Rośliny naczyniowe

Połonina Wetlińska

Bieszczady - 13 października 2019

Drugi dzień był przeznaczony na Połoninę Wetlińską. Marta chciała wejść na nią z Zatwarnicy (Suchych Rzek), bo nigdy tamtędy na tę połoninę nie szła, a poza tym unikaliśmy tłumów przynajmniej na wejściu.

Po drodze obejrzeliśmy kościół w Dwerniku, zbudowany w latach 1979-80 z fragmentów rozebranej cerkwi św. Michała w Lutowiskach z 1898 roku.

Później dawną grekokatolicką cerkiew p.w. św. Mikołaja w Chmielu, zbudowaną na początku XX wieku. W latach 50-tych była użytkowana jako magazyn, a od 1969 roku pełni rolę kościoła katolickiego. Jest z nią związana ciekawa, ale i smutna historia. W 1968 roku, podczas kręcenia filmu „Pan Wołodyjowski”, były plany, aby spalić ją na potrzeby filmu.  Było już nawet wydane pozwolenie konserwatora zabytków. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy ostro sprzeciwili się temu pomysłowi i cerkiew ocalała.
 
W Starych Rzekach znajduje się Terenowa Stacja Edukacji Ekologicznej.  Byliśmy tam wiosną 2014 roku, kiedy szukaliśmy śnieżycy karpackiej i ciemiernika czerwonawego. Wiedziałam, że jest tam hodowany, a ponieważ bałam się, że możemy go nie znaleźć w górach, to tu właśnie przyjechaliśmy po obejrzeniu rezerwatu „Śnieżyca Wiosenna w Dwerniczku”. Dużo się od tego czasu zmieniło. Powstał piękny, nowy budynek. Stanęła także budka poboru opłat za wejście do BPN. Za to można podjechać dalej, niż wtedy, chociaż nadal gruntową drogą.

Zapłaciliśmy za wejście i wyruszyli na szlak. Niestety nie sami. Mimo, że na parkingu byliśmy pierwsi, to mieliśmy towarzysza. Dołączył się do nas łaciaty kociak i nie udawało się go nam odpędzić. Szliśmy więc wspólnie. Po blisko godzinie marszu zauważyliśmy ruch na ścieżce przed nami. Po chwili dotarło do nas, że przechodzi tamtędy wataha wilków. To pierwsze wilki, jakie widziałam w życiu. Niestety, nie zdążyłam ich sfotografować.

Obejrzeliśmy się za naszym kotkiem, ale nigdzie go nie było. Musiał widocznie wyczuć wilki i uciekł. Przynajmniej tak wtedy pomyśleliśmy. Potem, kiedy wracaliśmy tą samą drogą, spotkaliśmy ludzi, którzy spotkali tego kociaka dużo wyżej, nieśli go nawet ze sobą w stronę połoniny, ale udało im się go przekazać schodzącym na dół turystkom. Jednak, jak zeszliśmy na parking, była tam tylko jego mama i braciszek. Co stało się z naszym kotkiem, nie wiemy. Mamy nadzieję, że jednak szczęśliwie wrócił do domu.

Na połoninie było pięknie, ale wiał bardzo silny, chociaż ciepły wiatr. Ale i tak mieliśmy szczęście, bo poprzedniego dnia wiało mocniej.  Niestety, przymrozki spowodowały, że z części drzew opadły już liście i kolory nie były takie, jak by można oczekiwać w połowie października. Poszliśmy w stronę Chatki Puchatka. Doszliśmy  kawałek za Srebrzystą Przełęcz i wróciliśmy tą samą drogą, bo nie było niestety innej opcji. Na Połoninie Wetlińskiej były tłumy, zresztą we wszystkich popularnych miejscach też.

Nie zatrzymywaliśmy się więc nawet na obiad, tylko postaraliśmy się jak najszybciej wyjechać, żeby uniknąć tłoku w drodze powrotnej. Wracaliśmy naszą tradycyjną drogą przez Duklę. To była dobra decyzja, bo ruch był tam niewielki.

To były piękne dwa dni. Nocleg, załatwiony w ostatniej chwili, okazał się bardzo przyzwoity, pogoda była piękna, chociaż wiało, dzięki wyborowi tras uniknęliśmy tłumów na szlakach (z wyjątkiem grani Połoniny Wetlińskiej, ale to było do przewidzenia), szliśmy żubrzą ścieżką, spotkaliśmy wilki… No i w ogóle było cudownie!