadło też miasto. W latach międzywojennych Czchów utracił prawa miejskie. Odzyskał je dopiero w 2000 roku.


W II poł. XIII wieku powstała tam wieża obronna, rozbudowana na przełomie XIV i XV wieku. Fortyfikacja miała na celu kontrolowanie przebiegającego tędy szlaku handlowego z Węgier. Była tu komora celna. W poł. XVII wieku zamek opustoszał i zaczął powoli popadać w ruinę. W II poł. XVIII wieku zamkowa wieża była używana jako więzienie. Zostało one zlikwidowane po I rozbiorze.


Odkąd pamiętam, w Czchowie nad drogą górowała zrujnowana wieża, wystająca znad otaczających ją drzew. Od jakiegoś czasu trwa moda na rekonstrukcje dawnych zamków. Czchowska baszta była jedną z pierwszych w naszym regionie. Po przeprowadzonych na zamkowych wzgórzu gruntownych pracach archeologicznych, z inicjatywy władz Czchowa została podjęta decyzja o częściowej rekonstrukcji zamku. Zresztą, nie tylko. Żeby dodatkowo urozmaicić zwiedzanie, wokół zamku i na jego murach odtworzono około dziesięciu machin średniowiecznych, służących do zdobywania twierdz lub ich obrony. Tego nie widziałam do tej pory jeszcze nigdzie, a to świetny pomysł.

Na wieżę można wejść, ale zdaje się, że tylko w sezonie letnim. Za tą atrakcję trzeba zapłacić.


W lesie nad zamkiem zrobiono ładne alejki  - taki park dla mieszkańców i turystów. Jest też miejsce, gdzie można zrobić sporą, plenerową imprezę. A pod zamkiem jest duży, wygodny parking, przy którym jest siłownia „pod chmurką” i spory plac zabaw dla najmłodszych. Byłam tutaj już kilkakrotnie – nadal cały teren jest czysty i zadbany.


Idziemy teraz do centrum. Duży, schludny rynek z ładnym alejkami, otoczony niskimi domami. Część z nich ma ładne podcienia. Fontanna, pomnik św. Floriana i kapliczka św. Jana Nepomucena.


Przy rynku znajduje się kościół pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny. To jedna z najstarszych i najlepiej zachowanych świątyń w Małopolsce. Powstał w XIV wieku, na miejscu starszej, XII-wiecznej budowli. Był wielokrotnie przebudowywany. Najstarszą częścią jest prezbiterium, w którym zachowała się unikatowa, XIV-wieczna polichromia.


Mamy szczęście, bo akurat trwa sobotnie sprzątanie i jest otwarty, więc możemy zajrzeć do środka.


Teraz pora na tutejszy cmentarz wojenny z I wojny światowej, bo jeszcze go nie widziałam. Oznaczony numerem 297. Znajduje się na cmentarzu komunalnym. Zaprojektował go Robert Motka. Głównym elementem cmentarza jest kamienny pomnik, usytuowany w wysuniętej wnęce.


Pochowano na nim 106 żołnierzy austro-węgierskich i 8 rosyjskich.

Stamtąd jedziemy do Tymowej, bo jest tam kolejny cmentarz. Zatrzymujemy się przy tutejszym kościele. To stara wieś, pierwsza o niej wzmianka pochodzi z roku 1215, ale parafia powstała przypuszczalnie w II poł. XIII wieku.


Pierwszy, drewniany kościół pw. św. Mikołaja Wyznawcy, był tu wybudowany w II poł. XIII wieku. Oczywiście nie przetrwał, strawił go pożar. Obecny, też drewniany, został zbudowany w 1764 roku, a następnie w 1913 powiększony przez przedłużenie prezbiterium. Jest w stylu barokowym, trójnawowy z przybudowanymi zakrystią i skarbcem. Na zewnątrz soboty o ciekawym podparciu daszków.

Wewnątrz polichromia z 1913 roku. Wyposażenie wnętrza z XVIII wieku, ołtarz główny z obrazem św. Mikołaja w części środkowej. Na belce tęczowej rzeźbiona grupa ukrzyżowania. Ołtarze boczne też z tego okresu oraz jeden klasycystyczny z XIX wieku. Chrzcielnica kamienna z XVIII wieku. Ambona z 1766 roku. Kropielnica marmurowa, z emblematem karmelitów, z XVII wieku.

Znowu mamy szczęście, bo w kościele odbywa się spotkanie dla ministrantów i jest otwarty. Tylko zaglądamy, bo nie chcemy przeszkadzać.


Teraz podchodzimy pod cmentarz komunalny, bo znajduje się na nim kolejny wojenny cmentarz, oznaczony numerem 298. Ma, podobnie jak poprzedni, kształt prostokąta. Jego głównym elementem jest sporej wielkości pomnik. Jest to zwieńczona betonowym krzyżem maltańskim ściana pomnikowa z otworem, w którym znajduje się ażurowa, metalowa konstrukcja. Wejście na cmentarz przez furtkę pomiędzy dwoma betonowymi słupkami zwieńczonymi ozdobnikami w postaci betonowej kuli. Furtka ze stalowej blachy, ozdobiona m.in. także krzyżem maltańskim. Projektantem tej nekropolii jest również Robert Motka.

Pochowano tu 56 żołnierzy armii austro-węgierskiej i 34 żołnierzy armii rosyjskiej.


Stamtąd jedziemy do Lipnicy Murowanej. To bardzo znana w całej Polsce (i nie tylko) miejscowość. Znajduje się na szlaku architektury drewnianej. Od 1958 roku jest tu organizowany Konkurs Lipnickich Palm i Rękodzieła Artystycznego. Palmy są oceniane w pięciu kategoriach. Budząca największe emocje jest ta, w której ocenia się wysokość palmy. Najwyższa, ta z 2019 roku, miała prawie 40 metrów. Podczas konkursu miejscowość jest odwiedzana bardzo licznie przez turystów z całej Polski i gości z zagranicy.

Wieś Lipnica Murowana została miastem w 1326 roku, więc w tym roku obchodzi 700-lecie. Lokacji dokonał król Władysław Łokietek. Za panowania Kazimierza Wielkiego miasto zostało, podobnie jak Czchów, otoczone murami obronnymi. Leżało przy trakcie węgierskim, miało więc dobre warunki rozwoju.

Na początku XVI wieku miasto całkowicie strawił pożar. Takich pożarów, zwłaszcza w wieku XIX, było tu ponoć jeszcze kilka. Do połowy XVII wieku miasto się rozwijało, ale później zaczęło podupadać, by w 1934 roku utracić prawa miejskie.

Zatrzymujemy się na ryneczku otoczonym zabytkowymi, głównie drewnianymi domami z charakterystycznymi podcieniami. Potem idziemy w stronę kościołów: parafialnego, pw. św. Andrzeja Apostoła, i kolejnego, pw. św. Szymona z Lipnicy.


Pierwszy, gotycki, ufundowany przez Kazimierza Wielkiego. Z charakterystyczną, czworoboczną wieżą. W ołtarzu pod chórem unikatowa rzeźba Madonny z ok. 1370 roku, ana belce tęczowej krucyfiks z XVII wieku. Przy wejściach do świątyni dwie kamienne chrzcielnice – z XIV i XV wieku.


Drugi, barokowy, ufundowany przez Stanisława Lubomirskiego i mieszczan lipnickich jako wotum wdzięczności za zwycięstwo pod Chocimiem. Zbudowany w miejscu, gdzie stał dom, w którym ponoć urodził się św. Szymon z Lipnicy. Niestety, oba zamknięte.


Teraz urokliwymi uliczkami idziemy pod drewniany kościół pw. św. Leonarda. To unikatowy zabytek, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Został zbudowany prawdopodobnie w XV wieku, na miejscu wcześniejszej świątyni. Legenda głosi, że jeszcze wcześniej stała tu pogańska gontyna. Zachował się w prawie niezmienionym stanie, i m.in. dlatego jest jednym z najcenniejszych zabytków drewnianej architektury sakralnej w Polsce. W środku polichromia z XV i XVI wieku. Ołtarz od tyłu jest podtrzymywany przez belkę, która jest rzekomo dawną rzeźbą Świętowita.


Na cmentarzu obok kościoła znajduje się cmentarz wojenny nr 299. Skromny, na planie prostokąta. Informacji o autorze projektu nie znalazłam. Pochowano tu ponad 60 żołnierzy, głównie z armii rosyjskiej i kilku z austro-węgierskiej, a także 2 żołnierzy Legionów Polskich, którzy zginęli na okolicznych polach na początku grudnia 1914. Miejsce to zostało niedawno odnowione.

Wracamy do rynku, gdzie w Pizzerii Torino (bo kawiarni nie znaleźliśmy) pijemy kawę. Ale jest tu bardzo miło i przytulnie. A kawa bardzo smaczna. Ciasta nie mają, ale to akurat dobrze, bo mamy przecież drożdżówki z Czchowa. Tu niestety nie możemy ich zjeść, ale będą na deser po drugim śniadaniu.

Z żalem opuszczamy urokliwe miasteczko i jedziemy znaleźć miejsce na obiecane Markowi i Lili ognisko. Musi być, bo zabrali ze sobą kiełbasę. Jedyne miejsce, jakie znalazłam, to parking przy wyjściu ścieżki prowadzącej do Kamieni Brodzińskiego. Pierwotnie tej atrakcji nie planowałam, ale dzięki poszukiwaniom miejsca na ognisko, postanowiłam, że przy okazji je odwiedzimy. Dawno tam nie byliśmy, warto odświeżyć pamięć, zwłaszcza, że to raptem kilometrowa pętla.

Przy parkingu jest spora restauracja. Trwają prace budowlane na zewnątrz. Zaznaczonego na mapie miejsca piknikowego oczywiście nie ma. Ale moi przyjaciele są uparci, zabierają ze sobą wiktuały.

Idziemy ładnym, sosnowym lasem. W runie łany borówek. Ślicznie się już zazieleniły i jest w związku z tym bardzo wiosennie. Spacer tą ścieżką to duża przyjemność.


Dochodzimy pod słynne Kamienie Brodzińskiego. Znajdują się na niższym, północno-wschodnim wierzchołku Paprockiej (438 m n.p.m.) i jego zboczach. To malownicza gruba skałek kształcie baszt, grzybów i ambon. Największa z nich, Wielki Kamień, ma wysokość 10 metrów, a długość 16 metrów. Ma kształt baszty o pionowych lub przewieszonych ścianach. Inna, o nazwie Pęknięta, to jakby dwie skały z przejściem pomiędzy. Obok jest jeszcze kolejna, o nazwie Skocznia. Ta grupa skałek jest pomnikiem przyrody.

200 metrów dalej, poza szlakiem są jeszcze dwie: Grzyb i Wysoka (te już nie są pomnikiem przyrody).


Kamienie Brodzińskiego to największe wychodnie skalne na terenie Wiśnicko-Lipnickiego Parku Krajobrazowego. Są to ostańce wierzchowinowe z piaskowca istebniańskiego. Na ścianach grzybów skalnych występują rzadko spotykane struktury komórkowe i arkadowe.

Nazwę skałom nadano na cześć pochodzącego z tych okolic poety, historyka, teoretyka literatury, publicysty, tłumacza i profesora Uniwersytetu Warszawskiego, Kazimierza Brodzińskiego. Bardzo lubił ponoć w tym miejscu bywać. W 1938 roku bocheński oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego wykupił ten teren, by go chronić i to jego członkowie nadali mu tę nazwę. Po wojnie opiekę nad Kamieniami Brodzińskiego przejęło PTTK. Planowano utworzyć na tym terenie geologiczno-leśny rezerwat przyrody. Niestety, to nie wyszło, ale w 1962 roku skały zostały uznane za pomnik przyrody. Obecnie znowu rozważa się utworzenie w tym miejscu rezerwatu.


Na skałach uprawiany jest bouldering - wspinaczka najczęściej po wolnostojących, kilkumetrowych blokach skalnych bez użycia asekuracji liną. Teraz też ktoś się tam wspina.

Jak byliśmy tutaj wcześniej, to skały były paskudnie popisane przez „turystów”. Teraz nie ma ani jednego napisu – wszystko zostało wyczyszczone. W ich miejscu są jaśniejsze plamy na skale, ale to i tak zdecydowanie lepiej wygląda.

Okazuje się, że poniżej pomnika przyrody jest miejsce do zrobienia ogniska. Lila z Markiem nie na darmo się trudzili!


Zbieramy sprawnie suche gałęzie, Marek rozpala ogień. Kiełbasa zakupiona przez Lilę jest pyszna! No i na deser mamy drożdżówki! No i oczywiście gorącą herbatę w termosach!


Po posiłku wracamy na parking i jedziemy do Rajbrotu. Tam mamy do odwiedzenia kolejny cmentarz. Ale najpierw zatrzymujemy się przy zabytkowej, drewnianej świątyni.

Gotycki kościół pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny powstał w wieku XVI, na miejscu starszej świątyni. W środku wczesnobarokowy ołtarz, w którym znajduje się XVII-wieczny obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem i św. Janem, słynący łaskami. Na ścianach polichromia z XIX wieku, ale zachowały się fragmenty wcześniejszej. Niestety jest zamknięty, więc nie możemy zajrzeć do środka.


Niedaleko kościoła znajduje się jeszcze zabytkowy spichlerz z przełomu XVII i XVIII wieku. Kiedyś go oglądaliśmy. Obecnie dojście do niego jest utrudnione, bo znajduje się na terenie ogrodzonego terenu szkoły. Tuż przy nim powstał plac zabaw, co nie jest najlepszym pomysłem, bo nie ma do niego dojścia ani nie można mu zrobić zdjęcia. Robię jedno zza płotu, z góry, a potem wykorzystuję "technologię" i usuwam elementy placu zabaw z pierwszego planu. Zdjęcie i tak kiepskie, ale jest! A pamiętam, jak siedziałam na schodkach tego spichlerzyka!


Teraz podjeżdżamy kawałek w stronę cmentarza wojennego nr 300. Zostawiamy samochód przy kaplicy, bo to jedyne miejsce, jakie znalazłam na mapie satelitarnej. Teraz kilometrowy spacer czarnym szlakiem – najpierw asfaltową drogą, a później przez las. Trochę błota jest, ale jeszcze nie jest najgorzej.


To spory cmentarz, położony na północnym stoku Kobyły (605 m n.p.m.). Zbudowany na dość stromym zboczu na planie prostokąta. Od zachodniej strony cmentarz otoczony jest murem z kamienia ciosanego, pozostałe natomiast boki ogrodzenia tworzy betonowa podmurówka i kamienne, murowane słupki, dawniej połączone grubymi rurami żelaznymi, obecnie drewnianymi żerdkami. Wejście na cmentarz od strony wschodniej przez niska furtkę. Głównym elementem dekoracyjnym jest znajdująca się w południowo-zachodnim rogu ogrodzenia kamienna ściana z tablicą inskrypcyjna i betonową ławeczką. Projektantem tego cmentarza jest Frank Stark. Pochowano tutaj 96 żołnierzy armii austro-węgierskiej, 28 żołnierzy armii niemieckiej i 117 żołnierzy armii rosyjskiej.


Mamy szczęście, bo cmentarz jest akurat świeżo wyremontowany.


Wracamy tą samą drogą. Potem jedziemy do Żegociny. Zamierzamy zajrzeć do Parku Geologicznego. Został utworzony w 2005 roku w miejscu dawnego kamieniołomu. Jest to typowe odsłonięcie fliszu karpackiego z równoległymi, ułożonymi na przemian warstwami łupków i piaskowców, w których znajdują się dobrze widoczne strzałki kalcytowe. Występują również warstwy zlepieńców z niewielkimi okruchami węgla kamiennego.


Na dnie wyrobiska kamieniołomu utworzono pole biwakowe z ławkami, na którym wykonano zadaszoną wiatę, murowany z kamieni kominek grillowy, krąg do palenia ogniska. Zamontowana obok tablica informacyjna z ilustracjami opisuje historię kamieniołomu i jego budowę geologiczną. Byliśmy tutaj kilkanaście lat temu i bardzo nam się podobało. Niestety, o takie miejsca trzeba dbać. Skały zarosły drzewami i krzakami. Ostała się tylko jedna widoczna w okolicy tablicy informacyjnej.


Teraz mamy w planie zabytkowy kościół w Rozdzielu pw. św. Jakuba. Ma bardzo ciekawą historię. Świątynia została zbudowana w XV wieku w Królówce. Przebudowana w 1563 roku, z fundacji króla Zygmunta Augusta. Prawdopodobnie kościół ten w II poł. XVI wieku znajdował się przez dwadzieścia lat w rękach arian. W 1791 roku ochrzczono w  nim wspomnianego już Kazimierza Brodzińskiego – poetę, prekursora polskiego romantyzmu. Był kilkakrotnie rozbudowywany. Kiedy zrobił się za ciasny, zbudowano nowy, murowany kościół, a ten przeniesiono na cmentarz parafialny. Planowano zrobić w nim muzeum Kazimierza Brodzińskiego. Potem przenieść do Cichawki. Ostatecznie został  przeniesiony właśnie tutaj, do Rozdziela.

Wnętrze odrestaurowano. Większość wyposażenia pochodzi z XXI wieku, gdyż stare nie zachowało się lub pozostało w nowym kościele Królówce. Jest jednak kilka elementów przeniesionych z innych kościołów. Na uwagę zasługuje rokokowy ołtarz główny oraz neogotycki ołtarz w kaplicy bocznej z XVII wieku, przeniesiony tutaj z kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Sączu. A także renesansowa chrzcielnica oraz kropielnica z 1540 roku, zrekonstruowana przez miejscowego kamieniarza Jana Stacha w 1987 roku. Także stacje Męki Pańskiej z XVII wieku, znalezione na starej plebanii w Żegocinie i konfesjonał z XVIII wieku przeniesiony z Trzciany.  Zachowały się też detale ciesielskie z XV, m.in. portal z herbem Topór. Niestety, świątynia jest zamknięta i nie możemy wejść do środka.

Kościół jest otoczony dużym placem kościelnym, ogrodzonym stylizowanym płotem, nawiązującym do kościoła. Znajduje się tu pomnik – kamienny obelisk ku czci ks. prałata Antoniego Poręby, z którego inicjatywy przeniesiono ten kościół. Za kościołem, od strony północnej znajduje się grota z figurą NMP z Lourdes.

Teraz jedziemy do Kamionki Małej. Tam, na północno-wschodnich zboczach wzgórza o nazwie Jastrząbka (530 m n.p.m.) znajduje się cmentarz wojenny nr 357. To kolejna duża nekropolia. Projektantem cmentarza był Gustaw Ludwig. Do prac przy jego budowie wykorzystano głównie jeńców.


Jest to jeden z ładniejszych cmentarzy wojennych i koniecznie chcemy go zobaczyć. Chociaż, gdybym wiedziała jak stroma, wąska i kręta jest prowadząca do niego droga, to bym się pewnie nie zdecydowała na wjechanie na szczyt. Ale cóż, niewiedza czasem ratuje.

Cmentarz zbudowany na planie prostokąta ogrodzony jest drewnianym płotem na betonowej podmurówce i betonowych słupkach. Wchodzi się przez ładną bramę wejściową. W słupy bramy wmurowane są po trzy łuski artyleryjskie od pocisków dużego kalibru.


W tylnej części cmentarza znajduje się duża kaplica na murowanym z kamienia tarasie, na który prowadzą kamienne schody. Wykonana z drewna okazała kaplica ma 13 metrów wysokości.

Na środku cmentarza znajduje się murowany z kamienia pomnik w kształcie kopca zwieńczonego kamiennym krzyżem, wykonanym z jednego kamienia. Krzyż ten według podań wykonany został dobrowolnie przez jednego z jeńców.

Na cmentarzu pochowano 92 żołnierzy armii austriackiej, 11 żołnierzy armii niemieckiej i 157 żołnierzy armii rosyjskiej.

Zjazd z góry jest na szczęście łatwiejszy. Powoli wracamy. Ale zatrzymujemy się jeszcze przy kolejnej zabytkowej świątyni. To drewniany kościół w Kamionce Małej pw. św. Katarzyny. Został zbudowany w XVIII wieku w miejscu poprzedniej świątyni. Obok kościoła kamienna dzwonnica, zbudowana w 1925 roku.


Mamy szczęście, bo akurat pojawiła się tam pani z zamiarem posprzątania kościoła, więc możemy go zobaczyć w środku. Ściany i strop pokryte polichromią wykonana w poł. XIX wieku. W neogotyckim ołtarzu głównym barokowa rzeźba  św. Katarzyny z XVII wieku, dwa ołtarze boczne późnobarokowe z pocz. wieku XVIII, kilka zabytkowych obrazów i rzeźb, m.in. późnogotycki Chrystus Zmartwychwstały.


Jeszcze ostatni przystanek. W Strzeszycach. To ciekawa miejscowość, warta odwiedzenia. Już tam byłam, ale moi przyjaciele nie, więc chcę im ją pokazać. Wieś jest stara, już w XIII wieku była wymieniana w dokumentach starosądeckiego klasztoru klarysek. Była ich własnością, chociaż z reguły wydzierżawianą. W 1782 roku, po skasowaniu dóbr ziemskich klasztoru klarysek, wieś stała się własnością cesarza austriackiego. Sprowadzono tu kolonistów niemieckich. Byli to ludzie biedni, którzy w Niemczech nie mieli szans na godne życie. Tutaj dostawali ziemię (10-30 mórg), materiał na domy i zabudowania, a także inwentarz i sprzęt gospodarski. Wieś miała być dla tutejszej ludności wzorem do naśladowania.


W Strzeszycach świetnie zachował się układ zabudowy przestrzennej z czasów kolonizacji józefińskiej z końca XVIII wieku, przypominający trochę małe miasteczko. Kilkanaście drewnianych domów stoi szczytem do niewielkiego „rynku”, pośrodku którego płynie uregulowany potoczek. Zachował się budynek dawnego zboru – obecnie kaplica filialna kościoła w Uljanowicach. Rewitalizację zabytkowego układu przestrzennego Strzeszyc przeprowadzono w 2010 roku z funduszy Unii Europejskiej, Gminy Laskowa i Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego. Jest tu naprawdę urokliwie.


To była „pracowita” wycieczka. Zrealizowaliśmy nawet więcej, niż miałam to w planach. Czchów, Lipnica Murowana, Strzeszyce, 8 kościołów i 5 cmentarzy, Kamienie Brodzińskiego, kawa w Lipnicy, ognisko z kiełbasą, trochę spaceru i jeszcze inne atrakcje. No i wspaniała, wiosenna pogoda, choć to przecież jeszcze zima. Wracamy bardzo zadowoleni do domu. Jeszcze przed zmierzchem. Było super!



Pogórze Rożnowskie Beskid Wyspowy Pogórze Wiśnickie cmentarze wojenne Lipnica Murowana Czchów Żegocina Strzeszyce Kamionka Mała Tymowa Rozdziele (wieś) Rajbrot
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.