LUTY
Kosodrzewina (Pinus mugo)

Beskid Sądecki - 27 stycznia 2026


W tym roku zima jest dziwna. W Beskidach śniegu jest niewiele, chociaż sądząc po tym, co zalega na ulicach, powinno go być tam zdecydowanie więcej. Na dodatek od kilku dni mamy odwilż. Niby w nocy jest mróz i mgły, ale szadź na drzewach się jakoś nie osadza. Z rezygnacją patrzę na widoki z kamer internetowych. We wtorek miało być słonecznie, więc zaplanowałam sobie wycieczkę. Miałam ochotę na Lubań, ale ponieważ nadal było tam nieciekawie (poza słońcem), to postanowiłam podjechać gdzieś blisko i się po prostu przejść.

Wyjechałam z Nowego Sącza w sporej mgle. Niewiele było widać, a gór to już w ogóle. Postanowiłam pojechać do Rytra i pójść sobie na Cyrlę. I to był dobry wybór, bo za Barcicami mgły się rozeszły, a w Rytrze było już słońce. Zostawiłam samochód na parkingu przy stacji PKP.


Przez Rytro przechodzi GSB. Nim właśnie zamierzałam dojść na Cyrlę. Szłam tamtędy tylko raz, bardzo dawno, bo 10 lat temu, gdyż z reguły chodzę tam z Życzanowa, więc miałam okazję sobie ten szlak przypomnieć. Przeszłam mostem na drugą stronę Dunajca i poszłam w kierunku ruin ryterskiego zamku. Są pod nim dwa płatne parkingi, więc można skrócić trasę o pół kilometra. A nawet o kolejne pół, bo powyżej, przy szlaku jest kolejny parking. Też płatny. Zaraz za tym parkingiem szlak skręca w prawo.



Początkowo prowadzi bitą drogą. Teraz jest mocno oblodzona. W pierwszym dogodnym miejscu zakładam więc raczki. Od razu idzie się lepiej. To dość strome podejście. Aż do polany Kretówki. Po drodze udaje mi się sfotografować ładne mgły snujące się nad Rytrem.


Trzeba uważać, bo szlak kilkakrotnie schodzi z drogi. Ale jest bardzo dobrze oznaczony, więc nie ma żadnego problemu. Mijam zapuszczony przysiółek z psem, który wyczuwa mnie już z odległości pół kilometra, więc muszę słuchać przez ten czas jego wściekłego ujadania. Ale, w momencie, jak mijam chałupę, pies na szczęście milknie.


Muszę powiedzieć, że ten fragment szlaku jest mocno nieciekawy. No i ponury, bo nie dociera tu słońce. Z radością wchodzę na polanę Kretówki, bo wreszcie mogę się nim zacząć dzisiaj cieszyć.


Polana Kretówki jest bardzo ładną polaną. Kiedyś była dużo większa, ale zarosła. Są z niej ładne widoki, chociaż przebiega przez nią linia energetyczna, a na środku stoi transformator, co zdecydowanie ją szpeci. Krzyżuje się tu GSB z niebieskim gminnym z Głębokiego.


Śniegu jest niewiele, na dodatek mokry, więc zdejmuję raczki. W planach mam wejście poza szlakiem na szczyt Kretówki (722 m n.p.m.). Odkryłam go trzy lata temu, jak szłam z Głębokiego na Makowicę niebieskim szlakiem. Wtedy nie było na mapie jego nazwy. Albo nie zauważyłam. Teraz w każdym razie jest. Na całej grani są tam piękne wychodnie skalne. Podchodzę pod szczyt kawałeczek szlakiem w stronę Głębokiego – stamtąd można się wdrapać na grań, bo gdzie indziej jest bardzo stromo.


Jak już się wejdzie na grań, to spacer od wychodni do wychodni jest bardzo łatwy i przyjemny. Warto tam zajrzeć, mimo, że to jest nieco poza szlakiem.

Dochodzę do miejsca, gdzie grań schodzi stromo w dół – są tam jeszcze jakieś skałki, ale już tam nie idę.


Jest tu wspaniały, duży głaz. Jakby specjalnie przygotowany, żeby na nim usiąść. Dodatkowo piękne słońce, bezwietrznie, więc postanawiam tu zjeść drugie śniadanie, bo posiłek w takich pięknych okolicznościach przyrody smakuje najlepiej.


Pies zaczyna ujadać, czyli, że idą jacyś turyści. Rzeczywiście, kiedy schodzę na polanę, pojawia się para. Chwilę gawędzimy. Przyjechali z dziećmi na ferie z Warszawy. Do tej pory chodzili tylko po Tatrach. Nastawili się na spacerowy szlak. A to strome, śliskie podejście pokazało im, że w Beskidach wcale nie jest tak łatwo, jak myśleli.



Ten fragment szlaku jest bardzo ładny.  No i nie jest już stromo. Idzie się bardzo przyjemnie. Tyle, że znowu miejscami śnieg jest śliski, więc zakładam raczki. Zwłaszcza ślisko jest na płaskim fragmencie, dochodzącym do schroniska na Cyrli.


Podchodzę pod schronisko, ale nie wchodzę tam, bo nie mam potrzeby. Drugie śniadanie już zjadłam. Wracam do skrzyżowania GSB z żółtym gminnym. Nawet myślałam, czy nim nie zejść i nie wrócić do centrum Rytra tą ładną ścieżką rowerowo-pieszą nad brzegiem Dunajca. Ale to cztery kilometry więcej, z czego dwa niestety o tej porze roku w smogu. No i na pewno będzie tam błoto.



Docieram więc do przysiółku Suchej Strugi o nazwie Makowica i schodzę szeroką, leśną drogą, którą wchodzi na Cyrlę większość turystów, których celem jest spacer i obiad w schronisku, gdzie ponoć jedzenie jest bardzo smaczne. Trochę mi szkoda, bo kilometr tego szlaku jest mi nieznany i ciągle obiecuję sobie, że tamtędy przejdę. Ale postaram się tam wybrać jeszcze w tym roku. Po drugiej stronie jest odwiedzany przez mnie bardzo często przysiółek Rytra o nazwie Pomakowica. Kiedyś je myliłam.



Drogą, którą idę, też dawno nie szłam. Ostatni raz osiem lat temu. To szeroka, leśna droga. Stroma i kręta. Zdaje się także jedyna, którą można dojechać do domów powyżej. Prowadzi przez czysto bukowy las. Jest monotonny, ale ciekawie wygląda. Takie wysokie, proste, szare kolumny buków. Leśna katedra.


W połowie drogi Nadleśnictwo Piwniczna postawiło ładną altankę dla turystów. Robię sobie tu przerwę na kubek herbaty.


Schodzę tuż pod ryterskim zamkiem. Został zbudowany na przełomie XIII i XIV wieku. Zostały co prawda tylko ruiny, ale częściowo je zrekonstruowano. Szkoda, że nie mogę tam dzisiaj zajrzeć, ale trwa następna odbudowa. Zdaje się, że podwyższana jest m.in. wieża. Od jesieni miejsce to jest niedostępne dla turystów. Ale ponoć w tym roku prace mają być zakończone. Teraz panuje moda na taką częściową odbudowę zamkowych ruin. Jak choćby miało to miejsce w Czchowie i Muszynie.


Wycieczka była całkiem udana. Co prawda, szlak taki sobie, no i mocno oblodzony. To dopiero koniec stycznia, a ptaki tak zanosiły się śpiewem, jakby to już było przedwiośnie. Widoków niewiele, bo trasa prowadziła głównie lasem, ale miejscami było całkiem ładnie. Poza tym był piękny, słoneczny i bezwietrzny dzień, co się ostatnio rzadko zdarza. No i z przyjemnością odwiedziłam tę skalistą grań na szczycie Kretówek. Może w lutym zrobi się w górach choć na chwilę zimowo. Nadzieja jest.



Beskid Sądecki Pasmo Jaworzyny Krynickiej Cyrla Rytro Kretówki
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.