SIERPIEŃ
Wierzbówka kiprzyca (Chamaenerion angustifolium)

Beskid Wyspowy - 7 maja 2022

Pan Kamil Sułkowski (strona Beskid Wyspowy i Gorce)  wybrał się w majowy weekend na Białowodzką Górę i odnalazł tam stanowisko storczyków, o którym mówił mi kiedyś mój kolega. Ale wie, że na wschodnich zboczach mają też być jakieś stanowiska, bo wyszukał ich opisy w literaturze fachowej. Dostał także namiary na jedno z nich. No i teraz koniecznie chce, żebym się z nim na te poszukiwania wybrała, bo liczy, że przy okazji pokażę mu stanowisko jarzębu brekini.


Co prawda, nie dysponuję nadmiarem wolnego czasu, ale ulegam sile jego perswazji, i późnym, sobotnim popołudniem spotykamy się na szczycie. Pan Kamil dostał się tu od strony Zawadki (można dojechać prawie pod rezerwat), a ja przyszłam czerwonym, gminnym szlakiem od strony Marcinkowic. Próbowałam znaleźć storczyki na drugim, podanym mi przez kolegę stanowisku, ale bezskutecznie.


Dotarłam pod szczyt przed ustalonym czasem, więc odszukałam stanowisko odnalezione przez pana Kamila i zrobiłam sobie trochę zdjęć storczyków, a potem wdrapałam się na szczyt.


Potem już razem podeszliśmy na skały zamczyska i pokazałam mu stanowisko jarzębu.


Następnie zeszliśmy pod rezerwat, odszukali leśną drogę, którą najprawdopodobniej można było dojść w interesujące nas rejony Białowodzkiej Góry. Już po przejściu nią kilkuset metrów zaczęły pokazywać się pierwsze storczyki blade. Na początku pan Kamil starannie notował współrzędne i liczył storczyki, ale pod koniec machnął już na to ręką, bo storczyki rosły tam tak masowo, że można je było liczyć w setkach egzemplarzy. Należałoby chyba powiedzieć, że wschodnie zbocza Białowodzkiej Góry to jedno wielkie stanowisko storczyka bladego.



Udało nam się odnaleźć jedno ze stanowisk podane w literaturze – w starym jabłoniowym sadzie. Było rzeczywiście wspaniałe. Storczyki rosły tam bardzo gęsto i były bardzo dorodne. Nigdy jeszcze takich nie widziałam. Najwyższy miał 35 cm wysokości. Poza nimi rosły tam też storczyki męskie. No i mnóstwo orlików pospolitych – chyba będę się tam musiała wybrać, żeby je zobaczyć, jak zakwitną. Zeszliśmy jeszcze poniżej, żeby odszukać kolejne duże stanowisko, i przy okazji znaleźliśmy tam sporo obrazków alpejskich. Mój towarzysz był bardzo szczęśliwy, bo jeszcze nigdy ich nie widział.


Dotarliśmy do drogi, która prowadzi wzdłuż Dunajca, u stóp Białowodzkiej Góry, i postanowiliśmy odszukać rosnący tam ponoć przy jakimś starym domu leciwy okaz kłokoczki południowej. Udało się. Pojawił się też właściciel posesji, bardzo sympatyczny starszy pan, więc wdaliśmy się z nim w pogawędkę.


Koło domu rosło drzewo, które oplatał bardzo stary bluszcz pospolity. Miał już niewiele liści, a oplatające drzewo łodygi wyglądały niesamowicie.


A potem przez łąki i zarośla, mijając kolejne stanowiska storczyków bladych, które już ignorowaliśmy z przesytu, dotarliśmy do naszej drogi. Doszliśmy nią do czerwonego szlaku i tu się pożegnaliśmy. Pan Kamil musiał się wdrapać na szczyt, bo tam zostawił samochód, a ja dojść do swojego, stojącego w lesie za Marcinkowicami.

To była niezwykle udana wyprawa, istne „storczykowe szaleństwo”. Obydwoje wróciliśmy stamtąd w wyśmienitych nastrojach. Białowodzka Góra, którą penetruję już od lat, znowu uchyliła przede mną rąbka swoich tajemnic. A pewnie ma ich jeszcze wiele!


Ta strona korzysta z ciasteczek. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.