Rośliny naczyniowe

Jesienny Spisz z Tatrami w tle

Ubiegłoroczna  październikowa wycieczka z przyjaciółmi na Spisz była bardzo udana i mocno utkwiła mi w pamięci. Wybraliśmy się wtedy z Przełęczy pod Łapszanką na słowacką stronę. Naszym celem było Rzepisko (sł. Repisko), najwyższy szczyt Magury Spiskiej (1259 m n.p.m.). Ponieważ nie prowadzi na niego żaden szlak turystyczny, moi koledzy opracowali jak zwykle trasę wycieczki tak, żeby można było zrobić kółeczko i wrócić z powrotem w to samo miejsce.

Pogodę mieliśmy cudowną, wędrówka po jesiennych, malowniczych łąkach Spisza była wspaniała, a widoki na ośnieżone szczyty Tatr, zwłaszcza Bielskich, zapierały wręcz dech w piersiach. Dodatkową atrakcją było zejście do Osturni (sł. Osturňi), słowackiej, bardzo pięknej i malowniczej wioski przygranicznej. Szkoda, że nie obejrzeliśmy jej dokładnie z braku czasu, ale na pewno jeszcze tam kiedyś wrócimy.  

Była to z uwagi na widoki, jedna z moich najpiękniejszych wycieczek w ubiegłym roku.

Dlatego też, kiedy w tym roku znajomy zaproponował mi udział w wycieczce KTG sądeckiego PTTK właśnie na Spisz, zgodziłam się bez wahania, zwłaszcza, że pogoda zapowiadała się równie piękna, jak w ubiegłym roku.

Trasa była nieco inna, także częściowo poza szlakami. Tym razem wycieczka odbyła się była po polskiej stronie Magury Spiskiej. Wyszliśmy z Łapsz Wyżnych, zdobyliśmy Kuraszowski Wierch, następnie Przełęcz pod Łapszanką i Pawlikowski Wierch. I zeszliśmy z powrotem do Łapsz Wyżnych. Ta wycieczka okazała się równie udana, jak tamta ubiegłoroczna. Piękne widoki dodatkowo zostały wzbogacone utrzymującymi się przez cały dzień malowniczymi mgłami.