Beskid Niski - 9 maja 2020


Z trzech propozycji wycieczek Marek wybiera tę na Cergową. W sumie obydwojgu nam to odpowiada - Marek zaliczy kolejną wieżę widokową, a ja kolejny rezerwat, Cisy w Nowej Wsi. Postanawiamy namówić Lilę, żeby z nami pojechała, bo Cergowa o tej porze jest piękna.

Ponieważ Marek, przygotowując trasę wycieczki, wyczytał w Internecie, że rzekomo ten rezerwat został zlikwidowany, dzwonię do Nadleśnictwa Dukla. Okazuje się, że nie. Miła pani z nadleśnictwa udziela mi wyczerpujących informacji na temat rezerwatu i najłatwiejszego sposobu dotarcia do niego. Przy okazji okazuje się, że zna moją stronę i ma o niej dobre zdanie. Jest mi bardzo miło.

Wycieczkę planujemy na sobotę, bo wtedy ma być lepsza pogoda. Jedziemy we trójkę, Lila dała się namówić. Oczywiście znowu w maseczkach, tym razem to ja prowadzę, więc to ja mam najgorzej.

Bezpiecznie docieramy do celu. Niestety, mostek, którym mieliśmy przejechać na drugą stronę Jasiołki, jest w remoncie. Jest zrobiony co prawda drugi, taki prowizoryczny, ale przejeżdżam zjazd na niego, więc decydujemy się zostawić samochód przy głównej drodze, przejść kładką na drugą stronę i poszukać rezerwatu, bo od niego planujemy zacząć. Uzyskujemy informację, jak się tam najłatwiej dostać, od jednego z mieszkańców. Szybko docieramy na miejsce. Znajdujemy pierwszy cis, a potem kilka następnych.


Droga nam się urywa. Przechodzimy na przełaj przez łąkę. Po drugiej stronie też jest jeszcze rezerwat. I cisy. Jest tu bardzo ładnie. Marek wyszukał na mapie, że jest tam na górze jakaś skałka, ale nie może jej znaleźć. Nie możemy też znaleźć żadnej tablicy rezerwatu. Zaczynamy wspinać się na strome zbocze. Marek wymyślił, że tamtędy dojdziemy na Cergową. Pierwotnie mieliśmy wrócić, dojść do żółtego szlaku i nim dojść na szczyt. To zupełnie w przeciwnym kierunku! Z ciekawości zaglądam do telefonu, bo mam tam wgraną aplikację ”Mapa turystyczna”. Nigdy jeszcze z niej nie korzystałam, a szkoda, bo okazuje się, że to aplikacja w sam raz dla mnie. Odnajduje nas w tym rezerwacie i pokazuje, że rzeczywiście grzbietem, w stronę którego prowadzi nas Marek, biegnie czerwony szlak. W związku z tym przestajemy się z Lilą ociągać i grzecznie drapiemy się za Markiem do góry. W połowie drogi sprawdzam aplikację. Według niej dochodzimy już do czerwonego szlaku. Bardzo mi się ta „pomoc” podoba. Idealna na moje gubienie się w górach! Oczywiście, pod warunkiem, że będę miała zasięg.

 Bardzo szybko stajemy na szlaku. W miejscu, które dokładnie pamiętam z ubiegłorocznej wycieczki. I równie szybko docieramy na szczyt.


Jest ciepło, bezwietrznie i oczywiście bezchmurne niebo. Jest tu niestety sporo ludzi. Ale kiedy po krótkim odpoczynku wyruszamy dalej szlakiem czerwonym, idziemy już całkiem sami. Ta ścieżka wśród kwitnącego czosnku niedźwiedziego i miesiącznicy trwałej, biegnąca grzbietem przez trzy wierzchołki Cergowej, jest przepiękna. Zbaczamy ze szlaku, bo obiecałam Markowi pokazać „Jaskinię gdzie samolot spadł”.  Byłam tu w ubiegłym roku z PTT, i postarałam się dobrze zapamiętać to miejsce, bo wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała pokazać go przyjaciołom. Potem przekonuję Marka, żebyśmy szli z powrotem stokówką. Musimy wrócić do szczytu, żeby wejść na żółty szlak, prowadzący do „Złotej Studzienki”, ale idziemy poniżej grzbietu, robiąc kółko. Mijamy szczyt z wieżą widokową i idąc na przełaj, powoli nabierając wysokości, dochodzimy do naszego szlaku. Idąc nim, cieszymy się bardzo, że dodarliśmy na szczyt Cergowej, idąc przez rezerwat „Cisy w Nowej Wsi”. Było krócej, i mimo, że „na krechę”, zdecydowanie mniej stromo. Schodzi się też trudno, ale wyjście byłoby bardzo męczące. Niestety, wszyscy turyści wchodzą właśnie tędy. A jest ich sporo. Szczerze mówiąc, nie przyszło nam do głowy, że będzie tu aż tylu ludzi.


Z ulgą stajemy przy źródełku. Robimy sobie krótki odpoczynek. Potem idziemy jeszcze kawałek szlakiem, a następnie odbijamy w las, bo musimy wrócić do samochodu, a szlak schodzi do Dukli.

To w sumie najgorszy odcinek naszej trasy, mocno błotnisty,  ale udaje się nam go jakoś pokonać. Wychodzimy z lasu niedaleko naszej kładki.

Marek proponuje, żebyśmy wrócili poszukać tej tablicy rezerwatu. Spotykamy na drodze pięciu tubylców. Trochę kręcą, każdy mówi co innego, ale w końcu wszyscy zaczynają twierdzić, że tablica jest, ale na samej górze. Trochę nie do końca im wierzymy, ale nie naciskamy, bo wiemy, że rezerwat jest najprawdopodobniej na ich gruntach, z czego nie są raczej zadowoleni. Wracamy do samochodu.


Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w Dukli, przy okazałym, pięknie odnowionym, XVIII-wiecznym, późnobarokowym klasztorze franciszkanów. Zaglądamy też na cmentarz, gdzie jest sporo starych, ale też starannie odnowionych nagrobków.

I wracamy szczęśliwi do domu, bo wycieczka była bardzo udana. Co prawda, przywozimy ze sobą kilka kleszczy, ale to niestety konsekwencja naszej „odkrywczej”, trochę  poza szlakowej trasy. Ale zrobiliśmy piękną „ósemkę”!



Beskid Niski Cergowa
Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.